Strona 3 z 3

workaholic much?

: śr gru 24, 2025 1:12 am
autor: Max Shepherd
Max zdecydowanie nie przyjechał tutaj szukając nowej partnerki. Zdążył już dorosnąć do tego, że jedna osoba nie czyni całego życia. Jego poprzednia relacja świetnie udowodniła to obydwu stronom. Z resztą w jego życiu zawsze nie było za dużo miejsca na tę drugą osobę. Zawsze chodziło o jego karierę, ciągłe wyjazdy i imprezy. Teraz sytuacja diametralnie się zmieniła. Życie zdecydowanie zwolniło, miał więcej miejsca na zaproszenie kogoś do swojego życia. Traf chciał, że tym kimś stała się Bronte. Sam nie wiedział kiedy to się stało, ani jak to się stało. Wzbudziła jego ciekawość. To pewnie te wszystkie godziny, które spędzali razem na planie. Te ukradkowe spojrzenia. Na pewno pomagał też fakt, że jest absolutnie piękną dziewczyną. W każdym wypadku Shepherd nie chciał z tym jakoś specjalnie walczyć. Skoro wiedział, że teraz potrafi potraktować relację lepiej niż poprzednią, chciał spróbować. Miał miejsce, miał czas. Na drodze mogła im stanąć tylko praca. Krzywe spojrzenia, które jemu zupełnie nie przeszkadzały. Kariera w Hollywood wykształciła u niego cholernie grubą skórę. Jednak rozumiał, że ona miała przed sobą jeszcze całą karierę.
- A, czyli nie masz problemu z tym, że się stoczę tak długo, jak Ty będziesz tego powodem? - zaśmiał się cicho kręcąc głową i spoglądając na nią znacząco - Podoba mi się ta pewność siebie. - uśmiechnął się do niej łobuzersko patrząc na nią z wyraźną aprobatą.
Lubił, kiedy kobieta była pewna siebie i wiedziała, czego chciała. Nie przeszkadzała mu również nuta zazdrości, którą wydawało mu się, że wyczuł w jej głosie. Odrobina zdrowej zazdrości nie była wcale taka zła. Max lubił być lubiany i pożądany. To niestety skutek uboczny zrobienia tak dużej kariery. Był do tego po prostu przyzwyczajony. Marzył o tym jeszcze zanim wyjechał z Montany. Więc taka zaborczość była całkiem mile widziana. Pokazywała mu, że rzeczywiście jej zależy. Na jego szczęście wyleczył się również ze skakania z kwiatka na kwiatek. Wierzył, że potrafi być już wierny jednej kobiecie.
Mimowolnie uśmiechnął się słysząc tak wprost, że go lubi. Nie oczekiwał żadnych wyznań miłości, na to o wiele za wcześnie. Wystarczyła tak prosta, lecz bardzo bezpośrednia komunikacja. Od razu zrobiło się przyjemniej. Nie odwracał od niej nawet na chwilę wzroku gdy tłumaczyła mu swoje obawy. Doskonale je rozumiał. Gdyby był równie dojrzały w jej wieku, może jego relacje skończyłyby się inaczej. Przytaknął, na znak, że rozumie. Ułożył dłonie na jej biodrach i przysunął ją do siebie mając ją teraz między nogami.
- Będziesz mi kiedyś musiała powiedzieć, co sprawiło, że jednak mnie polubiłaś. - wyszczerzył się do niej zaczepnie zanim przysunął swoją twarz do jej - Rozumiem twoje obawy i na nic nie naciskam. Nie proponuję Ci od razu zamieszkania razem. - puścił jej oczko uśmiechając się nieco szerzej - Nie musimy się spieszyć. Nigdzie nie wyjeżdżam. I choć moja kuchnia jest najbliższą restauracją obok mojej sypialni, wcale nie uważam, że musimy tam skończyć. Chociaż nie to żebym nie chciał. - zaznaczył nachylając się w jej stronę i kradnąc jej pojedynczego buziaka.
- Możemy dać się temu rozwinąć tak wolno jak chcemy. Bądź tak szybko. - wzruszył ramionami - Podobasz mi się. Lubię Cię, Bronte. Nawet jeśli na początku myślałem, że jesteś tylko ładną buźką. - nie byłby sobą gdyby się nie odwdzięczył z tym swoim zadziornym uśmiechem.

