Strona 13 z 14

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: czw paź 15, 2026 3:56 pm
autor: River Cross
Nie była najlepsza w kwestii udzielania pomocy medycznej komukolwiek, a już na pewno nie po takich ekscesach i z klątwą na karku. Stersowała się, że może zrobić coś nie tak i pogorszyć sprawę, ale nie chciała zostawić obolałej Krukonki samej sobie. Chociaż może powinna, biorąc pod uwagę, ze nie była w stanie się na niej nie wyżywać nawet w takiej sytuacji? Podniosła na moment wzrok na jej twarz, słysząc to nerwowe warknięcie, ale postanowiła zignorować tej ton. Niech jej będzie, że ma do tego prawo. Jej życie wisiało na włosku, a ten dzień wszystkie je już wystarczająco wymęczył. Ważne, że się nie wyrywała i pozwalała sobie pomóc.
Między drugą parą krukońsko-ślizgońsko szło jakoś tak... lepiej. Dogadywały się całkiem nieźle, odkąd przestały na siebie warczeć. Violetta nie miała już większych problemów z udobruchaniem Raven, póki w rozmowę nie wtrącała się Ruelle. Teraz jednak przeklęta dziewczyna była zajęta własnymi problemami, więc szło im naprawdę dobrze. Jak tak dalej pójdzie, to Vanberg wyjdzie z tej pokręconej przygody z nową przyjaciółką, a może nawet z kimś więcej, a Cross się po raz kolejny sfrajerzy.
— Dla mnie to też było zaskoczenie, ale przyznaję, że jesteś — odparła Raven, obserwując z wielką uwagą Krukonkę, której subtelne gesty nie miały w sobie niczego z przypadkowości. Gdyby nie czyhające na każdym kroku niebezpieczeństwo, to ten dzień można byłoby uznać za naprawdę udany. Vanberg podniosła się z miejsca i uważnie sobie przyjrzała. Mruknęła z niezadowoleniem, widząc wypaloną dziurę w rękawie bluzy. Lubiła ją. No trudno.
River pokręciła głową przecząco, gdy Prescott zapytała, czy nic jej nie jest. Wszystko, co do tej pory spadło jej na łeb, było do zaakceptowania. Była już poobijana i pocharatana w różnych miejscach, a jeżeli po tym rozcięciu na policzku zostanie jej jakaś blizna, to będzie jej bardzo przykro, ale naprawdę nie miała ochoty się teraz na tym skupiać. Póki jej stan nie stanowił zagrożenia dla drużyny, to nie było istotne. To nie w nią z taką miłością wpatrywał się ponurak. Czuła się bezpiecznie.
Podniosła się ostrożnie z miejsca, cały czas nie spuszczając z oka Krukonki, która była w gorszym stanie. Była gotowa pomóc jej w każdej chwili. Na szczęście! Dziewczyna znowu się zachwiała i wylądowała w jej ramionach. Ślizgonka złapała ją pewnie, uważając, by się nie przewróciły. Gdyby Rue wcześniej tak stanowczo nie oświadczyła, że nie jest fanką przytulania, to River znowu zaczęłaby robić sobie jakieś nadzieje.
— Ostrożnie. Jesteś nam jeszcze potrzebna — poprosiła łagodnym tonem. Nie odrywała od niej dłoni, póki dziewczyna nie stanęła pewnie na nogach, a i w tamtym momencie nie była do tego specjalnie chętna. Musiały jednak iść dalej.
Ruszyły dalej korytarzem. Teraz zrobiło się jeszcze dziwniej, o ile to w ogóle było możliwe. River nie przyglądała się wcześniej pomieszczeniu i dopiero teraz zauważyła, że znalazły się w miejscu, które równie dobrze mogło być Hogwartem. Szły po miękkim, zdobionym dywanie. Na ścianach wisiały ramy portretów, jednak wszystkie były puste. Minęły kilka zbroi, które na całe szczęście nie poruszyły się na ich widok. Dotarły w końcu do niewielkiej sali, która wyglądała jak czyjaś biblioteczka. Obok palącego się kominka stał duży fotel w barwach Gryffindoru. Obok niego znajdował się stolik kawowy, na którym leżało proste, drewniane pudełko. Ślizgonka rozejrzała się uważnie, ale z pomieszczenia nie było żadnego dodatkowego wyjścia. Vanberg zatrzymała się obok stolika, wymownie spoglądając na pudełko. Dopiero wtedy Cross przeniosła spojrzenie na Ruelle. Jej radar miał być przecież wyznacznikiem.

