Rozdział III. Too late, still you.
: śr paź 07, 2026 9:19 pm
trigger warning
przekleństwa i trochę erotyka- Co? - wypalił, kiedy kazała mu czekać, przytrzymał ją blisko siebie, zaglądając w jej piękne, ciemne oczy, a kiedy Pilar kazała mu obiecać, że już nie będzie uciekał, to szarpnął się do niej, musnął wargami kącik jej ust - nawet jakbym próbował, to i tak coś mnie do ciebie ciągnie... I tak zawsze do ciebie wracam - przesunął palcami po jej policzku zgarniając z niego niesforne kosmyki - ale obiecuję, że będę czekał, aż zostaniesz moją żoną, a ja będę mógł być tatą Amry - musnął kciukiem jej pełne wargi - a na razie będę przy tobie, jako twój kochanek, facet do pieprzenia, czy cokolwiek chcesz - znowu złożył na jej wargach czuły, krótki pocałunek - choć by się waliło i pieprzyło dookoła, to my to ogarniemy - zapewnił ją, a jego ciemne tęczówki odnalazły znowu jej piękne, czekoladowe oczy. Palce ułożył na jej karku przytrzymując ją jeszcze przy sobie - już nie będziesz sama - kurwa. Wiedział, że nie powinien jej tego obiecywać, czuł to pod skórą. Bo on przecież nawet nie mógł być przy niej, kiedy chciał. Miał te dwa dni...
A potem?
Ale już ustalili, że teraz mieli czerpać z tego, co dostali, a potem się zobaczy. Potem jakoś to będzie, przecież Madox wiecznie tak żył, z tym jakoś to będzie.
- Coś wymyślimy Pilar - bo przecież razem mogli walczyć z całym światem, to co to dla nich stary Noriega, czy Galen Wyatt?
Zsunął się z maski, żeby zaraz złapać ją za nogę i pociągnąć do siebie na plecy, zanieść do samochodu. Jak wtedy, kiedy mieli po osiemnaście lat, a on ją nosił po plaży, a Pilar go wiecznie zaczepiała, teraz też to zrobiła. Zapakowali się do samochodu i odjechali w stronę zachodzącego słońca, dosłownie. Jego promienie łapali jeszcze, kiedy Madox parkował przed tą urokliwą chatką. Chciał pomóc Pilar z Amrą, ale ona zrobiła to tak wprawnie, że dziewczynka nawet się nie obudziła, więc Noriega zajął się ich torbami. Wniósł je do domku, a potem wyszedł po cichu na ganek obserwując pokolorowane na pomarańczowo niebo. Wyglądało pięknie, promienie igrały na talii jeziora. Madox rozciągnął sią na schodkach, jak kot, a kiedy Pilar do niego dołączyła, to zadarł do góry głowę, żeby na nią spojrzeć. Wyciągnął do niej rękę i chciał ją do siebie pociągnąć, ale kiedy pokazała mu wyświetlacz telefonu, to się skrzywił.
- Czemu? Miało go nie być - stwierdził i się podniósł, żeby koło niej stanąć - nie odbieraj - poprosił ją. Bo Madox nie chciał, żeby gadała z Wyattem, kiedy przez te dwa dni miała być jego. Ale czego on się spodziewał? Oczywiście, że odebrała.
Noriega usiadł ponownie na schodku, utkwił w niej spojrzenie, kiedy przyłożyła telefon do ucha. Skrzywił się już na to cześć kochanie, i może powinien jej pozwolić w spokoju przeprowadzić tą rozmowę ze swoim mężem, ale... to był Madox. Poderwał się z miejsca, a zaraz już stał za nią, przyciągnął ją do siebie, opierając dłoń na jej brzuchu. Ta druga sięgnęła do jej karku, z którego zgarnął jej niesforne kudły, przełożył je przez ramię, mogła poczuć na karku jego ciepły oddech. A potem gorące usta, usłyszeć ten pomruk, kiedy jego palce zatrzymały się na guziku jej spodni, kiedy przesunęły się po gładkiej, gorącej skórze na jej brzuchu.
- Pilar a co to za kolega? Znam go? - pytał Galen. Siedział przy biurku, a jego niebieskie oczy wisiały na zdjęciu, które przedstawiało jego, Pilar i Amrę na wakacjach, byli uśmiechnięci. Piękni...
Nie piękne wcale było to, co Madox robił, odbezpieczył już guzik jeansów Pani Wyatt i zjechał rozporkiem w dół, jego ręka bezczelnie wdarła się pod jeansowy materiał, przesunęła po cienkim materiale jej majtek, prosto między nogi.
- Może tam przyjadę? Obiecałem Amrze, że spędzimy trochę czasu razem, jak uda mi się wrócić wcześniej, na pewno byłaby zadowolona... - Galen nie dawał za wygraną. Obracał w palcach złotą ramkę.
Madox też mruknął zadowolony, kiedy jego usta znaczyły mokrą ścieżkę z pocałunków na szyi Pilar, a palce zaczepiły ją przez cienki materiał jej bielizny, przesunął ją na bok...
- Zapytaj ich o to? Może nie będą mieli nic przeciwko? Skoro są tam razem, to pewnie jesteś trochę... no wiesz jak piąte koło u wozu? - Galen znowu się odezwał, wstał już od biurka, żeby przejść się po gabinecie.
A w tym czasie Madox wsunął już palce głębiej, wcale nie krępując się tym, że Pilar prowadziła rozmowę... ze swoim mężem. Diabeł jeden. Jej kochanek i chłopak do pieprzenia. Poruszył w niej delikatnie palcami, pozwalając jej się na sobie oprzeć. Druga jego ręka sięgnęła do jej piersi, na której też zacisnął wytatuowane palce, pieścił ją przez cienki materiał jej koszulki.
ya no estarás solo ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