tequila con muerte
: pt lut 13, 2026 11:46 am
Strzelił oczami w sufit, na to jej średnie mojito, bo akurat Madox był lepszy w drinkach, niż na przykład w strzelaniu, akurat do tego miał pełne zaufanie, że jego koktajl to będzie jebane dzieło sztuki, a strzelić... czasem mu się po prostu udawało. Mogli się zamienić on by stanął na barze, a Pilar udawała Matteo z Kanady i strzelała do jakiś jebanych dysków. Jakby tak się dało...
Miał ochotę znowu wywrócić oczami, ale zamiast tego przesunął palcami po twarzy.
- Tak, bo robota na barze polega na wydawaniu chujowych drinków - rzucił ostro - a potem ktoś go spróbuje i powie, co to kurwa jest, i kim ty kurwa jesteś, bo na pewno nie barmanką, skoro nawet nie umiesz zrobić mohito - aż walnął ręką w stół. Bo jej to się też wydawało proste, a jednak na jakiś spęd do Pablo Gonzalesa nie wysłali by amatorów, nawet za bar. Jeszcze miał coś powiedzieć, że pewnie to jest chujowy pomysł, żeby stawiać ją na barze, ale wtedy poruszyła temat tych prochów. GHB rzeczywiście nie było czuć w alkoholu. Ale to już nie są zwykłe środki usypiające, chociaż czy to problem dla Esmeraldy?
- Załatwisz tachas? - zerknął na matkę, a ona tylko skinęła głową. Czy Madox chciał przez chwilę zapytać, czy załatwi mu też koks? Oczywiście, że tak, ale zwątpił, kiedy spojrzał na Pilar. Nawet chciał do niej sięgnąć ręką, ale to nie był czas na takie czułości, a przede wszystkim to chyba nie miejsce. Chociaż przez głowę mu przemknęła taka myśl, że ona przecież jeszcze walczyła z demonami po tym całym zajściu z Daltonem, a już chciała wchodzić w nowe gówno. Znowu się zawahał, znowu się zastanowił jak ją od tego w ogóle odwieźć, żeby została w hotelu, albo może wkroczyła później z policją? To by była dobra opcja, lepsza niż ten bar. Co zaraz jej powiedział, ale Stewart już stała przed nim, a on już zaciskał palce na jej nadgarstku, nie mocno, ale tak, że czuł jej gorącą krew, która pulsowała w żyłach.
- Dla ciebie to jest takie proste, pokaż mi - mruknął pochylając się w jej kierunku, tak, że ciepły oddech omiótł jej twarz. Tak jak dla niego prosta była ta cała akcja z Pablo. Oni kurwa byli identyczni. Ale też identycznie przejęci sobą nawzajem. Szkoda tylko, że priorytety mieli tym razem różne...
- Jakoś, coś się wymyśli - bo dla niego to zawsze tak działało, coś się działo i korzystało się z tego, nie planowało od A do Z, bo to i tak nie miało sensu, kiedy sytuacja była dynamiczna. A jutro może być. Kurewsko.
Przez chwilę tylko patrzył w te jej ogniste, brązowe oczy, ale w końcu ją puścił, chociaż w głowie miał to, że jeszcze jej zaproponuje, żeby weszła na imprezkę dopiero z policją, bo kurwa ona przecież była policjantką, nie barmanką, nie jakimś kretem. Nawet jeśli miałaby go za to zjechać od góry do dołu.
Jego spojrzenie przesunęło się po plecach Stewart, kiedy się odezwała, powiedziała to, że nie mogą tutaj zostać, to był fakt. Fakt, który jemu po prostu umknął, bo on mógł tutaj rozmawiać do rana, do przyjazdu Pablo, a później zbić z nim piątkę, że niby sobie tutaj zaszedł przez przypadek.
Esmeralda się spięła, ale pokiwała głową, a w końcu nawet zaproponowała im tą chatę, już miała iść po ich rzeczy, ale Madox jeszcze ją zatrzymał.
- Załatw nam też jakąś zabawkę tego dziecia… Aury - no bo jak będą mieli znajomą zabawkę, to może dzieciak się uspokoi? Madox nigdy nie miał podejścia do dzieci. Te z domu dziecka go lubiły, bo się z nimi bawił, bo dawał im prezenty, ale przecież jakby nie to, że pilnowała go Ginny, to on by te dzieciaki nauczył się bić, albo naprawdę zabrał na strzelnicę, w ramach świetnej rozrywki.
Esme skinęła głową i wyszła, żeby iść po ich rzeczy, żeby porozmawiać z Lopezem.
Madox w tym czasie znowu zawiesił spojrzenie na twarzy Stewart. Podszedł do niej, znowu bardzo blisko.
