bajo el cielo de río, contigo siempre ❤︎
: czw lip 16, 2026 5:45 pm
trigger warning
przekleństwa, dużo i przemoc też dużo, bo dawno nie byłoPrawdą na pewno było to, że wzięli ślub.
Wreszcie.
Bo przecież Madox namawiał do niego Pilar od dawna, codziennie praktycznie pytał czy to już. A teraz już byli po.
- Zawsze jesteś w moich najlepszych snach, obok Shakiry - nawet się do niej szarpnął, żeby z jej pełnych, gorących ust skraść przelotny pocałunek. Ciemne oczy zawiesił na twarzy swojej żony, bo to był fakt, kto by pomyślał, on pół roku temu na pewno nie. On nawet lecąc do Meksyku zakładał, że już nigdy więcej nie będzie się bawił w ślub, bo przecież miał już na koncie jeden całkowicie nieudany. Później wziął ten drugi... ćpuński, w Vegas.
A teraz trzeci... Do trzech razy sztuka w końcu.
- No... jakbyś mi powiedziała pół roku temu, że zostaniesz moją żoną, to bym kurwa nie uwierzył, mimo, że już wtedy wiedziałem, że cię przelecę - zakładał to, ale przecież Madox nigdy nie łączył seksu z uczuciami, więc... Długo droga była od tego, a oni ją przebyli, w pierdolone pół roku. Niesamowite.
Niesamowite też było to, że dochodziła trzecia. Chociaż z drugiej strony może wcale nie, patrząc na to ile się tutaj wydarzyło.
- Na ósmą mamy bilety powrotne - przypomniał Madox, a na lotnisku też trzeba było być wcześniej, wcale nie zostało im tak dużo czasu. Musieli go po prostu dobrze wykorzystać. Odpowiednio to rozplanować. Ostatnie chwile wakacji...
I zaraz okazało się też, że przecież ostatnie godziny ich nocy poślubnej. Zadarł do góry głowę, kiedy Pilar szarpnęła go za włosy, a ciemne spojrzenie wbił w jej piękne, duże oczy.
- Jeszcze mnie czymś zaskoczysz? Ale musiałabyś pewnie założyć jakieś kocie uszy, albo króliczy ogonek - mrugnął do niej jednym okiem, a kiedy go pocałowała, to zamruczał prosto w jej miękkie, gorące usta. Chciał się do niej wyrwać, ale ona już też schylała się po swoje majtki, więc Madox przez moment zagapił się, jak wciągała na siebie koronkę - może te tatuaże uda się ogarnąć wcześniej? Niektóre studia robią w nocy - zastanowił się głośno i już zakładał spodnie, ale rozejrzał się za swoją koszulą. Leżała sobie ładnie złożona z ich rzeczami, od razu widać było, że to nie oni to tutaj położyli, bo w ich wykonaniu pewnie byłoby zwinięte w kłębek i pieprznięte.
Zaraz pomagał Pilar z zapięciem sukienki i zaczepiał ją wytatuowanymi palcami sunąć po jej pośladku, a kiedy się do niego odwróciła, to objął ją w talii przyciągając do siebie. Odchylił do tyłu głowę na jej kolejne słowa.
- Kurwa... Ale ja chyba zostawiłem telefon u nich w chacie, nie mam go - no tak, bo Madox jak go nie mógł podrzucić Pilar do torebki, to przecież, że o nim zapominał. Pewnie go gdzieś rzucił w domu Theresy i Raviego. Spuścił ciemne tęczówki na piękne, błyszczące oczy swojej żony, a kiedy powiedziała o hot-dogach, a potem jeszcze zapiekance, to też aż zrobił się głodny - ciekawe czy w takim Rio jedzą takie rzeczy - w Kolumbii prędzej by kupili Salichipapa niż hot-doga. Chociaż hot-dogi, chyba wszędzie je mieli.
Ruszył za Pilar, kiedy pociągnęła go w kierunku drzwi. Wyjściowych, a nie już żadnych kolorowych, chociaż kiedy szli korytarzem, to Madox jeszcze obejrzał się na tamte - na rocznicę cię tutaj zabiorę, to wytestujemy inne - mruknął Pilar do ucha, kiedy obejmował ją ramieniem i przyciągał do siebie. Na dole schodów zatrzymała ich jakaś hostessa przebrana za króliczka, a Madox zmierzył ją spojrzeniem. To ta sama, która ich tutaj wprowadziła? Nie miał pojęcia, ale chyba nie.
- Awantura? - zainteresował się Noriega, bo to mogłoby być jego drugie imię - Madox A.wantura Noriega.
Tylko, że nie dowiedzieli się jaka, bo blondynka szybko zniknęła za magicznymi drzwiami, jak ten króliczek z Alicji w Krainie Czarów. Na pytanie Pilar wzruszył ramionami - może zabrakło im rumu i ktoś się rzuca? - bo o to też ludzie potrafili się awanturować. Co prawda Madox w pierwszej chwili zerknął w kierunku welurowych kanap, na których mogli sobie poczekać, aż zrobi się bezpiecznie, ale przecież znał swoją żonę.
