It's beginning to look a lot like fuck this
: czw paź 01, 2026 4:38 pm
Nie miał najlepszych doświadczeń z konfrontacjami, które rozpoczynały się od zwrotów w stylu „Musimy porozmawiać ”. Nie przypominał sobie również, by sam kiedykolwiek przejmował inicjatywę, zwykle w sytuacjach, w jakich Milo wyczuwał w wiszące w powietrzu napięcie, po prostu pakował się w plecak i rejterował. To było głupie, teraz to wiedział, infantylne wręcz - ale na tamten czas konieczne, bo myśl o rozczarowaniu lub potencjalnym odrzuceniu wyrażonym na głos sprawiała, że nie mógł oddychać.
Teraz wcale nie było lżej, znajomy ciężar w żołądku i znajome mrowienie w karku zdawały się przypominać, że wciąż nosił to co najważniejsze w jednej, lekkiej torbie i w każdej chwili mógł zniknąć jak to miał w zwyczaju.
Tylko teraz miał znacznie więcej do stracenia odchodząc oraz nic, co mógłby tym szczeniackim manewrem zyskać.
一 To nie jest... oh 一 głos uwiązł mu w gardle gdy Gauthier, zamiast machnąć ręką i zbyć go kolejnym żartem, wyprasował mu zmarszczkę na czole ciepłym, rozwleczonym pocałunkiem, na co Rivera nie miał żadnej stosownej odpowiedzi. Spuścił tylko na chwilę wzrok, by zaledwie sekundę później panicznie uciec nim w stronę przedniej szyby, jednak kiedy dotarło do niego, że przy mżawce zmieszanej z gęstym dymem panoszącym się w ich dzielnicy ktoś musiałby się do niej przykleić by zobaczyć cokolwiek poza dwiema niezbyt wyraźnymi postaciami siedzącymi w samochodzie, odetchnął z ulgą. 一 Tak czy inaczej, mogłem się domyślić. Wynagrodzę ci to, zabiorę cię jutro na wybrzeże, okay? Żadnych walących się budynków i skakania, słowo. 一 Dla efektu wykreślił sobie nawet palcem wzór krzyża na piersi, choć nigdy nie był szczególnie wierzący.
Jego palce poruszyły się znów nerwowo na nadgarstku Dylana, po to aby zaraz już bardziej świadomym gestem przesunąć pieszczotliwie opuszkami po odsłoniętej kostce. Pomimo tych kilku miesięcy wciąż nie był przyzwyczajony do tego, że w każdej chwili miał na wyciągnięcie ręki człowieka, którego mógł dotknąć w przypływie nagłej fanaberii.
Chwilę później parsknął niekontrolowanie śmiechem na wspomnienie wielkiego kojota i obrócił głowę; musiał ukryć usta w kurtce na ramieniu, a razem z nimi czubek nosa. W tym samym momencie wszystkie podjęte tego dnia decyzje zemściły się na nim i miejsce, w którym niecałą godzinę temu doktor Marlow wbiła się bez litości igłą odezwało się obrzydliwym, szczypiącym w mięśniu bólem. Zemdliło go na krótko, wydał z siebie dziwny dźwięk - coś pomiędzy czkawką a stęknięciem - po czym wypuścił ciężko powietrze nosem.
W tym stanie dosięgnęło go pytanie o Diego i Milo miał ochotę wgryźć się we własną rękę, byle przestało pulsować tym paskudnym odrętwieniem.
一 Zamierzam, pewnie, tylko... 一 przerwał i wziął głęboki oddech w płuca, by przytrzymać je tam przez moment. Niechętne spojrzenie padło znów na przednią szybę i Rivera przechylił się by przyjąć jakąś wygodniejszą pozycję. Oparł dyskretnie łokieć na kolanie Dylana i odchylił głowę starając się zebrać myśli w coś posiadającego logiczny początek i koniec. 一 Tylko nie wiem jeszcze jak. Mógłbym wyskoczyć do niego z mordą, ale wtedy nic mi nie powie. Załatwię to jakoś, może uda mi się go złapać jeszcze dzisiaj, zobaczymy. Nie łam się nad tym za bardzo, okay? Diego to mój problem, załatwię to.
Nie miał ochoty ciągnąć tego tematu, zwłaszcza że nie uśmiechało mu się angażować Gauthiera w coś, czego sam do końca nie rozumiał. Bo według rachunków i ustaleń jakich dotąd pospiesznie dokonał, Milo nie potrafił połączyć kropek i stwierdzić z jakiego powodu Camarena mógł wozić ze sobą broń wraz z dokumentami, których jak dla jednej osoby było zdecydowanie za dużo. Istniało jedno podejrzenie, które od jakiegoś czasu nieśmiało wypływało na wierzch, jednak Rivera uparcie topił je z powrotem pod warstwą innych możliwych wyjaśnień.
