tequila con muerte
: sob lut 14, 2026 11:52 am
Zamrugał dwa razy i przez moment trawił to co mu powiedziała, to głębokie gardło, może dlatego, że Madox w ogóle nie umiał świntuszyć po angielsku, zdecydowanie lepiej mu to wychodziło po hiszpańsku, lepiej to w ogóle brzmiało. W końcu dotarło do niego, ciemne tęczówki znowu odszukały jej piękne, brązowe oczy, przełknął ślinę aż grdyka mu zadrgała.
Tu już zapaliła mu się jakaś lampka, że jednak ten bar to nie jest dobry pomysł, a on może zamiast pouczać ją, że powinna rozmówców rozpraszać flirtem, to powinien powiedzieć, że ma kurwa założyć golf i być chamska. Tylko co by to dało? Przynajmniej on miałby spokojną głowę.
Chociaż drink był dobry, widział w nim potencjał... A w tym odwracaniu jego uwagi, widział go aż za dużo. Napił się jeszcze, zanim odstawił szklankę i zanim ją zgarnęła. Przez chwilę się nad tym zastanawiał, rozważał te za i przeciw, ale w końcu wypalił z tym, że nie może stać za barem. Bo może jakby flirtowała tak jak wcześniej, to by się tym jakoś tak bardzo nie przejął. Chociaż bywał zazdrosny o gorsze pierdoły, ale jednak to do czego posunęli się teraz, na to nie umiałby przymknąć oka. Chociaż wierzył, że takie teksty jednak były zarezerwowane dla niego, razem z tym głębokim gardłem, ale kurwa na akcji się nie zastanawiasz i czasem trzeba posunąć się do różnych rzeczy. Madox o tym doskonale wiedział.
- Nie skupię się, jak będziesz stała za barem, a muszę się skupić - stwierdził, ale to była prawda. Cały czas by się zastanawiał z kim on przy tym barze rozmawia, o czym, a przecież on musiał się zająć Pablo, a nie nią. Ale bardzo chciał nią, nawet teraz, może dlatego sięgnął jeszcze po tego mocnego drinka, żeby go upić, czymś się zająć, a nie fiksować znowu na tym, że mogli teraz siedzieć w Acapulco i testować to głębokie gardło, znowu.
Uśmiechnął się na jej kolejne słowa.
- Matteo do tego trochę lepiej się nosi - szarpnął tą swoją kolorową koszulę - no i gościu to prawdziwy podrywacz - pokazał jej czubek języka - dziwnie by było jakbyś się na niego rzuciła na tej imprezie - czy chciał jej zasugerować, że oboje mogli by tego nie wytrzymać? Chyba tak. Chociaż więcej w tym było jego winy, ale przecież się do tego nie przyzna.
Zresztą nieważne, postanowione, że idą razem, musiał tylko się zastanowić jako kogo ją przedstawi, żeby Pablo nie miał jakiś oporów przed gadaniem przy niej. Zamyślił się, a kiedy podsunęła mu szklankę też ją przechylił, w dwóch łykach. Powiódł za nią wzrokiem, kiedy odsunęła się od lady.
- Mnie jeszcze bardzo interesuje jedna kwestia... - rzucił opierając się plecami o wyspę i odwracając w jej kierunku - to głębokie gardło - jego spojrzenie przesunęło się po jej nagich plecach, na podłogę wraz z tą sukienką. Zaraz zerwał się z krzesła i stał przy niej, tak, że mogła poczuć na sobie, jak jego serce znowu wyrwało się do niej dziko, kiedy się nad nią pochylił, kiedy jego ciepły oddech omiótł jej kark, po którym przesunął palcami, odgarniając z niego te ciemne, piękne kudły, złożył na rozgrzanej skórze kilka pocałunków.
- W chacie do pierdolenia piżamy... - mruknął jej do ucha. Ale zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, a Madox zanim zdążył nawet nabrać w płuca powietrze zaciągając się jej zapachem, to usłyszeli z korytarza chrząknięcie. Noriega tylko się odwrócił zasłaniając sobą Pilar, skrzyżował ręce na piersi.
Stał przed nimi Lopez, ale i Esme, która już nie była odpierdolona, miała na sobie zwykłe jeansy i koszulkę, a nawet adidasy.
- Przeszkadzamy wam? - zapytała, a zaraz podeszła do lady i poklepała ją dłonią. Lopez położył na niej dwa pistolety, jakiś sprężynowy nóż, mały kastet, wytrych, takie rzeczy, które mogą się przydać, ale można je poupychać po kieszeniach, no i amunicja. Madox od razu zwrócił uwagę na kastet, co prawda miał dużo pierścionków, ale on lubił taką biżuterię. Bardziej niż broń.
Esme położyła też na blacie jakąś torbę z ciuchami.
- Tutaj masz uniform dla obsługi - zerknęła na Pilar.
- Nie będzie robiła na obsłudze... - wtrącił od razu Madox, a ciemne oczy jego matki zatrzymały się na jego twarzy - wejdzie ze mną, jako goście - wzruszył ramionami, a Esme się skrzywiła.
