clean up the rot before it digs too deep
: pt paź 23, 2026 4:09 pm
Przesunął spojrzenie na jej twarz, z odrobiną ciekawości przyglądając się ustom, z których przed momentem zniknęła zaczepność. Znał je, ich układ, przecież w znacznie mniej przyzwoitych okolicznościach niż rozmowa o czyimś złamanym sercu. Miał wrażenie, że nauczył się też jej głosu, kiedy próbowała brzmieć obojętnie – bądź co bądź rozpoznawanie fałszu było częścią jego pracy; nie był w tym bezbłędny, ale radził sobie całkiem dobrze.
A nagle okazywało się, że przez trzy i pół roku można było dowiedzieć się o człowieku całkiem dużo – względnie, jeśli potrafiło się oddzielić prawdę od fałszu (w przypadku Ortegi i Navarro było to trudne) – i nadal nie mieć pojęcia, gdzie naprawdę kogoś bolało.
Zastanowiło go, jaki musiał być tamten człowiek, żeby po wszystkim nadal pozostawał jedynym, którego uwzględniła w odpowiedzi. Czy miał jej upór, czy może cierpliwość wystarczającą, żeby go znosić; czy znał tę samą Biancę, która siedziała teraz naprzeciwko niego, czy dostał którąś wcześniejszą, mniej poobijaną, a przez to p r a w d z i w ą jej wersję. Taką, której on nigdy nie miał okazji poznać.
Była oszczędna w swoich słowach, zdecydowanie bardziej, niż przy pierwszym pytaniu; co pozwalało mu postanowić, aby temat sklasyfikować jako drażliwy. I nie drążyć go więcej, przynajmniej nie w jej obecnym stanie. Niestety, jego brzydka wścibskość, jeszcze brzydsza, gdy miała dotyczyć Navarro, nie pozwoliłaby mu tak po prostu odłożyć ten temat na bok.
Dopiero kiedy dopisała go do własnego zestawienia, kącik jego ust drgnął.
— Zapytałbym czy ty mnie złamałaś serce czy ja tobie, ale wiemy jaka jest odpowiedź — powiedział to z resztką wcześniejszej zaczepności, choć spojrzenie na moment bardziej zainteresowało się etykietą browaru a nie rozmówczynią.
Było jednak w tym coś irytującego; usłyszeć tak lekkie podsumowanie rzeczy, której sam od tygodnia nie potrafił ułożyć sobie w głowie. Złamane serce. Niby żart, ale jednocześnie jakże niewygodnie blisko, nawet jeśli cała reszta skojarzeń, które zwykle ciągnęły się za tym określeniem, pasowała do niego mniej więcej tak dobrze, jak uczciwa praca w porcie według opinii Navarro.
W końcu nie musiał jej kochać, żeby pozwolić jej zrobić sobie krzywdę. Wystarczyło jedynie, że jej zaufał.
I to chyba właśnie było w tym najbardziej upokarzające – to jak niewiele potrzebowała później wysiłku. Całą cięższą robotę wykonał wcześniej sam; przyzwyczaił się do jej obecności, przestał sprawdzać, pozwolił jej stać wystarczająco blisko, żeby pewnego dnia nie musiała nawet szczególnie daleko sięgać.
Pamiętał nacisk jej kolana. Zimno pod policzkiem. Głos, który znał tak dobrze, wcześniej pytający o sos do pizzy a nagle wypowiadający jego prawa.
A teraz siedziała po drugiej stronie stołu, z włosami rozsypanymi przy twarzy, i zabierała mu karty, bo nie ufała jego dłoniom. Jego dłoniom. Tym które nigdy realnie nie potrafiły jej wyrządzić krzywdy. Pozwolił jej, mimo wszystko, przejąć talię.
— Tasuj, Navarro. Chciałbym wreszcie przegrać tak, żebyś nie musiała mi w tym pomagać.
Sięgnął po piwo, a chłód butelki osiadł na wnętrzu dłoni. Opuścił spojrzenie i skupił je na kartach, które znów znalazły się przed nim. Ułożył je bliżej siebie, nie spiesząc się z oceną własnego układu.
Właściwie powinien był czuć satysfakcję.
Siedziała tutaj z własnego wyboru. Bez odznaki wyciągniętej pomiędzy nimi, bez potrzeby przypominania mu, kim był, i bez tego paskudnego tonu, którym potrafiła odebrać mu ochotę do odezwania się choćby jednym słowem. Zaczepiała go. Patrzyła. Odpowiadała na pytania, na które odpowiedzi nie były mu do niczego potrzebne.
Powinno mu to wystarczyć na jeden wieczór. Jeden taki wieczór, w którym dla niego była Ortegą i którą dopiero zaczynał poznawać.
Przy kolejnym odsłonięciu kart zerknął najpierw na jej układ, dopiero potem przesunął własny odrobinę bliżej środka. Lisi uśmiech wrócił na jego usta niemal odruchowo.
— Zaczynam podejrzewać, że to jednak kwestia talentu.
Odchylił się ostrożnie na krześle; rana pociągnęła przy boku, więc zatrzymał ruch w połowie, mijając się z komfortem, który chciał osiągnąć przy zmianie pozycji. Skrzywienie ukrył przy kolejnym łyku piwa, cały czas przyglądając się Navarro ponad krawędzią butelki.
Pytanie miał już gotowe.