- A gdybyś weszła z policją? Przekażesz im wszystko co mamy, ja wejdę do tego magazynu i wtedy go mamy, Pablo jest skończony, a dzieciak... Ja pierdolę, Aura, jest bezpieczna - musiał się z nią podzielić też tą wersją, bo w zasadzie wydawała się dość prosta. Każdy robił by swoją robotę. Madox wpierdalałby się tam, gdzie nie powinien, jak zwykle. A ona wzięłaby udział w policyjnej obławie. Co tu się mogło wysypać?
Jeśli chodzi o Noriegę to wszystko, zaczynając od tego, że Franki go po prostu sypnie, musiał coś z nim zrobić. No i też trochę się podszkolić w golfie, czy tam strzelaniu, ale to proste, zaraz obejrzy sobie jakieś filmiki z golfa na youtubie, przecież to tylko machanie kijem. A to to akurat umiał, mieli w Emptiness takie metalowe kije, którymi czasem... pokazywali gościom wyjście.
- Przemyśl to Pilar - powiedział jeszcze, kiedy Esme wróciła z torebką Pilar i jego telefonem, przy okazji dała też Stewart klucze do domu i karteczkę z adresem.
- Tylko Lopez będzie wiedział, że tam jesteście, więc nie rzucajcie się w oczy - tu spojrzała na Madoxa, jakby on się tak bardzo rzucał... Rzucał się.
- Dobra a ciuchy? Nie pójdę w upierdolonej koszuli na lunchyk z Pablo - znalazła się elegantka, jakby mu takie rzeczy przeszkadzały, ale fakt, nie wyglądał jak Matteo z klubu, który woził się w tych swoich kolorowych, drogich koszulach. Chociaż ta też była droga.
- Wszystko jest na miejscu, znajdziecie tam jakieś ubrania, dla ciebie na pewno Pilar - jeszcze raz na nią spojrzała, ale zaraz odwróciła się do Madoxa - na ciebie też coś będzie Madito - sięgnęła ręką zakończoną krwisto czerwonymi pazurami do jego policzka, a Madox chyba pierwszy raz nie odskoczył, ani się nie wzdrygnął. Pozwolił jej na te kilka sekund, kiedy jej dłoń spoczywała na jego twarzy, ale zaraz chwycił Stewart za rękę.
- Dobra chodźmy... - pociągnął ją do tylnego wyjścia przez ogród. Prosto na ich samochód, zaparkowany ulicę dalej. Madox od razu wsiadł za kierownicę.
- Możemy wracać do Acapulco... - powiedział, chociaż sam nie był wcale przekonany, czy mogą. A przede wszystkim czy chcą. Bo skoro mieli taką szansę, to szkoda byłoby jej nie wykorzystać.
Pilar Stewart
Miał ochotę znowu wywrócić oczami, ale zamiast tego przesunął palcami po twarzy.
- Tak, bo robota na barze polega na wydawaniu chujowych drinków - rzucił ostro - a potem ktoś go spróbuje i powie, co to kurwa jest, i kim ty kurwa jesteś, bo na pewno nie barmanką, skoro nawet nie umiesz zrobić mohito - aż walnął ręką w stół. Bo jej to się też wydawało proste, a jednak na jakiś spęd do Pablo Gonzalesa nie wysłali by amatorów, nawet za bar. Jeszcze miał coś powiedzieć, że pewnie to jest chujowy pomysł, żeby stawiać ją na barze, ale wtedy poruszyła temat tych prochów. GHB rzeczywiście nie było czuć w alkoholu. Ale to już nie są zwykłe środki usypiające, chociaż czy to problem dla Esmeraldy?
- Załatwisz tachas? - zerknął na matkę, a ona tylko skinęła głową. Czy Madox chciał przez chwilę zapytać, czy załatwi mu też koks? Oczywiście, że tak, ale zwątpił, kiedy spojrzał na Pilar. Nawet chciał do niej sięgnąć ręką, ale to nie był czas na takie czułości, a przede wszystkim to chyba nie miejsce. Chociaż przez głowę mu przemknęła taka myśl, że ona przecież jeszcze walczyła z demonami po tym całym zajściu z Daltonem, a już chciała wchodzić w nowe gówno. Znowu się zawahał, znowu się zastanowił jak ją od tego w ogóle odwieźć, żeby została w hotelu, albo może wkroczyła później z policją? To by była dobra opcja, lepsza niż ten bar. Co zaraz jej powiedział, ale Stewart już stała przed nim, a on już zaciskał palce na jej nadgarstku, nie mocno, ale tak, że czuł jej gorącą krew, która pulsowała w żyłach.
- Dla ciebie to jest takie proste, pokaż mi - mruknął pochylając się w jej kierunku, tak, że ciepły oddech omiótł jej twarz. Tak jak dla niego prosta była ta cała akcja z Pablo. Oni kurwa byli identyczni. Ale też identycznie przejęci sobą nawzajem. Szkoda tylko, że priorytety mieli tym razem różne...
