Stillness between storms
: ndz mar 08, 2026 6:33 pm
Milo musiał być wyjątkowo zmęczony całym tym dniem, bo zaraz po wgramoleniu się na swoją połowę łóżka pod ścianą i zwróceniu się tyłem do Dylana zasnął nawet nie wykonując swojego charakterystycznego cyklu obrotów. Zdążył ledwo wystawić pół stopy spod obu kołder, powzdychać sobie od serca i zagrzebać między poduszkami.
Obudził się na chwilę nad ranem we wszechobecnym cieple, w wygodzie i bardzo komfortowym półmroku sypialni. Przez moment nasłuchiwał głębokich, regularnych oddechów za swoimi plecami, dzięki którym zakorzeniał się z łatwością w kolejną porcję snu, łagodnie, zupełnie, jakby po przebudzeniu wychylił tylko głowę na zewnątrz i cofnął się z powrotem w błogą nieświadomość, gwarantowaną oplotami kołdry i miękkością poduszek.
Wstał za to wcześniej i gdy Gauthier obudził się parę godzin później, Milo siedział w kuchni dojadając łyżeczką resztę tarty prosto z blachy i popijając kawę zbożową. Nie wyglądał, jakby miał się za chwilę rozsypać, sińce schowały się za jednoznacznie podciągniętym pod brodę golfem, a w drugiej ręce trzymał tablet. Czytał coś w takim skupieniu, że omal nie przeoczył Dylana wchodzącego po cichu do środka.
Pomimo wyjątkowo spolegliwego i entuzjastycznego podejścia do kwestii śniadania, typowo porannego, pełnego przezroczystości, dyplomatycznego small talku nad kubkami i pozornie lekkiego tonu dało się jednaj wyczuć - i to z obu stron - że ostatnie wydarzenia z Simply Fix It miały jeszcze przez jakiś odkładać się ponurym cieniem na prawie każdym aspekcie codzienności.
Nie przypominał sobie by kiedykolwiek podszedł do czegoś tak prozaicznego jak mycie podłogi w tak zorganizowany i przemyślany sposób. Dzięki uprzejmości Dylana, który zaoferował się i odkurzył by odjąć mu obowiązków, Milo mógł w pełni skupić się na odmierzaniu porcji płynu, przeliczaniu stężenia i zaplanowaniu gdzie zacząć, a gdzie najlepiej skończyć. Pierwszy raz w życiu żałował, że nie kupił mopa.
一 Gdyby nie to, że musiałbym dodatkowo przemyśleć kwestię nowego zbiornika, ASAP miałby już funkcję szorowania podłóg 一 poskarżył się gdy obaj koczowali na kanapie w oczekiwaniu, aż wszystko wyschnie. Unoszący się w powietrzu zapach czystości i kwiatowego płynu Milo odbierał jako oznakę personalnego sukcesu. 一 Zanim cokolwiek powiesz - ekspres do kawy ma priorytet, nic z tego.
Posłał mu krótkie spojrzenie, lekko dźgnął go łokciem w ramię i przemigrował na drugi koniec kanapy, przy okazji niemal wyrżnął, bo zaplątał się w zbyt długie nogawki dresowych spodni.
Po podłodze przyszedł czas na najmniej lubiane przez Milo zmywanie naczyń, ale odkąd odkrył jak dobrze wychodziła im w tym zakresie współpraca i zmiany, udało mu się znienawidzić je trochę mniej. Czas upływał znacznie szybciej, kiedy poza wyścigiem i wzajemnym dogryzaniem sobie co do tempa trzeba było jeszcze uważać na ataki kuchennym ręcznikiem - lub je przeprowadzać, w zależności od tego po której akurat było się stronie - i gdyby jeszcze woda nie spływała mu tak często pod rękawy bluzy, możliwe, że przestałby traktować stanowiska ze zlewem jako własnego nemezis.
Niestety na tym zakończyła się przyjemniejsza część dnia, a wraz z brakiem domowych obowiązków Milo stracił ostatnią rzecz jaka odciągała jego myśli od spotkania. Nerwy zaczęły powoli wychodzić na wierzch; raz czy dwa zgrzytnął nawet w stronę Dylana, gdy ten spróbował poprawić mu kołnierz pod szyją, nie do końca wiedząc, czy robił to ze względu na przygasające, ukryte pod sztywnym materiałem pejzaże żółci i zieleni czy przez rozdrażnienie au general. Dotykanie nie wchodziło w tym momencie w grę, Rivera najeżył się, aczkolwiek tym razem był dość świadom problemu by zaalarmować zawczasu.
Po ponad godzinnym spóźnieniu i ciszy drażnił go już nawet zegar cyfrowy, który z każdą kolejną mijającą minutą zdawał się wręcz złośliwie uzmysławiać mu sytuację w jakiej się znalazł.
Znowu.
一 Jeszcze nic. Nie wiem, może są korki, zresztą... Pablo raczej nie słynie z punktualności, zawsze... no. 一 Ugryzł się w język; tak naprawdę to nie miał pojęcia jakie podejście do punktualności miał jego straszy brat, bo więcej życia spędził bez niego niż z nim.