Bronte Rosenthal-Murray

workaholic much?

: pt gru 26, 2025 7:58 pm
autor: Bronte Rosenthal-Murray
Znajdowali się na zupełnie innych etapach życia, a Bronte prawdopodobnie także powinna była wyciągnąć jakąś naukę z tego, w jaki sposób zakończyło się jej małżeństwo. Wcześniej wydawało jej się, że jej życie zmierza we właściwym kierunku. Kiedy jeszcze zajmowała się głównie reportażami przygotowywanymi głównie na potrzeby studiów, z tyłu głowy miała myśl o tym, że jeśli tylko dostatecznie się postara, zdoła podbić świat.
Taką mentalność wpoiła jej matka, która być może była chaotyczna i wśród znajomych uchodziła za wielkiego lekkoducha, ale jednocześnie była osobą, która zawsze najbardziej w nią wierzyła. Była też osobą, która z zadowoleniem przyjęła wieść o tym, że jej córka wychodziła za mąż, kompletnie nie przejmując się tym, że z wybrankiem łączyło ją zaledwie kilka tygodni znajomości.
Innymi słowy, to małżeństwo od samego początku skazane było na fiasko, ale o tym wcale nie musiało przesądzić tempo, które sobie narzucili. Zdecydować o tym mógł także fakt, że w końcu Bronte miała za dużo na swoich barkach.
Chyba wcale nie posiadała tak podzielnej uwagi, by być w stanie skupić się na uczuciach i rozwoju kariery jednocześnie, a myśl o tym sprawiała, że naprawdę bała się teraz zaangażować.
Szturchnęła go lekko, a na jej usta znów wkradł się uśmiech, który tego wieczora praktycznie z nich nie znikał. — W tym konkretnym przypadku nawet jestem w stanie przymknąć na to oko — tym bardziej, że dziś miała okazję przekonać się o tym, jak dobrze smakowały jego usta.
Gdyby jednak realnie musiała obawiać się o to, że Shepherd wróci do nałogu, prawdopodobnie by się w to nie zaangażowała. Nie dlatego, że jej na nim nie zależało, ale przez to, że zależało jej przede wszystkim na sobie. Powinna być już na tyle dojrzała, aby w końcu wiedzieć l e p i e j, nawet jeżeli w przeszłości miała tendencję do dokonywania niewłaściwych wyborów.
Teraz, kiedy spoglądała na niego z tej niewielkiej odległości, miała nadzieję, że Max nie okaże się jednym z nich.
I dobrze, że nie miał względem niej większych oczekiwań, ponieważ Bronte nic więcej nie mogłaby mu dać. Lubiła go, ale przecież tak naprawdę wciąż odkrywali siebie nawzajem i dopiero mieli dać sobie realną szansę na to, aby lepiej się poznać. Na miłość jeszcze przyjdzie pora, zakładając oczywiście, że ta w ogóle była im pisana.
Chyba spasuję. Nie chcę ryzykować, że popadniesz w za duże samouwielbienie — skomentowała przekornie, w ten sposób wyłącznie się z nim drocząc. Spoważniała jednak nieznacznie, kiedy miała okazję przysłuchiwać się jego dalszym słowom.
Podobało jej się to, co słyszała. Brzmiało po prostu d o j r z a l e i było dla niej swego rodzaju nowością, ponieważ w jej życiu osobistym zwykle królował chaos. W dodatku taki, który wyjątkowo ciężko było okiełznać. — Więc… w pracy dalej będzie tak, jak było, a po niej zabierzesz mnie na randkę — zasugerowała chwilę po tym, jak jej usta ponownie wykrzywiły się w pełnym zadowolenia grymasie za sprawą jego wyznania. — Później zastanowimy się co dalej — bo przecież wcale nie gonił ich czas.
A jeśli to miało się udać, m u s i e l i podejść do tego rozważnie.

