tequila con muerte
: czw lut 12, 2026 12:41 pm
Wszyscy doskonale to wiedzieli, że ten plan miał więcej dziur niż jakiś pewników. Policja przecież też mogła wiedzieć więcej, jak oni Madoxowi przekazali jakieś szczątkowe informacje. A Pablo, czy on też był taki głupi, żeby nic nie zauważyć, że jego kobieta ma romans ze swoim ochroniarzem? No i co właściwie chciała zrobić Esmeralda? Uciec z Lopezem, gdzie tym razem, do Hiszpanii? Żeby tam wejść w jakiś handel... ludźmi na przykład? Skoro prochy i broń miała już obcykane.
Madox znowu zrobił kilka kroków za plecami Pilar, znowu przejechał palcami po jasnych włosach, bo to było jak rozsypane puzzle tysiąc kawałków, a oni teraz musieli to poskładać w jakąś sensowną całość. A zaraz się okazało, że to jeszcze nie wszystko. Bo jeszcze była jakaś jego siostra, mała dziewczynka. Oczywiście, że Madox od razu sobie pomyślał o tym, że Esme jest pierdolnięta, skoro skazała na takie coś drugie dziecko, tylko, że w zasadzie nie wiedzieli jakie dzieciństwo miała Aura, miał nadzieję, że trochę lepsze niż on. Usiadł koło Pilar opierając rękę na oparciu jej krzesła. I chyba nawet chciał zapytać o to samo co ona, czy Pablo wie czyje to dziecko, więc zaraz po jej słowach, wbił spojrzenie w matkę.
A ona co? Ona poprawiła sobie włosy, jak księżniczka, ale później zupełnie nie jak takowa pociągnęła ze swojego kieliszka rumu, zanim im odpowiedziała.
- Nie wie, nikt nie wie, tylko wy i ja, Lopez też nie... Ale on kocha Aurę, a Aura jego też... byłby dobrym ojcem - powiedziała ciszej. A Madox przesunął ręką po twarzy. Nie no kurwa cudownie. Chociaż Aura miała dwóch dobrych ojców, trafiła lepiej niż on, ale... jeden z nich był mafiosem, który handlował bronią, a drugi bezwzględnym ochroniarzem, jakimś kurwa mafijnym egzekutorem.
Noriega uderzył głowa w blat, bo to było już za dużo, matka, która uciekła od mafii do innej mafii, od jednego tyrana, z którym miała dziecko, do kolejnego, z którym też miała dziecko i znowu chciała uciec.
- Kocham Lopeza, a on mnie, chcemy... stworzyć normalną rodzinę - zajebiście. Madox nawet nie podniósł głowy, chociaż na usta cisnęło mu się tyle słów. Zajebista normalna rodzina.
Kiedy Pilar zapytała Esme, jak ona to sobie wyobraża, ta zaraz spojrzała na Madoxa, a później na Pilar.
- Skoro tutaj jesteście... - zaczęła, a Madox się podniósł, bo to brzmiało źle. Już dużo jej zaproponowali. Pilar kontynuowała i to na nią zerknął Noriega, ale Esmeralda wbiła spojrzenie w swój talerz, na którym leżała samotna, nie tknięta nawet empanada.
- Plan był taki, że jutro zadzwonią z posterunku, że znaleźli moje ciało, wszystko się zgadzało, oprócz tego pierdolonego tatuażu... A ja zniknę, razem z Lopezem, który zawsze mnie pilnuje. Pablo się wkurwi, że to jakieś porachunki, a za jakiś czas mieliśmy przechwycić Aurę. Pieniądze mam... - wyjaśniła, a Madox aż uniósł obie brwi, bo co ona pierdoliła - tylko plan się wyjebał - wzruszyła ramionami, a zaraz znowu wbiła te ciemne oczy w Madoxa. Oczy miał po niej. Miał też po niej najwidoczniej to, że jak plan się wysypał, to trzeba było go na bieżąco dziergać, uzupełniać, bo ona zaraz znowu się odezwała.
- Ale skoro już tutaj jesteście, to zabierzecie Aurę od razu, bo po śmierci mojej i zaginięciu Lopeza ty jesteś jej jedynym krewnym - powiedziała patrząc w oczy Noriegi.
