Strona 15 z 15

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: czw lip 16, 2026 5:45 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, dużo i przemoc też dużo, bo dawno nie było
Może to była tylko marna godzina, ale naprawdę sprawiła, że wiele rzeczy mu się w głowie poukładało, a myśli były już bardziej klarowne, nie odklejone i pojebane tak, że ciężko było stwierdzić co jest fikcją, a co prawdą.
Prawdą na pewno było to, że wzięli ślub.
Wreszcie.
Bo przecież Madox namawiał do niego Pilar od dawna, codziennie praktycznie pytał czy to już. A teraz już byli po.
- Zawsze jesteś w moich najlepszych snach, obok Shakiry - nawet się do niej szarpnął, żeby z jej pełnych, gorących ust skraść przelotny pocałunek. Ciemne oczy zawiesił na twarzy swojej żony, bo to był fakt, kto by pomyślał, on pół roku temu na pewno nie. On nawet lecąc do Meksyku zakładał, że już nigdy więcej nie będzie się bawił w ślub, bo przecież miał już na koncie jeden całkowicie nieudany. Później wziął ten drugi... ćpuński, w Vegas.
A teraz trzeci... Do trzech razy sztuka w końcu.
- No... jakbyś mi powiedziała pół roku temu, że zostaniesz moją żoną, to bym kurwa nie uwierzył, mimo, że już wtedy wiedziałem, że cię przelecę - zakładał to, ale przecież Madox nigdy nie łączył seksu z uczuciami, więc... Długo droga była od tego, a oni ją przebyli, w pierdolone pół roku. Niesamowite.
Niesamowite też było to, że dochodziła trzecia. Chociaż z drugiej strony może wcale nie, patrząc na to ile się tutaj wydarzyło.
- Na ósmą mamy bilety powrotne - przypomniał Madox, a na lotnisku też trzeba było być wcześniej, wcale nie zostało im tak dużo czasu. Musieli go po prostu dobrze wykorzystać. Odpowiednio to rozplanować. Ostatnie chwile wakacji...
I zaraz okazało się też, że przecież ostatnie godziny ich nocy poślubnej. Zadarł do góry głowę, kiedy Pilar szarpnęła go za włosy, a ciemne spojrzenie wbił w jej piękne, duże oczy.
- Jeszcze mnie czymś zaskoczysz? Ale musiałabyś pewnie założyć jakieś kocie uszy, albo króliczy ogonek - mrugnął do niej jednym okiem, a kiedy go pocałowała, to zamruczał prosto w jej miękkie, gorące usta. Chciał się do niej wyrwać, ale ona już też schylała się po swoje majtki, więc Madox przez moment zagapił się, jak wciągała na siebie koronkę - może te tatuaże uda się ogarnąć wcześniej? Niektóre studia robią w nocy - zastanowił się głośno i już zakładał spodnie, ale rozejrzał się za swoją koszulą. Leżała sobie ładnie złożona z ich rzeczami, od razu widać było, że to nie oni to tutaj położyli, bo w ich wykonaniu pewnie byłoby zwinięte w kłębek i pieprznięte.
Zaraz pomagał Pilar z zapięciem sukienki i zaczepiał ją wytatuowanymi palcami sunąć po jej pośladku, a kiedy się do niego odwróciła, to objął ją w talii przyciągając do siebie. Odchylił do tyłu głowę na jej kolejne słowa.
- Kurwa... Ale ja chyba zostawiłem telefon u nich w chacie, nie mam go - no tak, bo Madox jak go nie mógł podrzucić Pilar do torebki, to przecież, że o nim zapominał. Pewnie go gdzieś rzucił w domu Theresy i Raviego. Spuścił ciemne tęczówki na piękne, błyszczące oczy swojej żony, a kiedy powiedziała o hot-dogach, a potem jeszcze zapiekance, to też aż zrobił się głodny - ciekawe czy w takim Rio jedzą takie rzeczy - w Kolumbii prędzej by kupili Salichipapa niż hot-doga. Chociaż hot-dogi, chyba wszędzie je mieli.
Ruszył za Pilar, kiedy pociągnęła go w kierunku drzwi. Wyjściowych, a nie już żadnych kolorowych, chociaż kiedy szli korytarzem, to Madox jeszcze obejrzał się na tamte - na rocznicę cię tutaj zabiorę, to wytestujemy inne - mruknął Pilar do ucha, kiedy obejmował ją ramieniem i przyciągał do siebie. Na dole schodów zatrzymała ich jakaś hostessa przebrana za króliczka, a Madox zmierzył ją spojrzeniem. To ta sama, która ich tutaj wprowadziła? Nie miał pojęcia, ale chyba nie.
- Awantura? - zainteresował się Noriega, bo to mogłoby być jego drugie imię - Madox A.wantura Noriega.
