Strona 20 z 21

clean up the rot before it digs too deep

: ndz paź 25, 2026 12:21 am
autor: Robin Visser
Tysiąc siedemset chuj-w-to-ileś dni trzymał ręce przy sobie. Niemożliwością było, aby złamał niemalże świętą zasadę nie mieszania pracy z przyjemnością. Zbyt wiele to komplikowało; zbyt szybko mogło się zmienić w szachy pięciowymiarowe. Tak samo jak swoich ludzi traktował niemal jak rodzinę; gdy ktoś był jego to bezwarunkowo; tak samo podobnie działał w kwestii bliskości.
Mógł wodzić spojrzeniem; mógł pozwalać wyobraźni dorysować kilka szczegółów, których nie miałby prawa zrealizować, ale nie mógł dotknąć. Nie w ten sposób, w który układał teraz swoje palce na skórze Navarro, jeszcze dalej próbując głupio to upchnąć za wyłącznie prowokacją, w którą sam już przestał wierzyć.
A przestał, bo mu odpowiadała.
Jej palce dotarły do jego karku i znalazły się dokładnie tam, gdzie jeszcze przed chwilą podsuwała mu je tylko jego własna wyobraźnia. Przez moment skupił się na tym jednym doznaniu, na drobnym nacisku opuszek i tym jak zmienił się, kiedy Navarro wspięła się na palce; a później znów na jej twarzy, teraz już zbyt bliskiej, żeby objąć ją spojrzeniem w całości. Musiał wybierać pomiędzy oczami, w których uparcie szukał wcześniej zawahania, a ustami, którymi właśnie obiecywała mu kolejne problemy.
Podobało mu się to.
Zwłaszcza że przy całej tej potrzebie utrzymywania jego ego w ryzach wybrała dość osobliwy sposób, żeby się za nie zabrać. Sama przesunęła dłoń wyżej, sama zabrała im resztę przestrzeni; teraz mógłby policzyć te ostatnie milimetry, gdyby tylko miał jeszcze ochotę zajmować się czymś równie nieistotnym. Jak stół. Stół był, stołu nie ma.
Kącik ust uniósł mu się odrobinę wyżej, a on powoli pochylił głowę. Wystarczająco nisko, by pierwsze słowa wypowiedzieć już przy samych jej wargach:
Tu tormento.
Przyjął tę jej deklarację z zadowoleniem, którego nawet nie próbował już przed nią schować; zdradziło go drżenie w kąciku ust, błysk w ciemniejącym spojrzeniu.
— Qué gracioso. Ayer se te daba mucho mejor odiarme. — Dłoń spoczywającą do tej pory na jej biodrze przesunął na plecy; palce rozłożyły się tuż nad talią, układając pewniej. Kciukiem drugiej przesunął krótko wzdłuż żuchwy, z uwagą zatrzymaną na tym, jak niewielki ruch wystarczał teraz, żeby zmienić pomiędzy nimi niemal wszystko. Kąt, pod którym widział jej twarz; miejsce, do którego docierał jego głos i znów odległość, którą jeszcze niedawno tak skrupulatnie wypełniali stołem.
