that awkward moment when…
: śr sty 14, 2026 7:23 pm
Uśmiechnął się delikatnie, kiedy stwierdziła, że woli mniej kwaśne wino, coś w tym pewnie było, że klientki takich butików jednak wybierały to wytrwane, mniej cukru, mniej kalorii, które przecież musiały liczyć. Galen chyba zdawał sobie z tego sprawę, musiał, przecież on zawsze w barku miał jakieś wytrwane wino, kiedy zapraszał do siebie kolejną modelkę, gustującą w takich trunkach.
- Ja też, wolę mniej kwaśne - rzucił z uśmiechem, chociaż przecież wcale nie spróbował, a może on nie mówił o winie? Tylko już bardziej o kobietach? Bo Galenowi też ostatnio zupełnie zmienił się typ i jak kiedyś, wystarczyło, że dziewczyna miała długie, zgrabne nogi, które mogłaby mu zarzucać na szyję w jego drogim apartamencie, tak on teraz szukał czegoś innego.
W Nelly to chyba widział. Chociaż nogi też miała bajeczne, w tej krótkiej sukience.
Kiedy się z nim zgodziła, to kącik jego ust uniósł się ku górze, a jednak widział na jej twarzy jeszcze to zatroskanie, sięgnął do jej policzka, żeby przesunąć po gładkiej skórze kciukiem, zahaczyć o jej podbródek i zadrzeć go do góry, tak, żeby na niego spojrzała, w te obłędnie niebieskie oczy.
- Spójrz na to tak Nelly... - zaczął i cofnął dłoń, bo nie chciał jej zbyt łatwo speszyć - że mój szef mógłby spać na pieniądzach i pewnie przepuściłby je na... - dużo rzeczy chciał powiedzieć, kolejny skandalicznie drogi samochód? Na kobiety, które nie miały takiego kręgosłupa moralnego jak ona? - Na głupoty - dokończył jednak - a tak, ty będziesz miała coś ładnego, ja będę mógł ci to sprawić, a on nawet nie zauważy - wzruszył ramionami, jeszcze może chciał coś powiedzieć, że to prawie jak Robin Hood, który zabierał bogatym, a dawał biednym, ale chyba takich rzeczy się nie mówi. Chociaż przecież Gaspard był... biedny.
Skinął głową, kiedy zgodziła się, że wezmą tą, którą on wybrał. Chociaż może powinien się ugiąć i jednak pójść za jej wyborem? Ale Galen przecież lubił mieć kontrolę, lubił się rządzić, nawet kiedy udawał. Chociaż prawda jest taka, że on na pewno każe zapakować wszystkie trzy sukienki, tylko może nie wszystkie od razu wylądują u Nelly.
Znowu się roześmiał, krótko, ale szczerze kiedy powiedziała o tej tajemnicy zawodowej, znał to pojęcie, też w firmie z tego korzystali, ale oni robili przetargi na milionowe sprawy, a nie mieszali wino.
- Tak podejrzewałem, że ten smak to zasługa odpowiedniego mieszania, a Ty jesteś prawdziwą grzańcową czarodziejką - mrugnął do niej jednym okiem. Rzeczywiście kiedy oni sobie tak rozmawiali o tym winie, to czuł się przy niej naprawdę dobrze. Luźno, miło, a przecież on wiecznie musiał się spinać i wszystkim tylko dogadzać. Jej nie musiał.
- A później cyk awans, na stanowisko starszego skrzynkowego, wiesz... bo ja jestem ambitny - akurat z tym jej nie skłamał, bo był, cholernie.
Był też tak samo w nią zapatrzony, cholernie a przecież Galen w ogóle nie używa takich słów, ale przy niej może mógł? Mógł trochę wyluzować, nawet sięgnął pod szyję, żeby poluzować delikatnie ten swój idealnie zawiązany krawat. Kiedy prowadził ją do gabloty z biżuterią, a jego niebieskie tęczówki znowu prześlizgnęły się po jej sylwetce.
- I wtedy będziemy kontynuować niespodziankę - odpowiedział od razu na jej pytanie, kiedy jego palce zacisnęły się na diamentowej kolii. A gdy Nelly się odwróciła to delikatnie ułożył ją na jej smukłej szyi, zapiął zapięcie, przejechał jeszcze po nim palcem dla pewności, a może dla tego elektryzującego uczucia, które pojawiało się między nimi, gdy jego opuszki lądowały na jej delikatnej skórze? Trwało to chwilę, ale powietrze znowu zgęstniało, a przynajmniej to poczuł właśnie Wyatt.