Tylko, że nie dowiedzieli się jaka, bo blondynka szybko zniknęła za magicznymi drzwiami, jak ten króliczek z Alicji w Krainie Czarów. Na pytanie Pilar wzruszył ramionami - może zabrakło im rumu i ktoś się rzuca? - bo o to też ludzie potrafili się awanturować. Co prawda Madox w pierwszej chwili zerknął w kierunku welurowych kanap, na których mogli sobie poczekać, aż zrobi się bezpiecznie, ale przecież znał swoją żonę.
- A musimy? - jeszcze jęczał na schodach, bo prawda jest taka, że nie chciało mu się w to wtrącać, oni zawsze na tym wychodzi poszkodowani. Ale argument, że sprawa może dotyczyć Theresy i Raviego jednak wziął górę - no dobra, ale jak trzeba się bić, to ty łamiesz nosy, a ja patrzę... - jeszcze pomarudził, ale nawet nie zdążył dokończyć, bo już pod ich nogami wylądowała kelnerka, aż tyłkiem przejechała po parkiecie, facet pchnął ją z takim impetem. Madox odruchowo pociągnął Pilar za siebie.
Tylko, że zaraz okazało się, że gość wcale nie jest sam, bo ten który stał z przodu i wyzywał kelnerkę, to rzeczywiście był... pierdolony wierzchołek góry lodowej. Za nim kolejny facet trzymał za fraki Raviego, a trzeci szarpał za rękę Theresę, która zapłakana próbowała się mu wyrwać. Co oni tutaj odjebali?
Ciężko stwierdzić. Faktem na pewno było to, że ich było trzech, a oni dwoje. Theresa i Ravi jeszcze niby, ale Ravi już coś nawijał, że przemoc nie jest rozwiązaniem.
A facet, który trzymał go za koszulę chyba uważał inaczej, bo zaraz ryknął.
- Zamknij ryj, trzeba było kurwa uważać gdzieś się wpierdalasz z tą swoją dziwką - więcej przekleństw w jednym zdaniu to się chyba nie dało uzyć. Theresa znowu załkała i pisnęła jakieś Ravi. No nie no, nie ma opcji, że Państwo Noriega będą stali i na to patrzyli. Ale też nie było jednak takiej opcji, że to Pilar będzie im łamała nosy, a jej mąż będzie się tylko przyglądał.
Bo on już się wyrwał do przodu pierwszy.
- Może trochę kurwa grzeczniej - warknął do tego, który się wytrząsał nad kelnerką i już stał między nim, a dziewczyną, która próbowała się pozbierać z podłogi.
- Bo co kurwa? Wypierdalaj, to nie twój interes - no może nie był do końca jego, ale...
- No właśnie trochę mój, bo tamten facet jest tutaj ze mną - głową wskazał Raviego. A ten który go trzymał parsknął śmiechem, zarechotał jak żaba.
- No i co kurwa? Chcesz za niego dostać w ryj? Możecie dostać obaj - może Madox w tej swojej pięknej, czerwonej koszuli to też wcale nie wyglądał jak ktoś, kto się umie bić, ale przecież...
Umiał. A co gorsza, to on to nawet lubił. Pomachał do gościa wytatuowanymi palcami.
- No to chodź - nawet długo nie musiał czekać, bo typ odepchnął Raviego i zaraz rzucił się na Noriegę, ale on był na to gotowy, sprawnie mu poszło podcięcie faceta i zaraz lądował na nim na ziemi. Tylko, że przecież on miał kolegę, a nawet dwóch. Ten, który szarpał Theresę, też ją puścił, a kiedy Pilar ruszyła się z miejsca, to zaraz wyrósł przed nią.
- A ty co kurewko? Przyszłaś popatrzeć jak twój facet dostaje wpierdol? Czy może mi obciągnąć? - zacmokał jeszcze bezczelnie, uciskając knykcie jednej ręki palcami tej drugiej, aż strzeliły mu kostki.
Trzeci facet za to nie czekał i nie patrzył, jak Noriega okłada po gębie jego kumpla, bo zaraz złapał za barowe krzesło i zamachnął się nim. Drewniany mebel przeciął powietrzę tuż nad głową Madoxa (dzięki kostki), bo ten w odpowiednim momencie się uchylił, chyba to ta klątwa babki Carmen Sandiego zadziałała odpowiednio, że facet nie rozwalił mu łba, ale bardziej niż pewne było to, że jeszcze spróbuje. Dlatego Madox też się musiał z ziemi podnieść. Zebrał się szybko, a ten, któremu już dał po mordzie też dźwignął się na nogi wycierając krew z rozciętej wargi.
Dwóch na jednego, no chuj, nie w takich był oparach, gorzej, że jego ciemne spojrzenie uciekło do Pilar, no bo jednak ona była dla niego najważniejsza.
Zawsze.
I kiedy on tak się na nią zapatrzył, jak rozprawiała się z typem, który do niej wystartował, to jeden z karków teraz jego powalił na podłogę, kotłowali się przez chwilę na parkiecie. Muza dudniła z głośników, ludzie się rozeszli, krzyczeli, kelnerki też, a ochrona?