Umilkł, obrócił po raz kolejny telefon w pocących się dłoniach i przesunął palcem po wyświetlaczu, chcąc odświeżyć ponownie okienko ich krótkiej konwersacji, jakby spodziewał się, że pojawi się coś nowego. Coś, co tłumaczyłoby jakkolwiek tę nieobecność, absurdalnie tym bardziej fizyczną im dłużej czekał.
Był wdzięczny, że Dylan nie zasypywał go pytaniami. Sam od parunastu minut walczył z falą mdłości, a krótsze loki przykleiły mu się od potu do skroni, mimo, że przez większość czasu czuł się tak, jakby coraz bardziej odklejał się od rzeczywistości. Przestał słyszeć irytujące tykanie zegarka na nadgarstku Gauthiera, nie zareagował tak jak zwykle - podskokiem - gdy na zewnątrz rozległ się alarm samochodowy, a spojrzenie wbite nieco ponad wyświetlaczem na kuchence widocznej z kanapy było tak nieobecne, że pewnie nie zauważyłby nawet, gdyby przez salon przebiegło im właśnie stado pingwinów.
Serce łomotało mu tak, że gdyby tylko zerknął w dół zauważyłby, że drgała mu również klatka piersiowa. A może był to po prostu spłycony oddech?
Po kilku smsach, które wysłał w ramach próby nawiązania kontaktu, a na które nie doczekał się odpowiedzi postanowił wreszcie zadzwonić.
Czując silną potrzebę odcięcia się od reszty świata i skupienia na sygnale, Rivera zaciągnął sobie na głowę kaptur, odwinął się tak, by utknąć w samym rogu kanapy i podskubując zawieszkę od zamka błyskawicznego bluzy pod szyją (jako że kołnierz koszuli zupełnie się nie nadawał, zbyt sztywny i gładki by coś z niego wyciągnąć) w nerwowym oczekiwaniu na głos po drugiej stronie słuchawki - jakiekolwiek przeprosiny, przekleństwo poprzedzające oczywistość, że o czymś się zapomniało - z każdą sekundą coraz bardziej zdawał sobie sprawę z czegoś, o czym wiedział, ale na chwilę udało mu się zapomnieć.
Po kolejnym sygnale automatycznej sekretarki w końcu rozłączył się i wcisnął telefon do kieszeni, uczepił się oburącz krawędzi kaptura, który naciągnął sobie jeszcze niżej, podciągnął kolana i wcisnął się bokiem między oparcie a podłokietnik, nie pragnąc w tej chwili niczego bardziej niż tego by po prostu zniknąć.
Czuł, że Dylan wciąż znajdował się w zasięgu, ale i tak nie udało mu się powstrzymać charakterystycznego, jednoznacznego pociągnięcia nosem.
Dylan Gauthier
Obudził się na chwilę nad ranem we wszechobecnym cieple, w wygodzie i bardzo komfortowym półmroku sypialni. Przez moment nasłuchiwał głębokich, regularnych oddechów za swoimi plecami, dzięki którym zakorzeniał się z łatwością w kolejną porcję snu, łagodnie, zupełnie, jakby po przebudzeniu wychylił tylko głowę na zewnątrz i cofnął się z powrotem w błogą nieświadomość, gwarantowaną oplotami kołdry i miękkością poduszek.
Wstał za to wcześniej i gdy Gauthier obudził się parę godzin później, Milo siedział w kuchni dojadając łyżeczką resztę tarty prosto z blachy i popijając kawę zbożową. Nie wyglądał, jakby miał się za chwilę rozsypać, sińce schowały się za jednoznacznie podciągniętym pod brodę golfem, a w drugiej ręce trzymał tablet. Czytał coś w takim skupieniu, że omal nie przeoczył Dylana wchodzącego po cichu do środka.
Pomimo wyjątkowo spolegliwego i entuzjastycznego podejścia do kwestii śniadania, typowo porannego, pełnego przezroczystości, dyplomatycznego small talku nad kubkami i pozornie lekkiego tonu dało się jednaj wyczuć - i to z obu stron - że ostatnie wydarzenia z Simply Fix It miały jeszcze przez jakiś odkładać się ponurym cieniem na prawie każdym aspekcie codzienności.
Nie przypominał sobie by kiedykolwiek podszedł do czegoś tak prozaicznego jak mycie podłogi w tak zorganizowany i przemyślany sposób. Dzięki uprzejmości Dylana, który zaoferował się i odkurzył by odjąć mu obowiązków, Milo mógł w pełni skupić się na odmierzaniu porcji płynu, przeliczaniu stężenia i zaplanowaniu gdzie zacząć, a gdzie najlepiej skończyć. Pierwszy raz w życiu żałował, że nie kupił mopa.
一 Gdyby nie to, że musiałbym dodatkowo przemyśleć kwestię nowego zbiornika, ASAP miałby już funkcję szorowania podłóg 一 poskarżył się gdy obaj koczowali na kanapie w oczekiwaniu, aż wszystko wyschnie. Unoszący się w powietrzu zapach czystości i kwiatowego płynu Milo odbierał jako oznakę personalnego sukcesu. 一 Zanim cokolwiek powiesz - ekspres do kawy ma priorytet, nic z tego.
