clean up the rot before it digs too deep
: wt wrz 29, 2026 5:17 pm
Trzymane przez nią szczypce weszły w ranę, zanim zdążył odpowiedzieć na cokolwiek z tego, co właśnie powiedziała, i przez sekundę nawet nie słyszał ani słowa. Szarpnęło nim od środka, konkretnie, paskudnie, aż palce same zacisnęły mu się na krawędzi siedzenia, a on przez ten moment miał ochotę urwać sobie rękę, byleby dać głowie coś innego do roboty.
Nie ruszył się.
To znaczy – ruszył, oczywiście, całe ciało napięło mu się odruchowo, barki, szczęka, brzuch, nawet noga pod jej udem, ale nie próbował się od niej odsunąć ani wywinąć z tego fotela jak idiota. Już raz sprawdził, jak kończy się wstawanie z dziurą pod żebrami i, ku zaskoczeniu dosłownie nikogo, wynik nie był szczególnie obiecujący.
— Humanitarne warunki — powtórzył w końcu, głosem niższym niż zwykle. Przełknął ślinę, powoli, bo nawet to wydawało się teraz jakąś absurdalną czynnością wymagającą skupienia. — I właśnie dlatego siedzisz na mnie. Tak to się teraz nazywa. Humanitarne warunki
Możliwe, że uwstecznił się jeszcze bardziej. Możliwe, że to była infekcja i gorączka.
Pojedynczy ruch jej dłoni wystarczył, żeby reszta komentarza zniknęła mu z ust razem z oddechem. Odchylił głowę na zagłówek, przymknął oczy i przez chwilę po prostu siedział nieruchomo, słuchając silników, własnego pulsu i tego jednego, irytującego dźwięku, który wydawał metal ocierający się o metal.
Miał zimne dłonie, chociaż pod koszulą był cały lepki od potu, kark też. Kiedy otworzył oczy, najpierw zobaczył tylko jej włosy i kawałek policzka, potem tę zaschniętą smugę krwi przy brwi. Zdecydowanie za blisko. W normalnych okolicznościach powiedziałby coś od razu, coś głupiego, bezczelnego, może nawet naprawdę dobrego, bo miała kolana po obu stronach jego bioder i dłoń na jego ciele, a on nie był świętym ani szczególnie cierpliwym człowiekiem.
W normalnych okolicznościach.
— Jeśli to jest ta część, w której próbujesz mnie zdominować — mruknął, unosząc na nią wzrok — to musisz wybrać trochę mniej krwawą metodę.
Kącik ust drgnął mu ledwie zauważalnie, zaraz jednak grymas zgasł, bo szczypce znów się poruszyły w jego ranie. Tym razem przekleństwo utknęło gdzieś w gardle, o mało co go nie dławiąc, a jego dłoń ześlizgnęła się z podłokietnika na jej biodro tylko po to, żeby od razu zatrzymać się nieruchomo. Przy kolejnej nieudanej próbie wydłubania pocisku z rany, która znów spięła mu ciało, wcisnął swoje palce w jej mięśnie.
— Condenada a mí, ¿sí? — powtórzył po niej, już ciszej. — Tragiczna historia. Ty, brudna igła i ja, który najwyraźniej powinienem był zostać w tym pieprzonym samochodzie i pomachać ci w czasie odlotu.
Oczywiście, że nie powinien. I nie potrafiłby. Wiedział to, zanim zdanie zdążyło wybrzmieć do końca, tak samo jak wiedział, że gdyby miał wrócić do tego momentu, znowu wszedłby do hangaru, znowu narobiłby hałasu, znowu zrobiłby dokładnie tę samą rzecz. Znowu miałby p l a n.
Samolot zadrżał lekko i ból pod żebrami odpowiedział od razu, głębokim pulsowaniem, które rozlało się aż pod łopatkę. Zacisnął powieki, tłumiąc w sobie kolejną garść przekleństw w natywnym języku. Kiedy je otworzył, jej twarz zdawała się odrobinę nieostra przy krawędziach.