— Dam ci coś łatwego — zaczął, chociaż drgnięcie kącika ust i błysk w oku zdradzały, że najwyraźniej mieli bardzo różne definicje tego słowa. — Twój najlepszy seks, Navarro — przesunął po niej spojrzeniem, zatrzymując je na moment odrobinę za długo. — Z kim? Gdzie? Chcę znać wszystkie szczegóły. — Przesunął butelkę w jej stronę, nie odrywając spojrzenia od twarzy Navarro; w oczach miał już czystą zaczepkę, wręcz wyzwanie, jakby właśnie rzucił jej rękawicę i z teraz tylko czekał aby sprawdzić czy odważy się je podnieść.
very useful question #1
A nagle okazywało się, że przez trzy i pół roku można było dowiedzieć się o człowieku całkiem dużo – względnie, jeśli potrafiło się oddzielić prawdę od fałszu (w przypadku Ortegi i Navarro było to trudne) – i nadal nie mieć pojęcia, gdzie naprawdę kogoś bolało.
Zastanowiło go, jaki musiał być tamten człowiek, żeby po wszystkim nadal pozostawał jedynym, którego uwzględniła w odpowiedzi. Czy miał jej upór, czy może cierpliwość wystarczającą, żeby go znosić; czy znał tę samą Biancę, która siedziała teraz naprzeciwko niego, czy dostał którąś wcześniejszą, mniej poobijaną, a przez to p r a w d z i w ą jej wersję. Taką, której on nigdy nie miał okazji poznać.
Była oszczędna w swoich słowach, zdecydowanie bardziej, niż przy pierwszym pytaniu; co pozwalało mu postanowić, aby temat sklasyfikować jako drażliwy. I nie drążyć go więcej, przynajmniej nie w jej obecnym stanie. Niestety, jego brzydka wścibskość, jeszcze brzydsza, gdy miała dotyczyć Navarro, nie pozwoliłaby mu tak po prostu odłożyć ten temat na bok.
Dopiero kiedy dopisała go do własnego zestawienia, kącik jego ust drgnął.
— Zapytałbym czy ty mnie złamałaś serce czy ja tobie, ale wiemy jaka jest odpowiedź — powiedział to z resztką wcześniejszej zaczepności, choć spojrzenie na moment bardziej zainteresowało się etykietą browaru a nie rozmówczynią.
Było jednak w tym coś irytującego; usłyszeć tak lekkie podsumowanie rzeczy, której sam od tygodnia nie potrafił ułożyć sobie w głowie. Złamane serce. Niby żart, ale jednocześnie jakże niewygodnie blisko, nawet jeśli cała reszta skojarzeń, które zwykle ciągnęły się za tym określeniem, pasowała do niego mniej więcej tak dobrze, jak uczciwa praca w porcie według opinii Navarro.
W końcu nie musiał jej kochać, żeby pozwolić jej zrobić sobie krzywdę. Wystarczyło jedynie, że jej zaufał.
I to chyba właśnie było w tym najbardziej upokarzające – to jak niewiele potrzebowała później wysiłku. Całą cięższą robotę wykonał wcześniej sam; przyzwyczaił się do jej obecności, przestał sprawdzać, pozwolił jej stać wystarczająco blisko, żeby pewnego dnia nie musiała nawet szczególnie daleko sięgać.
Pamiętał nacisk jej kolana. Zimno pod policzkiem. Głos, który znał tak dobrze, wcześniej pytający o sos do pizzy a nagle wypowiadający jego prawa.
A teraz siedziała po drugiej stronie stołu, z włosami rozsypanymi przy twarzy, i zabierała mu karty, bo nie ufała jego dłoniom. Jego dłoniom. Tym które nigdy realnie nie potrafiły jej wyrządzić krzywdy. Pozwolił jej, mimo wszystko, przejąć talię.
— Tasuj, Navarro. Chciałbym wreszcie przegrać tak, żebyś nie musiała mi w tym pomagać.
Sięgnął po piwo, a chłód butelki osiadł na wnętrzu dłoni. Opuścił spojrzenie i skupił je na kartach, które znów znalazły się przed nim. Ułożył je bliżej siebie, nie spiesząc się z oceną własnego układu.
Właściwie powinien był czuć satysfakcję.
Siedziała tutaj z własnego wyboru. Bez odznaki wyciągniętej pomiędzy nimi, bez potrzeby przypominania mu, kim był, i bez tego paskudnego tonu, którym potrafiła odebrać mu ochotę do odezwania się choćby jednym słowem. Zaczepiała go. Patrzyła. Odpowiadała na pytania, na które odpowiedzi nie były mu do niczego potrzebne.
Powinno mu to wystarczyć na jeden wieczór. Jeden taki wieczór, w którym dla niego była Ortegą i którą dopiero zaczynał poznawać.
Przy kolejnym odsłonięciu kart zerknął najpierw na jej układ, dopiero potem przesunął własny odrobinę bliżej środka. Lisi uśmiech wrócił na jego usta niemal odruchowo.
— Zaczynam podejrzewać, że to jednak kwestia talentu.
Odchylił się ostrożnie na krześle; rana pociągnęła przy boku, więc zatrzymał ruch w połowie, mijając się z komfortem, który chciał osiągnąć przy zmianie pozycji. Skrzywienie ukrył przy kolejnym łyku piwa, cały czas przyglądając się Navarro ponad krawędzią butelki.
Pytanie miał już gotowe.
— Dam ci coś łatwego — zaczął, chociaż drgnięcie kącika ust i błysk w oku zdradzały, że najwyraźniej mieli bardzo różne definicje tego słowa. — Twój najlepszy seks, Navarro — przesunął po niej spojrzeniem, zatrzymując je na moment odrobinę za długo. — Z kim? Gdzie? Chcę znać wszystkie szczegóły. — Przesunął butelkę w jej stronę, nie odrywając spojrzenia od twarzy Navarro; w oczach miał już czystą zaczepkę, wręcz wyzwanie, jakby właśnie rzucił jej rękawicę i z teraz tylko czekał aby sprawdzić czy odważy się je podnieść.
very useful question #1