Ruelle I. Prescott

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: pt paź 16, 2026 5:23 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Chyba żadna z nich nie miała większych doświadczeń w udzielaniu pomocy medycznej w takich sytuacjach. Rue pewnie mogłaby wskazać Viol jako tę, która najczęściej wpadała w tak poważne kłopoty, więc powinna mieć nieco lepsze zdolności w tej dziedzinie, ale czy naprawdę się przykładała do magii leczniczej? Wątpliwe.
Powinny być bardziej jak Raven i Strauss. Te dwie potrafiły na siebie warczeć, flirtować i walczyć jakby od zawsze chodziły wspólnie po Zakazanym Lesie. Prezentowały sobą coś zupełnie innego niż druga para uczennic, która miała pewien problem z tym, aby się do końca zgrać ze sobą. Głównie z winy Prescott, która nie potrafiła uświadomić sobie tego, że naprawdę może się podobać Ślizgonce, która właśnie z uwagą ją opatrywała.
— Postaram się wykorzystać ten fakt przeciwko tobie — obiecała jeszcze Violetta, odsuwając się finalnie od Vanberg.
Ruelle jeszcze przez chwilę przyglądała się znajdującej tuż przed nią Cross. Z rozcięcia na policzku dziewczyny jeszcze chwilę temu sączyła się krew, która teraz była rozsmarowana na jej skórze, aż do linii szczęki. Bezwiednie dotknęła ramienia, które zostało wcześniej zranione przez skorpiona. Pewnie powinna też coś z nim zrobić. Tylko, że nie miała czasu. Musiały iść dalej.
Czuła się naprawdę okropnie z tym, że nie była w stanie nawet normalnie się poruszać. Spłonęła rumieńcem, gdy tylko ramiona River owinęły się wokół niej, ale zaciągnęła się zapachem, który wsiąknął w jej bluzę. Zagnieździła już się w niej wilgoć, woń lasu oraz delikatny swąd spalenizny ze względu na pokrywającą skorpiony magmę. Mimo wszystko, czuła się pewniej otoczona tak przez dziewczynę.
— Uważam… — mruknęła ledwie wyraźnie i uniosła spojrzenie na River.
Z jakiegoś dziwnego powodu wcale nie przeszkadzał jej dotyk dłoni Ślizgonki na plecach. Stała się zamiast tego nieco spokojniejsza i jakby bardziej uziemiona. Naprawdę trudno było jej uwierzyć w to, co właściwie wyprawiała z nią ta dziewczyna.
Chyba żadna z nich nie spodziewała się, że korytarz zaprowadzi je do miejsca, które mogło wyglądać jak pokój wspólny Gryfonów. Było to zdecydowanie podejrzane. Obecność potężnej magii stała się jednak oszałamiająca. Nacierała na jej ciało ze wszystkich stron i przez jakiś czas Krukonka wydawała się zamroczona. Jej koleżanka z domu w tym czasie zajmowała się uważnym przeglądaniem pomieszczeniu w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby wzbudzić jej wątpliwości oraz uruchomić instynkt przetrwania.
Prescott wyczuwała wyraźnie to napięcie wiszące w powietrzu. Wszyscy oczekiwali od niej, że podniesie wieko szkatuły i wyjmie z nie koronę Avalonu, której pragnął sam Szandor. Z trudem wzięła ciężki wdech, robiąc krok do przodu. Ręce drżały jej z przejęcia i nagromadzonej wokół magii, gdy sięgała po pudełka, ale właśnie wtedy Strauss dokonała ważnego odkrycia podczas oględzin wnętrza pomieszczenia. Coś jej się nie zgadzało. Jakby zakrzywienie w przestrzeni…
— To iluzja! — krzyknęła w momencie, gdy palce Ruelle musnęły pojemnik.
Pomieszczenie nagle zawirowało. Odeszły z niego wszelkie barwy. Straciło ono całe ciepło i nagle znajdowały się w o wiele bardziej przerażającym miejscu: zimnym, ciemnym i przepełnionym groźnym pomrukiem, który wydobywał się z kierunku, gdzie jeszcze chwilę temu znajdowały się nieruchome zbroje.

River Cross

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: sob paź 17, 2026 2:52 pm
autor: River Cross
To, jak lekko przychodziło Strauss i Vanberg lawirowanie między wysokimi, a zdrowymi emocjami, było godne pozazdroszczenia. Cross nie potrafiła podchodzić do relacji w tak zdrowych sposób, a Prescott wcale nie była lepsza. Potrafiły się świetnie dogadywać, żeby chwilę później zacząć na siebie warczeć i się unikać, co było kompletnie bez sensu. Czy nie byłoby prościej wrócić do stanu, który miały w głowach, gdy leżały przytulone na łóżku Ślizgonki? Cóż, to akurat było wywołane wyjątkowym wykończeniem organizmu Krukonki, a przecież tego jej nie życzyła. Najwyraźniej były skazane na taki, a nie inny stan. River nie miała pojęcia, czy ta wspólna przygoda cokolwiek zmieni, poza tym, że mogła którąś z nich zabić. Początkowo Ślizgonka egoistycznie zakładała, że ten dzień może pomóc im naprawić tę pokopaną relację, ale teraz już o tym nie myślała. Chciała po prostu się stąd wydostać i pociągnąć za sobą pozostałą trójkę. Żywą. Starła się nie analizować tego, w jaki sposób Ruelle na nią patrzy i nie dopowiadać sobie żadnych historii do tego, jak długo trwała oparta o nią, gdy straciła równowagę. To pewnie i tak nic nie znaczyło, a ona nie chciała sobie rozwalać nastroju tak do reszty.
Naprawdę poczuła jakiś rodzaj spokoju, gdy trafił do pomieszczenia, które przypominało Hogwart. Znając dziwność tego zamku, równie dobrze to naprawdę mógł być on. To oznaczałoby święty spokój i zwycięstwo. Ciepło ognia w odpowiedni sposób rozgrzewało jej obolałe mięśnie, całość wydawała się zbyt piękna, by mogła być prawdziwa. Niestety w tym kontekście Ślizgonka miała rację. Rozproszona tą błogością nawet nie skupiła się na tym, by analizować, czy świat nie robi ich w balona. Z tego stanu wybił ją dopiero krzyk Violi, ale było już za późno.
Rozejrzała się nerwowo i odruchowo stanęła przed Ruelle, zasłaniając ją własnym ciałem przed czyhającym niebezpieczeństwem. W dłoniach wszystkich uczennic z powrotem znalazły się różdżki, każda z nich znowu nastawiła się na obronę przed cholera-wie-czym. Paskudne pomruki wywołały gęsią skórkę na ciele Cross. Wcale jej się to wszystko nie podobało. Miała wrażenie, że dosłownie czuje, jak wycieka z niej dobry nastrój, którym mogła się przed paroma momentami poszczycić. Eliksir, który pomagał jej do tej pory, ewidentnie był na oparach. Spojrzała za siebie, chcąc sprawdzić, gdzie podział się stolik i szkatułka. Wszystko jednak zniknęło.
— Kurwa mać — warknęła wściekle pod nosem i po prostu ruszyła przed siebie w stronę pomruków, nie oglądając się na resztę. Była gotowa siać pogrom. Zatrzymała się w korytarzu, w którym snuły się poczerniałe, obdrapane i zardzewiałe zbroje. Wyglądały, jakby miały się zaraz rozpaść, a jednak każdy ich ruch był pewny i mocny. To zdecydowanie nie byli przeciwnicy z tektury. Na samym końcu pomieszczenia dostrzegła niewielką etażerkę, na której leżała szkatułka, która wyparowała im sprzed oczu. Czyli trop był dobry, tylko wykonanie złe? Możliwe.
— Depulso! — wrzasnęła, celując w pierwszą lepszą zbroję, która cofnęła się o kilkadziesiąt centymetrów pod wpływem pchnięcia. Wszystkie sylwetki jak jeden mąż zatrzymały się i obróciły hełmy w jej stronę. Nie miały oczu, ale Cross i tak czuła się świdrowana wzrokiem. Cóż, przynajmniej zwróciła ich uwagę.