- A musimy? - jeszcze jęczał na schodach, bo prawda jest taka, że nie chciało mu się w to wtrącać, oni zawsze na tym wychodzi poszkodowani. Ale argument, że sprawa może dotyczyć Theresy i Raviego jednak wziął górę - no dobra, ale jak trzeba się bić, to ty łamiesz nosy, a ja patrzę... - jeszcze pomarudził, ale nawet nie zdążył dokończyć, bo już pod ich nogami wylądowała kelnerka, aż tyłkiem przejechała po parkiecie, facet pchnął ją z takim impetem. Madox odruchowo pociągnął Pilar za siebie.
Tylko, że zaraz okazało się, że gość wcale nie jest sam, bo ten który stał z przodu i wyzywał kelnerkę, to rzeczywiście był... pierdolony wierzchołek góry lodowej. Za nim kolejny facet trzymał za fraki Raviego, a trzeci szarpał za rękę Theresę, która zapłakana próbowała się mu wyrwać. Co oni tutaj odjebali?
Ciężko stwierdzić. Faktem na pewno było to, że ich było trzech, a oni dwoje. Theresa i Ravi jeszcze niby, ale Ravi już coś nawijał, że przemoc nie jest rozwiązaniem.
A facet, który trzymał go za koszulę chyba uważał inaczej, bo zaraz ryknął.
- Zamknij ryj, trzeba było kurwa uważać gdzieś się wpierdalasz z tą swoją dziwką - więcej przekleństw w jednym zdaniu to się chyba nie dało uzyć. Theresa znowu załkała i pisnęła jakieś Ravi. No nie no, nie ma opcji, że Państwo Noriega będą stali i na to patrzyli. Ale też nie było jednak takiej opcji, że to Pilar będzie im łamała nosy, a jej mąż będzie się tylko przyglądał.
Bo on już się wyrwał do przodu pierwszy.
- Może trochę kurwa grzeczniej - warknął do tego, który się wytrząsał nad kelnerką i już stał między nim, a dziewczyną, która próbowała się pozbierać z podłogi.
- Bo co kurwa? Wypierdalaj, to nie twój interes - no może nie był do końca jego, ale...
- No właśnie trochę mój, bo tamten facet jest tutaj ze mną - głową wskazał Raviego. A ten który go trzymał parsknął śmiechem, zarechotał jak żaba.
- No i co kurwa? Chcesz za niego dostać w ryj? Możecie dostać obaj - może Madox w tej swojej pięknej, czerwonej koszuli to też wcale nie wyglądał jak ktoś, kto się umie bić, ale przecież...
Umiał. A co gorsza, to on to nawet lubił. Pomachał do gościa wytatuowanymi palcami.
- No to chodź - nawet długo nie musiał czekać, bo typ odepchnął Raviego i zaraz rzucił się na Noriegę, ale on był na to gotowy, sprawnie mu poszło podcięcie faceta i zaraz lądował na nim na ziemi. Tylko, że przecież on miał kolegę, a nawet dwóch. Ten, który szarpał Theresę, też ją puścił, a kiedy Pilar ruszyła się z miejsca, to zaraz wyrósł przed nią.
- A ty co kurewko? Przyszłaś popatrzeć jak twój facet dostaje wpierdol? Czy może mi obciągnąć? - zacmokał jeszcze bezczelnie, uciskając knykcie jednej ręki palcami tej drugiej, aż strzeliły mu kostki.
Trzeci facet za to nie czekał i nie patrzył, jak Noriega okłada po gębie jego kumpla, bo zaraz złapał za barowe krzesło i zamachnął się nim. Drewniany mebel przeciął powietrzę tuż nad głową Madoxa (dzięki kostki), bo ten w odpowiednim momencie się uchylił, chyba to ta klątwa babki Carmen Sandiego zadziałała odpowiednio, że facet nie rozwalił mu łba, ale bardziej niż pewne było to, że jeszcze spróbuje. Dlatego Madox też się musiał z ziemi podnieść. Zebrał się szybko, a ten, któremu już dał po mordzie też dźwignął się na nogi wycierając krew z rozciętej wargi.
Dwóch na jednego, no chuj, nie w takich był oparach, gorzej, że jego ciemne spojrzenie uciekło do Pilar, no bo jednak ona była dla niego najważniejsza.
Zawsze.
I kiedy on tak się na nią zapatrzył, jak rozprawiała się z typem, który do niej wystartował, to jeden z karków teraz jego powalił na podłogę, kotłowali się przez chwilę na parkiecie. Muza dudniła z głośników, ludzie się rozeszli, krzyczeli, kelnerki też, a ochrona?
Była tu kurwa jakaś ochrona? Ravi na początku stał jak słup, ale kiedy drugi z facetów też się wyrwał do Madoxa i swojego kolegi, to krzyknął.
- Ej! - i wtedy Noriega wyjebał porządnego kopa kolesiowi, z którym się miotał na ziemi.
Si las cosas siguen así, no pasará mucho tiempo antes de que... ₊˚⊹ᰔ