Zamiast tego przekrzywił głowę odrobinę, kierując usta ku kącikowi jej warg.
— ¿Qué ha cambiado? — Musnął go przy pytaniu, krótko, zanim przesunął się dalej. Palce przy żuchwie rozluźniły chwyt i powędrowały za jej ucho, odsuwając przy okazji pasmo włosów. Odcisnął swoje wargi w dwóch kolejnych miejscach na linii jej szczęki, przechylając się głębiej w jej przestrzeń. — ¿Te has enterado de cuánto me gusta?
Ostatnie słowa wypowiedział już szeptem. Jego oddech dosięgał skóry na płatku jej ucha, wokół którego się zaplótł; poruszył drobne włosy przy uchu, które przed chwilą wymknęły się spod jego palców. Odsunął je kciukiem niespiesznie, a później musnął ustami odsłonięte miejsce tuż obok.
— Pobre corderito — Tym razem słowa były niemal pozbawione głosu; własnym oddechem, z którym płynęły, otulił jej ucho. Pozwolił gorącu zderzyć się z miękkością jej cienkiej skóry.
Przesunął ustami po zewnętrznej krawędzi płatka, najpierw ledwie znacząc ją wilgotnym ciepłem; powoli, z dokładnością zupełnie niepasującą do czegoś, co wciąż mógłby próbować nazwać zwykłą prowokacją. Dolna warga zaczepiła o miękką skórę, pociągnęła ją za sobą, aż płatek znalazł się pomiędzy jego wargami. Przytrzymał go przez jedno uderzenie serca, może dwa, a później wypuścił równie niespiesznie, przesuwając językiem po miejscu, w którym przed chwilą zostawił po sobie krótkie ukłucie.
Kciukiem nadal przesuwał leniwie za jej uchem, po granicy włosów, podczas gdy jego usta odnalazły wrażliwe zagłębienie tuż pod nim. Odcisnął tam pocałunek. Drugi, bardziej wilgotny. Przy trzecim rozchylił wargi i pozwolił czubkowi języka przesunąć się po rozgrzanej skórze, zanim wrócił do płatka i ponownie, już odrobinę mocniej, przytrzymał go zębami.
Drugą dłonią docisnął Navarro bliżej, likwidując ostatnią odrobinę przestrzeni, która zdołała uchować się pomiędzy ich ciałami, zatapiając palce w jej mięśniach.
— Dime, corderito. Quieres escapar? — mruknął w jej ucho, między jedną pieszczotą a drugą. — Puede que no te lo permita
Kłamstwo. Dla niego oczywiste. Kłamstwo dla chwili. W jego oczach Navarro była nietykalna tak długo, dopóki tego chciała. Tykalna na identycznych tego warunkach; rządziła nim jednym tylko słowem, którego nawet nie musiał usłyszeć. Szukał go wcześniej, w jej spojrzeniu, na całej jej twarzy; nawet teraz próbował wyczuć pod opuszkami palców napięcie, którego nie sposób było tak po prostu rozbić dotykiem.
corderito

