Strona 3 z 4

i'm not a violent dog, i don't know why i bite

: pt gru 26, 2025 8:45 pm
autor: helena peregrine
W samym miejscu zbrodni nie ma w istocie nic romantycznego. Helena wolałaby zabrać ją gdzieś indziej. Może do swojego ulubionego baru z muzyką na żywo, na skok ze spadochronem, trening samoobrony albo do wesołego miasteczka. Wolałaby ją zabrać nawet do pieprzonego zoo, niż w jakiekolwiek miejsce związane z pierdolniętym zamachowcem.
Ale propozycja pomocy ze znalezieniem brakujących kończyn Jane Doe już jest romantyczna. Serce Heleny mięknie na myśl, że Teddy, zdawałoby się – bez większego namysłu, garnie się do pomocy z jej tragicznymi problemami.
Co nie znaczy, że Peregrine miała zamiar się zgodzić. — Bardzo doceniam twoją propozycję — mówi, wyciągając dłoń, by założyć kosmyk włosów za jej ucho miękkim, opiekuńczym gestem. Takim, jaki pamietała z dzieciństwa – z tych nielicznych momentów, w których czuła się bezpieczna i zaopiekowana w swoim rodzinnym domu. — Ale nie ma mowy. Jeśli Holden faktycznie zostawił tam elementy zagadki, które nie zostały odnalezione, to może mieć ciągle oko na to miejsce. Nie chcę, żebyś się narażała, kiedy to nie jest konieczne — kończy nieznoszącym sprzeciwu tonem. — Pracuję teraz nad sprawą z naprawdę świetną detektyw. Zrobimy to oficjalnie. A jeśli z jakiegoś powodu będę musiała szukać... oddolnie, zadzwonię po Judy. — Próbuje być rozsądna, bo najchętniej gnałaby do Greektown teraz, zaraz. Niecierpliwi się, żeby to wszystko się skończyło, ale gwałtowne ruchy nie są wskazane.

Zwiesza głowę i kiwa nią lekko. Sama zdążyła dojść do wniosku, że to nie był najlepszy pomysł. Wskoczyła na dużo głębszą wodę, niż pierwotnie zakładała. Znowu. Może i tak było, że próbowała jej coś udowodnić – albo sobie. Może, jak i w przypadku Holdena, niecierpliwiła się, by wyjść zwycięsko po drugiej stronie potyczki. Wie, że prędzej czy później i z demonami będzie musiała się kiedyś skonfrontować i je oswoić. Wolałaby prędzej – i przez to próbowała stawiać im czoła, zanim była na to gotowa. Ciężko jej co prawda żałować, że to się wydarzyło – bo w istocie, było fantastycznie, ale jednak to było za dużo, za szybko.
No i stało się. Znasz mój największy sekret. Wcale nie jestem taką twardzielką, jak mogłoby się wydawać — żartuje z krzywym uśmiechem, bo chociaż zrozumienie Darling porusza ją do cna, nie do końca wie, jak na to zareagować. Serce uderza o żebra, coś łapie ją za gardło. W spojrzeniu utkwionym w Darling odbija się wdzięczność, której Peregrine nie potrafi wyrazić słowami.
Potem na chwilę opuszcza wzrok z lekkim zażenowaniem, znów zaczynając zabawę swoimi palcami. — Pomyślałam... — urywa, ale znowu otwiera usta, gdy nabiera więcej powietrza. — Po prostu zdaję sobie sprawę z tego, że jestem intensywna. I moje życie jest intensywne i skomplikowane, nawet jeśli jedyne, o czym marzę, odkąd skończyłam siedem lat, to święty spokój. Dla większości osób, z którymi się spotykałam, to było za dużo. I wcale się nie dziwię, dla mnie to też czasami za dużo. — Uśmiecha się krzywo, jakby w defensywie, bo przecież nie ma w tym nic zabawnego, ale za chwilę wypala: — Czasami kiedy przydarza mi się coś dobrego, ciężej mi to przyjąć, niż kolejną kłodę pod nogami. Ale Teddy? — Serce zamiera jej w piersi, kiedy wyciąga rękę, by uścisnąć jej dłoń. — Ufam ci. — Słowa są ciche jak oddech, ale wystarczająco intencjonalne, by wybrzmiały wyraźnie. Brzmią dziwnie, bo usta Heleny nie przyzwyczaiły się nigdy do wymawiania tych słów, ale brzmią też pewnie.
Daj spokój. Masz prawo mieć wątpliwości. — Ściska mocniej jej dłoń. — Dziękuję, że się nimi ze mną podzieliłaś.

