alone with the hard feelings
: ndz gru 28, 2025 12:12 am
— Puszczaj, do kurwy nędzy — zażądała stanowczo, gdy złapał za jej nadgarstki, oczywiście bez odzewu, bo Lucas ewidentnie nie zamierzał odpuścić zanim dostał odpowiedź. Tyle tylko, że Indie też nie zamierzała odpuścić, a już na pewno czegokolwiek mu ułatwiać. Nie łudziła się, że byłaby w stanie mu się wyrwać, ale kurwa, przecież nie byłaby sobą gdyby i tak nie spróbowała tego zrobić — szarpnęła się tak mocno, że gdyby zaraz akurat nie znalazła się przyparta do ściany domku, najpewniej oboje straciliby równowagę. Wciąż daleko było jej do spokoju, a już na pewno nie zawiesiła broni, absolutnie nie, ale uderzenie plecami o ścianę i nagła bliskość Lucasa (w zasadzie głównie to drugie) na moment widocznie wybiło ją z tego całego gniewu. Nie na długo, może na nędzną sekundę lub dwie, bo za chwilę znów usiłowała wywinąć się z jego silnego uchwytu.
— O co mi chodzi? Mi? Nie, Miller, lepiej powiedz mi, o co Tobie kurwa chodzi — syknęła nieustępliwie, coraz bardziej rozemocjonowana. Tylko tym razem nie chodziło chyba już o samą złość, ale też o wszystko inne — o to, że nie odpuszczał, że znów znalazł się w odległości marnych kilkunastu centymetrów od jej twarzy i to, że gniew kłócił się w niej teraz z wszystkimi pragnieniami, które tak zawzięcie starała się wyprzeć. — Tylko gra? — powtórzyła po nim po raz kolejny, a w dotąd ostrym tonie po raz pierwszy zabrzmiała uraza, której nie potrafiła już dłużej kryć. Choć wcale nie miała ochoty ani zamiaru się do tego przyznawać, nie była w stanie jak zawsze udawać, że było jej wszystko jedno, bo nie było. Ani trochę. Nie byłaby w stanie nazwać nawet jednej rzeczy, która dotykała jej bardziej niż to, cały ten syf i chaos, który na własne życzenie zaprowadziła w ich relacji, a których tak bardzo przecież żałowała. — Dla Ciebie to wszystko tylko pierdolona gra? — warknęła znów, na jego twarzy usilnie starając się doszukać ostatecznego potwierdzenia, że właśnie tym było dla niego wszystko to, co stało się dzisiejszego wieczoru. Rzecz w tym, że doszukała się tylko skonfundowania i w końcu po raz pierwszy przyszło jej do głowy, że może jednak nie chodziło o zemstę. Tylko nie bardzo wiedziała, o co innego. — To o co Ci chodzi, co? Czego Ty właściwie ode mnie chcesz, Lucas? — spytała wprost, niewiele łagodniej, ale za to ciszej, zupełnie jakby bała się zadać to pytanie, choć wcale nie tam leżały jej obawy. To o odpowiedź niepokoiła się najbardziej — bała się usłyszeć, że to wszystko nie było dla niego nawet w połowie tak ważne i prawdziwe jak dla niej.
Indie dla odmiany dobrze wiedziała, czego chciała. I po raz pierwszy zatrzymała się na wystarczająco długo, żeby zauważyć zawieszone na jej ustach spojrzenie i dojść do wniosku, że może jednak wcale tak bardzo nie różniło się to od tego, czego chciał Lucas. Bijące szybko serce szło na przekór umysłowi i kazało wyrwać się do przodu, ale utrzymująca się niepewność i napięcie zmusiły do tego, żeby zawahać się i zatrzymać w ostatniej chwili. Z dystansu pomiędzy twarzami ostały się już ledwo minimetry, ale finalnie zabrakło jej odwagi na to, żeby się go pozbyć — zamarła w pół ruchu, ostateczną decyzję zostawiając w jego rękach. Jeśli wcześniej wydawało jej się, że sekundy dłużyły się niemiłosiernie, to teraz, gdy czekała na jego reakcję, rozciągały się w prawdziwą nieskończoność, sprawiając, że oddech i serce w nerwach przyspieszyły jeszcze bardziej, choć dotąd nie sądziła, że było to fizycznie możliwe.
Jego ruch.
Lucas Miller
— O co mi chodzi? Mi? Nie, Miller, lepiej powiedz mi, o co Tobie kurwa chodzi — syknęła nieustępliwie, coraz bardziej rozemocjonowana. Tylko tym razem nie chodziło chyba już o samą złość, ale też o wszystko inne — o to, że nie odpuszczał, że znów znalazł się w odległości marnych kilkunastu centymetrów od jej twarzy i to, że gniew kłócił się w niej teraz z wszystkimi pragnieniami, które tak zawzięcie starała się wyprzeć. — Tylko gra? — powtórzyła po nim po raz kolejny, a w dotąd ostrym tonie po raz pierwszy zabrzmiała uraza, której nie potrafiła już dłużej kryć. Choć wcale nie miała ochoty ani zamiaru się do tego przyznawać, nie była w stanie jak zawsze udawać, że było jej wszystko jedno, bo nie było. Ani trochę. Nie byłaby w stanie nazwać nawet jednej rzeczy, która dotykała jej bardziej niż to, cały ten syf i chaos, który na własne życzenie zaprowadziła w ich relacji, a których tak bardzo przecież żałowała. — Dla Ciebie to wszystko tylko pierdolona gra? — warknęła znów, na jego twarzy usilnie starając się doszukać ostatecznego potwierdzenia, że właśnie tym było dla niego wszystko to, co stało się dzisiejszego wieczoru. Rzecz w tym, że doszukała się tylko skonfundowania i w końcu po raz pierwszy przyszło jej do głowy, że może jednak nie chodziło o zemstę. Tylko nie bardzo wiedziała, o co innego. — To o co Ci chodzi, co? Czego Ty właściwie ode mnie chcesz, Lucas? — spytała wprost, niewiele łagodniej, ale za to ciszej, zupełnie jakby bała się zadać to pytanie, choć wcale nie tam leżały jej obawy. To o odpowiedź niepokoiła się najbardziej — bała się usłyszeć, że to wszystko nie było dla niego nawet w połowie tak ważne i prawdziwe jak dla niej.
Indie dla odmiany dobrze wiedziała, czego chciała. I po raz pierwszy zatrzymała się na wystarczająco długo, żeby zauważyć zawieszone na jej ustach spojrzenie i dojść do wniosku, że może jednak wcale tak bardzo nie różniło się to od tego, czego chciał Lucas. Bijące szybko serce szło na przekór umysłowi i kazało wyrwać się do przodu, ale utrzymująca się niepewność i napięcie zmusiły do tego, żeby zawahać się i zatrzymać w ostatniej chwili. Z dystansu pomiędzy twarzami ostały się już ledwo minimetry, ale finalnie zabrakło jej odwagi na to, żeby się go pozbyć — zamarła w pół ruchu, ostateczną decyzję zostawiając w jego rękach. Jeśli wcześniej wydawało jej się, że sekundy dłużyły się niemiłosiernie, to teraz, gdy czekała na jego reakcję, rozciągały się w prawdziwą nieskończoność, sprawiając, że oddech i serce w nerwach przyspieszyły jeszcze bardziej, choć dotąd nie sądziła, że było to fizycznie możliwe.
Jego ruch.
Lucas Miller