tequila con muerte
: czw lut 19, 2026 1:21 am
Madox robił interesy z prawdziwymi gangusami, takimi pokroju Pablo też, ale były pewne zasady, jakieś takie granice, których się nie przekraczało, no i to celowanie w głowę chyba było czymś takim. A zresztą już to, że Pablo pozwalał sobie na za dużo względem jego kobiety, w Emptiness na pewno by na to nie przymknął oka, gdyby dzisiaj nie musieli odstawiać tej szopki, a dookoła nie byłoby tylu ochroniarzy też zareagowałby już wcześniej. I tak długo wytrzymał. I tak powinien jeszcze bardziej mu dowalić. Zrobiłby to, gdyby go tak szybko nie spacyfikowali, bo przecież Madox był równie popierdolony co Pablo.
Pablo, który postanowił ich puścić... wolno? Może to był za piękny scenariusz? Ale jednak Noriega i tak postanowił wykorzystać sytuację ciągnąc Pilar do wyjścia. Zatrzymali się dopiero przy melexie, dopiero tam puścił jej dłoń, chociaż zaraz i tak zrobił krok w jej kierunku.
- No jak miałem być calma? - warknął - przecież od samego początku się o to prosił - wycedził przez zęby, bo taka przecież była prawda. Pablo cały czas na za dużo sobie pozwalał, przede wszystkim względem niej, ale jego też. Niby traktował Matteo jak swojego przyjaciela, ale co zrobił? Wycelował mu w głowę, jakby był jakimś nic nie wartym psem. Nic dziwnego, że Madox się wkurwił. Klatka piersiowa wciąż unosiła mu się w niespokojnym oddechu, a serce waliło w piersi, po tym skoku adrenaliny, ale doprawione tym zjazdem z koksu, który go drażnił. Coraz bardziej go drażnił.
- Pierdoli mnie to, wracamy do Kanady, do domu - rzucił na jej słowa na temat Esme, chociaż przecież Madox też zdawał sobie sprawę, że to nie jest takie proste. Że oni już zabrnęli w tym tak daleko, że teraz ciężko było się wycofać...
O ile się w ogóle dało.
Ciemne tęczówki utkwił w jej pięknych, czekoladowych oczach. Wciąż jeszcze się zastanawiał co ma jej powiedzieć, czy przeprosić za swoje zachowanie? Czy znowu wygarnąć to, że ma to wszystko w dupie. Matkę, jej cały plan i Pablo też. Tylko, że wtedy Pilar kazała mu się nie ruszać i chociaż w pierwszym odruchu chciał spojrzeć przez ramię, to nawet nie drgnął, znowu jego spojrzenie odszukało jej piękne, duże oczy. Dopiero kiedy oznajmiła mu, że Pablo tu idzie, to mogła poczuć pod palcami jak się spiął.
- Zajebie mu - zawiesił te słowa na jej szyi, wraz z ciepłym oddechem, kiedy zaciągnął się tym obcym zapachem, wcale nie jej perfum, a jednak miał w sobie tą znajomą nutę, jej. Na to jej calma nabrał mocno w płuca powietrze. Chyba zamierzał jej tym razem posłuchać...
Powinien.
Odwrócił się, kiedy Pablo poklepał go po ramieniu i zanim zdążył jakkolwiek zareagować dostał w twarz, odrobinę się cofnął i w zasadzie uderzenie nawet nie siadło odpowiednio, Gonzales bardziej zahaczył o żuchwę i wargę, którą Madox sobie rozciął zębami, niż policzek, ale i tak się zatoczył, przyćmiło go. Spięły mu się wszystkie mięśnie, bo chciał mu oddać. Kurewsko chciał. Ale przecież miał być calma. A poza tym czterech ochroniarzy popatrzyło na niego, jakby tylko czekali na jakiś jego kolejny ruch. Zły ruch... żeby go skopać.
Wyprostował się i nawet wygładził sobie tą pedalską, jasną koszulę, a potem przesunął palcami po wardze, na której już osadziła się perlista kropla krwi. Spadła mu na bluzkę.