teddy darling

i'm not a violent dog, i don't know why i bite

: sob gru 27, 2025 12:29 am
autor: teddy darling
Nie potrafiła stać bezczynnie, kiedy widziała, że ktoś zmuszony był zmagać się z problemami w pojedynkę. I nie chodziło tutaj o zawód strażaka. Chęć pomocy wyssała z mlekiem matki-lekarki. Zresztą Helena już w młodości przekonała się o tym, że Darlingowie byli kompletnie bezinteresowni, co ojciec Teddy udowodnił poprzez danie jej szansy i zatrudnienie w warsztacie, mimo że Peregrine — tak właściwie jeszcze Grant — nie była wtedy pełnoletnia.
Już chciała podważyć jej decyzję, ale wiedziała, że to nie miało żadnego sensu. Ani nie znała się na śledztwach, ani nie miała takiej mocy sprawczej, aby wpłynąć na Helenę, żeby ta zmieniła zdanie i przyjęła jej propozycję pomocy. Teddy miała świadomość, że mogłaby tylko przeszkodzić, zamiast faktycznie jakkolwiek pomóc. Dlatego skinęła potulnie głową, nie wdając się w zbędną dyskusję, która i tak niczego by nie zmieniła.
Ta detektywka — zaczęła, ściągając w zamyśle brwi. — Faktycznie jest świetna w swoim fachu? — zapytała, mając nadzieję, że wspomniana kobieta będzie trzymała Helenę z dala od kłopotów. — Będzie miała cię na oku? — upewniła się jeszcze. Potrzebowała potwierdzenia, że skoro pracowała z kimś doświadczonym, to ten ktoś zatroszczy się o jej bezpieczeństwo.
Na krzywy uśmiech zareagowała cichym parsknięciem. Przechyliła głowę i spojrzała na Peregrine nieco pobłażliwie.
A skąd wiesz, że miałam cię za twardzielkę? — zapytała, bo chociaż wiedziała, że Helena był silną babką, to wiedziała też, że miała w sobie coś kruchego, czego Teddy nie potrafiła jeszcze do końca zdefiniować Była jednak świadkiem, jak ta wielokrotnie rozpadała się pod jej spojrzeniem.
Chociaż Peregrine nie mówiła zbyt wiele o swojej przeszłości i dzieciństwie, Darling podświadomie wyczuwała, że nic nie było wtedy proste. Dlatego nic dziwnego, że była przesiąknięta obawami i niepewnością. Teddy również miała własne. Raczej nie angażowała się w nic na poważnie ze względu na pracę. Dla innych to było zbyt wiele. Ciągłe wątpliwości, czy jak pojedzie na akcję, to w ogóle z niej wróci. Darling sama nie miała takiej gwarancji, więc jak mogła ją dać komuś innemu? To jak obietnica rzucona bez pokrycia. Dlatego jej wszystkie relacje były intensywne, ale krótkie. Burzliwe. Może nawet niezrozumiałe. Ale tak było po prostu łatwiej. Nie można składać żadnych deklaracji, kiedy praktycznie mieszkało się w remizie i każdego dnia ryzykowało własne życie, wbiegając prosto w płomienie. To się zwyczajnie nie kalkulowało.
Jesteś dobrym człowiekiem, Peregrine — powiedziała, sięgając po jej dłonie i tym samym przerywając jej zabawę palcami. — Totalnie zasługujesz to, żeby przytrafiały ci się dobre rzeczy — powiedziawszy to, ujęła w swoje dłonie jej przemarznięte policzki. — Cholera, jesteś lodowata. Chodź, zabieram cię na gorącą czekoladę. Albo kawę. Albo zimową herbatę. Możesz mi opowiedzieć więcej o tej sprawie. Czy raczej nie powinnyśmy o tym gadać? — zerknęła na nią niepewnie, bo w zasadzie nie wiedziała, czy czuła się lepiej, rozmawiając o zamachowcu, czy wolała unikać tematu. Sama Teddy starała się nie angażować w to emocjonalnie, chociaż świadomość, że przez tego skurwysyna RJ stracił życie, w niczym nie pomagała.

helena peregrine

i'm not a violent dog, i don't know why i bite

: sob gru 27, 2025 3:23 pm
autor: helena peregrine
Widzi zmaganie na jej twarzy. Zdążyła już zauważyć, że niesienie pomocy leżało w naturze Darling i przychodziło równie bezwarunkowo, jak oddychanie.
Naprawdę jest świetna. Nawet dostała ostatnio jakąś nagrodę — mówi. Nie wie, jaką, ale na pewno była to nagroda za wsadzenie za kratki jakiegoś nieuchwytnego zbira. Swanson nie tylko miała zawodową biegłość, ale i była jedną z zaufanych osób na komisariacie – w końcu z komendantem zamieszanym w jakieś mafijne porachunki, nie można było być pewnym niczego. — Tak myślę — waha się tylko przez chwilę. Sama by jej przecież o to nie poprosiła – ani nikogo innego – ale sama będzie się przy Evinie bardziej pilnować. Zgaduje też, że Zaylee nie byłaby szczęśliwa, gdyby Helena zginęła w terenowej akcji z jej narzeczoną, a więc ta będzie miała własną motywację do tego, by trochę na Peregrine uważać. — Tak — poprawia się, bo zauważa, że taka niezdecydowana odpowiedź wcale nie zadowala Teddy. Potem uśmiecha się krzywo. — Chciałaś iść tam w roli mojego ochroniarza, czy co? — rzuca, unosząc lekko brwi.