— Jak już wyciągniesz tę kulę, możesz ją sobie zatrzymać na pamiątkę. — Zerknął na nią spod przymrużonych powiek. — Powiesimy ci ją na łańcuszku. — To było głupie, bo to było jak namacalny argument, którym mogłaby obracać w czasie debaty o tym, czy jego plany były rzeczywiście takie genialne czy może właśnie zjebane, jak to zwykle lubiła je określać.
spare me
Nie ruszył się.
To znaczy – ruszył, oczywiście, całe ciało napięło mu się odruchowo, barki, szczęka, brzuch, nawet noga pod jej udem, ale nie próbował się od niej odsunąć ani wywinąć z tego fotela jak idiota. Już raz sprawdził, jak kończy się wstawanie z dziurą pod żebrami i, ku zaskoczeniu dosłownie nikogo, wynik nie był szczególnie obiecujący.
— Humanitarne warunki — powtórzył w końcu, głosem niższym niż zwykle. Przełknął ślinę, powoli, bo nawet to wydawało się teraz jakąś absurdalną czynnością wymagającą skupienia. — I właśnie dlatego siedzisz na mnie. Tak to się teraz nazywa. Humanitarne warunki
Możliwe, że uwstecznił się jeszcze bardziej. Możliwe, że to była infekcja i gorączka.
Pojedynczy ruch jej dłoni wystarczył, żeby reszta komentarza zniknęła mu z ust razem z oddechem. Odchylił głowę na zagłówek, przymknął oczy i przez chwilę po prostu siedział nieruchomo, słuchając silników, własnego pulsu i tego jednego, irytującego dźwięku, który wydawał metal ocierający się o metal.
Miał zimne dłonie, chociaż pod koszulą był cały lepki od potu, kark też. Kiedy otworzył oczy, najpierw zobaczył tylko jej włosy i kawałek policzka, potem tę zaschniętą smugę krwi przy brwi. Zdecydowanie za blisko. W normalnych okolicznościach powiedziałby coś od razu, coś głupiego, bezczelnego, może nawet naprawdę dobrego, bo miała kolana po obu stronach jego bioder i dłoń na jego ciele, a on nie był świętym ani szczególnie cierpliwym człowiekiem.
W normalnych okolicznościach.
— Jeśli to jest ta część, w której próbujesz mnie zdominować — mruknął, unosząc na nią wzrok — to musisz wybrać trochę mniej krwawą metodę.
Kącik ust drgnął mu ledwie zauważalnie, zaraz jednak grymas zgasł, bo szczypce znów się poruszyły w jego ranie. Tym razem przekleństwo utknęło gdzieś w gardle, o mało co go nie dławiąc, a jego dłoń ześlizgnęła się z podłokietnika na jej biodro tylko po to, żeby od razu zatrzymać się nieruchomo. Przy kolejnej nieudanej próbie wydłubania pocisku z rany, która znów spięła mu ciało, wcisnął swoje palce w jej mięśnie.
— Condenada a mí, ¿sí? — powtórzył po niej, już ciszej. — Tragiczna historia. Ty, brudna igła i ja, który najwyraźniej powinienem był zostać w tym pieprzonym samochodzie i pomachać ci w czasie odlotu.
Oczywiście, że nie powinien. I nie potrafiłby. Wiedział to, zanim zdanie zdążyło wybrzmieć do końca, tak samo jak wiedział, że gdyby miał wrócić do tego momentu, znowu wszedłby do hangaru, znowu narobiłby hałasu, znowu zrobiłby dokładnie tę samą rzecz. Znowu miałby p l a n.
Samolot zadrżał lekko i ból pod żebrami odpowiedział od razu, głębokim pulsowaniem, które rozlało się aż pod łopatkę. Zacisnął powieki, tłumiąc w sobie kolejną garść przekleństw w natywnym języku. Kiedy je otworzył, jej twarz zdawała się odrobinę nieostra przy krawędziach.
— Jak już wyciągniesz tę kulę, możesz ją sobie zatrzymać na pamiątkę. — Zerknął na nią spod przymrużonych powiek. — Powiesimy ci ją na łańcuszku. — To było głupie, bo to było jak namacalny argument, którym mogłaby obracać w czasie debaty o tym, czy jego plany były rzeczywiście takie genialne czy może właśnie zjebane, jak to zwykle lubiła je określać.
spare me