- Jak robisz z kimś interesy to go kurwa traktuj jak równego sobie Pablo, a nie jak psa, któremu odstrzeliłbyś łeb - rzucił, i to chyba nie było takie do końca calma, ale przed chwilą dostał w ryj, teraz tą gorącą krew, która buzowała w żyłach słyszał nawet w uszach. Adrenalina wciąż unosiła jego klatkę piersiową w niespokojnym oddechu, a źrenice się powiększyły, jakby jebnął sobie kolejną kreskę koksu. Spojrzał na tą rękę Gonzalesa wyciągniętą w jego kierunku, a potem na tą jego gębę i w końcu ją ujął, w końcu zacisnął mocno palce na tych jego, ale zamiast tylko uścisnąć mu dłoń to jeszcze przyciągnął Pablo do siebie, a ochroniarze ruszyli się z miejsca, ale Madox tylko poklepał Gonzales po ramieniu.
- I proszę cię amigo, żebyś... szanował moją kobietę - nawet chciał przez chwilę dodać, że jak jeszcze raz jej dotknie, to mu wyjebie, ale może to wystarczy?
Pablo też walnął go w ramie, nie miał wcale w tym wyczucia, ale Madox nawet nie drgnął.
- Z całym szacunkiem do twojej kobiety Matteo, ale ona jest mi winna taniec, ale jeśli ma ci to przeszkadzać to wybierzemy salsę, bo tango jest chyba zbyt zmysłowe - znowu wyjrzał zza Madoxa na Pilar. A Noriega już się wcale z tym nie kryjąc wywrócił oczami, chyba nie umknęło to uwadze Gonzalesa, bo zaraz się odsunął. Zaraz poprawił swoją koszulę, a potem przesunął ręką po policzku patrząc na Madoxa, jakby się zastanawiał, który z nich wygląda gorzej i bardziej oberwał. Zdecydowanie Pablo, bo spuchł, a Noriega miał tylko rozciętą wargę.
- Dobrze, no nic, zbierajmy się, bo obiecałem mojej princessie, że to dzisiaj będzie nasz dzień, już pewnie na mnie czeka - zerknął na złoty zegarek na nadgarstku, całkiem podobny do tego Madoxa - weźcie tego melexa, a ja pojadę z chłopakami - wskazał na wózek, a potem jeszcze się zamierzył w kierunku Pilar, ale kiedy Madox znowu spojrzał na niego spode łba, to zatrzymał się pół kroku od niej - to do zobaczenia na imprezie Rosa, załóż jakąś ładną sukienkę... do salsy - spojrzał jej w oczy, a potem jeszcze na Madoxa, a finalnie machnął im nonszalancko ręką i sobie poszedł.
A oni zostali we dwójkę. Znowu.
- I co zadowolona? Że będziesz tańczyć salsę na imprezie mojej matki? - Madox znowu strzelił oczami, a później usiadł za kierownicą wózka, co prawda nigdy czegoś takiego nie prowadził, ale to przecież nie może być trudne, kluczyk, pedały i kierownica. Da radę. Chyba.
Pilar Stewart
Pablo, który postanowił ich puścić... wolno? Może to był za piękny scenariusz? Ale jednak Noriega i tak postanowił wykorzystać sytuację ciągnąc Pilar do wyjścia. Zatrzymali się dopiero przy melexie, dopiero tam puścił jej dłoń, chociaż zaraz i tak zrobił krok w jej kierunku.
- No jak miałem być calma? - warknął - przecież od samego początku się o to prosił - wycedził przez zęby, bo taka przecież była prawda. Pablo cały czas na za dużo sobie pozwalał, przede wszystkim względem niej, ale jego też. Niby traktował Matteo jak swojego przyjaciela, ale co zrobił? Wycelował mu w głowę, jakby był jakimś nic nie wartym psem. Nic dziwnego, że Madox się wkurwił. Klatka piersiowa wciąż unosiła mu się w niespokojnym oddechu, a serce waliło w piersi, po tym skoku adrenaliny, ale doprawione tym zjazdem z koksu, który go drażnił. Coraz bardziej go drażnił.
- Pierdoli mnie to, wracamy do Kanady, do domu - rzucił na jej słowa na temat Esme, chociaż przecież Madox też zdawał sobie sprawę, że to nie jest takie proste. Że oni już zabrnęli w tym tak daleko, że teraz ciężko było się wycofać...
O ile się w ogóle dało.
Ciemne tęczówki utkwił w jej pięknych, czekoladowych oczach. Wciąż jeszcze się zastanawiał co ma jej powiedzieć, czy przeprosić za swoje zachowanie? Czy znowu wygarnąć to, że ma to wszystko w dupie. Matkę, jej cały plan i Pablo też. Tylko, że wtedy Pilar kazała mu się nie ruszać i chociaż w pierwszym odruchu chciał spojrzeć przez ramię, to nawet nie drgnął, znowu jego spojrzenie odszukało jej piękne, duże oczy. Dopiero kiedy oznajmiła mu, że Pablo tu idzie, to mogła poczuć pod palcami jak się spiął.