- Pojebało cię, nie ma takiej opcji - Madox aż znowu wstał przeszedł się po pokoju - przecież Pablo myśli, że to jego córka, i co tak po prostu nam ją odda? - znowu stanął za plecami Stewart.
- Dowie się, że nie jest jego córką, mam wyniki badań genetycznych - Madox aż parsknął łapiąc się za głowę. Znowu zrobił dwa kroki w głąb pokoju, ale za chwilę już stał koło Pilar.
- Dobra, wykreśl nas z tego planu. Pilar chodź, spierdalamy stąd - już wyciągnął rękę ozdobioną tym tatuażem z różą do Stewart, ale zerknął jeszcze na matkę. Nie, to wszystko nie miało sensu, nie musieli jej przecież pomagać, skoro ona sobie tak to świetnie zaplanowała...
- Ona jest taka sama jak ty Madito… taka narwana - zaczęła, ale Madox doskonale wiedział, że teraz będzie go chciała wziąć na litość. Dobrze, że on nie był litościwy.
- I co z tego? Mam to w dupie - wypalił od razu. Tylko, że Esmeralda, nie dała za wygraną, bo zaraz przesunął się w kierunku Pilar, zaraz sięgała do niej, żeby złapać ją za rękę.
- Nie mogę jej tutaj zostawić Pilar, ona ma tylko siedem lat - na jej twarzy od razu wymalowało się pełne przejęcie.
- Nie no kurwa, chyba śnisz - warknął Madox i aż wstąpił miedzy nie, żeby jednak stanąć przed Stewart. Teraz jego ciemne tęczówki odszukały jej piękne, brązowe oczy - chodźmy stąd Pilar, ona robi to specjalnie, przecież wiesz - wszyscy to wiedzieli, ale Esme i tak zdecydowała się kontynuować przedstawienie, bo zaraz schowała twarz w dłoniach i odezwała się łamiącym głosem.
- Ja już nie wiem co mam zrobić, to wszystko miało być dla niej - Madox parsknął i się odsunął.
- No nie wierzę, nagle się w tobie obudziły matczyne uczucia? - syknął, ale zaraz znowu spojrzał na Stewart - Pilar... - według niego to już był ten moment, że powinni jednak stąd wyjść. Mieli wyjść po kolacji, co prawda nie zjedli za wiele, ale i tak żadne z nich już pewnie nic nie przełknie.
Pilar Stewart
Madox znowu zrobił kilka kroków za plecami Pilar, znowu przejechał palcami po jasnych włosach, bo to było jak rozsypane puzzle tysiąc kawałków, a oni teraz musieli to poskładać w jakąś sensowną całość. A zaraz się okazało, że to jeszcze nie wszystko. Bo jeszcze była jakaś jego siostra, mała dziewczynka. Oczywiście, że Madox od razu sobie pomyślał o tym, że Esme jest pierdolnięta, skoro skazała na takie coś drugie dziecko, tylko, że w zasadzie nie wiedzieli jakie dzieciństwo miała Aura, miał nadzieję, że trochę lepsze niż on. Usiadł koło Pilar opierając rękę na oparciu jej krzesła. I chyba nawet chciał zapytać o to samo co ona, czy Pablo wie czyje to dziecko, więc zaraz po jej słowach, wbił spojrzenie w matkę.
A ona co? Ona poprawiła sobie włosy, jak księżniczka, ale później zupełnie nie jak takowa pociągnęła ze swojego kieliszka rumu, zanim im odpowiedziała.
- Nie wie, nikt nie wie, tylko wy i ja, Lopez też nie... Ale on kocha Aurę, a Aura jego też... byłby dobrym ojcem - powiedziała ciszej. A Madox przesunął ręką po twarzy. Nie no kurwa cudownie. Chociaż Aura miała dwóch dobrych ojców, trafiła lepiej niż on, ale... jeden z nich był mafiosem, który handlował bronią, a drugi bezwzględnym ochroniarzem, jakimś kurwa mafijnym egzekutorem.
Noriega uderzył głowa w blat, bo to było już za dużo, matka, która uciekła od mafii do innej mafii, od jednego tyrana, z którym miała dziecko, do kolejnego, z którym też miała dziecko i znowu chciała uciec.