Klika językiem z teatralnym niezadowoleniem. — A nie miałaś? — pyta w imię zasad, bo wcale nie byłaby zaskoczona, gdyby okazało się, że Teddy przejrzała ją już na początku. W końcu czasami patrzyła na nią tak, jakby widziała coś, czego Helena sama o sobie jeszcze nie wiedziała. Przedzierała się przez defensywę Peregrine praktycznie bez trudu. — Zazwyczaj iluzja pryska bliżej dziesiątej randki. — Mimo żartobliwego tonu, lekki niepokój znów przesuwa się po dnie żołądka, gdy to mówi – ale w tym momencie Peregrine już nad nim panuje.

Wiem, totalnie zasługuję. — Nie zawsze tak myślała, ale w tym momencie już naprawdę to wie. — Tylko jak już się przytrafiają, to czasami nie wiem, co z nimi zrobić — mówi, wzruszając ramionami. Doskonale wie, jak zachować się w kryzysie – ale gdy zapada cisza, ona nasłuchuje kolejnej burzy.
Wcale nie czuje się zmarznięta, ale na wspomnienie ciepłych napojów kiwa ochoczo głową. — Teoretycznie nie powinnam opowiadać o aktywnych śledztwach, ale przecież nie pójdziesz do prasy. Powiem ci wszystko, co będziesz chciała wiedzieć. — Nie ma nic przeciwko temu. Myślenie na głos mogło pomóc z ponownym poukładaniem sobie faktów. — Albo możesz mi opowiedzieć, co działo się u ciebie w ostatnim czasie — dodaje. Woli tę opcję. Nie chce, by wszystko kręciło się dookoła Holdena i jej traum.

teddy darling

i'm not a violent dog, i don't know why i bite

: sob gru 27, 2025 7:08 pm
autor: teddy darling
Musiała uwierzyć jej na słowo. Nie znała wspomnianej detektywki; nic jednak nie wskazywało na to, że ich drogi nie mogły przeciąć się wcześniej, choćby podczas którejś z akcji, gdy na miejscu zdarzenia straż pożarna i policja działały ramię w ramię przy poważniejszych interwencjach. Teddy mimo wszystko miała nadzieję, że Helena trafiła w dobre ręce. W głębi ducha chciała wierzyć, że jeśli sytuacja wymknie się spod kontroli, tamta kobieta okaże się kimś kompetentnym i że będzie potrafiła ją ochronić, zachowując zimną krew i podejmując właściwą decyzję wtedy, gdy stawka okaże się naprawdę wysoka.
Nie wiem, może? — zaśmiała się krótko. Peregrine dała jej teraz niezłą zagwozdkę, bo sama nie wiedziała, do czego mogła przydać się na miejscu zbrodni. — Dodatkowa para oczu zawsze jest mile widziana. Chyba? — podniosła na nią wzrok. Gorzej, jeśli przypadkowo zatarłaby ważne ślady albo pozostawiła na na placu zabaw swoje własne, przez co stałaby się jedną z podejrzanych.
Spojrzeniem dała Helenie do zrozumienia, że naturalnie od początku miała ją za prawdziwą twardzielkę. Imponowała jej swoją postawą i pewnością siebie. Czasami nawet czuła się onieśmielona, chociaż próbowała nie dawać niczego po sobie poznać. W końcu w teorii Darling również była nieustraszona.
Bliżej dziesiątej randki? — parsknęła pod nosem i otuliła się szczelniej szalikiem. — Sprawdzałaś? — dopytała, bo jej samej nigdy nie przyszło przez myśl wysuwanie podobnych wniosków. Pomijając fakt, że chyba nigdy nie dotrwała do dziesiątej randki.
Nie wiedziała, jak nakłonić Peregrinę do tego, żeby otworzyła się na wspomniane dobro. Chyba nie można było nikogo do tego przekonać, jeśli sam zapierał się przed rękami i nogami. Czasami po prostu trzeba było dać sobie szansę i być dla siebie nieco bardziej wyrozumiałym.
W takim razie zakończmy temat śledztwa — wtrąciła natychmiast, kiedy ruszyły w stronę kawiarni. — Nie chcę, żebyś miała przez to problemy. Poza tym, skąd ta pewność, że nie pójdę do prasy? A może to właśnie pierwsza rzecz, jaką zrobię, kiedy tylko się pożegnamy? — rzuciła zaczepnie, posyłając Helenie rozbawione spojrzenie.
Na pytanie o to, co w ostatnim czasie wydarzyło się u niej, Teddy zassała powietrze. Może zbyt gwałtownie, niż zamierzała, ale chyba sama nie zdążyła poukładać sobie wszystkiego w głowie.
Po śmierci RJ-a zatrudniono w naszej remizie nowego strażaka. A właściwie strażaczkę — powiedziała, wzruszając ramionami. Niby z obojętnością, ale dalej nie potrafiła oswoić się z myślą, że zastąpiono Julesa kimś innym, choć zwykle taka była kolej rzeczy. — Znamy się jeszcze ze szkoleń. Jest w porządku i przynajmniej nie będę już jedyną kobietą w jednostce. To akurat miła odmiana — zaśmiała się krótko. — Właściwie poza pracą nie wydarzyło się nic szczególnego. Nawet akcje są ostatnio dość łaskawe — dodała jeszcze i chociaż pewnie mogłaby zdradzić jej więcej detali z tego, co wydarzyło w ciągu ostatnich dni, jakoś nie uważała, aby to było stosowne. Niektórych rzeczy lepiej po prostu zachować dla siebie.