- Zajebie mu - zawiesił te słowa na jej szyi, wraz z ciepłym oddechem, kiedy zaciągnął się tym obcym zapachem, wcale nie jej perfum, a jednak miał w sobie tą znajomą nutę, jej. Na to jej calma nabrał mocno w płuca powietrze. Chyba zamierzał jej tym razem posłuchać...
Powinien.
Odwrócił się, kiedy Pablo poklepał go po ramieniu i zanim zdążył jakkolwiek zareagować dostał w twarz, odrobinę się cofnął i w zasadzie uderzenie nawet nie siadło odpowiednio, Gonzales bardziej zahaczył o żuchwę i wargę, którą Madox sobie rozciął zębami, niż policzek, ale i tak się zatoczył, przyćmiło go. Spięły mu się wszystkie mięśnie, bo chciał mu oddać. Kurewsko chciał. Ale przecież miał być calma. A poza tym czterech ochroniarzy popatrzyło na niego, jakby tylko czekali na jakiś jego kolejny ruch. Zły ruch... żeby go skopać.
Wyprostował się i nawet wygładził sobie tą pedalską, jasną koszulę, a potem przesunął palcami po wardze, na której już osadziła się perlista kropla krwi. Spadła mu na bluzkę.
- Jak robisz z kimś interesy to go kurwa traktuj jak równego sobie Pablo, a nie jak psa, któremu odstrzeliłbyś łeb - rzucił, i to chyba nie było takie do końca calma, ale przed chwilą dostał w ryj, teraz tą gorącą krew, która buzowała w żyłach słyszał nawet w uszach. Adrenalina wciąż unosiła jego klatkę piersiową w niespokojnym oddechu, a źrenice się powiększyły, jakby jebnął sobie kolejną kreskę koksu. Spojrzał na tą rękę Gonzalesa wyciągniętą w jego kierunku, a potem na tą jego gębę i w końcu ją ujął, w końcu zacisnął mocno palce na tych jego, ale zamiast tylko uścisnąć mu dłoń to jeszcze przyciągnął Pablo do siebie, a ochroniarze ruszyli się z miejsca, ale Madox tylko poklepał Gonzales po ramieniu.
- I proszę cię amigo, żebyś... szanował moją kobietę - nawet chciał przez chwilę dodać, że jak jeszcze raz jej dotknie, to mu wyjebie, ale może to wystarczy?
Pablo też walnął go w ramie, nie miał wcale w tym wyczucia, ale Madox nawet nie drgnął.
- Z całym szacunkiem do twojej kobiety Matteo, ale ona jest mi winna taniec, ale jeśli ma ci to przeszkadzać to wybierzemy salsę, bo tango jest chyba zbyt zmysłowe - znowu wyjrzał zza Madoxa na Pilar. A Noriega już się wcale z tym nie kryjąc wywrócił oczami, chyba nie umknęło to uwadze Gonzalesa, bo zaraz się odsunął. Zaraz poprawił swoją koszulę, a potem przesunął ręką po policzku patrząc na Madoxa, jakby się zastanawiał, który z nich wygląda gorzej i bardziej oberwał. Zdecydowanie Pablo, bo spuchł, a Noriega miał tylko rozciętą wargę.
- Dobrze, no nic, zbierajmy się, bo obiecałem mojej princessie, że to dzisiaj będzie nasz dzień, już pewnie na mnie czeka - zerknął na złoty zegarek na nadgarstku, całkiem podobny do tego Madoxa - weźcie tego melexa, a ja pojadę z chłopakami - wskazał na wózek, a potem jeszcze się zamierzył w kierunku Pilar, ale kiedy Madox znowu spojrzał na niego spode łba, to zatrzymał się pół kroku od niej - to do zobaczenia na imprezie Rosa, załóż jakąś ładną sukienkę... do salsy - spojrzał jej w oczy, a potem jeszcze na Madoxa, a finalnie machnął im nonszalancko ręką i sobie poszedł.
A oni zostali we dwójkę. Znowu.
- I co zadowolona? Że będziesz tańczyć salsę na imprezie mojej matki? - Madox znowu strzelił oczami, a później usiadł za kierownicą wózka, co prawda nigdy czegoś takiego nie prowadził, ale to przecież nie może być trudne, kluczyk, pedały i kierownica. Da radę. Chyba.
Pilar Stewart