tequila con muerte
: wt lut 17, 2026 8:22 pm
Oczywiście, że mu nie umknęło to uderzenie Pilar, a jeszcze bardziej to mu nie umknęło jak się Pablo do niej dostawiał, on po tym koksie to pewnie by mu coś powiedział, ale zatrzymała go meksykańska Pilar, i dobrze, że chociaż jedna Pilar z nim współpracowała...
Do tego stopnia, że tak ładnie to razem rozegrali, że Pablo postanowił ich zabrać na strzelanie, tylko może ta dziewczyna wcale nie wiedziała, że grała w jakąś grę Madoxa. Bo on przecież to specjalnie, i nawet chciał o tym powiedzieć Stewart mruknąć jej na ucho, że tak ładnie im to ustawił, a ona co? No wbiła mu łokieć w biodro, mocno, poczuł. Nawet się od niej odsunął i stęknął sobie gdzieś w eter. Kiedy złapała go za rękę, to może trochę mocniej niż powinien zacisnął palce na jej dłoni, ale i tak był delikatny, a już kiedy siedzieli sobie w meleksie, na jednym siedzeniu to jego ręka wylądowała lekko za jej plecami. Właściwie to Madox nawet nie zauważył, że Pablo sobie urządza macanki z ich nowymi koleżankami, bo on się rozglądał po tym polu, oczywiście, że za tym magazynem, ale skoro to był prawie klub Pablo, to mógł sobie popatrzeć nie? Chociaż ręka Pilar na jego udzie odrobinę go rozpraszała.
- Powiem ci Pablito, że czasem wymieniłbym moje Emptiness na coś takiego... Panienki też są tu ładne, no i powietrze, spokój, takiego czegoś mi teraz potrzeba - pokiwał głową. Pablo też to zrobił, chciał nawet coś powiedzieć, ale znowu wtrąciła się Sofia. Ta to była trochę wkurwiająca.
- A co to Emptiness? - zapytała i popatrzyła na Madoxa, a potem na Pablo.
- Matteo prowadzi klub nocny... - rzucił Gonzales.
- Ojacie i to jest taki klub jak nasz tylko w nocy? - Sofia zamrugała. A Madox chwilę walczył w sobie, żeby nie strzelić oczami, Pablo przesunął ręką po twarzy, a druga Pilar… Parsknęła głośnym śmiechem.
- Estúpido! Dupy tam tańczą, jest koks, seks, muzyka... - zaczęła wymieniać, ale Sofia nadęła usta - to trochę jak u nas... - może by się dalej dochodziły, ale Pablo pochylił się do przodu odgradzając je od siebie, wypytywał Stewart o to czy umie strzelać. Madox w pierwszej chwili drgnął za jej plecami, ale w zasadzie... Mogła umieć. A tak naprawdę to umiała lepiej niż on pewnie. Przesunął palcem po jej nagiej skórze po ramieniu. Czyli jednak umie... bo miała ojca wojskowego. Oni wymyślali na poczekaniu tyle tych bajek, że cud, że je wszystkie spamiętywali. Miał się nawet nic na to nie odzywać, ale kiedy Pablo znowu zaproponował to szkolenie, a Pilar się zgodziła, to Madox chrząknął.
- Już nie bądź taka skromna bebé, zajebiście strzela, właściwie nie znam drugiej takiej ślicznotki, która tak posługiwała by się bronią - rzucił, a Pablo aż się ożywił. Właściwie to Madox jeszcze nie widział wcale Stewart jak strzela, no ale... może dzisiaj zobaczy?
- A z jakiej broni? Mój ulubiony FN Five-Seven - Madox nie znał się na broni, ale o tej akurat słyszał jeszcze za czasów Kolumbii, ulubieniec karteli, przebijał nawet kamizelki kuloodporne.
W końcu dojechali na miejsce, a Pablo nawet odesłał Sofię po drinki, świetnie, bo ona akurat ten swój kolor włosów, chociaż widać, że ewidentnie farbowany, to miała trafiony. Madox już miał pytać skąd wezmą broń, bo po to tutaj przyjechali, żeby zobaczyć magazyn, ale wtedy Pablo zaczął ten temat urodzin Aury, Noriega zanim jeszcze poczuł uścisk Pilar, to wiedział, że teraz musi się odezwać, tylko tak, żeby Gonzales ich zaprosił.