Była tu kurwa jakaś ochrona? Ravi na początku stał jak słup, ale kiedy drugi z facetów też się wyrwał do Madoxa i swojego kolegi, to krzyknął.
- Ej! - i wtedy Noriega wyjebał porządnego kopa kolesiowi, z którym się miotał na ziemi.

Si las cosas siguen así, no pasará mucho tiempo antes de que... ₊˚⊹ᰔ

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: czw lip 16, 2026 7:00 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa, agresja w ilości DUŻO

Mogli tam zostać i przeczekać.
Mogli się nie wtrącać.
Mogli…
Ale przecież oni zawsze się wtrącali. Nie potrafili usiedzieć w miejscu. On bo był wszystkiego ciekawski, a ona bo jak zwykle chciała pomagać wszystkim dookoła. Może i nazwisko teraz miała iście mafijne, ale przecież serce wciąż swoje. Empatii do ludzi i krzywdy wobec nich nie dało się tak po prostu wyplewić i chociaż bywała ostatnimi czasy bardziej agresywna i bezczelna, tak wciąż nie potrafiła przejść obojętnie, kiedy komuś groziło niebezpieczeństwo. A tym bardziej, jak mogło chodzić o Raviego i Therese.
Może i nie znali się nimi wiele lat, nie była to prawdziwa przyjaźń, ale przecież dzisiaj, w tak ważny dla nich dzień, ta dwójka zrobiła dla nich kurewsko dużo. Poświęcili całą dobę, żeby nie tylko odpowiednio ich ugościć, dać dach nad głową, ale przecież zorganizowali im cały ślub. Ravi pewnie wydał fortunę na wjazd do świątyni, przystojnie jej, nie wspominając nawet o całej wycieczce na prywatną imprezę. Przyjęli ich jak swoich, jak dobrych przyjaciół i państwo Noriega chyba teraz mieli czas się za to odwdzięczyć.
Kiedy tylko kelnerka wylądowała im pod nogami, Pilar momentalnie podniosła spojrzenie, krzyżując je z mężczyzną, który ją popchnął. I faktycznie — facet był jedynie wisienką na torcie całego tortu zgrozy, bo kolegów miał całkiem sporo. Jeden z nich trzymał Raviego za fraki, inny wykręcał rękę Theresie. No kurwa. I niech ktoś powie, że oni nie mieli w sobie tego przeczucia. Bo jakie było prawdopodobieństwo, że akurat ich znajomym działa się krzywdą? I proszę.
Pilar nawet nie zdążyła zareagować, kiedy Madox szarpnął ją za swoje plecy, ale po chwili już wychylała się zza niego. Chyba nie sądził, że będzie stała bezczynnie i po prostu na to patrzyła. Faceci byli wielcy i nabici, ale przecież nie z takimi już się szarpała. Czasami nawet wygrywała. Ta… z naciskiem na słowo czasami, bo masa jednak względem kobiety i tak robiła swoje.
Wyprostowała się, kiedy jeden z facetów podszedł bliżej i zaczął grozić Noriedze. Ciało się spięło, a dłonie momentalnie zacisnęły w pięści. Trzy na dwóch? Nie wyglądało to za bardzo obiecująco, ale przecież i tak musieli spróbować, skoro żadna ochrona dookoła nie kwapiła się do pomocy, a ludzie jedynie panikowali gdzieś po kątach i ukradkiem, wymykali się z klubu, żeby nie sprawić sobie kłopotów. A Madox? Madox już zapraszał ich na mordobicie. Już cisnął się na ziemię z facetem, przez co i ona chciała się tam rzucić i jakoś mu pomóc. Tylko wtedy i przed nią wyrósł jakiś goryl. Podniosła na niego spojrzenie, puszczając powietrze przez nos.
Tak, chętnie ci obciągnę — uśmiechnęła się słodko do faceta, robiąc od razu krok do przodu. Typ otworzył szeroko oczy, jakby to była ostatnia odpowiedź, jakiej mógł się po niej spodziewać. Aż przechylił głowę na bok i w niedowierzaniu patrzył na jej twarz, a ona? Ona jeszcze przesunęła językiem po dolnej i złapała ją w zęby. I to chyba faktycznie go przekonało, bo już z gniewnej miny stracił uwagę i nawet podszedł do niej bliżej, mierząc ją wzrokiem. — Tak ci obciągnę, że koledzy będą ci zazdrościć — nawijała dalej, aż jeszcze jeden facet, który trzymał Raviego się na nich obejrzał. Ustawiła dłonie na ramionach mężczyzny, a kiedy on chciał ją objąć w talii… — Albo ci kurwa współczuć — dodała od razu, po czym wzięła zamach i chociaż sukienka lekko ograniczyła jej ruch, to wciąż kurewsko mocno przywaliła kością w kolanie prosto w przyrodzenie mężczyzny. Bardzo mocno. Tak mocno, że momentalnie zawył głośno i od razu zgiął się w pół. To był taki typ bólu, którego nie dało się ignorować, nie u facetów.