clean up the rot before it digs too deep

: ndz paź 25, 2026 7:19 am
autor: Bianca Navarro
Prowokacja ciągnęła się za nim od chwili, w której go poznała.
Od pierwszego spojrzenia, które zamiast odnaleźć jej oczy od razu, najpierw przesunęło się po jej ciele w niemożliwie nieefektywny sposób. Od pierwszej, rzuconej przez niego zaczepki, przez którą na jej twarz wpełzł ten sam odcień czerwieni, który teraz maskowała złota poświata rzucana przez ogień.
Zaczepki skwitowanej krótkim ten typ tak ma, rzuconych w ramach pocieszenia niczym ratunkowe koło przez inną kobietę, tkwiącą wtedy wystarczająco blisko by mogła tę prowokację z nią dzielić.
Przez trzy i pół roku zamykała więc wszystko, co robił, w tej krótkiej mantrze, bardzo racjonalnym wyjaśnieniu, będącym zarazem dopisaną, nową cechą mężczyzny do całej ich listy, którą już posiadała.
Ten typ tak ma.
Słowa odbijały się w jej czaszce gdy zakładała na siebie coś, co wyjątkowo nie było parą jeansów i zwykłą koszulką, gdy wychodzili w większej grupie na miasto do miejsca wymagającego od niej czegoś bardziej krótkiego i obcisłego.
Tłumaczyła nimi jego zachowanie gdy wpraszał się pomiędzy nią a innego mężczyznę, gdy noce stawały się zbyt zakrapiane alkoholem, a towarzystwo kogoś innego do ogrzania pustego łóżka zbyt kuszące, by choćby nie spróbować.
Skłamałaby mówiąc, że była do tego przyzwyczajona.
Nie była.
Dla niej wyrażanie zainteresowania było czymś trudnym, czymś wymagającym skupienia i odpowiedniego przemyślenia. Było też czymś wyjątkowym, co dawało się jednej, określonej osobie zamiast szastać nim jak ukradzionymi pieniędzmi w bardzo drogich sklepach. Wiedząc jednak, że dla niego było ekwiwalentem rzuconego na wiatr żartu, wkrótce stały się tym również dla niej, a ona podświadomie wychwytywała wszystkie potwierdzenia tej mantry, którą przyjęła przez ponad tysiąc dni. Inne spojrzenia, inne zaczepki, inne kobiety.
Nic szczególnego.
Dopóki nie zatrzymał się gdzieś na klatce schodowej, wracając do wypełnionego śmiercią mieszkania by zatrzymać się przy jej rannym ciele. Dopóki nie zaczął wyłamywać się z tego schematu, który stworzyła na podstawie jednego, ratunkowego zdania usłyszanego trzy i pół roku temu sprawiając, że zaczęła kwestionować wszystko inne.
Może ten typ tak miał, a ich bimber był zwyczajnie zatruty.
Może byli po prostu dwójką zmęczonych osób poszukujących na krótką chwilę ucieczki od tej wysoce popierdolonej tej sytuacji.
A może gdy poczuła jego słowa na kąciku własnych ust, jej warga zadrżała w nadmiernej gotowości. Gdy zaś przesunął się na jej żuchwę, jej szyja odchyliła się w odruchu, którego podwaliny tkwiły w trzech i pół roku niczego szczególnego.
- Nada ha cambiado - odpowiedziała z początku, z protestem, którego żałosny ślad wybrzmiał w jej głosie, choć pragnęła usłyszeć go więcej. - Todavía te odio.
Słowa były jedynym, co jej pozostało.
Formą zachowania resztki rozumu gdy jego własne skutecznie zaczynały jej go odbierać. Resztką zachowanego w niej buntu, gdy jej ciało z taką łatwością mu ulegało.
- Eres grosero y maleducado - westchnęła, odchylając głowę jeszcze bardziej pod wpływem ciepłego oddechu, który posłał falę gorąca przez jej skórę. - No conoces los fundamentos de la... cultura personal. - dotyk jego zębów, zaciskających się na płatku jej ucha poniósł się iskrą przez jej ciało sprawiając, że zachłysnęła się powietrzem, jej zdanie straciło na przekonaniu.
Zaczerpnęła oddechu, pragnąc kontynuować swój wywód nawet, jeśli wszystkie wypowiadane przez nią przymiotniki nie posiadały za sobą adekwatnych do tego emocji.
- Tienes un sentido del humor pésimo que a nadie le hace gracia - kontynuowała, nie rozumiejąc, dlaczego w jej głosie pojawiła się desperacka nuta, zupełnie z tymi słowami niezwiązana. Jej sedno chowało gdzieś w dłoni zaciśniętej na jej pośladku, gdzieś w języku przesuwającym się po jej szyi, od którego wypełniające ją gorąco docierało do samego szczytu jej ud. - Y un ego terriblemente inflado.
Jej ciało nawykło do ustępowania. Poszukiwało bezpieczeństwa w dystansie, który ich dzielił, świadome tego, do czego był zdolny. Poszukiwała tego instynktu w sobie gdy naparł na nią, zamykając w imadle własnej sylwetki i trzymającej ją w miejscu dłoni.
Poszukiwała go bezskutecznie.
Przylgnęła do niego w wyrazie nowo zdobytej bezczelności, jej palce przesunęły się z męskiego karku wyżej, wsunęły w pachnące szamponem włosy. Słowa przestały jej wystarczać w trzymaniu go z dala.
- Bésame - szepnęła, jedno, zdradzieckie wymknęło się na przekór temu wszystkiemu, co wypowiedziała wcześniej.
Ten typ tak ma.