- A no tak mówiłeś... To ta princesa, która jeździ konno, też jeździłem jako dzieciak, w Kolumbii, to był dobry czas - rozmarzył się, ale prawda jest taka, że nigdy nie jeździł konno - też mi się marzy takie życie amigo, dlatego staramy się z Rosą o dziecko, wolałbym mieć córkę, córka to jest corazón ojca - nawet oparł rękę na ramieniu Pablo, żeby go poklepać. Gonzales pokiwał głową, aż mu się łezka w oku zakręciła, bo może Aura to było takie jego serduszko? Madox jednak nie miał czasu się nad tym zastanawiać.
- Ale w Toronto wszyscy nasi przyjaciele nie mają dzieci, Kanadyjczycy są popierdoleni, w ogóle nie myślą o rodzinie... Nie to co Meksyk, nie to co piękna Kolumbia, to są kraje, gdzie czuć ten ambiente familiar - Pablo znowu pokiwał głową, a zaraz walnął Madoxa w plecy. Jak on nie będzie miał poodbijanych na nich siniaków, to będzie dobrze, ale nawet się nie ruszył.
- Cała prawda, w Meksyku ludzie są bardzo familia - aż zacisnął rękę w pięść, że tacy są rodzinni - musicie dzisiaj przyjść do mnie na te urodziny, poznacie moją rodzinę - powiedział i spojrzał na Madoxa, który zaraz zerknął na Stewart, niby jakby jej pytał co ona na to, na ten pomysł. Ale tak naprawdę to czekał na jakąkolwiek pochwałę, że on się tutaj dzisiaj tak ładnie produkuje.
- Co o tym myślisz Rosita hermosa? W takim rodzinnym gronie od razu serás fértil, a twoje piękne biodra, wydadzą na świat wspaniałe dziecko owoc meksykańskiej miłości - aż do niej podszedł i zmierzył ją spojrzeniem, te jej piękne biodra chyba. Madox nabrał w płuca powietrze, bo prawie parsknął, musiał naprawdę ze sobą walczyć, żeby tego nie zrobić.
- Będziesz rodzić dzieci jedno za drugim - naćpany Pablo się chyba dopiero rozkręcał, bo już obejmował Stewart ramieniem i pokazywał jej ręką gdzieś w dal - urodzisz mu córkę i syna... Musisz mieć syna Matteo - Madox pokiwał głową.
- Syna też chciałbym mieć - nawet jakby kolejnym punktem był kucyk pony, którego muszą sobie kupić, żeby te dzieci wozić, to Noriega też by go chciał.
Pilar Stewart
Do tego stopnia, że tak ładnie to razem rozegrali, że Pablo postanowił ich zabrać na strzelanie, tylko może ta dziewczyna wcale nie wiedziała, że grała w jakąś grę Madoxa. Bo on przecież to specjalnie, i nawet chciał o tym powiedzieć Stewart mruknąć jej na ucho, że tak ładnie im to ustawił, a ona co? No wbiła mu łokieć w biodro, mocno, poczuł. Nawet się od niej odsunął i stęknął sobie gdzieś w eter. Kiedy złapała go za rękę, to może trochę mocniej niż powinien zacisnął palce na jej dłoni, ale i tak był delikatny, a już kiedy siedzieli sobie w meleksie, na jednym siedzeniu to jego ręka wylądowała lekko za jej plecami. Właściwie to Madox nawet nie zauważył, że Pablo sobie urządza macanki z ich nowymi koleżankami, bo on się rozglądał po tym polu, oczywiście, że za tym magazynem, ale skoro to był prawie klub Pablo, to mógł sobie popatrzeć nie? Chociaż ręka Pilar na jego udzie odrobinę go rozpraszała.
- Powiem ci Pablito, że czasem wymieniłbym moje Emptiness na coś takiego... Panienki też są tu ładne, no i powietrze, spokój, takiego czegoś mi teraz potrzeba - pokiwał głową. Pablo też to zrobił, chciał nawet coś powiedzieć, ale znowu wtrąciła się Sofia. Ta to była trochę wkurwiająca.
- A co to Emptiness? - zapytała i popatrzyła na Madoxa, a potem na Pablo.
- Matteo prowadzi klub nocny... - rzucił Gonzales.
- Ojacie i to jest taki klub jak nasz tylko w nocy? - Sofia zamrugała. A Madox chwilę walczył w sobie, żeby nie strzelić oczami, Pablo przesunął ręką po twarzy, a druga Pilar… Parsknęła głośnym śmiechem.