Przez parę minut siedzieli w przyjemnej, kojącej ciszy mąconej łagodnym stukaniem deszczu w dach i szybę, a chociaż głowa Milo była ciężka od pozbawionych właściwych przegródek myśli, poczuł że zaczyna powoli odpływać.
一 No nic, trzeba wracać 一 oznajmił uroczyście, choć wciąż przyciszonym głosem, jakby chciał jeszcze przez moment zachować nieoczekiwanie komfortową atmosferę, jaka wypełniła samochód pomimo nieprzystająco ciężkiego kalibru tematów prowadzonej do niedawna rozmowy. Kolanem stuknął udo Dylana, obrócił głowę w jego kierunku, po czym posłał mu zmęczony uśmiech z rzadkiej kategorii tych świadczących o pełnej kapitulacji wobec wszystkiego, co mogło na nich czekać na zewnątrz. Nie minęło parę sekund jak umarszczył znów brwi, głowa drgnęła mu kiedy próbował przyjrzeć się twarzy Gauthiera dokładniej, po czym wydał z siebie kolejne cierpiętnicze westchnienie.
一 Czasami naprawdę chciałbym rozumieć dlaczego postanowiłeś utknąć akurat ze mną. Jesteś nawet wyględny, dobrze gotujesz, masz... pewne inne pożyteczne cechy, a jednak? Nie ogarniam.
Cisza jaka zastała ich w mieszkaniu nie przypominała tej do jakiej przyzwyczaił ich samochód i pusta ulica. Czuć było, że dom śpi, oddycha i żyje, chociaż chwilowo mniej barwnie, ciszej niż w ciągu dnia, a mimo to nadal zdawał się witać ich w progu tak, jakby od zawsze przynależeli.
Każde skrzypnięcie stopnia sprawiało, że człowiek zwalniał, nasłuchiwał i dopiero gdy nic nie wskazywało na to by ktoś zwrócił uwagę, podejmował dalszą wspinaczkę na górę. Przyświecające im światło z telefonu wystarczyło by doprowadzić ich na piętro, gdzie Milo wyjątkowo zgodził się wziąć wspólny prysznic bez dyskusji. Szpital naprawdę musiał wyssać z niego resztkę energii, bo w innym wypadku upierałby się przy swoim do upadłego.
一 W sumie pytanie mam 一 zaanonsował, gdy obydwaj zamknęli się w łazience i rzucili dresy na pusty taboret przy umywalce. 一 Wiesz jak zrobić komuś zastrzyk? Dostałem cztery porcje szczepionki i mam je przyjmować co kilka dni, a nie wiem czy sam dobrze trafię. Trafisz w ramię?
Dylan Gauthier
Teraz wcale nie było lżej, znajomy ciężar w żołądku i znajome mrowienie w karku zdawały się przypominać, że wciąż nosił to co najważniejsze w jednej, lekkiej torbie i w każdej chwili mógł zniknąć jak to miał w zwyczaju.
Tylko teraz miał znacznie więcej do stracenia odchodząc oraz nic, co mógłby tym szczeniackim manewrem zyskać.
一 To nie jest... oh 一 głos uwiązł mu w gardle gdy Gauthier, zamiast machnąć ręką i zbyć go kolejnym żartem, wyprasował mu zmarszczkę na czole ciepłym, rozwleczonym pocałunkiem, na co Rivera nie miał żadnej stosownej odpowiedzi. Spuścił tylko na chwilę wzrok, by zaledwie sekundę później panicznie uciec nim w stronę przedniej szyby, jednak kiedy dotarło do niego, że przy mżawce zmieszanej z gęstym dymem panoszącym się w ich dzielnicy ktoś musiałby się do niej przykleić by zobaczyć cokolwiek poza dwiema niezbyt wyraźnymi postaciami siedzącymi w samochodzie, odetchnął z ulgą. 一 Tak czy inaczej, mogłem się domyślić. Wynagrodzę ci to, zabiorę cię jutro na wybrzeże, okay? Żadnych walących się budynków i skakania, słowo. 一 Dla efektu wykreślił sobie nawet palcem wzór krzyża na piersi, choć nigdy nie był szczególnie wierzący.
Jego palce poruszyły się znów nerwowo na nadgarstku Dylana, po to aby zaraz już bardziej świadomym gestem przesunąć pieszczotliwie opuszkami po odsłoniętej kostce. Pomimo tych kilku miesięcy wciąż nie był przyzwyczajony do tego, że w każdej chwili miał na wyciągnięcie ręki człowieka, którego mógł dotknąć w przypływie nagłej fanaberii.