helena peregrine

i'm not a violent dog, i don't know why i bite

: pn gru 29, 2025 9:43 pm
autor: helena peregrine
Twoich? — Krzywy uśmiech; spojrzenie zdradza, że przez chwilę szuka słów, które nie uchybią. — Twoje wolałabym oglądać po powrocie z miejsca zbrodni. Tam jeszcze by mnie rozproszyły — mówi w końcu. Bo to trochę tak, jakby Helena próbowała rzucić się do pomocy w ewakuacji z płonącego budynku. Niby Peregrine jest jedynie informatyczką – większość informatyków wybiera tę pracę właśnie po to, by siedzieć przy biurku. Dla niej jednak to zawsze był jedynie pretekst do zabawy policyjnymi narzędziami – a później odkryła, że rozwiązywanie spraw dawało jej satysfakcję. Męczyła Judy kilka tygodni, zanim ta ugięła się i zaczęła zabierać ją ze sobą w teren. Helena uczyła się przez obserwację i wypytywała ją o wiele rzeczy – sama już nie jest więc kompletną nowicjuszką.

Nie — mówi z lekkim parsknięciem. — Tak naprawdę tylko kilka osób zna moją tajemnicę — wypowiada te słowa z lekką nonszalancją, jakby wcale nie mówiła na poważnie – ale jeśli policzyć ludzi, którzy dalej są w jej życiu, kilka mogło być niemal hiperbolą. Aż zastanawia się nad tym dokładniej. Tony pewnie się domyśla, że jego siostra ma też bardziej nerwową, miękką stronę, nawet jeśli ta raczej próbuje trzymać się w ryzach przy bracie, chcąc dać mu jak najlepsze wsparcie. Jest jeszcze Zaylee, która zna ją na tyle długo, by nie dać zwieść się pozorom, a także detektyw Judy, która jest praktycznie ludzkim wykrywaczem kłamstw – i to... chyba tyle. Helena nie planowała, by Darling tak szybko dołączała do tego grona. Już po wydarzeniach z banku trudno było jej zachować swoją fasadę – a teraz zupełnie się rozpadła. — I za rzadko chodzę na dziesiąte randki, żeby móc zebrać sensowną pulę danych — dodaje z lekkim wzruszeniem ramion. W ogóle rzadko chodziła na randki. Gdy spotykała się z ludźmi, w większości przypadków z założenia miało to do niczego nie prowadzić.
Nie była jednak zamknięta na dobro; to był raczej problem wynikający z fakty, że teoria różni się od praktyki, a refleksy Heleny wynikają raczej z wielu lat beznadziei i zniechęcenia. Co nie znaczy, że nie ma motywacji, by to zmienić.

Parska śmiechem na słowa Teddy i uśmiecha się przebiegle. — I o czym im będziesz opowiadać? O tym, że wiesz, kim jest ich ulubiony informator? — dopytuje, gdy wymaszerowują z ogrodu. — Dokąd mnie w ogóle prowadzisz? Masz coś konkretnego na myśli, czy wchodzimy do pierwszego lokalu, który się nam spodoba? — dodaje z rozpędu.
Wyczuwa niezręczność tego wzruszenia ramion; zna to dziwne uczucie, gdy pojawia się zastępstwo za kogoś, kogo przecież nie da się zastąpić. Kiwa głową, słuchając o nowej współpracowniczce. — A jak trzymają się Jett, Blaze i reszta? — pyta. Co prawda jej ostatnie spotkanie z nimi było przynajmniej niezręczne, ale nie trzyma urazy; wszyscy byli wtedy jeszcze w szoku po akcji w banku. Ma szczerą nadzieję, że mają się dobrze.

