Hope you know I wouldn't change a thing
: ndz gru 28, 2025 10:31 pm
Ścieżka prowadząca ich przez życie do tego momentu była zakręcona, wiła się niekontrolowanie i zaskakiwała ich na każdym kroku. Długo zajęło by między kłodami i wybojami znaleźli dość spokoju by uwierzyć w możliwość posiadania normalnego życia i być może było to naiwne, ale Edward nigdy nie planował żałować decyzji, jakie ich tam doprowadziły. Jakby miał być całkowicie szczery, swego czasu nie sądził by miał być w stanie dożyć tego wieku, tym bardziej we względnie nienaruszonym stanie. Jakimś cudem nie poszedł w ślady własnej siostry i przetrwał okres dojrzewania, chociaż parokrotnie stało to pod znakiem zapytania. Nieraz akcje były niemalże samobójcze, wymagania wygórowane, szanse powrotu w jednym kawałku minimalne, a jednak dał radę przetrwać każdą próbę. Ujście z życiem na felernej imprezie, która odebrała Rose matkę, zdawało się być kolejnym oszukaniem losu, zagraniem na nosie przeznaczeniu, przed którym od tego momentu musieli się ukrywać. I niewątpliwie Pablo miał rację, żyli na kredyt, ale znacznie dłużej niż zakładali. Ucieczka z Atlanty była zaledwie dołożeniem cegiełki do już i tak spierdolonego życiorysu. W tamtym momencie żaden z nich nie tworzył planów na lata, wątpliwe by którykolwiek wierzył by w ogóle miało im się udać, a co dopiero zbudować fundamenty rodzinne i wychować Rose w domku na przedmieściach. Skok na główkę w z powrotem w lodowatą wodę próbującą zaciągnąć ich na dno był zaskakujący, szok termiczny jeszcze nie minął, ale nie było to nic, do czego nie byliby przyzwyczajeni przez lata.
- Mhm. Bo robiłeś to tylko kiedy ci na to pozwalałem - przypomniał mu, nie zamierzając przyznawać mu racji wprost, nawet jeśli dopiero co wylądował pod nim na kanapie. Nie potrzebował teraz dodatkowego łechtania ego, jeszcze za bardzo się rozrośnie i to Eddie będzie musiał się z nim użerać. Jednocześnie był aż zbyt świadom do jakiego poziomu dotarły jego umiejętności ostatnim razem, kiedy zabrał się za walkę na serio i myśl o ponownym rzuceniu mu prawdziwego wyzwania, bez miękkich amortyzatorów i domowej atmosfery, dawała mu świeży zastrzyk ekscytacji. Obok tego już i tak przyspieszającego jego serce na obietnice rzucane przez Pablo, w które ani przez moment nie zwątpił. Byli umówieni, to mu starczało, kiedy wsuwał palce we włosy męża i odchylał głowę na poduszki, chętnie przyjmując podrzucony przez niego pomysł na zakończenie dnia.
Jedna wiadomość wyświetlona na rozbitym ekranie komórki starczyła by wiedział, że coś jest nie w porządku. Nie wiedział dokładnie co, jednak nie był jasnowidzem, a Pablo od czasu do czasu pisał do niego o swoim dniu i zwykle nie było w tym nic podejrzanego. Tym razem nerwy zaczęły budować się w nim od pierwszych słów, a wszystko potwierdziła prośba odwiedzenia go w pracy. Bo tego jego mąż nie robił nigdy. Od kiedy się tam wprowadzili co najwyżej zdarzało mu się odebrać go po skończonej robocie, Edward raz zaprosił go na oglądanie przybytku, a także kontrolne sprawdzenie czy znajdowało w nim dostatecznie dużo miejsc ucieczki i jak najmniejsza ilość kamer, oraz próbował opchnąć mu jeden ze swoich nowych wzorów w pełnym przekonaniu, że pasowałby do niego perfekcyjnie.