Ty pierdolona suko!!! — krzyknął, chcąc do niej sięgnąć, ale Pilar odskoczyła, już szukała po podłodze spojrzeniem Madoxa i wtedy zobaczyła faceta z krzesłem, jak się na niego próbował zamachnąć.
Uważaj!!! — ryknęła na pół klubu i chyba zadziałało, bo Madox w ostatniej chwili uchylił głowę, a krzesło jedynie przecięło powietrze. Facet na moment zachwiał się razem z nim i finalnie strzeliła Raviego w… łydkę. Oczywiście Ravi złożył się w pół, bo to był delikatny mężczyzna, okej? Typ chodził na mani i pedi ze swoją żoną, czego tu od niego wymagać? Theresa zaś chowała się za nim i już grzebała w torebce, pewnie w poszukiwaniu telefonu, żeby zadzwonić po pomoc. Pilar zaś swoją pomoc chciała zaoferować swojemu mężowi, ale przez to wszystko kompletnie nie zauważyła, że facet, którego zdzieliła w kroczę stał już za nią.
Pilar! — krzyknął Ravi, a ona nim zdążyła się odwrócić, już czuła, jak ktoś kurewsko mocno szarpie ją za włosy. I tutaj już podziałała grawitacja połączona z siłą, jaką miał osiłek. Nie mogła nic poradzić na to, że runęła na podłogę. Coś strzeliło jej w plecach, ale całe szczęście nie na tyle, żeby nie mogła się ruszać, jedynie zabujała na boki z bólu, podczas gdy on już zamachnął się nogą i zdzielił ją prosto w brzuch. — O Boże!!! — tym razem Theresa aż zasłoniła usta dłońmi i pobiegła szukać pomocy osobiście. Madox pewnie też się obejrzał za żoną na taką reakcję i od razu zarobił uderzenie prosto w twarz. Za pewne zaraz facetowi oddał, ale co przyjął na twarz to jego. Pilar za ten czas znowu została szarpnięta w górę. Brzuch jej pulsował, a osiłek szarpnął ją za ramie i cisnął w stronę lady. Kilka szklanek poleciało na podłogę z trzaskiem.
Nauczę cię pokory, kurwo — warknął z koślawym akcentem. — Będziesz błagać, żeby tylko mi obciągnać — kolejny o b r z y d l i w y komentarz wyleciał z jego ust, kiedy rzucił się w jej stronę. I może znowu by ją uderzył, ale Pani Noriega zdążyła już sięgnąć po otwartą butelkę szampana, lezącą na blacie. Wzięła zamach i trafiła prosto w głowę faceta. Znowu wybrzmiał trzask, ale tym razem w akompaniamencie walającego się po podłodze szkła był też krzyk faceta. Nie była pewna, co dokładnie mu zrobiła, ale zdawał się już niezdatny do walki. Dlatego od razu wyrwała się do przodu w stronę Madoxa, łapiąc po drodze jeszcze jakieś dwie szklanki. Jedną od razu cisnęła w kolejnego typa. Zamiast jednak w głowę dostał gdzieś w ramię, ale zachwiał się, przez co Noriega mógł odpowiednio zareagować, a ona już całowała kolejną. Już prawie ich mieli, już kurwa może to faktycznie by się udało…
Tylko zaraz okazało się, że panów wcale nie była trójka a czwórka. Pierdolona czwórka. Ostatni z nich wyskoczył gdzieś z tłumu i od razu doskoczył do Noriegi, przykładając mu do głowy…
JEZU BROŃ!!!! — krzyknęła jakaś kelnerka, chowając się pod stołem, a Pilar stanęła kurwa jak wryta. Bo jak jeszcze mogli się napieralać z ludźmi po mordach, to akurat takie zabawy od razu przestawały być zabawne. Serce podeszło jej do gardła.
Puść tą szklankę — warknął facet, zaciskając przedramię na szyi Madoxa, a broń przystawiając mu do skroni. — Powiedziałem kurwa puść tą pierdoloną szklankę! JUŻ — krzyknął, a ona od razu rozluźniła uścisk, wykonując jego polecenie. Trzeci już trzask wypełnił powietrze. Tylko pytanie co tak mocno jebło — szklanka, czy może jej serce, które zawyło ze strachu?

Joder, me da mucho miedo por ti

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: czw lip 16, 2026 9:39 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa i przemoc
Przecież Madox znał swoją żonę, wiedział, że oni nie zostaną na dole, kiedy była opcja, że na górze ktoś był poszkodowany. Kochał to w Pilar, tę jej empatię, chęć zbawienia całego świata i niesienia pomocy wszystkim. Ale pogadać i tak sobie musiał.