lobo feroz

clean up the rot before it digs too deep

: ndz paź 25, 2026 2:52 pm
autor: Robin Visser
Jedno słowo.
Tylko tyle wystarczyło, żeby cała lista jego wad urwała się dokładnie tam, gdzie od początku próbowała dojść. Grosero. Maleducado. Wyjątkowo kiepski humor, przerośnięte ego i zapewne jeszcze kilka przewinień, których nie zdołała wymienić, zanim własne ciało postanowiło zdradzić rzeczywisty cel tego jakże wyjątkowo nieprzekonującego protestu.
 Bésame.
Zatrzymał się przy jej uchu.
Przez jedno uderzenie serca nie zrobił nic; pozwolił prośbie osiąść pod jego czaszką i zająć miejsce obok jej palców w jego włosach, ciała dociśniętego do jego własnego i urwanego oddechu, który wcześniej poczuł na skórze. Później odsunął głowę tylko na tyle, by móc na nią spojrzeć.
I zdecydowanie spodobało mu się to, co zobaczył.
Rozchylone usta, które jeszcze przed momentem próbowały przekonać go o całej odczuwanej do niego nienawiści; zaróżowioną skórę i spojrzenie, z którego zniknęła większość wcześniejszego buntu.
Miał je wystarczająco blisko, że spełnienie polecenia prośby wymagało jedynie niewielkiego ruchu. Zamiast tego zatrzymał się tuż przed nimi, pozwalając, żeby jego oddech otarł się o rozchylone wargi Navarro. Kącik własnych uniósł w oszczędnym uśmiechu.
— Tal vez lo haga — wymruczał.
Musnął ustami znów kącik jej warg, wyłącznie ten punkt; świadomie unikając wszystkiego, czego przed chwilą zażądała o co poprosiła. Kolejny dokłany pocałunek odcisnął nieznacznie dalej, na miękkiej skórze policzka, a jeszcze jeden pod kością jarzmową. Dłoń, którą trzymał ją przy sobie, przesunęła się wzdłuż jej kręgosłupa. Opuszki policzyły każde wyczuwalne pod skórą zagłębienie, zanim cała ręka osiadła niżej, na jej talii, z palcami zachodzącymi na bok brzucha.
— O tal vez no. — Przy ostatnim słowie dotarł do linii jej szczęki. Dolną wargą przesunął po wolno po jej krawędzi, ciągnąc pocałunek aż do miejsca, w którym żuchwa przechodziła w szyję. Tam rozchylił usta na rozgrzanej skórze i przyssał lekko, pozwalając językowi przesunąć się przez sam środek wilgotnego śladu. Usta zatrzymał przy pulsie drgającym pod cienką skórą.
— Quizás te provoque un poco más. — Zacisnął zęby na fałdzie jej skóry w granicach wyczucia. Drugą dłoń przesunął zza jej ucha na kark i zacisnął palce przy linii włosów i przytrzymał głowę Navarro, odsłaniając sobie większy fragment szyi, po którym poprowadził następne pocałunki aż ku obojczykowi, przy którym wcześniej zatrzymywała się wyłącznie jego wyobraźnia. Rzeczywistość miała zdecydowanie lepszy smak. Podniósł wzrok znad jej ramienia; wyraźnie osiadający mu na języku.
— Y observe cómo te desmoronas.
Podobało mu się to zdecydowanie bardziej, niż powinno. Obserwować, jak każde kolejne słowo traciło dla niej znaczenie pod jego ustami. Jak ciało zaprzeczało zadeklarowanej, nawet chwilę temu, nienawiści znacznie skuteczniej, niż ona potrafiła jej bronić.
W rogu własnego spojrzenia dostrzegł stół. Ten stół. Stół, który jeszcze niedawno pozostawał strategicznie istotny. Strategicznie irytujący. Strategicznie bezużyteczny. Choć teraz? Nie wydawał się być aż tak beznadziejną koncepcją.
Przesunął przedramieniem jednej ręki po blacie. Karty ustąpiły, butelka z piwem zakończyła swoją historię rozbita na podłodze; flaszka bimbru zakołysała się niebezpiecznie, ale uchowała na krawędzi powierzchni.
Jedna dłoń zacisnęła się pod jej pośladkiem mocniej, ta druga wróciła i objęła biodro; podniósł ją nagle, wykorzystując odruch, z którym jej ciało przylgnęło do niego. Rana zaprotestowała ostrym bólem pod żebrami, przebijając się przez ciepło rozlewające się po jego ciele, nie mające absolutnie nic wspólnego z temperaturą w pokoju.
Posadził ją na blacie, drewno nawet nie zareagowało na jej nieistniejący wręcz ciężar. Wsunął się pomiędzy jej uda, zanim zdążyłaby je złączyć, i przyciągnął ją ku samej krawędzi stołu. Palce rozłożył na zewnętrznej stronie jej nóg, przesuwając je powoli w górę; od kolan, wyżej, zbierając materiał i ciepło pod nim, aż jego dłonie ponownie zamknęły się na biodrach.
Teraz znajdowała się wygodnie wysoko.
Prawie na poziomie jego twarzy; na tyle blisko, że ponownie mógł zaczepić nosem o jej własny i poczuć oddech Navarro na swoich ustach. Prawie ją pocałował. Pozwolił dolnej wardze musnąć jej własną, ale nie docisnął jej ani odrobinę mocniej. Zamiast tego znów skręcił głowę i zostawił pocałunek na jej policzku.
— Pídelo otra vez, corderito.
Estás en mis garras