Ruelle I. Prescott

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: sob paź 17, 2026 5:33 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Naprawdę trudno było im zgrać się w odpowiedni sposób. Ruelle była w naturalny sposób niedostępna emocjonalnie. Miała trudności w odnajdywaniu się w relacjach międzyludzkich, a Cross wcale jej tego nie ułatwiała. Naprawdę powinna przynajmniej spróbować bardziej się otworzyć na perspektywę spędzenia z dziewczyną czasu w jakiś normalny sposób. Może wtedy udałoby się do niej zbliżyć? Chociaż pewnie takie rzeczy nie były potrzebne skoro jakimś cudem Violetta Raven idealnie zaczęły się dogadywać w czasie tej cholernej wyprawy.
Na razie jednak nie skupiała się na tym wszystkim. Nie było sensu roztrząsać tego, co działo się między nią, a River. Zamiast tego powinny skupić się na dostaniu do Korony Avalonu i zrobieniu wszystkiego, co w ich mocy, aby pozbyć się tej klątwy, która groziła jej utratą życia w przeciągu kolejnych kilku tygodni. Nie była to zachęcająca wizja. Dlatego też nie powinna się spoufalać z kimkolwiek, bo ta nagła strata zaboli go jeszcze bardziej.
Ten widok przynajmniej częściowo znajomego pomieszczenia był wystarczająco do tego, aby uczennice przynajmniej na krótką chwilę opuściły gardę. W końcu było tu tak przytulnie. Wydawało się, że dotarły do punku, w którym wszelkie niebezpieczeństwo już minęło, a teraz mogły odebrać nagrodę za swoje trudy. Tylko, że z nimi nic nie mogło być tak proste.
Być może, gdyby ostrzeżenie od Strauss nastąpiło chwilę wcześniej to do tego wszystkiego by nie doszło. Może coś aktywowały? Trudno powiedzieć. Być może chodziło o to, że Viol zdemaskowała tę iluzję, a może miała się sama aktywować pod wpływem samej ich obecności? Nie miały pojęcia jak działała ta magia.
Nie miała pojęcia dlaczego, ale nagle ciało stojącej tuż obok Ślizgonki znalazło się przed nią. Zupełnie jakby chciała ją osłonić własnym ciałem przed niebezpieczeństwem, a nawet nie miały pojęcia z czym dokładnie miały się zmierzyć. Cokolwiek jednak to było: Ruelle już trzymała różdżkę w gotowości.
— River! — krzyknęła za nią, gdy tylko Cross puściła się pędem w stronę, z której dobiegały te wściekłe pomruki.
Nie była w stanie jej dogonić, ale wystarczyło jedno krótkie spojrzenie wymienione z drugą Krukonką, aby ta podążyła śladem River. Nie musiała jej nic mówić. Strauss dopadła do ich wyrywnej koleżanki w momencie, gdy jedna ze zbroi próbowała się na nią rzucić z dwuręcznym mieczem. Nim jednak zdołał zaatakować został zmyty przez potężną falę, która wezbrała tuż koło kostek artystki i spłynęła tunelem, przewracając kilku z przeciwników. To byłby też idealny moment na zastosowanie jakiegoś zaklęcia zamrażającego.
Raven i Ruelle jednak też miały swoje problemy. Coś gruchnęło. Skały, które teraz tworzyły dwie ze ścian pomieszczenia zaczęły pękać, a z nich wyłoniły się dwa potężne, kamienne golemy. Były zdecydowanie zbyt wielkie, aby poruszyć je przy pomocy zaklęcia. Dlatego właśnie Prescott pchnęła Ślizgonkę krótkim Depulso na jeden z filarów, aby uniknęła ciosu skierowaną ku podłodze pięścią. Sama również musiała umknąć przed podobnym atakiem, a nogi wciąż jej się plątały pod wpływem konfundującej magii oraz ledwie zasklepionych ran.