teddy darling

i'm not a violent dog, i don't know why i bite

: wt gru 30, 2025 11:19 pm
autor: teddy darling
Absolutnie nie chciała być rozpraszaczem. Doskonale wiedziała, jak kluczowe w pracy bywa skupienie i nie wyobrażała sobie, żeby mogła komukolwiek odebrać je choćby spojrzeniem W trakcie akcji nie było miejsca na przypadkowość ani niepotrzebne bodźce, bo każdy szczegół mógł zaważyć na czyimś bezpieczeństwie. Być może Helena nie wynosiła ludzi z płonących budynków i nie stawała na pierwszej linii frontu, ale miała pełną świadomość, że jej rola była równie istotna. To od jej decyzji, analizy i chłodnej oceny sytuacji zależało, czy podobne zdarzenia — takie jak to w banku — nie powtórzą się w przyszłości.
Po powrocie z miejsca zbrodni? — spojrzała na nią z uśmiechem. — Brzmi pięknie, ale mogłoby mnie ta nie być. Pewnie miałabym dwudziestoczterogodzinną zmianę w remizie — dodała, bo właśnie tak wyglądało życie strażaczki. Traktowała dom jak hotel i to nie przez własne widzimisię.
Zastanawiała się przez chwilę nad teorią Heleny. Gdzie właściwie kończyła się granica między randkowaniem a rozpoczęciem związku? Jak długo można było randkować? I czy rzeczywiście ktokolwiek dobrnął tak daleko?
Wiem, o czym mówisz — zgodziła się z nią skinieniem głowy. Teddy również nieczęsto chodziła na randki. A nawet, jeśli już dawała się zaprosić albo sama wychodziła z inicjatywą, często musiała odwołać spotkania. Bo praca, bo nieoczekiwane wezwanie, bo kolega z jednostki rozchorował się i trzeba było go na cito zastąpić. Nawet na randkę z Peregrine musiała się nieźle nagimnastykować, żeby faktycznie nic się nie wywaliło.
Zaśmiała, bo faktycznie kiepski byłby z niej kapuś. Poza tym nie miała pojęcia, jakie informacje mogłaby im sprzedać, bo w zasadzie wciąż niewiele wiedziała. I wolała, żeby tak pozostało. Darling wychodziła z założenia, że im człowiek mniej wie, tym lepiej sypia. A ona potrzebowała dobrze się wysypiać, kiedy tylko nadarzyła się taka okazja.
Co? — spojrzała na nią z dezorientowaniem, kiedy opuszczały ogrody. — Właściwie to możemy wejść gdziekolwiek. W pobliżu jest mnóstwo kawiarni. O, na przykład tutaj za rogiem — wskazała podbródkiem na wystający zza wysokiego budynku szyld. Równie dobrze mogły kupić jakiegoś gorące napoje w jednej ze stojących na ulicy budek, ale chyba wygodniej będzie gdzieś usiąść. A na pewno cieplej.
Na pytanie o chłopaków, westchnęła cicho. Nie było sensu udawać, że mieli się wybornie, bo od tego, że było z nimi dobrze, byli naprawdę daleko.
Donovan jest wiecznie wkurwiony — odparła szczerze. Kolejne wzruszenie ramion. Głównie dlatego, że nie wiedziała, jak mu pomóc. — A to odbija się na całym zespole. Kapitan próbował namówić go na terapię, ale bezskutecznie. Chyba nie obejdzie się bez przymuszonej wizyty u specjalisty. Young sam odsunął się od dowództwa na zmianie. Chyba dalej czuje się odpowiedzialny za to, co się stało. No wiesz, miał się nami opiekować — zacisnęła usta w wąską linię, po czym popchnęła drzwi do lokalu, przepuszczając Helenę przodem. — Zajmij nam miejsce, a ja pójdę złożyć zamówienie. Co pijesz i co słodkiego do tego? — zapytała, odwijając się z szalika. Miała tylko nadzieję, że Peregrine nie wyskoczy z jakąś dietą, bo przy jej zajebistej figurze to nie było konieczne.