clean up the rot before it digs too deep

: ndz paź 25, 2026 10:33 pm
autor: Bianca Navarro
Inaguantable.
Choć jej ciało postanowiło ją zdradzić wypowiadając prośbę zamiast kolejnego przymiotnika, którym była gotowa go uraczyć, ich lista wciąż tkwiła w jej głowie.
W zasadzie to ich lista nieustannie się poszerzała.
Wystarczyło zawahanie, chwila, w której usta oderwały się od jej skóry, głowa odsunęła w tył, wargi wygięły w wyrazie samozadowolenia, zwiastując kolejne, nieznośne słowa. Nie był jej nic winny, jego dotyk był czymś nowym, do czego nie miała prawa tak szybko się przyzwyczajać a jednak drobny ułamek rzeczywistości, w której jej go odebrał, wywołał w niej nieopisaną frustrację.
Frustrację, która chwyciła kącik ust, który sobie tak upodobał, i skierowała go w dół.
W jakiś sposób sprawiał, że nienawidziła go jeszcze mocniej.
Jej palce zacisnęły się na ciemnych włosach, odruchowo, bezczelnie gdy poczuła dłoń wędrującą wzdłuż jej kręgosłupa. Namiastka kontroli, której nie posiadała gdy pochylał się nad nią, obierając za cel dla własnych ust każdy punkt na jej mapie poza tym, w którym pragnęła go najbardziej.
- Eres insoportable - szepnęła w proteście, którego nie potrafiło podzielić jej ciało - zdradzieckie, złaknione dotyku, napędzane tlącym się w nim żarem, dla którego jego słowa były czystym paliwem.
Powinna się odsunąć.
Istniało co najmniej kilkanaście dobrych argumentów za tym, by przytrzymać się tej resztki kontroli - na samym przodzie tkwiła prośba, której odmówił, widząc pożywkę w jej rosnącej desperacji. Na końcu zaś czekała świadomość tego, kim był, kim była ona i tego wszystkiego, co tkwiło pomiędzy nimi zrodzone z bólu i krwi.
Tkwiła w miejscu, choć dłoń u nasady jej włosów nie miała z tym tak wiele wspólnego, jak mogłaby twierdzić w ramach własnej linii obrony.
Tkwiła w miejscu z uporem powtarzając sobie, że wcale się nie rozpadała, jak raczył to nazwać wypowiadając to słowo na krawędzi pomruku. Niski głos osadzał się na jej ciele, wnikał głęboko w tkanki i drażnił zakończenia nerwowe, przełączając ją w tryb wiecznej antycypacji - kolejnego ruchu, muśnięcia ust, języka wytyczającego ścieżkę wilgoci wzdłuż jej odsłoniętej szyi.
Palców, które kierowały jej ciałem z taką łatwością, jakby już stało się ich własnością.
Protest wciąż tkwił gdzieś na krawędzi jej świadomości, lecz nie potrafiła niczego z nim zrobić. Był płytki, skoncentrowany na prowadzonej przez nich grze, w której nieznośną myślą była świadomość tego, jak ogromną miał nad nią przewagę. Jak działał na jej zmysły sprawiając, że jej uda zaciskały się w napływie gorąca, usta zaś rozchylały w kontraście choć poza bezczelnością nie było wokół nic, czego mogłyby się uchwycić.
Gdy grunt osunął się spod jej stóp przy akompaniamencie tłuczonego szkła pierwszym, co uniosło się w górę było jej serce - podjeżdżające prosto do gardła. Jej oddech wybrzmiał jak drżące westchnienie gdy kurczowo oplotła jego kark ramionami w poszukiwaniu stabilności, której własnoręcznie ją pozbawiał.
Blat stołu był chłodny w dotyku pod jej pośladkami.
Wszystko było chłodne w kontraście do jej rozgrzanego ciała i dłoni, które niosły tę falę ciepła wyżej. Jej umysł studiował ten ruch z nadmierną gorliwością, każdy pokonywany przez jego palce centymetr zapisany, skrzętnie odnotowany póki nie zacisnęły się na jej biodrach.
I znów jego usta przy jej.
Opór, który w niej rósł, wzmagał z każdym wypowiedzianym przez niego corderito. Brzmiało pieszczotliwie, łagodnie. Brzmiało jak coś, co mogło pomóc jej rozpaść się na kawałki.
- Me estás atormentando - oskarżenie wymknęło się z jej ust ukradkiem, podobnie jak wcześniej prośba. Dwie sprzeczności walczyły w jej ciele o kontrolę, jedna kierowana jego dłońmi, zębami i niskim głosem, druga świadomością tego jak łatwo przychodziło mu odebranie jej tej kontroli.
Kiedy on posiadał jej zdecydowanie zbyt wiele.
- No te mereces mis peticiones. - westchnienie umknęło z jej ust wraz ze słowami. Odchyliła się w tył, z dala od ust, które zaprzątały jej myśli i pragnienia. Dystans miał być krótki, symboliczny - zagojona rana w jej boku zaprotestowała, gdy mięśnie brzucha zostały zmuszone do pracy w utrzymaniu jej w tej pozycji, odmówiły odsunięcia się dalej w braku kotwicy.
Jej nogi odnalazły kotwicę.
Owinęły się wokół męskich bioder, przysuwając ją bliżej, zderzając tkwiący w niej ogień ze skrytą za warstwą materiału twardością. Zacisnęły na nim, na nowym punkcie oporu, gdy jej plecy wygięły się w łuk, głowa zetknęła z blatem w poszukiwaniu większego dystansu do ust, których jej odmawiał, podczas gdy materiał spodni drażnił jej tkanki.
- Eres demasiado cruel - mruknęła, jej głowa spoczęła na blacie, włosy rozsypały się poskręcaną taflą pośród porzuconej partii ustawionego pokera. Sięgnęła do tkwiącej na krawędzi stołu butelki trucizny, której pocałunek był na wyciągnięcie ręki. Zadarła głowę by wypić z niej łyk, ignorując to, jak podejrzanie mało alkoholu pozostało w środku. - Para alguien como yo.

