It's beginning to look a lot like fuck this
: ndz lip 12, 2026 2:58 am
Słyszał kiedyś, że zdziczałe zwierzę nigdy nie da się w pełni oswoić, a natura prędzej czy później da o sobie znać. Być może coś w tym było, a człowiek który latami uczył się jak przeżyć na własną rękę w najbardziej niekorzystnych warunkach wyhodowywał sobie z czasem instynkty rzadko kiełkujące u tych, którzy nie stanęli nigdy przed podobną koniecznością. Przyzwyczajenia dźgnęły go kuszącą sugestią by nabrać głębszego oddechu i puścić się biegiem przez korytarz, dobieg zakrętu za lobby i wyskoczyć oknem prowadzącym na szerszy gzyms, a stamtąd na niższy dach magazynu. Stamtąd bez problemu dostałby się na parking i wreszcie za siatkę, a za dwadzieścia minut byłby już w pokoju na poddaszu zastanawiając się kto kręcił się tej nocy po cegielni.
Sęk w tym, że nie mógł tego zrobić mając przy sobie nienawykłego do takich ryzykownych aktywności Gauthiera, a prędzej przebiłby się głową przez ścianę niż zostawił go za sobą.
Przyszli razem - wyjdą razem. Innej opcji nie rozważał.
一 Jeżeli znowu kogoś zobaczę to poleci za cegłą 一 oznajmił gorzko, zaciskając mocniej palce na latarce; u Milo podobne sytuacje wywoływały zazwyczaj przede wszystkim gniew, który krążył sobie w krwioobiegu łącznie z adrenaliną, doświadczenie pozwalało mu jednak zazwyczaj równoważyć go logiką i myśleniem zadaniowym. W żadnej dziedzinie życia nie ufał swoim emocjom dostatecznie by pozwolić im przyćmić rozsądek. 一 Uważaj na siebie, okay? Schody odpadają, ale jest dość nisko.
Chwilę później głowa Dylana zniknęła mu w szybie windy i Milo słuchający jednym uchem tego co działo się na korytarzu początkowo nie złowił niepokojącego, bolesnego jęku dobiegającego z dołu. Pomyślał po prostu, że lądowanie okazało się mniej miękkie niż oczekiwane, ale za nic nie podejrzewał kontuzji. Uznał jego lakoniczne „żyję“ za wyczerpujące temat i upewniając się tylko, że nie trafi w niego plecakiem, zrzucił bagaż tam, gdzie snopem światła z latarki odnalazł dość miejsca.
Wylądował obok Gauthiera na ugiętych nogach, cudem rozmijając się z wystającym ze zbrojenia drutem.
一 Mamy dwie opcje. Możemy albo sprawdzić czy z parteru damy radę dostać się na klatkę schodową i wyjść tymi samymi drzwiami, albo... co ci się stało? Ręka? Pokaż 一 zażądał, ucinając rozplanowywanie trasy z miejsca, kiedy zarówno cichość jak i przyciskana do piersi dłoń wzbudziły jego podejrzliwość. Serce drgnęło mu na widok nieanatomicznie wykręconego nadgarstka.
Palcami na ślepo wyplątał się z maseczki uznając ją już za zbędną i przeszkadzającą, dorzucił ją do stosu innych bezużytecznych śmieci walających się pod nogami i ostrożnie chwycił Gauthiera za łokieć chcąc obrócić go do siebie przodem.
Złość podmyła gwałtowną falą dotychczasowy, wywalczony za pomocą rozumu spokój; pierwsza pomoc nie była jego moną stroną. Sposobami jakimi opatrywał samego siebie nie opatrzyłby psa.
一 Postaraj się trzymać wysoko na tyle na ile to możliwe i nic tą ręką nie chwytaj, jasne? Wyprowadzę nas stąd, pójdziemy w stronę głównego wyjścia. To nie to samo którym weszliśmy, ale skoro ktoś wie którędy przyszliśmy będzie się spodziewał, że tam wrócimy. Kurwa, przepraszam, nie pomyślałem... nieważne. Później, na razie wychodzimy.
Nadgarstek zaczynał powoli puchnąć i wyglądał boleśnie nawet z perspektywy osoby postronnej, a ponieważ Milo raz czy dwa przechodził przez podobną kontuzję wiedział, że była to przyjemność zbliżona do leczenia kanałowego. Potrzebowali dostać się na SOR w możliwie krótkim czasie, miał zatem nadzieję, że Camarena zostawił kluczyki do swojej zajebistej Impali na wierzchu.
Wyrzuty sumienia szarpnęły go zanim jeszcze uszedł choć kilka metrów, wypominając lekkomyślność i optymistyczne założenia; jak mógł wpaść na tak nieodpowiedzialny pomysł i zabrać go w takie miejsce?
一 Mów do mnie, okay? Chcę cię słyszeć tam z tyłu. No dalej, możesz sobie nawet na mnie poużywać, tylko żadnej ciszy.
Ręką w której nie trzymał latarki wciąż obracał scyzoryk, zaglądał w ciemne, ziejące pustką pomieszczenia jakie mijali po drodze i mrużył oczy jakby starał się zobaczyć więcej niż pozwalał mu na to snop światła. Drzwi wyjściowe były blisko.
Dylan Gauthier
Sęk w tym, że nie mógł tego zrobić mając przy sobie nienawykłego do takich ryzykownych aktywności Gauthiera, a prędzej przebiłby się głową przez ścianę niż zostawił go za sobą.