Chwilę później parsknął niekontrolowanie śmiechem na wspomnienie wielkiego kojota i obrócił głowę; musiał ukryć usta w kurtce na ramieniu, a razem z nimi czubek nosa. W tym samym momencie wszystkie podjęte tego dnia decyzje zemściły się na nim i miejsce, w którym niecałą godzinę temu doktor Marlow wbiła się bez litości igłą odezwało się obrzydliwym, szczypiącym w mięśniu bólem. Zemdliło go na krótko, wydał z siebie dziwny dźwięk - coś pomiędzy czkawką a stęknięciem - po czym wypuścił ciężko powietrze nosem.
W tym stanie dosięgnęło go pytanie o Diego i Milo miał ochotę wgryźć się we własną rękę, byle przestało pulsować tym paskudnym odrętwieniem.
一 Zamierzam, pewnie, tylko... 一 przerwał i wziął głęboki oddech w płuca, by przytrzymać je tam przez moment. Niechętne spojrzenie padło znów na przednią szybę i Rivera przechylił się by przyjąć jakąś wygodniejszą pozycję. Oparł dyskretnie łokieć na kolanie Dylana i odchylił głowę starając się zebrać myśli w coś posiadającego logiczny początek i koniec. 一 Tylko nie wiem jeszcze jak. Mógłbym wyskoczyć do niego z mordą, ale wtedy nic mi nie powie. Załatwię to jakoś, może uda mi się go złapać jeszcze dzisiaj, zobaczymy. Nie łam się nad tym za bardzo, okay? Diego to mój problem, załatwię to.
Nie miał ochoty ciągnąć tego tematu, zwłaszcza że nie uśmiechało mu się angażować Gauthiera w coś, czego sam do końca nie rozumiał. Bo według rachunków i ustaleń jakich dotąd pospiesznie dokonał, Milo nie potrafił połączyć kropek i stwierdzić z jakiego powodu Camarena mógł wozić ze sobą broń wraz z dokumentami, których jak dla jednej osoby było zdecydowanie za dużo. Istniało jedno podejrzenie, które od jakiegoś czasu nieśmiało wypływało na wierzch, jednak Rivera uparcie topił je z powrotem pod warstwą innych możliwych wyjaśnień.
Przez parę minut siedzieli w przyjemnej, kojącej ciszy mąconej łagodnym stukaniem deszczu w dach i szybę, a chociaż głowa Milo była ciężka od pozbawionych właściwych przegródek myśli, poczuł że zaczyna powoli odpływać.
一 No nic, trzeba wracać 一 oznajmił uroczyście, choć wciąż przyciszonym głosem, jakby chciał jeszcze przez moment zachować nieoczekiwanie komfortową atmosferę, jaka wypełniła samochód pomimo nieprzystająco ciężkiego kalibru tematów prowadzonej do niedawna rozmowy. Kolanem stuknął udo Dylana, obrócił głowę w jego kierunku, po czym posłał mu zmęczony uśmiech z rzadkiej kategorii tych świadczących o pełnej kapitulacji wobec wszystkiego, co mogło na nich czekać na zewnątrz. Nie minęło parę sekund jak umarszczył znów brwi, głowa drgnęła mu kiedy próbował przyjrzeć się twarzy Gauthiera dokładniej, po czym wydał z siebie kolejne cierpiętnicze westchnienie.
一 Czasami naprawdę chciałbym rozumieć dlaczego postanowiłeś utknąć akurat ze mną. Jesteś nawet wyględny, dobrze gotujesz, masz... pewne inne pożyteczne cechy, a jednak? Nie ogarniam.
Cisza jaka zastała ich w mieszkaniu nie przypominała tej do jakiej przyzwyczaił ich samochód i pusta ulica. Czuć było, że dom śpi, oddycha i żyje, chociaż chwilowo mniej barwnie, ciszej niż w ciągu dnia, a mimo to nadal zdawał się witać ich w progu tak, jakby od zawsze przynależeli.
Każde skrzypnięcie stopnia sprawiało, że człowiek zwalniał, nasłuchiwał i dopiero gdy nic nie wskazywało na to by ktoś zwrócił uwagę, podejmował dalszą wspinaczkę na górę. Przyświecające im światło z telefonu wystarczyło by doprowadzić ich na piętro, gdzie Milo wyjątkowo zgodził się wziąć wspólny prysznic bez dyskusji. Szpital naprawdę musiał wyssać z niego resztkę energii, bo w innym wypadku upierałby się przy swoim do upadłego.
一 W sumie pytanie mam 一 zaanonsował, gdy obydwaj zamknęli się w łazience i rzucili dresy na pusty taboret przy umywalce. 一 Wiesz jak zrobić komuś zastrzyk? Dostałem cztery porcje szczepionki i mam je przyjmować co kilka dni, a nie wiem czy sam dobrze trafię. Trafisz w ramię?
Dylan Gauthier