hazme rogar

clean up the rot before it digs too deep

: pn paź 26, 2026 12:26 am
autor: Robin Visser
Odchyliła się od niego.
Tyle przynajmniej próbowała zrobić, chociaż sposób, w jaki jej nogi zaraz później oplotły jego biodra, całkiem skutecznie podważał sens tego przedsięwzięcia. Zamiast zwiększyć dystans, przyciągnęła go jeszcze bliżej; aż jej uda zacisnęły się po jego bokach, a on zderzył się z nią w iście strategicznym miejscu.
Powietrze ugrzęzło mu w płucach.
Nieznacznie i na krótką chwilę, którą być może udałoby mu się przed nią ukryć, gdyby nie napięcie przesuwające się przez mięśnie brzucha i dłoń, która zacisnęła się mocniej na jej biodrze. Była to pierwsza wyraźna rysa na opanowaniu, którym drażnił ją przez ostatnie minuty; drobne potwierdzenie, że przedłużanie tej zabawy nie było bezkarne również dla niego.
Każdy pocałunek, którego jej odmawiał, był jednym, którego odmawiał sobie. Każde rozchylenie ust Navarro, każdy urwany oddech i ruch jej ciała wystawiał jego cierpliwość na próbę, której przestałby się poddawać już dawno temu, gdyby nie sprawiało mu takiej przyjemności patrzenie, jak rozpadała się pod jego dłońmi.
Jej palce zaciśnięte wcześniej w jego włosach pozostawiły po sobie mrowienie przy skórze głowy. Nogi trzymające go przy sobie skutecznie uniemożliwiały zignorowanie własnej reakcji, a wygięte ciało, rozciągnięte przed nim na stole, odbierało mu coraz większe fragmenty tej precyzji, z którą do tej pory dobierał każdy ruch. Oddech miał głębszy, cięższy. Własny puls czuł w napiętej szczęce, w miejscu pod żebrami i znacznie niżej, gdzie materiał szarych spodni dresowych, z zasady luźnych, nagle zrobił się nieznośnie ciasny.
Rozpuszczalnik z pewnością nie pomagał.
Rozgrzewał krew i ścierał krawędzie z myśli; znieczulił ranę wystarczająco, żeby ból pojawiał się dopiero po wykonanym ruchu, nigdy przed nim, gdy jeszcze mógłby wpłynąć na decyzję i poprosić o zachowanie zdrowego rozsądku. Zostawiał pod czaszką przyjemny szum i przekonanie, że wszystkie konsekwencje mogły spokojnie zaczekać do rana.
Obserwował, jak zaciska palce na butelce z przeklętym bimbrem, unosi ją do ust i odchyla głowę. Jak pracuje jej gardło, kiedy przełyka alkohol, a kilka poskręcanych pasm włosów przesuwa się po blacie wraz z tym ruchem. Nie próbował jej powstrzymać. Dopiero kiedy oderwała szkło od warg, przejął butelkę z jej dłoni.
— Demasiado cruel? — powtórzył znad butelki, zanim pociągnął z niej łyk i odstawił z impetem na blacie. Prychnął w krótkim rozbawieniu, pozwalając by charakterystyczny mu grymas zaczaił się w kącikach ust.
Wrócił spojrzeniem do jej twarzy; do policzków, które alkohol i gorąco kominka zdążyły zabarwić niemal tak samo, do rozsypanych włosów i ust zwilżonych bimbrem. Tak bezbronnie wystawionych ku niemu, choć cała reszta Navarro dalej uparcie próbowała udawać, że była to wyłącznie kolejna przepychanka, którą mogła wygrać.