Posłał mu krótkie spojrzenie, lekko dźgnął go łokciem w ramię i przemigrował na drugi koniec kanapy, przy okazji niemal wyrżnął, bo zaplątał się w zbyt długie nogawki dresowych spodni.
Po podłodze przyszedł czas na najmniej lubiane przez Milo zmywanie naczyń, ale odkąd odkrył jak dobrze wychodziła im w tym zakresie współpraca i zmiany, udało mu się znienawidzić je trochę mniej. Czas upływał znacznie szybciej, kiedy poza wyścigiem i wzajemnym dogryzaniem sobie co do tempa trzeba było jeszcze uważać na ataki kuchennym ręcznikiem - lub je przeprowadzać, w zależności od tego po której akurat było się stronie - i gdyby jeszcze woda nie spływała mu tak często pod rękawy bluzy, możliwe, że przestałby traktować stanowiska ze zlewem jako własnego nemezis.
Niestety na tym zakończyła się przyjemniejsza część dnia, a wraz z brakiem domowych obowiązków Milo stracił ostatnią rzecz jaka odciągała jego myśli od spotkania. Nerwy zaczęły powoli wychodzić na wierzch; raz czy dwa zgrzytnął nawet w stronę Dylana, gdy ten spróbował poprawić mu kołnierz pod szyją, nie do końca wiedząc, czy robił to ze względu na przygasające, ukryte pod sztywnym materiałem pejzaże żółci i zieleni czy przez rozdrażnienie au general. Dotykanie nie wchodziło w tym momencie w grę, Rivera najeżył się, aczkolwiek tym razem był dość świadom problemu by zaalarmować zawczasu.
Po ponad godzinnym spóźnieniu i ciszy drażnił go już nawet zegar cyfrowy, który z każdą kolejną mijającą minutą zdawał się wręcz złośliwie uzmysławiać mu sytuację w jakiej się znalazł.
Znowu.
一 Jeszcze nic. Nie wiem, może są korki, zresztą... Pablo raczej nie słynie z punktualności, zawsze... no. 一 Ugryzł się w język; tak naprawdę to nie miał pojęcia jakie podejście do punktualności miał jego straszy brat, bo więcej życia spędził bez niego niż z nim.
Umilkł, obrócił po raz kolejny telefon w pocących się dłoniach i przesunął palcem po wyświetlaczu, chcąc odświeżyć ponownie okienko ich krótkiej konwersacji, jakby spodziewał się, że pojawi się coś nowego. Coś, co tłumaczyłoby jakkolwiek tę nieobecność, absurdalnie tym bardziej fizyczną im dłużej czekał.
Był wdzięczny, że Dylan nie zasypywał go pytaniami. Sam od parunastu minut walczył z falą mdłości, a krótsze loki przykleiły mu się od potu do skroni, mimo, że przez większość czasu czuł się tak, jakby coraz bardziej odklejał się od rzeczywistości. Przestał słyszeć irytujące tykanie zegarka na nadgarstku Gauthiera, nie zareagował tak jak zwykle - podskokiem - gdy na zewnątrz rozległ się alarm samochodowy, a spojrzenie wbite nieco ponad wyświetlaczem na kuchence widocznej z kanapy było tak nieobecne, że pewnie nie zauważyłby nawet, gdyby przez salon przebiegło im właśnie stado pingwinów.
Serce łomotało mu tak, że gdyby tylko zerknął w dół zauważyłby, że drgała mu również klatka piersiowa. A może był to po prostu spłycony oddech?
Po kilku smsach, które wysłał w ramach próby nawiązania kontaktu, a na które nie doczekał się odpowiedzi postanowił wreszcie zadzwonić.
Czując silną potrzebę odcięcia się od reszty świata i skupienia na sygnale, Rivera zaciągnął sobie na głowę kaptur, odwinął się tak, by utknąć w samym rogu kanapy i podskubując zawieszkę od zamka błyskawicznego bluzy pod szyją (jako że kołnierz koszuli zupełnie się nie nadawał, zbyt sztywny i gładki by coś z niego wyciągnąć) w nerwowym oczekiwaniu na głos po drugiej stronie słuchawki - jakiekolwiek przeprosiny, przekleństwo poprzedzające oczywistość, że o czymś się zapomniało - z każdą sekundą coraz bardziej zdawał sobie sprawę z czegoś, o czym wiedział, ale na chwilę udało mu się zapomnieć.
Po kolejnym sygnale automatycznej sekretarki w końcu rozłączył się i wcisnął telefon do kieszeni, uczepił się oburącz krawędzi kaptura, który naciągnął sobie jeszcze niżej, podciągnął kolana i wcisnął się bokiem między oparcie a podłokietnik, nie pragnąc w tej chwili niczego bardziej niż tego by po prostu zniknąć.
Czuł, że Dylan wciąż znajdował się w zasięgu, ale i tak nie udało mu się powstrzymać charakterystycznego, jednoznacznego pociągnięcia nosem.
Dylan Gauthier