River Cross

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: pn paź 19, 2026 5:29 pm
autor: River Cross
Cokolwiek sprowadziły sobie na łby, zrobiły to na własne życzenie. Za nieostrożność się płaci. Powinny dokładnie zastanawiać się nad każdym swoim ruchem w tej porąbanej sytuacji. Cross to nie zdarzało się nigdy. Była zbyt impulsywna i niecierpliwa, by wprowadzać w życie jakieś wartościowe strategie. A co z resztą? Chyba wszystkie były już zbyt zmęczone, żeby myśleć odpowiednio. Krukonki nie były w stanie pokazać, za co zostały przydzielone do akurat tego domu, a zawsze zdystansowana i analizująca Raven zachowywała się, jakby powariowała. Zdecydowanie powinny stąd po prostu uciec. Problem w tym, że nie było gdzie. Nic dziwnego, że Cross uznała, że najlepszą metodą będzie pobiegnięcie w stronę niebezpieczeństwa i rzucenie się na nie impulsywnie. Nie zwracała uwagi na żadne krzyki za sobą. Po prostu chciała działać.
Westchnęła zaskoczona, gdy pod nogami zbroi, która miała zamiar wbić jej miecz w czaszkę, pojawiła się woda. To zdecydowanie nie była jej zasługa. Obejrzała się na Strauss, która uratowała jej tyłek i skinęła głową w ramach podziękowania. Zamrożenie przeciwników było naprawdę niezłym pomysłem. A może tylko średnim? Cross spojrzała na metalowe nogi, które za wszelką cenę starała się poruszyć mimo skucia lodem. Miały w sobie mnóstwo siły, a tafla zaczynała powoli pękać.
Jakby tego było mało do zabawy dołączyła kolejna dwójka przeciwników, którzy skupili się chwilowo na Raven i Ruelle. Ślizgonka niepewnie złapała równowagę po tym, jak została odepchnięta i natychmiast obróciła się z powrotem w stronę Krukonki, by móc reagować na bieżąco. Natychmiast skierowała różdżkę w jednego z golemów. Próba rozsadzenia jego kolana nie przyniosła spektakularnego rezultatu, ale wystarczyła, by olbrzym na moment stracił równowagę. Vanberg wykorzystała tę chwilę, żeby znaleźć się bliżej Ruelle i postawić między nią a kamiennym przeciwnikiem barierę. Raven doskonale wiedziała, że nie uda jej się pokonać dwóch kamiennych olbrzymów samą siłą zaklęć. Wystarczyło odwracać ich uwagę. Ślizgonka rozbiła część filaru, przy którym jeszcze chwilę temu stała, zasypując jednemu z przeciwników nogi gruzem. Następnie posłała silne zaklęcie w sufit, z którego posypały się kolejne kamienie, spadając na głowę drugiego golema.
RIver i Violetta też nie miały zbyt wiele czasu na opracowanie taktyki. Cross spojrzała na jedną ze zbroi, szukając jakichkolwiek słabości. Dostrzegła niewielką szczelinę pomiędzy jej napierśnikiem a hełmem. No tak, przecież nie były jednolitą masą.
— Celuj w łączenia! — zawołała do Strauss i sama posłała Diffindo w najbliższego przeciwnika. Metal zazgrzytał paskudnie, ale ramię zbroi faktycznie opadło o kilka centymetrów. Kolejne zaklęcie Viol oderwało je całkowicie, pozostawiając konstrukcję z mieczem w drugiej ręce. Pomysł był niezły, musiały tylko nadążać. Gdyby tylko tych pieprzonych zbroi było trochę mniej. Cross i Strauss miotały zaklęciami na prawo i lewo, nie mając nawet szans jakkolwiek pomóc pozostałej dwójce. Ślizgonka jednak nie potrafiła nie uciekać do nich wzrokiem. Zawiesiła wzrok na Ruelle i Raven o sekundę za długo.
— River! — przerażony krzyk Vanberg przebił się przez wszechobecnie panujący w sali huk. Rysowniczkę aż przeszły paskudne ciarki. Nigdy nie słyszała jej w takim stanie.
Uderzenie przyszło nagle. Wyrwało jej z płuc oddech wyjątkowo brutalną siłą. Jedna ze zbroi uderzyła w nią tarczą z mocą, o którą nawet by tych konstruktów nie podejrzewała. Miała wrażenie, że coś wewnątrz po prostu jej się wgniotło. Odleciała spory kawałek w końcu uderzając bokiem prosto w ścianę. Ślizgonka osunęła się na ziemię, gwałtownie chwytając powietrze, którego za nic nie mogła wciągnąć do płuc. Coś paskudnie chrupnęło jej w środku. Spróbowała wstać, ale ból zmusił ją do zatrzymania się w połowie.
— Skupcie... — wymamrotała, nie będąc nawet w stanie dokończyć. Spomiędzy warg wypłynęła jej cienka strużka krwi. Miała nadzieję, że to tylko jakiś wybity ząb. Pociemniało jej w oczach, wszystkie dźwięki dochodziły jak zza szyby. Spróbowała się podnieść, opierając dłonie na posadzce, ale zachwiała się niepewnie. Na pewno nie miała zamiaru tak łatwo się poddać. Potrzebowała tylko sekundy. Może się jednak na chwilkę położył? Byłoby tak miło. Nie, nie. Nie ma opcji. Nie może teraz odpoczywać. Podparła się o ścianę, w którą przydzwoniła i podniosła się, trzymając się jej kurczowo. Oparła plecy o kamienną powierzchnie i zmrużyła oczy, próbując odróżnić, która z tych kolorowych plam, które widziała, była Raven, Ruelle albo Violettą. Nie była w stanie stwierdzić. Przynajmniej rozróżniała golemy. Wycelowała różdżką w jednego z nich, próbując transmutować pokruszone kamienie u jego stóp w zaczepy, które zatrzymałyby go w miejscu, ale chyba szło jej bardzo słabo. Chyba nie mogła już o sobie powiedzieć, że miała więcej szczęścia niż rozumu. Teraz obu tych rzeczy było jak na lekarstwo.