Chociaż kiedy stanęli na górze i okazało się, że przyszli w odpowiednim momencie, bo chodziło o Raviego i Theresę, to Madox musiał przyznać, że dobrze, że Pilar go tu wyciągnęła. Bo przecież to małżeństwo tyle dzisiaj dla nich zrobiło, musieli się im odwdzięczyć. Pomóc.
Madox nawet się już nie zastanawiał, tylko pyskował do jednego z typów. Szkoda tylko, że ich było trzech, a oni dwoje, do tego Pilar w kiecce i szpilkach, jeszcze się na nią obejrzał, ale to była... Pani N o r i e g a, wierzył, że da sobie radę. Zawsze w nią wierzył, nawet jak było kurewsko kiepsko. Chociaż zawahał się przez chwilę. Taki jeden moment, kiedy jego głowa fiksowała się na niej, na jej bezpieczeństwie, kiedy wracała do tych wszystkich chwil, kiedy on zjebał, z Daltonem, z Gonzalesem, kiedy Pilar oberwała, bo on był za wolny, albo dokonał złych wyborów.
Tym razem jednak nie mieli żadnego, bo zaraz jeden z typów rzucał się na Madox i polecieli razem na parkiet okładając się na pięści. I to nie było kulturalne dawanie sobie po mordach, nie dzisiaj. To była napierdalanka, kolana i łokcie poszły w ruch, wszystkie chwyty dozwolone. Noriega dostał w śledzionę z kolana ale oddał z łokcia w ryj.
Nawet nie zanotował na początku tej wymiany zdań między jego żoną, a karkiem, a szkoda, bo pewnie by docenił to jak grała na zwłokę. Ale był trochę zajęty. Dopiero jak facet zawył z bólu, bo dostał w jaja, za które się złapał, to Noriega podniósł głowę i spojrzał w tamtym kierunku.
Uważaj!, usłyszał ten jej krzyk i momentalnie opadł na ziemię na tego faceta, na którym siedział i dobrze, że to zrobił, bo już miałby krzesło rozbite na łbie.
- Lubię najpierw trochę się poprzytulać, a potem dopiero... - zaczął do gościa, który był pod nim, a przy okazji wymierzył mu prawy sierpowy prosto w mordę, już nawet miał się zebrać, bo faceta zamroczyło, ale wtedy usłyszał to Pilar, które krzyknął Ravi i spojrzał w tamtym kierunku. To był błąd, bo kark chwycił go za koszulę i wyjebał mu z bani. I teraz to Madoxa zamroczyło, aż się odsunął do tyłu. Facet szarpnął Pilar do góry, a Noriega już chciał się wyrwać w tamtym kierunku - zostaw ją, zajebię cię! - krzyknął do gościa, tylko zanim skoczył, to już jeden z facetów znowu łapał go za fraki, sprzedał mu kopniaka, a drugi znowu powalił go na ziemię, znowu parter. Chwila szarpania, a potem Madox na górze, walnął gościa prosto w zęby, tą swoją piękną, nową obrączką. Krew już lała się im po twarzach. Madox też czuł ją na języku. Złapał go ten drugi facet za ramię i chciał odciągnąć, ale wtedy dostał szklanką i Noriega miał szansę wyprowadzić kolejny cios. I kiedy Madox już prawie podniósł się z ziemi, bo tych dwóch kolesi było trochę już poskładanych, to nagle z tłumu wyskoczył jeszcze jeden. Nie zdążył zareagować, a już czuł na skroni zimny metal, doskonale znał to uczucie. Przyłożona do skroni lufa. Aż wypuścił ciężko powietrze z płuc i odruchowo podniósł ręce do góry.
Kalkulował. Czy facet naprawdę był gotowy rozwalić mu łeb? Ale przecież nie mieli pojęcia z kim mają do czynienia. Nie znali kolesi. A to był klub, który w podziemiach miał tą całą Krainę Czarów, mogli go sprzątnąć, a potem Pilar i udawać, że nic się tutaj nie wydarzyło. Zwłaszcza, że ludzie z klubu zaczęli się ulatniać, a ochrona wcale nie reagowała. Więc faceci mogli tu być bezkarni.
Klatka piersiowa unosiła mu się w niespokojnym oddechu, a kiedy facet złapał go za łeb i przyciągnął do siebie bliżej, to nawet się nie szarpnął. Na klęczka, na podłodze, z uniesionymi do głowy rękami, skrzyżował je na potylicy.
I jak to zawsze Madox był tym narwanym, chaotycznym pierwiastkiem, to dzisiaj był spokojny. Złapał ciemne, piękne spojrzenie Pilar.
- Calma... - powiedział jej nawet bezgłośnie.
- Na ziemie kurwa!... - krzyknął do Pani Noriega gość z bronią - powiedziałem kurwa na ziemię, bo rozwalę mu łeb suko! - chyba nie dało się z tym dyskutować, a Madox nawet skinął lekko głową, żeby to zrobiła. Na spokojnie.