- A prochy? - zapytała i zerknęła na Lopeza. Madox też na niego spojrzał a później na Stewart.
- Ty je dosyp, albo on, przydajcie się na coś, to przecież... - i już chciał powiedzieć, że to ich dziecko, ale Esme spojrzała na niego gniewnie - wasza wielka ucieczka - dokończył - ale daj też porcję dla nas, może się przyda - nigdy nic nie wiadomo, a jak zaczną coś improwizować, to kto wie. Może nawet uda im się coś dosypać Pablo? Madox nie miał planu, zresztą czy tu można było coś zaplanować, skoro cała sytuacja zmieniała się tak dynamicznie? Ciężko.
Esme się pokrzywiła, ale w końcu położyła też na ladzie samarkę z białym proszkiem.
- Tylko pamiętaj, że najważniejsza jest Aura... - mruknęła zanim Madox go złapał. Noriega pokiwał głową. Dla niego nie była, ale przecież jego matka nie musiała tego wiedzieć.
- Dla Pablo też jest ważna... - powiedziała zerkając na Lopeza - jutro w ogóle będzie taki dzień, kiedy on będzie chciał się pokazać z jak najlepszej strony, dobry ojciec, mąż... Będzie nas pilnował - znowu spojrzała na Lopeza, a Madox wywrócił oczami. Zajebisty ojciec i mąż, w Emptiness widział jak bardzo.
- Dobra, damy sobie radę z gów… z Aurą - powiedział pewnie, no bo jakoś sobie we dwójkę dadzą? - tylko on musi z nami współpracować - podbródkiem wskazał Lopeza, a ten prychnął, skrzywił się jakoś, ale Esma zaraz oparła ozdobioną długimi paznokciami w kolorze krwistej czerwieni, dłoń na jego klacie, na białej koszuli.
- Będzie, Andres jest po naszej stronie - powiedziała, a Madox spojrzał na nią dziwnie. Andres? Nie chciał dać nic po sobie poznać, więc skinął głową, Esme kontynuowała - jutro będą zupełnie nowi ochroniarze... Ci z dzisiaj mają wolne, na imprezy są... bardziej profesjonalni, bardziej Pablo niż moi - zerknęła znowu na Lopeza - więc nie musicie się bać, że was poznają, ale trzeba na nich bardziej uważać, bo nie słuchają się nawet jego - poklepała Lopeza po ramieniu - tylko Pablo - dodała dla jasności. Madox zerknął na Pilar, w zasadzie dla nich to bez różnicy, i tak się z nimi nie zaprzyjaźnią.
- Dobra, jeszcze coś? - zerknął na matkę, bo jeśli nie to chyba mogli dać im jeszcze chwilę prywatności. Jeszcze musieli obgadać kilka rzeczy... Niestety nie kwestię głębokiego gardła.
Pilar Stewart
Tu już zapaliła mu się jakaś lampka, że jednak ten bar to nie jest dobry pomysł, a on może zamiast pouczać ją, że powinna rozmówców rozpraszać flirtem, to powinien powiedzieć, że ma kurwa założyć golf i być chamska. Tylko co by to dało? Przynajmniej on miałby spokojną głowę.
Chociaż drink był dobry, widział w nim potencjał... A w tym odwracaniu jego uwagi, widział go aż za dużo. Napił się jeszcze, zanim odstawił szklankę i zanim ją zgarnęła. Przez chwilę się nad tym zastanawiał, rozważał te za i przeciw, ale w końcu wypalił z tym, że nie może stać za barem. Bo może jakby flirtowała tak jak wcześniej, to by się tym jakoś tak bardzo nie przejął. Chociaż bywał zazdrosny o gorsze pierdoły, ale jednak to do czego posunęli się teraz, na to nie umiałby przymknąć oka. Chociaż wierzył, że takie teksty jednak były zarezerwowane dla niego, razem z tym głębokim gardłem, ale kurwa na akcji się nie zastanawiasz i czasem trzeba posunąć się do różnych rzeczy. Madox o tym doskonale wiedział.
- Nie skupię się, jak będziesz stała za barem, a muszę się skupić - stwierdził, ale to była prawda. Cały czas by się zastanawiał z kim on przy tym barze rozmawia, o czym, a przecież on musiał się zająć Pablo, a nie nią. Ale bardzo chciał nią, nawet teraz, może dlatego sięgnął jeszcze po tego mocnego drinka, żeby go upić, czymś się zająć, a nie fiksować znowu na tym, że mogli teraz siedzieć w Acapulco i testować to głębokie gardło, znowu.
Uśmiechnął się na jej kolejne słowa.
- Matteo do tego trochę lepiej się nosi - szarpnął tą swoją kolorową koszulę - no i gościu to prawdziwy podrywacz - pokazał jej czubek języka - dziwnie by było jakbyś się na niego rzuciła na tej imprezie - czy chciał jej zasugerować, że oboje mogli by tego nie wytrzymać? Chyba tak. Chociaż więcej w tym było jego winy, ale przecież się do tego nie przyzna.