Ruelle I. Prescott

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: pn paź 19, 2026 10:20 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Żadna z nich nie miała czasozmieniacza, który pozwoliłby im na wyjście z całej tej sytuacji. Zresztą, po użyciu go i tak tkwiłyby w tym samym miejscu, co jednak nie poprawiłoby znacznie ich sytuacji. Musiałyby jedynie raz jeszcze przebrnąć przez to wszystko, ale w odwróconej kolejności, a do tego wszyscy dotychczasowi przeciwnicy zostaliby pozbawieni dotychczasowych ran. Chyba zatem naprawdę nie było wyjścia z ich sytuacji. Mogły jedynie przeklinać swoją głupotę i desperacko próbować przetrwać bez względu na to, co los rzucał im pod nogi.
Z kolei pod nogi ożywionych zbroi rzucona była rozpędzona tafla wody. Prawdziwa fala, która miała je zmyć. Strauss nie potrzebowała podziękowań. Wiedziała, że najważniejszym było teraz skupić się na tym, aby faktycznie jakoś przetrwać natłok tych wszystkich przeciwników.
Nie było łatwo ich unieruchomić. Mieli w sobie zdecydowanie zbyt dużo siły. Może zaklęcie, które zmroziło wyczarowaną wodę nie było też wystarczająco mocne do tego, aby jednak utrzymać w miejscu taką ilość przeciwników. W każdym razie obie dziewczyny musiały się naprawdę sporo natrudzić, aby jednak sprostać napierającej fali przeciwników, którzy wcale nie byli tacy prości do pokonania.
W tle z kolei ich dziewczyny koleżanki musiały stawić czoło dwóm potężnym golemom. Nie było to proste zadanie. Miały przed sobą oponentów, których rozmiary sprawiały, że potrzebowali zaklęć o wysoce destrukcyjnej sile. Przynajmniej masa tych olbrzymów sprawiała, że nie były one szczególnie szybkie.
Prescott udało się nawet wyczarować nieco korzeni, które wbiły się w dolne kończyny jednego z golemów. Niewiele by go powstrzymać ale przynajmniej jeszcze nieco go spowolniła, a w dodatku niektóre fragmenty skał zaczęły się kruszyć pod wpływem oplatających je mocnych pędów. Tylko, że to było niczym otarcie, a nie poważna rana zadana groźnemu przeciwnikowi.
Przypalanie nie dawało rady. Bombardy jedynie odłupywały fragmenty kamiennych ciał. Ruelle nie chciała celować w sufit ani filary z obawy o to, że mogłaby wywołać zapadnięcie się pomieszczenia, co mogłoby je wszystkie pogrzebać żywcem. W końcu chciały wyjść z tego cało, więc nie było sensu, aby zabić się przy próbie uniknięcia jednego z zagrożeń.
Ożywionych zbroi było zbyt wiele. Strauss podążała za instrukcjami walczącej obok niej Ślizgonki, ale to nie było zbyt wiele. Wkrótce przeciwnicy zaczęli na nie nacierać z jeszcze większym zacięciem. Viol próbowała się bronić. W momencie, gdy sama się osłoniła przed jednym z ataków, ciskając w swojego adwersarza jednym z obluzowanych kamieni. Tylko, że tym samym nie zdołała w odpowiednim momencie roztoczyć tarczy lub w jakikolwiek inny sposób ochronić Cross przed nadchodzącym ciosem.
Zareagowała o ułamek sekundy za późno. Dziewczyna już uderzyła o pobliską ścianę, gdy zbroja zaczęła się rozpadać i kurczyć pod wpływem kolejnego mocnego ataku ze strony Krukonki. Szkoda tylko, że w tym czasie River znajdowała się już na ziemi kilka metrów dalej.
Ruelle poczuła jak serce jej zamiera na ten widok. Przez moment była przekonana o tym, że Ślizgonka naprawdę nie żyje, ale potem poruszyła się. Wciąż jednak wyglądała wyjątkowo słabo, a Prescott pewnie zostałaby zgnieciona przez golema, gdyby tylko Raven nie przyciągnęła jej zaklęciem w swoją stronę. Tylko, że Rue nie miała czasu na to, aby jej dziękować czy się zastanawiać nad czymkolwiek innym. Widziała te marne próby rzucenia zaklęcia. Sama nie miała w sobie zbyt wiele sił.
Wystarczyło, aby rzuciła niewerbalnie Accio, a już z torby River pognała ku jej dłoni w zastraszającym tempie fiolka eliksiru wiggenowego. Zdołała ją jednak pochwycić i już znajdowała się w kilku susach koło dziewczyny. Miała nadzieję, że Vanberg da sobie radę jeszcze przez tę chwilę.
— Viol! Wycofaj się! — krzyknęła do przyjaciółki, która zaklęła coś pod nosem nim machnęła ręką, przemieniając kilka odłamków skalnych w ogniste skrzydlate chochliki, które rzuciły się ku zbrojom.
Ktoś musiał zająć się Raven. Nie mogła zostać sama z golemami, a Prescott była zbyt zajęta panicznym przyciskaniem do ust drugiej Ślizgonki fiolki eliksiru, starając się ją zmusić do tego, aby wypiła cały wywar. Nie mogła tu umrzeć. Nie mogło jej się stać nic złego.
— Zabiję cię jak umrzesz — zagroziła jej jeszcze, chwytając jej twarz w dłonie.
Nie miała czasu, żeby się nią zajmować. Ogniste chochliki nie stawiały większego oporu dla swoich przeciwników przez co zostały raz dwa rozgromione. Musiała raz jeszcze skupić się na obronie. Mogła jedynie spróbować przetransmutować fragment podłogi w ruchome piaski, licząc na to, że pochłoną one przynajmniej częściowo niewidzialnych rycerzy tkwiących w pancerzach. Chociaż transmutacja nie była jej silną stroną.

