It's beginning to look a lot like fuck this
: wt sie 25, 2026 2:13 pm
Pomimo że obydwaj zdawali się rezonować w ten sam sposób gdy chodziło o szukanie potencjalnych rozwiązań problemu - Milo był mu zresztą szalenie wdzięczny za to, że nie musiał tłumaczyć co miał dokładnie na myśli - tak na sytuacje stresowe reagowali zupełnie inaczej.
Podczas gdy on sam płynnie przechodził w tryb robota wykreślając z równania warstwę emocjonalną na tyle na ile było to możliwe, Dylan zdawał się wręcz oddychać troską, cały sobą był chodzącym zmartwieniem i... gadułą.
W innych okolicznościach zbyłby go w jakiś kreatywny sposób. W tym momencie ostatnim czego potrzebował była paplanina, która zamaskowałaby obecność innych osób w ciemnościach, w których uzbrojony jedynie w latarkę był w stanie dopatrzeć się czegokolwiek na odległość większą niż trzy, może cztery metry.
一 Znajdź drzwi 一 powtórzył rzeczowo, tym samym odcinając się kompletnie od prośby. Jeżeli Gauthier sobie życzył, mógł boczyć się na niego ile dusza zapragnie gdy już opuszczą teren cegielni. W tym momencie Milo z całą stanowczością priorytetyzował podejście praktyczne.
Starając się nie obracać plecami do otwartych przestrzeni powoli spacerował w kierunku, z którego słyszał przytłumione mamrotanie Dylana, który sądząc po odgłosach, chyba znalazł coś godnego uwagi. Doceniłby to bardziej gdyby nie to, że dotąd nieruchoma plandeka przykrywająca szkielet dźwigu (którym pewnie zachwyciłby się nie mając na głowie obecnych zmartwień) poruszyła się ni stąd ni zowąd. Milo przystanął w miejscu i skierował światło latarki w stronę płachty, a przygarione dotąd ramiona wyprostował sztywno; mrugnął dla otrzeźwienia, wstrzymał na parę sekund oddech w płucach i zmarszczył brwi.
一 Nie w...
W tym samym momencie wydarzyło się kilka rzeczy.
Drzwi skrzypnęły pokutnie tak, że zapewne słychać je było w całym budynku, łącznie z siecią wyższych kondygnacji i w piwnicach, a Dylan w pełnej chwale swojego małego sukcesu stanął pośrodku progu i Milo chcąc nie chcąc rozkojarzył się i obrócił głowę by na niego spojrzeć.
To był ogromny błąd.
Spod plandeki wyskoczył ogromny rudy kocur. Rozpędzony nieproporcjonalnie do własnych rozmiarów i być może upatrując w tym najkrótszą drogę do zaoferowanej wolności wykonał szaleńczą szarżę w kierunku Milo, po czym korzystając z jego nieuwagi wbił komplet pazurów wszystkich czterech łap w jego udo. Milo zawył dziko, kot nasyczał na niego i rozmiałczał się donośnie z oburzeniem, gdy bezużyteczna w tej walce latarka upadła i potoczyła się Gauthierowi pod buta.
一 JODEEEER...! 一 wrzasnął aż się poniosło, bezskutecznie acz heroicznie usiłując oderwać od siebie cholernego sierściucha. 一 ZŁAŹ... ZE MNIE... KURWA...!
Rivera naprawdę kochał koty. Kochał zwierzęta całym sercem, o wiele bardziej niż ludzi plasując je na tym samym pułapie co maszyny.
W tym momencie miał ochotę sprawić sobie futrzaną czapkę.
Czując jak pazury nieróżniące się wiele od skalpeli wżynają mu się w skórę pomimo grubych spodni sięgnął na oślep do kociego karku, ale jego palce poza szorstkawym futrem napotkały fałdy tłuszczu, przez który jego próby wyszarpania zwierzaka siłowo nie przyniosły efektu. Otyłość uratowała kocura, który na jego starania zawarczał jak stary silnik i zamiast puścić złośliwie wspiął się po Milo jak akrobata, przedzierając się przez pierś i dopadając do barku.
Dopiero teraz poczuł to wredne siedem kilo żywej masy.
一 HIIIIIJO DE SU... PUTAMADREKURWA...! 一 Języki mieszały mu się gdy wymyślał zwierzęciu w co najmniej dwóch. Zataczając się nadział się biodrem na wielki roboczy blat, a wtedy kot puścił wreszcie odbijając się od niego jak od mebla i wskakując na stół. W szale porozrzucał to, co jeszcze zalegało na warsztacie, osyczał Milo po raz ostatni po czym pędząc ile sił przebiegł Dylanowi pomiędzy nogami by zniknąć zaraz w najbliższych zaroślach.
Milo stał wciąż w tym samym miejscu, jedną ręką podtrzymując się krawędzi blatu, drugą dłoń przyciskał do barku, który również ucierpiał. Czuł jak coś ciepłego i lepkiego spływa mu pod ubraniem i nie miał złudzeń, że szramy po tym niezbyt godnym starciu zostaną z nim na długo.
一 Widziałeś to?! Widziałeś?! PIERDOLONY!