Max Shepherd

workaholic much?

: śr gru 31, 2025 4:11 pm
autor: Max Shepherd
Może nawet chciałby by ich historia była tak romantyczna, że mógłby powiedzieć, że nie żałowałby stoczenia się jeśli to ona byłaby tego powodem. Jednak ten szalony i wręcz zbyt romantyczny Max miał już nieco inne priorytety. Choć nie powiedziałby z pełnym przekonaniem, że żałuje wszystkiego, co zrobił pod wpływem dragów czy alkoholu, tak nie zamierzał do tego wracać. Zdążył już polubić tę wersję siebie. Nieco dojrzalszą, rozważniejszą, a przede wszystkim świadomą. Odkrywanie tego, co zrobiło się na dragach z gazet bądź od znajomych naprawdę nie jest nawet w połowie tak zabawne, jak mogłoby się wydawać. Po co robić rzeczy, których później nie mogło się spamiętać? To mogło być imponujące kiedy był poniżej trzydziestki. Teraz to już zupełnie inne życie, inne priorytety. Więc tak, dla kogoś Bronte zdecydowanie mogła być warta tego grzechu stoczenia się na złą drogę, aczkolwiek Max zamierzał podejść do tego na spokojnie. Pomimo tego, że wiedział już jak słodko potrafią smakować jej usta. Nie był jeszcze zakochany. Potrzebował trochę więcej czasu, ale wszystko było na dobrej drodze. Podobała mu się ta pewność siebie, te nieco kąśliwe żarty. Wszystko w dobrym smaku. Aż sam siebie nie poznawał. Shepherd, który nie zaciąga kobiety do łóżka na pierwszej randce? To jest coś, o czym można byłoby pisać kolejne artykuły.
- Jeszcze to z Ciebie wyciągnę. - uśmiechnął się do niej całkowicie o tym przekonany.
Chociaż z samouwielbienia wyrósł już kilka lat temu i uważał, że powrót na dawne tory mu nie grozi, może miała rację, że niebezpiecznie byłoby łechtać jego ego? Tylko to pytanie nie zrodziło się z samej chęci posłuchania czegoś miłego na swój temat. Chciał dowiedzieć się, co mogło jej zaimponować na tyle by rzeczywiście dała się pocałować czy brała pod uwagę stworzenia z nim czegoś więcej niż relacji czysto służbowej. To powie mu co jej się podoba, co jej imponuje. To też dużo mówi o drugiej osobie. Bo wiedział, że nie są to pieniądze ani wygląd. Nie uważał ją za powierzchowną w wyborze swoich partnerów. Chociaż o jej rozwodzie krążyło kilka plotek, które mogłyby temu zaprzeczyć. Wolał to usłyszeć bezpośrednio od niej. Wiedział jak takie artykuły mogą zakrzywiać rzeczywistość.
- Tak jak było? - spojrzał na nią rozbawiony - Jeśli do tej pory pożerałem Cię wzrokiem i przeciągle patrzyłem na twoje usta chcąc je pocałować... To tak. W pracy będzie zupełnie jak dawniej. - wyszczerzył się do niej rozbrajająco i spoglądając bardzo wymownie właśnie na jej usta.
- Ale tak, później zabiorę Cię do siebie na randkę. Możesz sobie nawet wybrać kuchnie, której chciałabyś spróbować. - przysunął ją bliżej siebie ściskając jej biodra nieco mocniej - A teraz... - spojrzał jej w oczy - Masz ochotę na coś jeszcze zanim odwiozę Cię do domu i wrócimy do naszego, czysto profesjonalnego życia? Przynajmniej na następne kilkanaście godzin? - musnął jej usta swoim zarostem wychylając się w jej stronę i drażniąc ją zalotnie.
Wieczór był już dość późny, ale noc całkiem młoda. Nadal byli tu sami, bez żadnych świadków. Max oddawał kontrolę całkowicie w te ręce. Mogła zakończyć tę randkę już teraz. Mogli też ją jeszcze nieco przeciągnąć. On nie chciał być nachalny. Nie za pierwszym razem.