- Jakoś, coś się wymyśli - bo dla niego to zawsze tak działało, coś się działo i korzystało się z tego, nie planowało od A do Z, bo to i tak nie miało sensu, kiedy sytuacja była dynamiczna. A jutro może być. Kurewsko.
Przez chwilę tylko patrzył w te jej ogniste, brązowe oczy, ale w końcu ją puścił, chociaż w głowie miał to, że jeszcze jej zaproponuje, żeby weszła na imprezkę dopiero z policją, bo kurwa ona przecież była policjantką, nie barmanką, nie jakimś kretem. Nawet jeśli miałaby go za to zjechać od góry do dołu.
Jego spojrzenie przesunęło się po plecach Stewart, kiedy się odezwała, powiedziała to, że nie mogą tutaj zostać, to był fakt. Fakt, który jemu po prostu umknął, bo on mógł tutaj rozmawiać do rana, do przyjazdu Pablo, a później zbić z nim piątkę, że niby sobie tutaj zaszedł przez przypadek.
Esmeralda się spięła, ale pokiwała głową, a w końcu nawet zaproponowała im tą chatę, już miała iść po ich rzeczy, ale Madox jeszcze ją zatrzymał.
- Załatw nam też jakąś zabawkę tego dziecia… Aury - no bo jak będą mieli znajomą zabawkę, to może dzieciak się uspokoi? Madox nigdy nie miał podejścia do dzieci. Te z domu dziecka go lubiły, bo się z nimi bawił, bo dawał im prezenty, ale przecież jakby nie to, że pilnowała go Ginny, to on by te dzieciaki nauczył się bić, albo naprawdę zabrał na strzelnicę, w ramach świetnej rozrywki.
Esme skinęła głową i wyszła, żeby iść po ich rzeczy, żeby porozmawiać z Lopezem.
Madox w tym czasie znowu zawiesił spojrzenie na twarzy Stewart. Podszedł do niej, znowu bardzo blisko.
- A gdybyś weszła z policją? Przekażesz im wszystko co mamy, ja wejdę do tego magazynu i wtedy go mamy, Pablo jest skończony, a dzieciak... Ja pierdolę, Aura, jest bezpieczna - musiał się z nią podzielić też tą wersją, bo w zasadzie wydawała się dość prosta. Każdy robił by swoją robotę. Madox wpierdalałby się tam, gdzie nie powinien, jak zwykle. A ona wzięłaby udział w policyjnej obławie. Co tu się mogło wysypać?
Jeśli chodzi o Noriegę to wszystko, zaczynając od tego, że Franki go po prostu sypnie, musiał coś z nim zrobić. No i też trochę się podszkolić w golfie, czy tam strzelaniu, ale to proste, zaraz obejrzy sobie jakieś filmiki z golfa na youtubie, przecież to tylko machanie kijem. A to to akurat umiał, mieli w Emptiness takie metalowe kije, którymi czasem... pokazywali gościom wyjście.
- Przemyśl to Pilar - powiedział jeszcze, kiedy Esme wróciła z torebką Pilar i jego telefonem, przy okazji dała też Stewart klucze do domu i karteczkę z adresem.
- Tylko Lopez będzie wiedział, że tam jesteście, więc nie rzucajcie się w oczy - tu spojrzała na Madoxa, jakby on się tak bardzo rzucał... Rzucał się.
- Dobra a ciuchy? Nie pójdę w upierdolonej koszuli na lunchyk z Pablo - znalazła się elegantka, jakby mu takie rzeczy przeszkadzały, ale fakt, nie wyglądał jak Matteo z klubu, który woził się w tych swoich kolorowych, drogich koszulach. Chociaż ta też była droga.
- Wszystko jest na miejscu, znajdziecie tam jakieś ubrania, dla ciebie na pewno Pilar - jeszcze raz na nią spojrzała, ale zaraz odwróciła się do Madoxa - na ciebie też coś będzie Madito - sięgnęła ręką zakończoną krwisto czerwonymi pazurami do jego policzka, a Madox chyba pierwszy raz nie odskoczył, ani się nie wzdrygnął. Pozwolił jej na te kilka sekund, kiedy jej dłoń spoczywała na jego twarzy, ale zaraz chwycił Stewart za rękę.
- Dobra chodźmy... - pociągnął ją do tylnego wyjścia przez ogród. Prosto na ich samochód, zaparkowany ulicę dalej. Madox od razu wsiadł za kierownicę.
- Możemy wracać do Acapulco... - powiedział, chociaż sam nie był wcale przekonany, czy mogą. A przede wszystkim czy chcą. Bo skoro mieli taką szansę, to szkoda byłoby jej nie wykorzystać.
Pilar Stewart