helena peregrine

i'm not a violent dog, i don't know why i bite

: ndz sty 04, 2026 5:02 pm
autor: helena peregrine
No trudno. Nie będę wybrzydzać — mówi z jednym ze swoich uśmieszków i wzruszeniem ramion. — Potrafię zająć się sobą — dodaje. Kiedy poznała Teddy, była już przyzwyczajona do myśli, że spędzi życie sama – i nie myślała o tym wcale jak o wielkim wyrzeczeniu. Przyzwyczaiła się do mieszkania w pojedynkę, a większość życia i tak spędziła sama, więc miała dużo czasu na doprowadzanie relacji z samą sobą do ładu i zanim w jej życiu nie pojawił się pierdolony psychopata, była w naprawdę dobrym miejscu. Nie potrzebowała drugiej połówki – i zresztą nigdy nie rozumiała tego zwrotu, bo nie czuła się wybrakowana – a przynajmniej nie w sposób, na który odpowiedzią mógłby być drugi człowiek. Nie potrzebuje wiele – zawsze lubiła towarzystwo, ale równie mocno ceniła sobie powroty do pustego, w większości cichego mieszkania.
Ale jednak brnie w tę hipotetyczną rzeczywistość, która zaczyna się rysować. — Ale po takiej zmianie pewnie przydałby ci się dobry masaż? — Spojrzenie, które posyła, ma w sobie coś z prowokacji, widniejącej też w okolicy lewego kącika ust, który wyrywa się do góry. — Swoją drogą, dwadzieścia cztery godziny? Serio? Macie tak mało ludzi, czy do straży zatrudniają tylko tych, którzy nie potrzebują snu? — Nie potrafi sobie tego wyobrazić. Każda zarwana nocka odbija się na jej racjonalności i ogólnym samopoczuciu. Nic dziwnego, że w ostatnich tygodniach pękła; koszmary nie dały jej wytchnienia nawet na jedną noc od wydarzeń w banku. — W jakim wieku w straży przechodzicie na emeryturę? — pyta z ciekawości, bo wyobraża sobie, że to nie jest praca, którą można robić w nieskończoność. Być może się myli, ale nie przypomina sobie, by widziała strażaka, którego wiek szacowałaby powyżej pięćdziesiątego roku życia.

Odwzajemnia skinienie, samej zastanawiając się nad tematem. Kiedy randkowanie zmienia się w coś więcej? Helena jest z natury bezpośrednia, ale jednocześnie przywiązuje się do ludzi po cichu, chcąc-nie chcąc. Czasami wie, na co się pisze, czasami nie. Bywało i tak, że osobom, które kochała, nigdy o tym nie powiedziała. I co jest w ogóle randką? Czy to spotkanie, przed którym Peregrine tak długo panikowała, można tak w ogóle nazwać?
Niektóre sprawy mniej ciążą niedookreślone i nienazwane.

Wysłuchuje dokładnie Teddy, kiwając w zrozumieniu głową, przekraczając próg kawiarni. Reakcje Donovana i Younga są jak najbardziej zrozumiałe. — A ty? — pyta. Niby pytała już wcześniej, ale odpowiedź była raczej zdawkowa – co, biorąc pod uwagę sytuację, też było zrozumiałe. Peregrine zastanawia się jednak, czy Teddy próbuje utrzymać optymizm, czy może to wyparcie – a może po prostu nie chce o tym rozmawiać. Woli spróbować.
Herbatę i cynamonkę — decyduje szybko, pobieżnie rzucając okiem na menu za barem. Odbiera od Darling okrycie, które wraz ze swoim wiesza przy drzwiach, zanim nie zajmuje stolika z widokiem na ulicę. Zaśnieżone miasto pogrążone w mroku wydaje się błękitne, poprzecinanie jedynie pomarańczowym światłem lamp.