Kciukiem przesunął po jej dolnej wardze. Zebrał z niej pozostałą wilgoć. Zatrzymał usta tuż nad jej własnymi, pozwalając, by zmieszane oddechy przeniosły pomiędzy nimi woń alkoholu.
— Pídelo por las buenas. — Dłoń z jej twarzy przesunął na szyję, obejmując ją szeroko pod żuchwą. Nie zacisnął palców, ale odchylił głowę Navarro i odsłonił sobie skórę, która zdążyła już zaróżowić się pod jego ustami. — O haré que supliques.
Drugą ręką przyciągnął ją gwałtowniej, z impetem ku krawędzi blatu, by jej biodra przesunęły się po drewnie i uderzyły o jego własne. Naparł na nią mocniej, pozwalając jej poczuć dokładnie to, do czego doprowadziło całe to przeciąganie; ciężar jego własego ciała, naprężenie mięśni.
— Hazlo ahora. — Usta opuścił na jej szyję i zacisnął zęby na rozgrzanej skórze, przytrzymał ją pomiędzy nimi, a później zassał mocniej, językiem łagodząc pozostawione ukłucie. Dłoń spod jej żuchwy przesunęła się na kark; palce wplotły się we włosy i zacisnęły u ich nasady — Mientras aún seas capaz de seguir con tu parloteo.
Drugą rękę poprowadził wzdłuż jej uda. Powoli tylko do kolana; później znacznie pewniej po jego wewnętrznej stronie, zbierając pod opuszkami ciepło, drobne napięcia mięśni i każdą reakcję, której nie potrafiła ukryć za kolejną obelgą czy pyskówką. Zatrzymał palce wysoko, tuż przed miejscem, w którym jej ciało domagało się ich najbardziej. Usta przesunął od szyi ku obojczykowi, zostawiając na nim wilgotny ślad, zanim uniósł głowę.
— Quizás entonces sea misericordioso contigo. — Kłamstwo wybrzmiało w chropowatym głosie niemal wiarygodnie jak obietnica. Kciukiem zatoczył powolny krąg na wewnętrznej stronie jej uda, nie dając jej pełni satysfakcji swojej obecności.
Te haré rogar

clean up the rot before it digs too deep

: pn paź 26, 2026 10:58 am
autor: Bianca Navarro
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


dos personas pueden jugar a este juego

clean up the rot before it digs too deep

: pn paź 26, 2026 12:47 pm
autor: Robin Visser
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Con el tiempo, te romperás.

clean up the rot before it digs too deep

: pn paź 26, 2026 5:39 pm
autor: Bianca Navarro
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


me rompes de una manera tan hermosa

clean up the rot before it digs too deep

: pn paź 26, 2026 8:51 pm
autor: Robin Visser
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Confiésame todos tus pecados

clean up the rot before it digs too deep

: pn paź 26, 2026 11:52 pm
autor: Bianca Navarro
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


de todos mis pecados, eres el peor