Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: pn wrz 21, 2026 3:44 pm
Trudno znaleźć kogoś bardziej upierdliwego niż Godryk. Nie dość, że był zwyczajnie męczący ,to jeszcze miał się za nie wiadomo kogo. Na pewno maczał palce w organizowaniu schronienia dla tego artefaktu i tylko utrudnił im dzień. To nie tak, że Cross była z zasady uprzedzona do Gryfonów. No... może odrobinkę. Ale często dawała im szansę. Zdarzały się przypadki, w których okazywali się dokładnie tacy, jakich można było się spodziewać, ale trafiały się też chlubne wyjątki. Jak spokojny byłby jej dzień, gdyby zdecydowała się spędzić go na błoniach ze swoją ulubioną Gryfonką, zamiast szlajać się po Zakazanym Lesie z ulubioną Krukonką. Szkoda gadać.
Na błoniach pewnie nic nie czyhałoby na ich życie. Nie musiałby też nerwowo spoglądać na swoją potencjalną towarzyszkę, bo jeżeli dyszałaby ciężko, to tylko przez... zresztą nieważne. Naprawdę nie miała czasu tego rozważać w momencie, gdy klepsydra w dłoni goblina się obróciła i zaczęła odliczać czas. Nie było nawet czasu, by właściwie pomartwić się o Prescott. Obie Ślizgonki rozejrzały się nerwowo. Należało działać.
Ruszyły w stronę nowego korytarza, chcąc po prostu się stąd wydostać. Drogę zablokowała im jednak wielka tafla ciemnego szkła, która opadła z sufitu, blokując im dalsze przejście. Cross cofnęła się o krok, a Raven złapała ją za skraj bluzy, odsuwając od przejścia jeszcze bardziej. Rysowniczka warknęła zirytowana i szarpnęła się, żeby wydostać się z tego nadopiekuńczego uścisku. Spojrzała z powrotem w stronę szkła. W wielkim lustrze w zdobionej ramie przez moment dostrzegła spokojny dzień na błoniach w równie spokojnym towarzystwie, o którym przed chwilą myślała. Potarła oczy, będąc święcie przekonaną, że do reszty jej już odjebało. Gdy spojrzała na taflę raz jeszcze, dostrzegła bladą i oddychającą z wysiłkiem Ruelle. Zrobiła krok w stronę tafli, czując, że zaczyna się w niej gotować z nerwów. Obraz zmienił się natychmiast, tym razem przedstawiając salę, w której wcześniej były. Na środku podłogi pod ciężką kratą leżała Raven, tuż obok stała Violetta, której coś właśnie wytrąciło z rąk różdżkę. Nawet nie zauważyła, kiedy z ram potężnego lustra wysunęły się ostrza i zaczęły zbliżać się w jej stronę, jakby chciały ją do siebie przytulić.
— Reducto — warknęła wściekle, celując prosto w ramę. Zaklęcie odbiło się od tafli, a potem od podłogi, ostatecznie rozbijając się o jakąś ścianę i zostawiając na niej czarny ślad. Ostrza nieco się wycofały.
— Kurwa, River, uspokój się wreszcie — warknęła Vanberg i popchnęła ją mocno, odsuwając od lustra. Raven spojrzała w jego taflę, ale szybko odwróciła wzrok, mieląc w ustach jakieś przekleństwo. Zaaferowana nerwami i odepchnięciem River nawet nie zdążyła spojrzeć, co się w nim pojawiło.
— Jaka jesteś zajebiście mądra? No to śmiało, wskaż, co mamy wybrać, a ja posłusznie podążę za twoją nieomylnością — warknęła, zbliżając się do Raven. Zacisnęła mocniej palce na różdżce, jakby była gotowa cisnąć gradem zaklęć w przyjaciółkę. Blondynka nie cofnęła się ani na krok. Właściwie nawet nie drgnęła.