Bronte Rosenthal-Murray

workaholic much?

: śr gru 31, 2025 4:58 pm
autor: Bronte Rosenthal-Murray
Zawsze marzyła o wielkiej miłości. Marzyła o tym, aby druga strona była dla niej skłonna do poświęceń, ale na pewno nie chciała tego, by ta miłość komukolwiek wyrządziła krzywdę.
Wcześniej, jeszcze za czasów studenckich sama być może rekompensowała to sobie imprezami. Bawiła się do upadłego, jakby to miało pomóc jej poczuć coś więcej. C o ś, czego nie była w stanie zagwarantować jej żadna z dotychczasowych relacji za wyjątkiem tego ulotnego, zakończonego małżeństwa.
Do tej pory nie wiedziała, co tak właściwie było w tamtej znajomości. I co dokładnie przesądziło o tym, jak wielką porażką się ona okazała. Obawiała się, że była to zasługa pośpiechu, który towarzyszył jej wtedy, ponieważ wydawało jej się, że złapała pana boga za nogi. Była przekonana, że znalazła miłość, której musiała w całości się oddać, dlatego rzuciła się w to wbrew wszelkiemu rozsądkowi. Teraz nie chciała już popełnić tego samego błędu. Nie chciała po raz kolejny się rozczarować.
Wolała powoli się tym upajać.
Chętnie popatrzę jak próbujesz — odparła, podczas gdy jej usta wykrzywiły się w tym charakterystycznym, nieco bardziej zadziornym uśmiechu. Wynikało to z faktu, iż oczami wyobraźni była w stanie to dostrzec. Co więcej, była przekonana o tym, że Shepherd mógł spróbować urobić ją w wyjątkowo przyjemny, ale pewnie też i całkiem skuteczny sposób.
W takich okolicznościach najpewniej chętnie by mu o tym opowiedziała.
Prawdę powiedziawszy nie miała mieć z tym problemu. Nie bała się mówić o tym, co dobrego dostrzegała w innych osobach, szczególnie takich, które były dla niej w a ż n e. Shepherd miał natomiast szansę, aby kimś takim właśnie się dla niej stać.
Szturchnęła go lekko, przysłuchując się jego słowom. Jednocześnie niczego nie była w stanie poradzić na to, że uśmiech sam wkradł się na jej usta. Mógł tego o niej nie wiedzieć, ale Bronte była urodzoną romantyczką. Uwielbiała, kiedy ktoś w tak jawny sposób okazywał jej swoje zainteresowanie - kiedy mówił o niej tak, jakby nie był w stanie wyrzucić jej z własnej głowy.
Tym sprawił jej sporo przyjemności.
Uwielbiam włoską, ale jeśli zaskoczysz mnie czymś innym… — zaczęła, decydując się na to, aby teraz objąć go ramionami na wysokości karku. Nie w ten ciasny i niekomfortowy sposób, ale po prostu luźno splatając ramiona za jego szyją. W ten sposób mogła też po prostu bardziej się do niego wychylić. — Nie będę protestować — zapewniła i mruknęła cicho, kiedy tak się z nią drażnił.
Nie miałaby nic przeciwko temu, aby ponownie zamknął jej usta w pocałunku, ale przecież o to sama także mogła zadbać. — Mhm — zaczęła, po czym sama cmoknęła go dość przelotnie. — Tyle chyba na razie mi wystarczy — i nie kłamała. W pełni odpowiadało jej to, że mogli zakończyć ten wieczór właśnie w taki sposób - stojąc w jego objęciach i nieco odważniej sięgając po kolejne pocałunki.
Kompletnie zapomniała o tym, jaką katastrofą się ten wieczór zaczął.
zt.
Max Shepherd