So… I Finally Showed Up
: pt sty 02, 2026 1:45 pm
— W porządku — powiedział z szelmowskim uśmiechem na mordzie. Zwykle się włamywał niezależnie od sytuacji w domu, bo mało go ona interesowała. Pilnował głównie tego, aby nie napatoczyć się na kłopoty w postaci rodzica. Umiał się też dobrze ukrywać i zakrywać za sobą ślady. Dlatego był dobrym złodziejem. Tak więc jakby jej matka nagle weszła, dość prędko znalazłby się pod jej łóżkiem, by uniknąć bezpośredniego starcia.
Chociaż może nie byłoby tak źle? Albo wręcz przeciwnie, byłoby okropnie.
Nie puszczał jej ręki aż do końca, dopóki nie uwinęli się na ławeczce, gdzie i tak miał ją przy sobie. Może nie był najlepszym chłopakiem jakiego można było mieć, ale łatwo było dostrzec, że Hunter był bardzo mocno za Soojin. Był w nią wpatrzony jak w obrazek i chociaż odpierdalał szajs, to i tak nie umiał o niej nie myśleć. Jego sympatia była widoczna przede wszystkim w jego czynach oraz tym, jak bardzo się dla niej zmieniał.
Był w niej zakochany po uszy, tylko nie umiał tego na głos przyznać.
Słuchał jej odpowiedzi na temat świąt, lekko unosząc łuk brwiowy przy tym. On w zasadzie sam nie wiedział czego się spodziewać po tych świętach. To miały być pierwsze wspólne rodzinne. Nie bardzo wiedział gdzie sobie znajdzie miejsce, bo nie był pierwszy do robienia jakichkolwiek dań czy dekorowania domu, ale jeśli ktoś zagoni jego dupę… to pewnie będzie robić to, co mu przydzielono.
Hatiemu na pewno sprzeda świąteczną kokardę na szyję.
— To brzmi… bardzo aktywnie — przyznał, biorąc kolejnego gryza swojego kebaba. Na jej miejscu czułby się bardzo przytłoczony, nawet jeśli sam był ekstrawertykiem. Ale to dlatego, że ci obcy ludzie mieliby uchodzić za jego rodzinę i robiliby te wszystkie „rodzinne” rzeczy, gdy dla niego… byli zwyczajnie nieznajomymi. Gdyby poszedł do niej, to czułby się lepiej, bo ci ludzie nie byliby powiązani bezpośrednio z nim. Wtedy było łatwiej.
Na szczęście nie musiał się martwić o własną rodzinę, bo jej nie miał.
— Jak się na to zaopatrujesz? Nie możesz się doczekać mając w końcu normalną rodzinę? — spytał, zerkając na nią. Ona mogła tego pragnąć, bo wcześniej miała rodzinę tylko pojebaną. Była ukrywana i gnębiona przez własnego ojca, a teraz mogła się poczuć… normalnie. Swobodnie.
On nigdy tego nie chciał. Nie marzył o magicznych świętach.
Samemu jednak tworzył własną rodzinę i chyba nie był w pełni tego świadom.
Sora i Zander już coś mówili o tym, kiedy planują ślub?
— Nie, chyba przechodzą jakiś kryzys, bo Zander coś smęcił pod nosem — przyznał lekko, zaraz biorąc kolejny kęs kebaba. Jak się żyło pod jednym dachem, to widać było więcej sprzeczek i zgrzytów, niż jak się z kimś widziało tylko na wyjściach. — No ale dla nich to tam nic, zaraz pewnie się dogadają — dodał, wzruszając ramionami. W końcu Sora i Zander byli w siebie wpatrzeni od początku, więc raczej nie brał tego za coś poważnego. Wszyscy mieli swoje problemy, ale ostatecznie to wypracowywali, nie? On akurat nie powinien był się wypowiadać jeśli chodziło o sprzeczki, bo z jego winy sporo się wyprawiło w ich związku.
Przeniósł na nią spojrzenie, a na mordzie wymalował się szczeniacki uśmiech.