— To nie chce decyzji. To jest przynęta. Rozpraszacz. Musimy to ominąć albo po prostu rozbić — Raven wycedziła przez zęby. W jej sylwetce może niewiele się zmieniło, ale wyraźnie traciła do tego wszystkiego cierpliwość. A może po prostu do River? Druga Ślizgonka zacisnęła wściekle szczękę i powstrzymała się od wyplucia gradu przekleństw, które miała na końcu języka. Obróciła głowę w stronę Krukonek, licząc, że będą bardziej zdecydowane.
Ruelle I. Prescott
Na błoniach pewnie nic nie czyhałoby na ich życie. Nie musiałby też nerwowo spoglądać na swoją potencjalną towarzyszkę, bo jeżeli dyszałaby ciężko, to tylko przez... zresztą nieważne. Naprawdę nie miała czasu tego rozważać w momencie, gdy klepsydra w dłoni goblina się obróciła i zaczęła odliczać czas. Nie było nawet czasu, by właściwie pomartwić się o Prescott. Obie Ślizgonki rozejrzały się nerwowo. Należało działać.
Ruszyły w stronę nowego korytarza, chcąc po prostu się stąd wydostać. Drogę zablokowała im jednak wielka tafla ciemnego szkła, która opadła z sufitu, blokując im dalsze przejście. Cross cofnęła się o krok, a Raven złapała ją za skraj bluzy, odsuwając od przejścia jeszcze bardziej. Rysowniczka warknęła zirytowana i szarpnęła się, żeby wydostać się z tego nadopiekuńczego uścisku. Spojrzała z powrotem w stronę szkła. W wielkim lustrze w zdobionej ramie przez moment dostrzegła spokojny dzień na błoniach w równie spokojnym towarzystwie, o którym przed chwilą myślała. Potarła oczy, będąc święcie przekonaną, że do reszty jej już odjebało. Gdy spojrzała na taflę raz jeszcze, dostrzegła bladą i oddychającą z wysiłkiem Ruelle. Zrobiła krok w stronę tafli, czując, że zaczyna się w niej gotować z nerwów. Obraz zmienił się natychmiast, tym razem przedstawiając salę, w której wcześniej były. Na środku podłogi pod ciężką kratą leżała Raven, tuż obok stała Violetta, której coś właśnie wytrąciło z rąk różdżkę. Nawet nie zauważyła, kiedy z ram potężnego lustra wysunęły się ostrza i zaczęły zbliżać się w jej stronę, jakby chciały ją do siebie przytulić.
— Reducto — warknęła wściekle, celując prosto w ramę. Zaklęcie odbiło się od tafli, a potem od podłogi, ostatecznie rozbijając się o jakąś ścianę i zostawiając na niej czarny ślad. Ostrza nieco się wycofały.
— Kurwa, River, uspokój się wreszcie — warknęła Vanberg i popchnęła ją mocno, odsuwając od lustra. Raven spojrzała w jego taflę, ale szybko odwróciła wzrok, mieląc w ustach jakieś przekleństwo. Zaaferowana nerwami i odepchnięciem River nawet nie zdążyła spojrzeć, co się w nim pojawiło.
— Jaka jesteś zajebiście mądra? No to śmiało, wskaż, co mamy wybrać, a ja posłusznie podążę za twoją nieomylnością — warknęła, zbliżając się do Raven. Zacisnęła mocniej palce na różdżce, jakby była gotowa cisnąć gradem zaklęć w przyjaciółkę. Blondynka nie cofnęła się ani na krok. Właściwie nawet nie drgnęła.
— To nie chce decyzji. To jest przynęta. Rozpraszacz. Musimy to ominąć albo po prostu rozbić — Raven wycedziła przez zęby. W jej sylwetce może niewiele się zmieniło, ale wyraźnie traciła do tego wszystkiego cierpliwość. A może po prostu do River? Druga Ślizgonka zacisnęła wściekle szczękę i powstrzymała się od wyplucia gradu przekleństw, które miała na końcu języka. Obróciła głowę w stronę Krukonek, licząc, że będą bardziej zdecydowane.
Ruelle I. Prescott