teddy darling

i'm not a violent dog, i don't know why i bite

: ndz sty 04, 2026 10:43 pm
autor: teddy darling
Po części rozumiała myślenie Heleny. Teddy również dawno przywykła do bycia samą i w głębi duszy naprawdę to lubiła. Ceniła sobie swój własny czas, który mogła spędzać w swoim towarzystwie. Bo w jej rozumieniu bycie samą, wcale nie oznaczało samotności. Wyobrażenie, że miałaby dzielić przestrzeń z kimś innym, sprawiało, że czuła lekki ucisk w klatce piersiowej. Jak miałaby pogodzić wymagania zawodu z oczekiwaniami związku, który wymagałby uwagi i emocjonalnej obecności? Bycie strażaczką nauczyło ją dyscypliny, samodzielności i koncentracji na priorytetach. Każda minuta spędzona w służbie była świadomym wyborem. A związek? Związek był nieprzewidywalny, wymagał kompromisów, dostosowania się, otwarcia na drugą osobę w sposób, który zawsze wydawał jej się niepojęty.
Jednak czasami w chwilach zmęczenia po długiej służbie lub po wyczerpującym treningu, pojawiała się myśl, która zawsze szybko znikała. Że fajnie byłoby wracać do domu, w którym ktoś na nią czeka. Kogoś, kto przywitałby ją uśmiechem, może podał kubek gorącej herbaty, albo po prostu usiadł obok i o nic nie pytał. Tylko do było kompletnie sprzeczne z naturą Darling. Jej życie było pełne adrenaliny, spontanicznych wyjazdów i wyczerpujących zmian. Dlatego to pragnienie nigdy nie było silne i nie dominowało nad jej codziennością, ale czasem, w bezsenną noc, w środku pustego mieszkania, Teddy pozwalała sobie pomyśleć, że może kiedyś mogłoby być inaczej.
Wiesz co by mi się przydało? — zapytała, zanim jeszcze ruszyła do lady. — Nowy kręgosłup i kolana — zażartowała, kręcąc przy tym głową. Powinna taki zestaw zażyczyć sobie na przyszłe święta. — Czeka mnie jeszcze co najmniej piętnaście lat aktywnej służby, więc na razie czekają mnie same bezsenne noce. Ale bez obaw, często po tak długich zmianach mamy dobową przerwę. Albo przynajmniej dwunastogodzinną. O ile coś się po drodze nie wykrzaczy — zaznaczyła, bo bywało i tak, że mając dzień wolny od pracy, Teddy zostawała pilnie wzywana. Ludzi zawsze było zbyt mało. A to ktoś się rozchorował, a to ktoś musiał zostać z dzieciakiem. Jednostki nie było stać, na zatrudnienie dodatkowych pracowników.
A ty?
Teddy zawahała się, ale postanowiła odwlec odpowiedź na później. Kiedy Peregrine oddaliła się do stolika, ona zamówiła dwie zimowe herbaty i dwie cynamonki. Poczekała chwilę, żeby nie fatygować kelnera i sama wzięła tacę z talerzykami i dużymi filiżankami. Po drodze nawet niczego nie wylała. Cóż, przynajmniej jak kiedykolwiek będzie musiała poszukać innej roboty, miała zadatki na kelnerkę.
A co ja? — dopytała, zajmując miejsce naprzeciwko Heleny. — Czy jestem wkurwiona? Nie — parsknęła pod nosem. Przesunęła porcelanę w jej kierunku i ujęła swoją filiżankę. — W zasadzie nie wiem, chyba nic nie czuję? Nie wiem, czy to normalne. Przytłacza mnie atmosfera na zmianach, ale chyba każdy z nas potrzebuje dać czasowi trochę czasu — wzruszyła lekko ramionami. Każdy ze straży przeżywał żałobę inaczej. Możliwe, że Teddy była właśnie na etapie wyparcia albo po prostu zdążyła już pogodzić się z tym, co przytrafiło się RJ-owi. Trudno stwierdzić.

helena peregrine

i'm not a violent dog, i don't know why i bite

: czw sty 08, 2026 4:23 pm
autor: helena peregrine
Parska śmiechem. — A komu nie? — Może i bez zapasowych kolan by się odeszła, ale nowy kręgosłup byłby na wagę złota. Teraz trzyma się co prawda jeszcze bez zarzutu, ale jeszcze kilka lat biurkowej pracy i nawet regularne ćwiczenia jej pewnie nie pomogą.
Kręci głową z niedowierzaniem. — Przynajmniej dosyć wcześnie zaczniesz sobie odbijać. Ja mam jeszcze drugie tyle, zanim będę mogła kupić dom w dziczy i się w nim zaszyć — odpowiada z rozbawionym prychnięciem. — O ile w ogóle dożyję, bo przez te trzydzieści lat jeszcze może mnie dorwać jakiś psychopata. Albo kortyzol — rzuca z głupim uśmieszkiem. Obie opcje uznaje za równie bardziej prawdopodobne od tego, że dożyje swojego upragnionego świętego spokoju.

Chociaż nie czuła się wcześniej zmarznięta, teraz chyba czucie wraca do jej kończyn, bo jednak przyjmuje z wdzięcznością przeniesienie się do ciepłego wnętrza, a także parującą filiżankę, z którą Darling wraca do stolika.
Nie. Jak ty się czujesz? — precyzuje natychmiast, zaraz dziękując pobieżnie za gorącą herbatę przesuniętą w jej stronę. Obejmuje rozgrzany naparem kubek dłońmi, pozwalając gorącej parze rozgrzać swoje policzki i czoło. Zaraz kiwa głową, rozważając słowa Darling. Czy cokolwiek jest normalne? — Zawsze tak reagujesz? — pyta, by to rozstrzygnąć. Sama nie reagowała w aktywnym kryzysie większymi emocjami; zazwyczaj dopiero gdy inni czerpią oddech ulgi, w nią pierwszy raz uderzają emocje. Też można byłoby to uznać za nienormalne. Zastanawia się mimowolnie, czy w Darling też emocje dopiero uderzą, czy może już się tak nie stanie. Przyłapuje się też na tym, że odrobinę jej zazdrości, dopóki nie uświadamia sobie, że ciężar w żołądku zniknął, a zmęczenie, które teraz czuje, nie jest już tak pełne napięcia, tylko raczej zwiastuje potencjał przespania nocy. Aczkolwiek nie przywiązuje się szczególnie do tej myśli.
To na pewno — dodaje, chociaż widać, że ma jeszcze jakąś myśl na temat atmosfery w jednostce Teddy. Nie jest do końca pewna, czy to jej miejsce, ale koniec końców i tak mówi: — A nie przydałaby się wam jakaś zespołowa integracja? Może to brzmi głupio. — Sama z powątpieniem unosi brew na swoje słowa. — W sumie nieważne, jestem pewna, że wasz kapitan robi, co może. — Sięga do swojej cynamonki, z której odrywa zewnętrzną warstwę i unosi ją do ust. W końcu Darling mówiła jej kiedyś, że są w jednostce jak rodzina. Co ona może wiedzieć o tym, jak powinna funkcjonować rodzina? Aż uśmiecha się trochę głupawo sama do siebie.