Opuścił szybę i oparł się o nią łokciami, twarz wsparł na nadgarstkach obserwując brunetkę z tej perspektywy.
- Wyjęłaś mi to z ust, piękna - tylko czy mówił o naszyjniku, czy jednak o niej? Kiedy te jego niebieskie oczy znowu wpatrzone w nią były tak intensywnie.
- Trochę szaleństwa jest wskazane - wyprostował się, chociaż Galen to uwielbiał je chyba za bardzo, to szaleństwo - wiesz, żeby nie było nudno - z tym dobrym gustem też się zgodził, chociaż nic nie powiedział, ale tak było, że Wyatt miał gust, zwłaszcza miał oko do biżuterii i bielizny. Wystąpił zza kontuaru i tym razem się o niego oparł plecami przyglądając jej się.
- Bardzo, musimy ją wziąć - uśmiechnął się znowu, a na pytanie o włosy przechylił na bok głowę. Nie mógł się zdecydować bo i tak, i tak mu się podobało.
- Rozpuszczone - rzucił w końcu, jednak te ciemne kosmyki spływające po ramionach, chyba urzekały go bardziej. Chociaż podszedł do niej i zgarnął jej włosy z tej kolii właśnie, żeby i tak była widoczna.
Na te słowa na temat bielizny zerknął w kierunku manekinów, które je prezentowały.
- Nie będę, pooglądam sobie gazetki, czy coś... - rzucił i uśmiechnął się zadziornie, zrobił krok w jej kierunku, ale w tym czasie akurat pojawiła się ekspedientka, z wypiekami na policzkach, bo chyba się zlatała za tym jego winem...
- Panie Wyatt nigdzie nie mieli tego wina... - zaczęła zdejmując płaszcz, a Galen strzelił oczami, miała nie mówić do niego po nazwisku. Dziewczyna chyba to zauważyła, bo zaraz ruszyła do Nelly.
- Ojej jak ślicznie Pani w tej sukience, a ta kolia idealnie pasuje, dobieramy coś jeszcze? Może pomogę - i już prowadziła ją z powrotem w kierunku przymierzalni, a Galenowi chyba rzeczywiście zostało oglądania katalogów z biżuterią, kiedy został sam przy gablocie, chociaż jego spojrzenie wciąż uciekało w kierunku, w którym sprzedawczyni poprowadziła brunetkę. A mógł się jednak zaoferować, że też jej pomoże. Z bielizną.
Nelly Rowley
- Ja też, wolę mniej kwaśne - rzucił z uśmiechem, chociaż przecież wcale nie spróbował, a może on nie mówił o winie? Tylko już bardziej o kobietach? Bo Galenowi też ostatnio zupełnie zmienił się typ i jak kiedyś, wystarczyło, że dziewczyna miała długie, zgrabne nogi, które mogłaby mu zarzucać na szyję w jego drogim apartamencie, tak on teraz szukał czegoś innego.
W Nelly to chyba widział. Chociaż nogi też miała bajeczne, w tej krótkiej sukience.
Kiedy się z nim zgodziła, to kącik jego ust uniósł się ku górze, a jednak widział na jej twarzy jeszcze to zatroskanie, sięgnął do jej policzka, żeby przesunąć po gładkiej skórze kciukiem, zahaczyć o jej podbródek i zadrzeć go do góry, tak, żeby na niego spojrzała, w te obłędnie niebieskie oczy.
- Spójrz na to tak Nelly... - zaczął i cofnął dłoń, bo nie chciał jej zbyt łatwo speszyć - że mój szef mógłby spać na pieniądzach i pewnie przepuściłby je na... - dużo rzeczy chciał powiedzieć, kolejny skandalicznie drogi samochód? Na kobiety, które nie miały takiego kręgosłupa moralnego jak ona? - Na głupoty - dokończył jednak - a tak, ty będziesz miała coś ładnego, ja będę mógł ci to sprawić, a on nawet nie zauważy - wzruszył ramionami, jeszcze może chciał coś powiedzieć, że to prawie jak Robin Hood, który zabierał bogatym, a dawał biednym, ale chyba takich rzeczy się nie mówi. Chociaż przecież Gaspard był... biedny.
Skinął głową, kiedy zgodziła się, że wezmą tą, którą on wybrał. Chociaż może powinien się ugiąć i jednak pójść za jej wyborem? Ale Galen przecież lubił mieć kontrolę, lubił się rządzić, nawet kiedy udawał. Chociaż prawda jest taka, że on na pewno każe zapakować wszystkie trzy sukienki, tylko może nie wszystkie od razu wylądują u Nelly.