River Cross

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: wt paź 20, 2026 6:14 pm
autor: River Cross
Miała wrażenie, że ogląda jakiś dziwaczny pokaz slajdów na zajęciach, z których absolutnie niczego nie rozumie... czyli w sumie na jakichkolwiek zajęciach. Nie no, nie powinna być dla siebie taka surowa. Przecież naprawdę dobrze radziła sobie z eliksirami i z transmutacją. Tylko tego mogła się uczyć i nie dostawać jakiejś ciężkiej gorączki, która zmuszała ją do tego, by uciec od podręczników jak najdalej. Czy jak tu zginie, to nie będzie musiała zaliczać Owutemów? Chyba tak. To byłaby jakaś korzyść z tej sytuacji. Ale przecież nie mogła poddać się w taki sposób. Nie mogła zginąć tak banalnie i nudno, wyłącznie przez swoją nieuwagę. Nie zrobiła jeszcze niczego prawdziwie znaczącego podczas tej całej przygody. Nie będą o niej pisać pieśni, profesor Binns nawet się na jej temat nie zająknie przygotowując kolejny najnudniejszy wykład świata. No i co powiedzą jej matki? Wpadłaby w taki kłopoty jak nigdy. Nie mogła do tego wszystkiego dopuścić. Musiała się ogarnąć.
Przez moment miała wrażenie, że ma jakieś majaki, co było wyjątkowo kretyńskie, biorąc pod uwagę, że Prescott była obok niej przez cały dzień. To ona była powodem, przez który szlajały się po tych paskudnych miejscach zamiast grzać dupsko w pokoju wspólnym Slytherinu. Mimo wszystko jej obecność na wyciągnięcie ręki była dziwacznie oniryczna. Na swój sposób uspokajająca. Dopiero kiedy zaczęła na nią warczeć, do River dotarło, że to nie sen, tylko jawa. Wszystko było w normie.
— Nie umieram przecież — odparła, starając się brzmieć pewnie. Doskonale jednak słyszała jak słabo brzmiał jej głos, jak załamywał się na prostych dźwiękach. Udawała, że niczego takiego nie słyszała. Przedzierała się przez życie na fałszywie podbudowanej pewności siebie, czemu teraz miałoby być inaczej? Mruknęła niezadowolona, gdy poczuła chłód fiolki przy swoich ustach, ale posłusznie wypiła napar.
— Porzygam się — dodała cicho i przytknęła dłoń do ust. WIedziała, że nie może tego zrobić. Po pierwsze, chyba by ją poskręcało z żenady, gdyby zwymiotowała przy Ruelle Prescott. Po drugie, dopiero co przełknęła eliksir. Potrzebował chwili, by zadziałać, nie mogła go tak po prostu zwrócić. Znów się zachwiała i złapała się odruchowo stojącej obok Krukonki, żeby nie przewrócić się na pysk.
Raven walczyła z golemami, próbując za wszelką cenę utrzymać je z dala od miejsca, w którym znajdowały się dziewczyny. Co chwilę musiała odskakiwać przed potężnymi pięściami, a zraniona wcześniej noga wyraźnie utrudniała jej poruszanie. Jeden z ciosów trafił w postawioną przez nią barierę, rozbijając ją na tysiące świetlistych odłamków. Vanberg zachwiała się, ale zaraz poprawiła kolejnym zaklęciem. Violetta miała równie mało powodów do zadowolenia. Ogniste chochliki przestały istnieć, a kolejna zbroja nacierała na nią z mieczem uniesionym ponad głową. Krukonka uskoczyła, niemal przewracając się na rozrzuconym gruzie. Odpowiedziała Bombardą. Hełm odleciał kilka metrów dalej, ale reszta konstrukcji nadal usiłowała ją zamordować.
Eliksir zaczął działać powoli. Ból nie zniknął, ale przynajmniej przestała mieć wrażenie, że przy każdym oddechu ktoś wbija jej nóż pomiędzy żebra. Mogła też wreszcie dostrzec coś więcej niż rozmazane sylwetki. Musiały coś wymyślić, bo zaraz będzie po nich. Spojrzała na podłogę, którą Rue starała się przemienić w ruchome piaski.
— V! Zaatakujcie mnie! — wykrzyknęła Raven, nieco zbijając z tropu Cross. To chyba nie był dobry pomysł. Chociaż może jednak? Staruss pojęła ten plan szybciej niż Ślizgonka. Vanberg puściła się biegiem, przecinając pomieszczenie w taki sposób, by znaleźć się po drugiej stronie ruchomych piasków od zbroi. Violetta odpowiedziała serią zaklęć odpychających, które przesunęły dwie zbroje wprost pod kamienne pięści golemów, które sunęły za Raven. Dopiero wtedy do River dotarł sens tego pomysłu. Pierwsze uderzenie golema pogięło metal, drugie oderwało napierśnik. Pogubione w nowych rodzajach ataków zbroje zaczęły spierdalać taktycznie się wycofywać – prosto w stronę piasków.
— Jak w to wejdą, to ich zamknijmy — rzuciła do Prescott, celując różdżką w posadzkę. Stworzenie na tyle głębokich i szerokich piasków wymagało przecież pomocy. Starała się przelać na to całą energię. No dobrze, zostawiła kawałek na to, żeby jednak nie zwymiotować, a potem się w te wymiociny nie przewrócić... ale cała reszta była zogniskowana wokół ratowania im dup.