— A co? Pobawiłabyś się na weselu? — On na pewno by się pobawił. Już wiedział, że będzie świadkiem, więc czekało go zrobienie kawalerskiego na który już miał mieć zarysowany plan. Nie mówiąc już o samym weselu, gdzie zamierzał się bawić do samego rana.
Raina Bouchard
Chociaż może nie byłoby tak źle? Albo wręcz przeciwnie, byłoby okropnie.
Nie puszczał jej ręki aż do końca, dopóki nie uwinęli się na ławeczce, gdzie i tak miał ją przy sobie. Może nie był najlepszym chłopakiem jakiego można było mieć, ale łatwo było dostrzec, że Hunter był bardzo mocno za Soojin. Był w nią wpatrzony jak w obrazek i chociaż odpierdalał szajs, to i tak nie umiał o niej nie myśleć. Jego sympatia była widoczna przede wszystkim w jego czynach oraz tym, jak bardzo się dla niej zmieniał.
Był w niej zakochany po uszy, tylko nie umiał tego na głos przyznać.
Słuchał jej odpowiedzi na temat świąt, lekko unosząc łuk brwiowy przy tym. On w zasadzie sam nie wiedział czego się spodziewać po tych świętach. To miały być pierwsze wspólne rodzinne. Nie bardzo wiedział gdzie sobie znajdzie miejsce, bo nie był pierwszy do robienia jakichkolwiek dań czy dekorowania domu, ale jeśli ktoś zagoni jego dupę… to pewnie będzie robić to, co mu przydzielono.
Hatiemu na pewno sprzeda świąteczną kokardę na szyję.
— To brzmi… bardzo aktywnie — przyznał, biorąc kolejnego gryza swojego kebaba. Na jej miejscu czułby się bardzo przytłoczony, nawet jeśli sam był ekstrawertykiem. Ale to dlatego, że ci obcy ludzie mieliby uchodzić za jego rodzinę i robiliby te wszystkie „rodzinne” rzeczy, gdy dla niego… byli zwyczajnie nieznajomymi. Gdyby poszedł do niej, to czułby się lepiej, bo ci ludzie nie byliby powiązani bezpośrednio z nim. Wtedy było łatwiej.
Na szczęście nie musiał się martwić o własną rodzinę, bo jej nie miał.
— Jak się na to zaopatrujesz? Nie możesz się doczekać mając w końcu normalną rodzinę? — spytał, zerkając na nią. Ona mogła tego pragnąć, bo wcześniej miała rodzinę tylko pojebaną. Była ukrywana i gnębiona przez własnego ojca, a teraz mogła się poczuć… normalnie. Swobodnie.
On nigdy tego nie chciał. Nie marzył o magicznych świętach.
Samemu jednak tworzył własną rodzinę i chyba nie był w pełni tego świadom.
Sora i Zander już coś mówili o tym, kiedy planują ślub?
— Nie, chyba przechodzą jakiś kryzys, bo Zander coś smęcił pod nosem — przyznał lekko, zaraz biorąc kolejny kęs kebaba. Jak się żyło pod jednym dachem, to widać było więcej sprzeczek i zgrzytów, niż jak się z kimś widziało tylko na wyjściach. — No ale dla nich to tam nic, zaraz pewnie się dogadają — dodał, wzruszając ramionami. W końcu Sora i Zander byli w siebie wpatrzeni od początku, więc raczej nie brał tego za coś poważnego. Wszyscy mieli swoje problemy, ale ostatecznie to wypracowywali, nie? On akurat nie powinien był się wypowiadać jeśli chodziło o sprzeczki, bo z jego winy sporo się wyprawiło w ich związku.
Przeniósł na nią spojrzenie, a na mordzie wymalował się szczeniacki uśmiech.
— A co? Pobawiłabyś się na weselu? — On na pewno by się pobawił. Już wiedział, że będzie świadkiem, więc czekało go zrobienie kawalerskiego na który już miał mieć zarysowany plan. Nie mówiąc już o samym weselu, gdzie zamierzał się bawić do samego rana.
Raina Bouchard