Chociaż jeszcze w trakcie rozmowy miał na fotelu klienta, gdy tylko wyczuł potencjalny problem oddelegował go na inną datę z obietnicą porządnego rabatu i już był w trakcie sprzątania stanowiska dla zajęcia czymś rąk, kiedy usłyszał drzwi wejściowe. Wyszedł do niewielkiej poczekalni szybkim krokiem, zatrzymał się na krótką chwilę na widok Pablo, jako pierwsze przyswajając rozdartą bluzę i ślady krwi, po czym pokonał resztę drogi by zgarnąć go w ramiona. Przyciskał go do siebie jedną ręką opartą na wskroś pleców, podczas gdy drugą zdaje się próbował schować go przed światem, obejmując jego bark i przytrzymując tył jego głowy, zachęcając by bardziej zagłębił się w jego objęciach. Przytulił policzek do jego głowy, na wpół świadomie próbując oszacować jego tętno, prędkość oddechów i temperaturę ciała. Był ranny, ale nie wydawał się słaniać na nogach, miał też dość czystości umysłu by być w stanie do niego napisać i przyjść tu o własnych siłach i to dało radę uspokoić Edwarda dostatecznie by nie wskoczył prosto w tryb alarmowy.
Dał mu kilka minut spokoju, stojąc z nim na środku pokoju, trzymając go blisko i utrzymując w pionie, zarówno dosłownie jak i nie. Przycisnął wargi do jego skroni i zsunął dłoń w dół jego pleców by dać mu znać, że zmieniają miejsce. po czym odsunął się od niego zaledwie o krok, by być w stanie komfortowo zaciągnąć go przez drzwi, zza których niedawno wyszedł i poprowadzić na dwuosobową kanapę pod ścianą pomieszczenia. Ani przez moment nie przerwał z nim kontaktu, rzucając okiem w dół jego ciała w poszukiwaniu potencjalnych uszkodzeń. Usiadł wraz z nim i sięgnął do ręki, na której miał rozcięty rękaw, by stanowczo złapać ją za nadgarstek, wyprostować i oprzeć na jego kolanach.
- Czym? - mruknął, doskonale świadom, że zacięcie nie było w tej chwili największym problemem, jednak kolejność pierwszej pomocy była w tym momencie bezdyskusyjna. Najpierw zajmowali się ranami śmiertelnymi, potem resztą fizycznych, które dało się załatać, dopiero po upewnieniu się, że groźba wykrwawienia się i infekcji została zniwelowana mogli zająć się sferą uczuciową i całym bagażem emocjonalnym. - To wszystko? Idę tylko po apteczkę, daj mi sekundę, nie ruszaj się - ogłosił, lekko zacisnął palce na jego ręce i zebrał się w miejsca by przejść do łazienki i znaleźć porządnie wyposażone pudełeczko, przygotowane na każdą ewentualność. Przezorny zawsze ubezpieczony. Wrócił na miejsce z mokrym ręcznikiem, który odłożył tymczasowo na stoliku obok, w następnej chwili wyciągając nożyczki by rozciąć resztę przeszkadzającego mu w pracy rękawa.
Pablo Rivera-Sahin
- Mhm. Bo robiłeś to tylko kiedy ci na to pozwalałem - przypomniał mu, nie zamierzając przyznawać mu racji wprost, nawet jeśli dopiero co wylądował pod nim na kanapie. Nie potrzebował teraz dodatkowego łechtania ego, jeszcze za bardzo się rozrośnie i to Eddie będzie musiał się z nim użerać. Jednocześnie był aż zbyt świadom do jakiego poziomu dotarły jego umiejętności ostatnim razem, kiedy zabrał się za walkę na serio i myśl o ponownym rzuceniu mu prawdziwego wyzwania, bez miękkich amortyzatorów i domowej atmosfery, dawała mu świeży zastrzyk ekscytacji. Obok tego już i tak przyspieszającego jego serce na obietnice rzucane przez Pablo, w które ani przez moment nie zwątpił. Byli umówieni, to mu starczało, kiedy wsuwał palce we włosy męża i odchylał głowę na poduszki, chętnie przyjmując podrzucony przez niego pomysł na zakończenie dnia.