Ruelle I. Prescott

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: śr paź 21, 2026 1:46 am
autor: Ruelle I. Prescott
Zdecydowanie nie podobało jej się to, jak wyglądała Ślizgonka. Nie miała pojęcia jak mocno się poobijała, ani co takiego mogło się dziać w jej wnętrzu. Czy organy były całe? A kości? Absolutnie żadna z nich nie była profesjonalną uzdrowicielką. Nie mogły równać się chociażby z panią McLaughlin, która mogła już nie mieć okazji do tego, aby je leczyć.
Nie miała pojęcia jak wiele świadomości pozostało w Cross. Nie potrafiła zmierzyć żadną miarą, a mętne spojrzenie jakim ją zaszczycała River nie wróżył najlepiej. Mogła jedynie liczyć na to, że eliksir zadziała i zasklepi wszelkie wewnętrzne i zewnętrzne urazy, jakie mogła odnieść. Tylko, że nawet Prescott zdawała sobie sprawę z tego, że takie specyfiki też miały swoje ograniczenia. Tylko, że na razie wolała nie myśleć. Inaczej zaczęłaby panikować, a to nie przydałoby się nikomu.
— Nie umieraj i nie rzygaj — poleciła jej twardo, ale nie sądziła, aby to dało zbyt wiele.
Tyle dobrego, że dziewczynie udało się utrzymać w sobie miksturę. Nawet jeśli skręcało ją i była gotowa do wyrzucenia z siebie treści żołądka to dzielnie zatrzymała ją w sobie. W takim wypadku naprawdę Rue nie mogłaby spojrzeć na nią w jakikolwiek sposób gorzej tylko ze względu na to, że zwróciła ostatni posiłek wraz z eliksirem. Czy sama nie wymiotowała przy niej przedziwną czarnawą mazią? No właśnie.
Nie miały jednak wiele czasu na to, aby zebrać ponownie siły i dać sobie czas na regenerację. Nie w momencie, gdy wokół tyle się działo. Golemy robiły swoje, a Raven i Viol starały się jakoś opanować sytuację. Nie było to jednak takie proste, bo musiały podzielić uwagę na dwie groźne gromady przeciwników.
Ożywione zbroje się do nich zaczęły zbliżać. Jedna z nich nawet znalazła się tuż obok. nich i uniosła miecz gotowa do ataku, ale w ostatnim momencie Krukonka powstrzymała ją mocnym Arresto Momentum. Tyle wystarczyło, aby ją odrzucić w tył kolejnym ciosem.
Na razie ich ofensywa sprowadzała się raczej do spowalniania i ograniczania ruchów przeciwników. Właśnie to można było powiedzieć choćby o kolejnym zaklęciu, które wyczarowało ogromną sieć, która została zarzucona na fantomowych rycerzy. Rozcięli ją i rozerwali, ale przynajmniej dzięki temu dalej zachowywały dystans i miały cas na inne działania.
W tym momencie to Vanberg postanowiła wykazać się większym pomyślunkiem i wykorzystać rzucone przez Ruelle zaklęcie do tego, aby faktycznie móc wyeliminować większą ilość przeciwników. To był plan w zasadzie idealny.
Druga Krukonka pojęła w lot o co chodziło. Czyżby naprawdę zaczęły się już tak dobrze dogadywać? Może jednak chodziło o zwyczajny instynkt? Nie była pewna, ale na pewno efekty były widoczne od razu. Pomysł był dobry. Wykonanie również, bo na pewno zbroje dały się dużo łatwiej wmanewrować w ruchome piaski. Golemy wciąż były problemem, ale na tę chwilę postanowiły zostawić go na później. Może na moment, gdy olbrzymy przestaną zajmować się metalowymi ożywieńcami.
Prescott przyłożyła się do swojego zadania jak trzeba. Nie było to łatwe. Nie była szczególnie uzdolniona w transmutacji, ale wspólnymi siłami chyba udało im się osiągnąć zamierzony efekt. Strauss z kolei pilnowała, aby na pewno żadnej z nich się nic nie stało, gdy Raven starała się zwabić przeciwników, gdzie trzeba. Naprawdę zgrany był z nich team.
Lej z ruchomymi piaskami, co rusz się rozciągał i pogłębiał. Trzeba było tylko zadbać o to, aby golemy w nich zostały. Viol postanowiła wyczarować na ich niby-nadgarstkach kajdany, które przykuły je w miejscu, aby tak łatwo nie spróbowały uciec ze swojego położenia. Nawet Vanberg wzmocniła te okowy swoją magią.
Czyżby? Spokój na chwilę? Udało im się go osiągnąć? To było na pewno nieco osobliwe. Tylko, że na pewno zasłużyły na to wszystko.
Wszystkie były wykończone. Oddychały ciężko, a dotychczasowe rany i wydrenowanie z magii zaczynało się na nich odbijać coraz bardziej. Prescott jednak dostrzegła, że jedna z nich jest w zdecydowanie dużo lepszym humorze od całej reszty.
Doskonale znała ten błogi wyraz twarzy swojej współlokatorki, który pojawiał się za każdym razem, gdy tylko adrenalina przepływała przez całe jej ciało. Tym razem dodatkowo wpatrywała się w Vanberg błyszczącymi oczyma z takim uwielbieniem, że jeszcze chwila, a zdaniem Rue, ścigająca byłaby w stanie ją pocałować.
— To było… — zaczęła zdyszana, kręcąc głową z pewnym niedowierzaniem. — Genialne.
Druga Krukonka musiała się z nią zgodzić, ale zdecydowanie wolała się skupić chociażby na dziewczynie, którą miała obok siebie niż na wymyślnych peanach na cześć jej przyjaciółki. Zwłaszcza, że Cross dalej nie wyglądała najlepiej.
— Trzymasz się? — zapytała ją jeszcze lustrując całą postać Ślizgonki wzrokiem.
Ta cała sytuacja nie wyglądała najlepiej z perspektywy osoby trzeciej. Mogła tylko liczyć na to, że faktycznie dziewczynie nic nie dolegało… a przynajmniej nic na tyle poważnego, że zdołałaby im wyzionąć ducha.

River Cross

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: czw paź 22, 2026 12:45 pm
autor: River Cross
Cholera wie, czy twórca tej pułapki przewidział akurat takie rozwiązanie problemu. Czy to w ogóle było ważne? Niespecjalnie. Chodziło wyłącznie o to, by uwolnić się od tego cholerstwa, które wyraźnie chciało je zmiażdżyć i pokroić na części – niekoniecznie w tej kolejności. River naprawdę chciałaby pomóc dużo bardziej, ale czuła, że nie da sobie z tym rady. Gdyby włożyła minimalnie więcej wysiłku w którykolwiek ze swoich gestów, na pewno złamałaby polecenie Ruelle i jednak by zwymiotowała. Albo umarła. Nie było czasu na żadną z tych rzeczy. Musiała po prostu skupić się na byciu wsparciem dla tych dwóch zdrowo pokręconych bab, które naprawdę dawały z siebie wszystko, by pomóc swoim najlepszym przyjaciółkom.
Z każdą chwilą obraz jej się wyostrzał, a ból odchodził na dalszy plan. Wiedziała, że nadal nie jest dobrze, a eliksir wiggenowy to tylko chwilowe zamaskowanie problemu, ale musiało wystarczyć. Dobrze, że chociaż miała okazję obserwowania Vanberg i Strauss przy wspólnych działaniach. Te dziewczyny naprawdę miały niesamowite talenty i potrafiły zgrać się bez większych problemów. Może powinny pomyśleć nad długotrwałą współpracą? Razem pewnie byłby w stanie osiągnąć całkiem sporo. Oby tylko w międzyczasie nie zginęły, ale przecież na ten moment nic (oprócz Ponuraka) na to nie wskazywało. Przeciwnicy lgnęli do Raven jak ćmy do lampy. Nic dziwnego, przecież ta dziewczyna miała w sobie niesamowity magnetyzm. Należała do tych, którzy natychmiast skupiają na sobie wzrok, gdy tylko wchodzą do pomieszczenia. Najwyraźniej działało to też na konstrukty. Viol niemalże błyszczała, pokazując wszystkim, jak wszechstronnie jest uzdolniona i jak dobrze potrafi planować, wyczarowując kajdany utrzymujące mocniej golemy w jednym miejscu. Połączenie ich zdolności dało im wreszcie moment świętego spokoju.
— To my byłyśmy genialne — Vanberg ją poprawiła, uśmiechając się delikatnie. Rozejrzała się raz jeszcze, chcąc upewnić się, że nagle z sufitu nie spadnie na nie stado sów stworzonych z płomieni z dziką żądzą mordu w oczach, ale... nie. Naprawdę był spokój. Otarła pot z czoła rękawem poszarpanej i nadpalonej bluzy.
— Trzym... — River nie dokończyła nawet tego prostego słowa. Vanberg znalazła się przy niej tak szybko, jakby nagle się teleportowała. Rzuciła się na nią, niemal z powrotem ją przewracając. Oplotła ją ciasno ramionami i wtuliła twarz w zagłębienie przy jej szyi.
— Ała, to boli. Naprawdę boli — jęknęła rysowniczka, czując, jak przyjaciółka miażdży jej w uścisku wszystkie kości, których nie zdążyła pogruchotać zbroja. Vanberg nic sobie z tego marudzenia nie robiła. Zacisnęła ramiona jeszcze mocniej, jakby chciała wycisnąć z przyjaciółki każdą oznakę życia i przytomności. Cross westchnęła krótko i również ją przytuliła. Przesunęła palcami między blond włosami, do których wreszcie zaczął przyklejać się kurz. Oglądanie Raven w stanie nieidealnym było na swój sposób kojące. Dobrze było wiedzieć, że nie była robotem.
— Nic mi nie jest, okej? — powiedziała cicho, chcąc nieco ją uspokoić. Vanberg mruknęła coś, czego nawet stojąca najbliżej River nie była w stanie wyłapać. Słowa zatopiły się w jej skórze, ale sens dotarł do rysowniczki tak czy siak. Uśmiechnęła się łagodnie, czując, że wreszcie nie musi w tej kwestii kłamać. Szczęście wcale jej nie opuściło, bo właśnie próbowało wniknąć w jej ciało. Aż było jej głupio, że pomyślała inaczej choćby przez sekundę.
— Ja nadal wierzę, że to tam jest. Tylko tym razem... no wiesz. Ostrożniej — zwróciła się do Ruelle, gdy Raven już się od niej oderwała. Skinieniem głowy wskazała w stronę nienaruszonej tym całym zamieszaniem szkatułki.