- Estúpido! Dupy tam tańczą, jest koks, seks, muzyka... - zaczęła wymieniać, ale Sofia nadęła usta - to trochę jak u nas... - może by się dalej dochodziły, ale Pablo pochylił się do przodu odgradzając je od siebie, wypytywał Stewart o to czy umie strzelać. Madox w pierwszej chwili drgnął za jej plecami, ale w zasadzie... Mogła umieć. A tak naprawdę to umiała lepiej niż on pewnie. Przesunął palcem po jej nagiej skórze po ramieniu. Czyli jednak umie... bo miała ojca wojskowego. Oni wymyślali na poczekaniu tyle tych bajek, że cud, że je wszystkie spamiętywali. Miał się nawet nic na to nie odzywać, ale kiedy Pablo znowu zaproponował to szkolenie, a Pilar się zgodziła, to Madox chrząknął.
- Już nie bądź taka skromna bebé, zajebiście strzela, właściwie nie znam drugiej takiej ślicznotki, która tak posługiwała by się bronią - rzucił, a Pablo aż się ożywił. Właściwie to Madox jeszcze nie widział wcale Stewart jak strzela, no ale... może dzisiaj zobaczy?
- A z jakiej broni? Mój ulubiony FN Five-Seven - Madox nie znał się na broni, ale o tej akurat słyszał jeszcze za czasów Kolumbii, ulubieniec karteli, przebijał nawet kamizelki kuloodporne.
W końcu dojechali na miejsce, a Pablo nawet odesłał Sofię po drinki, świetnie, bo ona akurat ten swój kolor włosów, chociaż widać, że ewidentnie farbowany, to miała trafiony. Madox już miał pytać skąd wezmą broń, bo po to tutaj przyjechali, żeby zobaczyć magazyn, ale wtedy Pablo zaczął ten temat urodzin Aury, Noriega zanim jeszcze poczuł uścisk Pilar, to wiedział, że teraz musi się odezwać, tylko tak, żeby Gonzales ich zaprosił.
- A no tak mówiłeś... To ta princesa, która jeździ konno, też jeździłem jako dzieciak, w Kolumbii, to był dobry czas - rozmarzył się, ale prawda jest taka, że nigdy nie jeździł konno - też mi się marzy takie życie amigo, dlatego staramy się z Rosą o dziecko, wolałbym mieć córkę, córka to jest corazón ojca - nawet oparł rękę na ramieniu Pablo, żeby go poklepać. Gonzales pokiwał głową, aż mu się łezka w oku zakręciła, bo może Aura to było takie jego serduszko? Madox jednak nie miał czasu się nad tym zastanawiać.
- Ale w Toronto wszyscy nasi przyjaciele nie mają dzieci, Kanadyjczycy są popierdoleni, w ogóle nie myślą o rodzinie... Nie to co Meksyk, nie to co piękna Kolumbia, to są kraje, gdzie czuć ten ambiente familiar - Pablo znowu pokiwał głową, a zaraz walnął Madoxa w plecy. Jak on nie będzie miał poodbijanych na nich siniaków, to będzie dobrze, ale nawet się nie ruszył.
- Cała prawda, w Meksyku ludzie są bardzo familia - aż zacisnął rękę w pięść, że tacy są rodzinni - musicie dzisiaj przyjść do mnie na te urodziny, poznacie moją rodzinę - powiedział i spojrzał na Madoxa, który zaraz zerknął na Stewart, niby jakby jej pytał co ona na to, na ten pomysł. Ale tak naprawdę to czekał na jakąkolwiek pochwałę, że on się tutaj dzisiaj tak ładnie produkuje.
- Co o tym myślisz Rosita hermosa? W takim rodzinnym gronie od razu serás fértil, a twoje piękne biodra, wydadzą na świat wspaniałe dziecko owoc meksykańskiej miłości - aż do niej podszedł i zmierzył ją spojrzeniem, te jej piękne biodra chyba. Madox nabrał w płuca powietrze, bo prawie parsknął, musiał naprawdę ze sobą walczyć, żeby tego nie zrobić.
- Będziesz rodzić dzieci jedno za drugim - naćpany Pablo się chyba dopiero rozkręcał, bo już obejmował Stewart ramieniem i pokazywał jej ręką gdzieś w dal - urodzisz mu córkę i syna... Musisz mieć syna Matteo - Madox pokiwał głową.
- Syna też chciałbym mieć - nawet jakby kolejnym punktem był kucyk pony, którego muszą sobie kupić, żeby te dzieci wozić, to Noriega też by go chciał.
Pilar Stewart