Tylko, że gość nie chciał spokojnie, bo zaraz szarpnął go za włosy.
- Skąd jesteście? Z policji? Policja was tu przysłała?! - warknął Noridze do ucha. Dobra, czyli obsrali się, bo wzięli ich za psy.
- Nie... My przylecieliśmy tu dzisiaj z Kolumbii - no tak, Kolumbia zawsze brzmiała bardziej gangstersko niż Kanada - chcieliśmy się zabawić, ale kurwa tamten pedał nam to zepsuł... - jego spojrzenie padło na gościa, który jeszcze przed chwilą szarpał Pilar.
- Co powiedziałeś?! - wycedził przez zęby i już stał obok.
- No że lubicie się z kolegami dotykać przez spodenki, ale to może... weźcie sobie pokój? - zadarł głowę do góry, żeby na nich spojrzeć. Wyglądali...
jakby go chcieli zabić na miejscu. Lufa mocniej wbiła mu się w skroń. Jeden z kolesi, ten bez broni, się zamachnął bo chciał mu dać w gębę, a ten drugi... poluzował uścisk, odruchowo. Bo Madox miał przecież dostać za to w mordę, tylko, że przecież on doskonale wiedział, że to była jego szansa, musiał to wykorzystać. Jedyna szansa, którą przecież sam sobie sprowokował. Jak zwykle. Swoją paplaniną. Gadaniem.
Szarpnął się, wybił na nodze i skoczył na faceta z bronią. Polecieli razem na parkiet.
Huk wystrzału przeciął powietrze.
A potem krzyki klientów, obsługi, lokal w momencie opustoszał. A kula poleciała w kierunku sufitu. Z jebanym fartem, który nałożyła na jego rodzinę babka Carmen Sandiego, Madox nie dostał, bo pocisk przeleciał mu gdzieś koło głowy. Chciał wyrwać facetowi pistolet, ale mu się nie udało, zamiast tego pistolet wypadł mu z rąk i poleciał po podłodze w kierunku lady. A Madox dostał w ryj z pięści, tym razem w skroń, tak, że znowu na moment go zamroczyło. I już ten drugi łapał go za fraki ciągnąc do góry.
Ale zaraz... gdzie jest broń?

No tengas miedo: pasa a la acción, cariño ✿˚ ༘ ⋆。♡˚

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: czw lip 16, 2026 11:48 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa, broń, dużo złego, nie polecam
A miało być spokojnie
Tylko czy oni umieli na spokojnie?
Gdziekolwiek nie poszli, przyciągali kłopoty. I to nawet nie tak, że próbowali; że robili cokolwiek z tego specjalnie — one po prostu same ich znajdowały. Cieszyły się na ich widok i nie próżnowały, raz po raz dowalając im coraz bardziej. I nawet tutaj, w słonecznym Rio na drugim końcu świata, gdzie nie znali dosłownie nikogo, nikt nie wiedział, że lawirowali między policją a półświatkiem… i tak w coś się wpakowali. Ale nie mogli inaczej, nie kiedy okazało się, że chodziło o Therese i Raviego.
Pilar nie miała zielonego pojęcia, co tak naprawdę się tutaj stało i czemu akurat do nich mieli problem, ale w tym momencie to było akurat najmniej istotne. Liczyło się ich bezpieczeństwo, to że tak pięknie im dzisiaj pomogli i to był czas Państwa Noriega, żeby im się odwdzięczyć. Wiec zaraz napierdalali się z gorylami po mordach. Madox używał pięści, Pilar kolana, a potem jeszcze pomogła sobie butelką szampana i szklanką. Szło nieźle.
Ale nie wystarczająco.
Bo kiedy cała trójka już leżała poobijana, co kurwa i tak było jakimś cudem, że położyli takich goryli, to wtedy pojawił się trzeci facet już z o wiele bardziej przekonującymi argumentami w dłoni. Pistoletem, który wymierzył prosto w skroń jej męża.
Nie dało się opisać, co czuła w tamtej chwili. Złość, smutek, przerażenie? Te słowa nawet w dziesięciu procentach nie wyrażały tego, co działo się w głowie Pilar. Jak bardzo się o niego martwiła. Nie znali tych ludzi, nie mieli pojęcia, czego mogli się po nich spodziewać, czy dało się ich w ogóle zagadać? Czy może ktoś będzie musiał zaryzykować i się rzucić jak ona wtedy na Rose? Nawet przeszło jej to przez myśl, ale wtedy złapała spojrzenie Noriegi, a z jego ust wyczytała to jasne i wyraźne słowo…
C a l m a.