Zresztą nieważne, postanowione, że idą razem, musiał tylko się zastanowić jako kogo ją przedstawi, żeby Pablo nie miał jakiś oporów przed gadaniem przy niej. Zamyślił się, a kiedy podsunęła mu szklankę też ją przechylił, w dwóch łykach. Powiódł za nią wzrokiem, kiedy odsunęła się od lady.
- Mnie jeszcze bardzo interesuje jedna kwestia... - rzucił opierając się plecami o wyspę i odwracając w jej kierunku - to głębokie gardło - jego spojrzenie przesunęło się po jej nagich plecach, na podłogę wraz z tą sukienką. Zaraz zerwał się z krzesła i stał przy niej, tak, że mogła poczuć na sobie, jak jego serce znowu wyrwało się do niej dziko, kiedy się nad nią pochylił, kiedy jego ciepły oddech omiótł jej kark, po którym przesunął palcami, odgarniając z niego te ciemne, piękne kudły, złożył na rozgrzanej skórze kilka pocałunków.
- W chacie do pierdolenia piżamy... - mruknął jej do ucha. Ale zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, a Madox zanim zdążył nawet nabrać w płuca powietrze zaciągając się jej zapachem, to usłyszeli z korytarza chrząknięcie. Noriega tylko się odwrócił zasłaniając sobą Pilar, skrzyżował ręce na piersi.
Stał przed nimi Lopez, ale i Esme, która już nie była odpierdolona, miała na sobie zwykłe jeansy i koszulkę, a nawet adidasy.
- Przeszkadzamy wam? - zapytała, a zaraz podeszła do lady i poklepała ją dłonią. Lopez położył na niej dwa pistolety, jakiś sprężynowy nóż, mały kastet, wytrych, takie rzeczy, które mogą się przydać, ale można je poupychać po kieszeniach, no i amunicja. Madox od razu zwrócił uwagę na kastet, co prawda miał dużo pierścionków, ale on lubił taką biżuterię. Bardziej niż broń.
Esme położyła też na blacie jakąś torbę z ciuchami.
- Tutaj masz uniform dla obsługi - zerknęła na Pilar.
- Nie będzie robiła na obsłudze... - wtrącił od razu Madox, a ciemne oczy jego matki zatrzymały się na jego twarzy - wejdzie ze mną, jako goście - wzruszył ramionami, a Esme się skrzywiła.
- A prochy? - zapytała i zerknęła na Lopeza. Madox też na niego spojrzał a później na Stewart.
- Ty je dosyp, albo on, przydajcie się na coś, to przecież... - i już chciał powiedzieć, że to ich dziecko, ale Esme spojrzała na niego gniewnie - wasza wielka ucieczka - dokończył - ale daj też porcję dla nas, może się przyda - nigdy nic nie wiadomo, a jak zaczną coś improwizować, to kto wie. Może nawet uda im się coś dosypać Pablo? Madox nie miał planu, zresztą czy tu można było coś zaplanować, skoro cała sytuacja zmieniała się tak dynamicznie? Ciężko.
Esme się pokrzywiła, ale w końcu położyła też na ladzie samarkę z białym proszkiem.
- Tylko pamiętaj, że najważniejsza jest Aura... - mruknęła zanim Madox go złapał. Noriega pokiwał głową. Dla niego nie była, ale przecież jego matka nie musiała tego wiedzieć.
- Dla Pablo też jest ważna... - powiedziała zerkając na Lopeza - jutro w ogóle będzie taki dzień, kiedy on będzie chciał się pokazać z jak najlepszej strony, dobry ojciec, mąż... Będzie nas pilnował - znowu spojrzała na Lopeza, a Madox wywrócił oczami. Zajebisty ojciec i mąż, w Emptiness widział jak bardzo.
- Dobra, damy sobie radę z gów… z Aurą - powiedział pewnie, no bo jakoś sobie we dwójkę dadzą? - tylko on musi z nami współpracować - podbródkiem wskazał Lopeza, a ten prychnął, skrzywił się jakoś, ale Esma zaraz oparła ozdobioną długimi paznokciami w kolorze krwistej czerwieni, dłoń na jego klacie, na białej koszuli.
- Będzie, Andres jest po naszej stronie - powiedziała, a Madox spojrzał na nią dziwnie. Andres? Nie chciał dać nic po sobie poznać, więc skinął głową, Esme kontynuowała - jutro będą zupełnie nowi ochroniarze... Ci z dzisiaj mają wolne, na imprezy są... bardziej profesjonalni, bardziej Pablo niż moi - zerknęła znowu na Lopeza - więc nie musicie się bać, że was poznają, ale trzeba na nich bardziej uważać, bo nie słuchają się nawet jego - poklepała Lopeza po ramieniu - tylko Pablo - dodała dla jasności. Madox zerknął na Pilar, w zasadzie dla nich to bez różnicy, i tak się z nimi nie zaprzyjaźnią.
- Dobra, jeszcze coś? - zerknął na matkę, bo jeśli nie to chyba mogli dać im jeszcze chwilę prywatności. Jeszcze musieli obgadać kilka rzeczy... Niestety nie kwestię głębokiego gardła.
Pilar Stewart