Zarówno fragment jego policzka u dołu jak i kawałek pod szczęką zdobił podłużny ślad pazurów, szczęśliwie płytszy niż pozostałe, ale lepiej widoczny z uwagi na to, że nic go nie zakrywało.
Dylan Gauthier
Podczas gdy on sam płynnie przechodził w tryb robota wykreślając z równania warstwę emocjonalną na tyle na ile było to możliwe, Dylan zdawał się wręcz oddychać troską, cały sobą był chodzącym zmartwieniem i... gadułą.
W innych okolicznościach zbyłby go w jakiś kreatywny sposób. W tym momencie ostatnim czego potrzebował była paplanina, która zamaskowałaby obecność innych osób w ciemnościach, w których uzbrojony jedynie w latarkę był w stanie dopatrzeć się czegokolwiek na odległość większą niż trzy, może cztery metry.
一 Znajdź drzwi 一 powtórzył rzeczowo, tym samym odcinając się kompletnie od prośby. Jeżeli Gauthier sobie życzył, mógł boczyć się na niego ile dusza zapragnie gdy już opuszczą teren cegielni. W tym momencie Milo z całą stanowczością priorytetyzował podejście praktyczne.
Starając się nie obracać plecami do otwartych przestrzeni powoli spacerował w kierunku, z którego słyszał przytłumione mamrotanie Dylana, który sądząc po odgłosach, chyba znalazł coś godnego uwagi. Doceniłby to bardziej gdyby nie to, że dotąd nieruchoma plandeka przykrywająca szkielet dźwigu (którym pewnie zachwyciłby się nie mając na głowie obecnych zmartwień) poruszyła się ni stąd ni zowąd. Milo przystanął w miejscu i skierował światło latarki w stronę płachty, a przygarione dotąd ramiona wyprostował sztywno; mrugnął dla otrzeźwienia, wstrzymał na parę sekund oddech w płucach i zmarszczył brwi.
一 Nie w...
W tym samym momencie wydarzyło się kilka rzeczy.
Drzwi skrzypnęły pokutnie tak, że zapewne słychać je było w całym budynku, łącznie z siecią wyższych kondygnacji i w piwnicach, a Dylan w pełnej chwale swojego małego sukcesu stanął pośrodku progu i Milo chcąc nie chcąc rozkojarzył się i obrócił głowę by na niego spojrzeć.
To był ogromny błąd.
Spod plandeki wyskoczył ogromny rudy kocur. Rozpędzony nieproporcjonalnie do własnych rozmiarów i być może upatrując w tym najkrótszą drogę do zaoferowanej wolności wykonał szaleńczą szarżę w kierunku Milo, po czym korzystając z jego nieuwagi wbił komplet pazurów wszystkich czterech łap w jego udo. Milo zawył dziko, kot nasyczał na niego i rozmiałczał się donośnie z oburzeniem, gdy bezużyteczna w tej walce latarka upadła i potoczyła się Gauthierowi pod buta.
一 JODEEEER...! 一 wrzasnął aż się poniosło, bezskutecznie acz heroicznie usiłując oderwać od siebie cholernego sierściucha. 一 ZŁAŹ... ZE MNIE... KURWA...!
Rivera naprawdę kochał koty. Kochał zwierzęta całym sercem, o wiele bardziej niż ludzi plasując je na tym samym pułapie co maszyny.
W tym momencie miał ochotę sprawić sobie futrzaną czapkę.
Czując jak pazury nieróżniące się wiele od skalpeli wżynają mu się w skórę pomimo grubych spodni sięgnął na oślep do kociego karku, ale jego palce poza szorstkawym futrem napotkały fałdy tłuszczu, przez który jego próby wyszarpania zwierzaka siłowo nie przyniosły efektu. Otyłość uratowała kocura, który na jego starania zawarczał jak stary silnik i zamiast puścić złośliwie wspiął się po Milo jak akrobata, przedzierając się przez pierś i dopadając do barku.
Dopiero teraz poczuł to wredne siedem kilo żywej masy.
一 HIIIIIJO DE SU... PUTAMADREKURWA...! 一 Języki mieszały mu się gdy wymyślał zwierzęciu w co najmniej dwóch. Zataczając się nadział się biodrem na wielki roboczy blat, a wtedy kot puścił wreszcie odbijając się od niego jak od mebla i wskakując na stół. W szale porozrzucał to, co jeszcze zalegało na warsztacie, osyczał Milo po raz ostatni po czym pędząc ile sił przebiegł Dylanowi pomiędzy nogami by zniknąć zaraz w najbliższych zaroślach.
Milo stał wciąż w tym samym miejscu, jedną ręką podtrzymując się krawędzi blatu, drugą dłoń przyciskał do barku, który również ucierpiał. Czuł jak coś ciepłego i lepkiego spływa mu pod ubraniem i nie miał złudzeń, że szramy po tym niezbyt godnym starciu zostaną z nim na długo.
一 Widziałeś to?! Widziałeś?! PIERDOLONY!
Zarówno fragment jego policzka u dołu jak i kawałek pod szczęką zdobił podłużny ślad pazurów, szczęśliwie płytszy niż pozostałe, ale lepiej widoczny z uwagi na to, że nic go nie zakrywało.
Dylan Gauthier