Calma? Jak ona kurwa miała być calma, kiedy ktoś był gotowy rozpierdolić im głowę? Może kiedyś faktycznie by umiała, ale teraz? Po tym wszystkim co przeszli? Kurwa. Sekundy ciągnęły się jej w nieskończoność, głowa produkowała sto myśli na sekundę, tworzyła milion scenariuszy… każdy jeden kończył się tragedią. Przyklękła tak, jak kazał jej goryl, a oczy wodziły po całym pomieszczeniu. Szukała jakiegoś punktu zaczepienia, czegokolwiek. Tylko nim ona zdążyła dojść do czegokolwiek, Madox już wdrożył w życiu swój popisowy plan zagadania przeciwnika. Złapała w płuca więcej powietrza. Wiedziała, że to mogło skończyć się odpowiednio, ale tez tragicznie. Bo co jeśli facet ze spluwą faktycznie był narwany i pociągnie za spust? Ochrona nawet kurwa nie ruszyła w ich stronę, kolesie ewidentnie mieli tutaj coś do powiedzenia.
Posłuchaj… — wtrąciła się w końcu, a przynajmniej próbowała. — Jesteśmy tu tylk... tylko nawet nie było jej dane dokończyć, bo Noriega już nadepnął gangusowi na odcisk, a ten wyrwał się do przodu, żeby mu przyjebać. A potem wszystko działo się już w ułamku sekundy: szarpanina, uderzenie, powalenie i huk. Huk, który odbił się w jej czaszce tak głośno i dobitnie, że przez moment autentycznie ją odcięło. I znowu była ta pierdolona ciemność. Ta wizja w głowie świata bez niego, po tym, jak zostawił ją po grzybach.
W kompletnym amoku wyrwała się do przodu, akurat kiedy ktoś krzyknął, ale zdążyła jedynie upaść na ręce do przodu, nim nie zobaczyła, że Madox… wciąż się rusza. Że szarpie się z facetem, wytrącając mu broń.
Ja pierdole.
Serce jej przeskoczyło. Zatrzymało się, a potem z rozpędy wyrwało do przodu, galopując bez najmniejszego zastanowienia. Fala ciepła momentalnie zalała jej ciało. Żył. Jego mózg wcale nie leżał rozjebany na ścianie. Tylko to się dla niej liczyło. A potem jeszcze to, żeby w tym całym chaosie, który zapanował, jako pierwsza doskoczyć do broni. Ruszła na klęczkach w stronę lady, ale jeden z facetów też biegł w tamtą stronę. Miał przewagę ruchu, ale ona za to doskonale wiedziała, gdzie złapać, żeby odpowiednio go przydusić. Bez zastanowienia wskoczyła mu na plecy, kiedy łapał za spluwę i od razu poddusiła, wbijając palce w odpowiednie miejsca, by uniemożliwić mu oddychanie. Facet złapał ją za przedramię, puścił broń i zaczął się z nią szarpać. Nie wiadomo w którym momencie kopnął ją gdzieś pod stołami i nawet kiedy Pilar zaczęła się za nią rozglądać, za nic nie mogła jej namierzyć.
Jej chwila nieuwagi spowodowała, że facet w końcu przerzucił ją sobie przez plecy do przodu i docisnął do podłogi. Tym razem to on był na górze, a na jego ustach układało się jedno słowo suka. Chciał ją uderzyć, widziała to, nawet się zamachnął, podczas gdy dwójka typa szarpała Madoxa za fraki i wtedy…
Wszyscy spokój, bo strzelam! — ryknął jakiś kobiecy głos. Nie było w nim za grosz pewności, ale był na tyle głośny, że wszyscy, dosłownie wszyscy spojrzeli w jej kierunku, zamierając w bezruchu. Gangusy nie wiedziały, czy to ktoś od nich, Pilar i Madox też nie mieli pojęcia, a obecnym właścicielem broni okazała się… kelnerka. Dokładnie ta sama, która wylądowała pod ich nogami na samym początku. Ręka cała jej się trzęsła, a broń latała na lewo i prawo. Już na pierwszy rzut oka było widać, że nie wiedziała, jak się jej używa. Widzieli to też goryle, bo jeden puścił Gangusa i chciał ruszyć w jej stronę. — Nie ruszaj się!! — psiknęła, chlipiąc pod nosem, mierząc mu prosto w twarz. A potem kolejnemu, temu który ją popchnął a teraz siedział na Pilar. I może to nawet było dobre, ale ręka tak jej latała, że wystarczyła by chwila nieuwagi, a Pilar równie dobrze mogła dostać.
Widzieli to wszyscy.
Jedni i drudzy.
Tylko tamci byli bardziej narwani.
NIE RUSZAĆ SIĘ POWIEDZIAŁAM!!! — krzyknęła, kiedy znowu ruszyli w jej kierunku i tym razem faktycznie nacisnęła spust. W pomieszczeniu hukło, a kula wylądowała w podłodze, gdzieś koło nogi Pilar i goryla. Dziewczyna podskoczyła z przerażenia i zaczęła jeszcze bardziej płakać, wymachując pistoletem.
Słuchaj no lala, to nie jest zabaw… — zaczął facet, który podduszał Madoxa.