Przyszli razem - wyjdą razem. Innej opcji nie rozważał.
一 Jeżeli znowu kogoś zobaczę to poleci za cegłą 一 oznajmił gorzko, zaciskając mocniej palce na latarce; u Milo podobne sytuacje wywoływały zazwyczaj przede wszystkim gniew, który krążył sobie w krwioobiegu łącznie z adrenaliną, doświadczenie pozwalało mu jednak zazwyczaj równoważyć go logiką i myśleniem zadaniowym. W żadnej dziedzinie życia nie ufał swoim emocjom dostatecznie by pozwolić im przyćmić rozsądek. 一 Uważaj na siebie, okay? Schody odpadają, ale jest dość nisko.
Chwilę później głowa Dylana zniknęła mu w szybie windy i Milo słuchający jednym uchem tego co działo się na korytarzu początkowo nie złowił niepokojącego, bolesnego jęku dobiegającego z dołu. Pomyślał po prostu, że lądowanie okazało się mniej miękkie niż oczekiwane, ale za nic nie podejrzewał kontuzji. Uznał jego lakoniczne „żyję“ za wyczerpujące temat i upewniając się tylko, że nie trafi w niego plecakiem, zrzucił bagaż tam, gdzie snopem światła z latarki odnalazł dość miejsca.
Wylądował obok Gauthiera na ugiętych nogach, cudem rozmijając się z wystającym ze zbrojenia drutem.
一 Mamy dwie opcje. Możemy albo sprawdzić czy z parteru damy radę dostać się na klatkę schodową i wyjść tymi samymi drzwiami, albo... co ci się stało? Ręka? Pokaż 一 zażądał, ucinając rozplanowywanie trasy z miejsca, kiedy zarówno cichość jak i przyciskana do piersi dłoń wzbudziły jego podejrzliwość. Serce drgnęło mu na widok nieanatomicznie wykręconego nadgarstka.
Palcami na ślepo wyplątał się z maseczki uznając ją już za zbędną i przeszkadzającą, dorzucił ją do stosu innych bezużytecznych śmieci walających się pod nogami i ostrożnie chwycił Gauthiera za łokieć chcąc obrócić go do siebie przodem.
Złość podmyła gwałtowną falą dotychczasowy, wywalczony za pomocą rozumu spokój; pierwsza pomoc nie była jego moną stroną. Sposobami jakimi opatrywał samego siebie nie opatrzyłby psa.
一 Postaraj się trzymać wysoko na tyle na ile to możliwe i nic tą ręką nie chwytaj, jasne? Wyprowadzę nas stąd, pójdziemy w stronę głównego wyjścia. To nie to samo którym weszliśmy, ale skoro ktoś wie którędy przyszliśmy będzie się spodziewał, że tam wrócimy. Kurwa, przepraszam, nie pomyślałem... nieważne. Później, na razie wychodzimy.
Nadgarstek zaczynał powoli puchnąć i wyglądał boleśnie nawet z perspektywy osoby postronnej, a ponieważ Milo raz czy dwa przechodził przez podobną kontuzję wiedział, że była to przyjemność zbliżona do leczenia kanałowego. Potrzebowali dostać się na SOR w możliwie krótkim czasie, miał zatem nadzieję, że Camarena zostawił kluczyki do swojej zajebistej Impali na wierzchu.
Wyrzuty sumienia szarpnęły go zanim jeszcze uszedł choć kilka metrów, wypominając lekkomyślność i optymistyczne założenia; jak mógł wpaść na tak nieodpowiedzialny pomysł i zabrać go w takie miejsce?
一 Mów do mnie, okay? Chcę cię słyszeć tam z tyłu. No dalej, możesz sobie nawet na mnie poużywać, tylko żadnej ciszy.
Ręką w której nie trzymał latarki wciąż obracał scyzoryk, zaglądał w ciemne, ziejące pustką pomieszczenia jakie mijali po drodze i mrużył oczy jakby starał się zobaczyć więcej niż pozwalał mu na to snop światła. Drzwi wyjściowe były blisko.
Spoiler
Wielkie dwuskrzydłowe drzwi zamajaczyły na horyzoncie. Przez przeszklenia widać pusty parking i równie wyludnioną stróżówkę przejętą przez dziką ruderalną roślinność. Szczęśliwie na uchwytach nie ma śladu łańcucha, ale szpara na klucz już na pierwszy rzut oka zaczyna wzbudzać oczywiste wątpliwości.
W oddali, gdzieś w okolicach klatki schodowej i stołówki podniósł się dźwięk na tyle cichy, by dało się go łatwo przeoczyć, przypominający jednocześnie kroki przynajmniej jednej osoby, choć równie dobrze może to być skapująca z dziurawego szybu wentylacyjnego woda.
Kosteczki:
1: zamknięte na ament, trzeba szukać innego wyjścia.
2-4: zamknięte, ale można pokombinować z zamkiem.
5-6: wolność, drzwi otwarte.
W oddali, gdzieś w okolicach klatki schodowej i stołówki podniósł się dźwięk na tyle cichy, by dało się go łatwo przeoczyć, przypominający jednocześnie kroki przynajmniej jednej osoby, choć równie dobrze może to być skapująca z dziurawego szybu wentylacyjnego woda.
Kosteczki:
1: zamknięte na ament, trzeba szukać innego wyjścia.
2-4: zamknięte, ale można pokombinować z zamkiem.
5-6: wolność, drzwi otwarte.
Dylan Gauthier