Znowu się roześmiał, krótko, ale szczerze kiedy powiedziała o tej tajemnicy zawodowej, znał to pojęcie, też w firmie z tego korzystali, ale oni robili przetargi na milionowe sprawy, a nie mieszali wino.
- Tak podejrzewałem, że ten smak to zasługa odpowiedniego mieszania, a Ty jesteś prawdziwą grzańcową czarodziejką - mrugnął do niej jednym okiem. Rzeczywiście kiedy oni sobie tak rozmawiali o tym winie, to czuł się przy niej naprawdę dobrze. Luźno, miło, a przecież on wiecznie musiał się spinać i wszystkim tylko dogadzać. Jej nie musiał.
- A później cyk awans, na stanowisko starszego skrzynkowego, wiesz... bo ja jestem ambitny - akurat z tym jej nie skłamał, bo był, cholernie.
Był też tak samo w nią zapatrzony, cholernie a przecież Galen w ogóle nie używa takich słów, ale przy niej może mógł? Mógł trochę wyluzować, nawet sięgnął pod szyję, żeby poluzować delikatnie ten swój idealnie zawiązany krawat. Kiedy prowadził ją do gabloty z biżuterią, a jego niebieskie tęczówki znowu prześlizgnęły się po jej sylwetce.
- I wtedy będziemy kontynuować niespodziankę - odpowiedział od razu na jej pytanie, kiedy jego palce zacisnęły się na diamentowej kolii. A gdy Nelly się odwróciła to delikatnie ułożył ją na jej smukłej szyi, zapiął zapięcie, przejechał jeszcze po nim palcem dla pewności, a może dla tego elektryzującego uczucia, które pojawiało się między nimi, gdy jego opuszki lądowały na jej delikatnej skórze? Trwało to chwilę, ale powietrze znowu zgęstniało, a przynajmniej to poczuł właśnie Wyatt.
Opuścił szybę i oparł się o nią łokciami, twarz wsparł na nadgarstkach obserwując brunetkę z tej perspektywy.
- Wyjęłaś mi to z ust, piękna - tylko czy mówił o naszyjniku, czy jednak o niej? Kiedy te jego niebieskie oczy znowu wpatrzone w nią były tak intensywnie.
- Trochę szaleństwa jest wskazane - wyprostował się, chociaż Galen to uwielbiał je chyba za bardzo, to szaleństwo - wiesz, żeby nie było nudno - z tym dobrym gustem też się zgodził, chociaż nic nie powiedział, ale tak było, że Wyatt miał gust, zwłaszcza miał oko do biżuterii i bielizny. Wystąpił zza kontuaru i tym razem się o niego oparł plecami przyglądając jej się.
- Bardzo, musimy ją wziąć - uśmiechnął się znowu, a na pytanie o włosy przechylił na bok głowę. Nie mógł się zdecydować bo i tak, i tak mu się podobało.
- Rozpuszczone - rzucił w końcu, jednak te ciemne kosmyki spływające po ramionach, chyba urzekały go bardziej. Chociaż podszedł do niej i zgarnął jej włosy z tej kolii właśnie, żeby i tak była widoczna.
Na te słowa na temat bielizny zerknął w kierunku manekinów, które je prezentowały.
- Nie będę, pooglądam sobie gazetki, czy coś... - rzucił i uśmiechnął się zadziornie, zrobił krok w jej kierunku, ale w tym czasie akurat pojawiła się ekspedientka, z wypiekami na policzkach, bo chyba się zlatała za tym jego winem...
- Panie Wyatt nigdzie nie mieli tego wina... - zaczęła zdejmując płaszcz, a Galen strzelił oczami, miała nie mówić do niego po nazwisku. Dziewczyna chyba to zauważyła, bo zaraz ruszyła do Nelly.
- Ojej jak ślicznie Pani w tej sukience, a ta kolia idealnie pasuje, dobieramy coś jeszcze? Może pomogę - i już prowadziła ją z powrotem w kierunku przymierzalni, a Galenowi chyba rzeczywiście zostało oglądania katalogów z biżuterią, kiedy został sam przy gablocie, chociaż jego spojrzenie wciąż uciekało w kierunku, w którym sprzedawczyni poprowadziła brunetkę. A mógł się jednak zaoferować, że też jej pomoże. Z bielizną.
Nelly Rowley