Zamknij się! — a ona zaczęła celować w niego. W niego albo w Noriege, a Pilar kurwa nie mogła na to patrzeć. No po prostu kurwa nie mogła. Nie potrafiła. Przecież ta idiotka swoją głupotą mogła doprowadzić do jebanej tragedii.
Hej — warknęła w jej kierunku. — Tu celuj — dodała, bo oczywiście sama wolała być zagrożona jej nieuwagą niż pozwolić, żeby to Madoxowi stała się krzywda. Szkoda, że facet, który na niej siedział nie podzielał entuzjazmu.
Co ty kurwa robisz?! — mruknął pod nosem, ewidentnie o b s r a n y. Pilar za to jak w jakimś transie, odepchnęła gościa i spojrzała na dziewczynę, po-wo-li podnosząc się z ziemi.
Słuchaj… — zaczęła, trzymając ręce w górze. — Wiem, że się boisz, okej? Boisz się o swoje życie, takie rzeczy są mega przerażające — nawijała najlepiej jak umiała, jak ją uczyli, a dziewczyna pokiwała głową i chlipnęła nosem. Wciąż jednak celowała w Pilar. W każdej chwili mogło się to skończyć… średnio. — Ale nikomu nie musi stać się krzywda, rozumiesz? Już pewnie ktoś z tłumu zadzwonił na policję, zaraz tu będą, a ja cię mogę zapewnić, że jesteś bezpieczna — trochę szła z tym wszystkim na około, ale stała już coraz bliżej kelnerki. Szkoda tylko, że gangusy też się ogarnęły w porę, że nie chcą, aby to ona dostała się do broni i już jeden chciał wysyłać drugiego w stronę Pilar, znowu zrobiło się poruszenie, dziewczyna zaczęła przeskakiwać bronią z jednej osoby na drugą, kręciła lufą na lewo i prawo, zaraz krzyczała, żeby nikt się nie ruszał, ale na to już było za późno. Ruszyli się. I ona też się ruszyła. A dokładnie jej palec. Palec, który znowu nacisnął spust.
Trzeci strzał wybrzmiał w pomieszczeniu.
Sekundę później Pilar wiedziała tylko jedno… ją nie trafiło. Wiec nawet nie odwracając się za siebie, rzuciła się na dziewczynę. Dopadła do niej jako pierwsza, ktoś z tyłu krzyczał, ktoś inny wył z bólu, ale teraz nie mogła odpuścić. Nie mogła fiksować sie na Madoxie, wiedząc, że miała tylko jedną szanse. A że kostki tym razem były w chuj łaskawe, Pilar dopadła do broni jako pierwsza. Wyszarpała ją kelnerce i bezczelnie odepchnęła ją na bok, celując prosto w łeb gorylowi, który chciał się na nią rzucić.
Stój, bo ci rozpierdole łeb — warknęła bez zbędnego pierdolelnia. Facet w pierwszej chwili się zawahał, a zaraz potem na jego twarz wypełznął uśmiech.
Jak ty kurwa pewnie używasz to jak ta krety… — nawet nie dokończył, bo Pilar przesunęła broń lekko na lewo w stronę blatu, przy którym stał, a potem bez problemu… zestrzeliła szklankę. Szkło potłukło się po raz… piąty? A facet otworzył szeroko oczy. Już jej wierzył, że umiała? Oj wierzył, bo zaraz zrobił krok do tyłu. Jej wzrok w pierwszej kolejności odnalazł Madoxa, a serce znowu wyrwało się do przodu, kiedy ich spojrzenia się spotkały. Wiedziała, że to nie on dostał i to było dla niej najważniejsze. To dawało jej wystarczająco spokoju ducha, żeby… zrobić tu porządek. Szczególnie, że faceci patrzyli na nią stojąc w miejscu. Każdy jeden widział jak trafiła szklankę. Mogli zakładać, że to fart, ale przecież widzieli też jak pewnie trzymała broń, jakby robiła to już wiele, wiele razy. Nie wszyscy faceci patrzyli jak się zaraz okazało, bo jeden z nich leżał na podłodze, trzymając się za nogę. Czyli to jego postrzeliła kobieta. Koleś wił się z bólu.
Ty i ty — wskazała jego kumpli. — Na ziemie, już — zarządziła i chociaż na początku się wahali, jeszcze chyba chcieli z nią dyskutować, to kiedy na każdego nacelowała, finalnie zrobili to, co kazała. — Madox, zatamuj mu ranę — zwróciła się do męża, a potem wzrokiem odszukała Raviego i Therese. — A wy zadzwońcie na pogotowie, szybko — w jej głosie nie było ani krzty zawahania. Dyktowała wszystkim zadania, przejmując pałeczkę i próbując jakoś ogarnąć ten cały chaos. Trochę jak prawdziwa gangsterka z bronią w reku, a trochę jak stanowcza policjantka, którą przecież była.

Una gánster y oficial de policía, todo en uno