Ruelle I. Prescott

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: czw paź 22, 2026 4:30 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie mogły mieć pewności kiedy, przez kogo, ani w jakim celu dokładnie ta pułapka została zastawiona. Najważniejsze jednak było, że udało im się w jakiś sposób uniknąć śmierci. Po raz kolejny. Chociaż było naprawdę blisko do tego, aby to wszystko wyglądało inaczej. Przynajmniej tego obawiała się Prescott, która wciąż nie była pewna czy jeden eliksir wystarczył do powstrzymania konsekwencji tego mocnego gruchnięcia o ścianę.
Uwierzyła w to, że może być naprawdę dobrze. W końcu River nie wydawała się już być tak blada i wyzuta z energii. Eliksir chyba naprawdę działał. Poza tym miały jeszcze jakieś zadanie do wykonania. Wpierw powinny się pozbyć tych wszystkich konstruktów, a potem będą mogły opatrywać i lizać rany. Dopiero, gdy golemy w pełni zatopiły się w ruchomych piaskach, a ich potężne kamienne ramiona nie były w stanie sięgnąć brzegu transmutowanego terenu.
Mogły odetchnąć. Przynajmniej na chwilę. Nic nie próbowało zwalić im się na głowy. Strauss pławiła się w uwadze blondwłosej Ślizgonki, a Prescott miała wrażenie, że zaraz padnie ze zmęczenia. Po tej walce wydawała się być wyjątkowo wymęczona.
Chyba nikt nie spodziewał się tego jak szybko Raven była w stanie dostać się do swojej przyjaciółki. Ruelle odruchowo wyciągnęła rękę, aby w razie potrzeby podtrzymać dziewczynę, która mogła zostać przeważona przez wpadającą jej w ramiona przyjaciółkę, ale całe szczęście Cross się utrzymała jakoś na nogach.
Moment był uroczy i czuły, ale nie sposób było przeoczyć, że to wszystko sprawiało dziewczynie pewien ból. Dlatego też Strauss parsknęła lekkim śmiechem i delikatnie pociągnęła za kaptur przy bluzie blondynki jakby chciała ją odciągnąć od River.
— No już, księżniczko. Daj jej odetchnąć, bo ją jeszcze połamiesz — upomniała ją, ale nie miała serca próbować bardziej ingerować w ten moment.
Te dwie najwyraźniej tego potrzebowały, a skoro nic innego nie próbowało w tym momencie ich zjeść to chyba mogły pozwolić sobie na zapewnienie o tym, że nic już im nie zagraża. Przynajmniej na razie, bo los lubił z nimi grać w pokera. Raz zabierał, a raz zabierał…
Prescott przyglądała się tej scenie w ciszy. Nieco apatycznie obserwowała to pojednanie się i dopiero, gdy Cross postanowiła ją odesłać ku skrytce z koroną, Krukonka wydawała się lekko otrząsnąć ze swojego stuporu. Oczywiście. Przecież po to tu przyszły.
Coś było wyjątkowo nie tak. Jednak pierwszą osobą, która to zauważyła była Strauss. Raz jeszcze okazałą się tą najbardziej spostrzegawczą. W końcu chyba żadna ze Ślizgonek nie zwróciła uwagi na to, że materiał bluzy na grzbiecie Ruelle odznaczał się jakby ciemniejszą czernią. Mokrą.
— Rue…. — zaczęła, a przyjaciółka odwróciła głowę w jej stronę.
Była blada. Wymizerowana. Sama nie zdawała sobie sprawy z tego, co się stało, ale teraz chyba adrenalina z niej zeszła. Uświadomiła sobie nagle, że została trafiona wcześniej przez jednego ze spektralnych rycerzy. Z jakiegoś powodu miecz nie przeciął materiału, ale za to uszkodził znajdującą się pod nią skórę.
— Och… — to było jedyne, co była w stanie wypowiedzieć, gdy czarna jucha skapnęła na kamienną podłogę, a jej świadomość powoli zaczęła z niej powoli ulatywać.

River Cross