Jedna wiadomość wyświetlona na rozbitym ekranie komórki starczyła by wiedział, że coś jest nie w porządku. Nie wiedział dokładnie co, jednak nie był jasnowidzem, a Pablo od czasu do czasu pisał do niego o swoim dniu i zwykle nie było w tym nic podejrzanego. Tym razem nerwy zaczęły budować się w nim od pierwszych słów, a wszystko potwierdziła prośba odwiedzenia go w pracy. Bo tego jego mąż nie robił nigdy. Od kiedy się tam wprowadzili co najwyżej zdarzało mu się odebrać go po skończonej robocie, Edward raz zaprosił go na oglądanie przybytku, a także kontrolne sprawdzenie czy znajdowało w nim dostatecznie dużo miejsc ucieczki i jak najmniejsza ilość kamer, oraz próbował opchnąć mu jeden ze swoich nowych wzorów w pełnym przekonaniu, że pasowałby do niego perfekcyjnie.
Chociaż jeszcze w trakcie rozmowy miał na fotelu klienta, gdy tylko wyczuł potencjalny problem oddelegował go na inną datę z obietnicą porządnego rabatu i już był w trakcie sprzątania stanowiska dla zajęcia czymś rąk, kiedy usłyszał drzwi wejściowe. Wyszedł do niewielkiej poczekalni szybkim krokiem, zatrzymał się na krótką chwilę na widok Pablo, jako pierwsze przyswajając rozdartą bluzę i ślady krwi, po czym pokonał resztę drogi by zgarnąć go w ramiona. Przyciskał go do siebie jedną ręką opartą na wskroś pleców, podczas gdy drugą zdaje się próbował schować go przed światem, obejmując jego bark i przytrzymując tył jego głowy, zachęcając by bardziej zagłębił się w jego objęciach. Przytulił policzek do jego głowy, na wpół świadomie próbując oszacować jego tętno, prędkość oddechów i temperaturę ciała. Był ranny, ale nie wydawał się słaniać na nogach, miał też dość czystości umysłu by być w stanie do niego napisać i przyjść tu o własnych siłach i to dało radę uspokoić Edwarda dostatecznie by nie wskoczył prosto w tryb alarmowy.
Dał mu kilka minut spokoju, stojąc z nim na środku pokoju, trzymając go blisko i utrzymując w pionie, zarówno dosłownie jak i nie. Przycisnął wargi do jego skroni i zsunął dłoń w dół jego pleców by dać mu znać, że zmieniają miejsce. po czym odsunął się od niego zaledwie o krok, by być w stanie komfortowo zaciągnąć go przez drzwi, zza których niedawno wyszedł i poprowadzić na dwuosobową kanapę pod ścianą pomieszczenia. Ani przez moment nie przerwał z nim kontaktu, rzucając okiem w dół jego ciała w poszukiwaniu potencjalnych uszkodzeń. Usiadł wraz z nim i sięgnął do ręki, na której miał rozcięty rękaw, by stanowczo złapać ją za nadgarstek, wyprostować i oprzeć na jego kolanach.
- Czym? - mruknął, doskonale świadom, że zacięcie nie było w tej chwili największym problemem, jednak kolejność pierwszej pomocy była w tym momencie bezdyskusyjna. Najpierw zajmowali się ranami śmiertelnymi, potem resztą fizycznych, które dało się załatać, dopiero po upewnieniu się, że groźba wykrwawienia się i infekcji została zniwelowana mogli zająć się sferą uczuciową i całym bagażem emocjonalnym. - To wszystko? Idę tylko po apteczkę, daj mi sekundę, nie ruszaj się - ogłosił, lekko zacisnął palce na jego ręce i zebrał się w miejsca by przejść do łazienki i znaleźć porządnie wyposażone pudełeczko, przygotowane na każdą ewentualność. Przezorny zawsze ubezpieczony. Wrócił na miejsce z mokrym ręcznikiem, który odłożył tymczasowo na stoliku obok, w następnej chwili wyciągając nożyczki by rozciąć resztę przeszkadzającego mu w pracy rękawa.
Pablo Rivera-Sahin