- Kocham Lopeza, a on mnie, chcemy... stworzyć normalną rodzinę - zajebiście. Madox nawet nie podniósł głowy, chociaż na usta cisnęło mu się tyle słów. Zajebista normalna rodzina.
Kiedy Pilar zapytała Esme, jak ona to sobie wyobraża, ta zaraz spojrzała na Madoxa, a później na Pilar.
- Skoro tutaj jesteście... - zaczęła, a Madox się podniósł, bo to brzmiało źle. Już dużo jej zaproponowali. Pilar kontynuowała i to na nią zerknął Noriega, ale Esmeralda wbiła spojrzenie w swój talerz, na którym leżała samotna, nie tknięta nawet empanada.
- Plan był taki, że jutro zadzwonią z posterunku, że znaleźli moje ciało, wszystko się zgadzało, oprócz tego pierdolonego tatuażu... A ja zniknę, razem z Lopezem, który zawsze mnie pilnuje. Pablo się wkurwi, że to jakieś porachunki, a za jakiś czas mieliśmy przechwycić Aurę. Pieniądze mam... - wyjaśniła, a Madox aż uniósł obie brwi, bo co ona pierdoliła - tylko plan się wyjebał - wzruszyła ramionami, a zaraz znowu wbiła te ciemne oczy w Madoxa. Oczy miał po niej. Miał też po niej najwidoczniej to, że jak plan się wysypał, to trzeba było go na bieżąco dziergać, uzupełniać, bo ona zaraz znowu się odezwała.
- Ale skoro już tutaj jesteście, to zabierzecie Aurę od razu, bo po śmierci mojej i zaginięciu Lopeza ty jesteś jej jedynym krewnym - powiedziała patrząc w oczy Noriegi.
- Pojebało cię, nie ma takiej opcji - Madox aż znowu wstał przeszedł się po pokoju - przecież Pablo myśli, że to jego córka, i co tak po prostu nam ją odda? - znowu stanął za plecami Stewart.
- Dowie się, że nie jest jego córką, mam wyniki badań genetycznych - Madox aż parsknął łapiąc się za głowę. Znowu zrobił dwa kroki w głąb pokoju, ale za chwilę już stał koło Pilar.
- Dobra, wykreśl nas z tego planu. Pilar chodź, spierdalamy stąd - już wyciągnął rękę ozdobioną tym tatuażem z różą do Stewart, ale zerknął jeszcze na matkę. Nie, to wszystko nie miało sensu, nie musieli jej przecież pomagać, skoro ona sobie tak to świetnie zaplanowała...
- Ona jest taka sama jak ty Madito… taka narwana - zaczęła, ale Madox doskonale wiedział, że teraz będzie go chciała wziąć na litość. Dobrze, że on nie był litościwy.
- I co z tego? Mam to w dupie - wypalił od razu. Tylko, że Esmeralda, nie dała za wygraną, bo zaraz przesunął się w kierunku Pilar, zaraz sięgała do niej, żeby złapać ją za rękę.
- Nie mogę jej tutaj zostawić Pilar, ona ma tylko siedem lat - na jej twarzy od razu wymalowało się pełne przejęcie.
- Nie no kurwa, chyba śnisz - warknął Madox i aż wstąpił miedzy nie, żeby jednak stanąć przed Stewart. Teraz jego ciemne tęczówki odszukały jej piękne, brązowe oczy - chodźmy stąd Pilar, ona robi to specjalnie, przecież wiesz - wszyscy to wiedzieli, ale Esme i tak zdecydowała się kontynuować przedstawienie, bo zaraz schowała twarz w dłoniach i odezwała się łamiącym głosem.
- Ja już nie wiem co mam zrobić, to wszystko miało być dla niej - Madox parsknął i się odsunął.
- No nie wierzę, nagle się w tobie obudziły matczyne uczucia? - syknął, ale zaraz znowu spojrzał na Stewart - Pilar... - według niego to już był ten moment, że powinni jednak stąd wyjść. Mieli wyjść po kolacji, co prawda nie zjedli za wiele, ale i tak żadne z nich już pewnie nic nie przełknie.
Pilar Stewart