teddy darling

i'm not a violent dog, i don't know why i bite

: pt sty 09, 2026 12:30 pm
autor: teddy darling
Nie lubiła rozmyślać o przyszłości. Wizja starości była przyjemna — domek w górach i gromadka wnucząt, które przyjeżdżałyby na wakacje. Jako jedynaczka, Teddy zawsze chciałaby stworzyć dużą rodzinę i mieć co najmniej trójkę własnych dzieci. Ale przy jej ryzykownym zawodzie i podpisany oświadczeniu woli, podskórnie przeczuwała, że zginie młodo, w trakcie jakiejś akcji. Co nie zmieniało faktu że z chęcią przygarnęłaby nowy kręgosłup i kolana. I biodra. Najlepiej tytanowe.
Przez chwilę zastanawiała się nad pytaniem Heleny, na które w końcu zareagowała wzruszeniem ramion.
Nie — przyznała szczerze. — Ale musiało mnie to dotknąć na tyle głęboko, że aż mnie zapowietrzyło od środka. Nie mówię, że nie przyjdzie moment, kiedy zacznę wylewać potoki łez i będę mieć wrażenia, że nigdy nie przestanę płakać — zaśmiała się krótko. Wbrew pozorom, Darling była wrażliwcem. Wzruszała się na filmach i rozczulała na widok szczeniaków. Pod tą warstwą stabilności i zawodowego marmuru, skrywała się naprawdę subtelna dusza.
Co nie zmieniała faktu, że teraz nie czuła nic, a wszystko, co się wydarzyło, odbijało się w jej głowie echem. Trochę jak w pustym bębnie.
Integracja? — uniosła brwi znad kubka z herbatą. — Masz na myśli wypad do baru czy jakąś terenową grę, w której będziemy sobie wyobrażać, że RJ dalej jest z nami? — ironia wcale nie wyszła z niej zamierzenie. Skrzywiła się i pokręciła głową, bo złośliwość nie była w jej naturze. — Wybacz — odstawiła kubek, dociskając palce do nasady nosa. Wzięła głęboki wdech i znów spojrzała na Peregrine. — Chyba jednak pozwolę przeżywać im żałobę po swojemu — może i w remizie byli jedną, wielką rodziną, ale nawet w najbardziej dysfunkcyjnej rodzinie każda jednostka reagowała inaczej. Nie mogła zmusić ani kapitana, ani kolegów z pracy, żeby nagle znów zaczęli zachowywać się normalnie, bo życie wciąż się toczy i trzeba płynąć dalej.
Wgryzła się w cynamonkę i wymierzyła nią w Helenę.
A ty? — zainteresowała się, odkładając słodką bułkę na talerzyk. — Dalej uparcie twierdzisz, że to twoja wina czy trzeba ci to jeszcze trochę wyperswadować z głowy? — zapytała, ponownie ujmując w dłonie kubek z zimową herbatą, która pachniała goździkami i pomarańczą. Jeśli miała przypomnieć Peregrine, że wydarzenia z banku absolutnie nie były jej winą, była gotowa ją do tego przekonywać. Od samego początku Teddy nie miała żalu, że nie zdołała powstrzymać wybuchu. To się po prostu stało. I jakkolwiek nie będą pluły sobie w brodę, to w żaden sposób nie przywróci RJ-owi życia. — Tylko bez ściemy — zaznaczyła jeszcze, patrząc jej prosto w oczy. Zastanawiała się przez chwilę, czy zdołałaby wyczuć moment, kiedy Helena kłamie. Pewnie nie. Nie znały się z tej strony i chyba jeszcze nie miały powodów, aby wzajemnie zatajać przed sobą prawdę. Sama Darling była fatalnym kłamcą. Wystarczyło na nią spojrzeć i człowiek od razu wiedział, że próbuje nieudolnie wcisnąć kit.

helena peregrine