in the lion's den
: pn sty 05, 2026 1:36 am
Czasami potrafiły utknąć w naprawdę błędnym kole udowadniania sobie własnej hipokryzji. Kiedy jedna ryzykowała, druga też wskakiwała w ogień. Czasami wyłącznie po to, aby pokazać to w jaki sposób mogła się poczuć widząc to jak ukochana kobieta zdaje się lekceważyć samą śmierć. To była naprawdę bolesny widok.[/b]
- To zwykłe draśnięcie. Drobiazg - odparła, bagatelizując jak zwykle sprawę.
Faktycznie jednak widziała to w ten sposób. Wystrzelone z gwoździarki pociski nie miały na odległość takiej mocy i wyważenia aby wbić się specjalnie głęboko w ciało oraz zadać przesadne obrażenia. Po prostu miała pecha, że trafiona została w udo. Miękka część ciała, dosyć ukrwiona. Stąd też na jeansach znalazło się więcej krwi niż początkowo mogła się tego spodziewać.
Sama nie spodziewała się takich myśli, ale nie mogła nic na nie poradzić. Być może był to swoisty odruch. Jakby automatyczna reakcja umysłu i pokusa. Ciekawość, co się stanie jeśli zrobi tylko ten jeden krok, aby postawić nogę na ładunku. Jakie to będzie uczucie? Co po nim nastąpi? Była to pokusa porównywalna do tego, gdy kogoś zostawia się z przyciskiem podpisanym słowami Nie wciskać, a mózg zastanawia się co by się stało, gdyby zignorować ten nakaz.
Czekanie było najgorsze. Czuła jak drżą jej mięśnie nóg zmuszone do wystania w niezbyt komfortowej pozycji. Nie mogła nawet przenieść ciężaru z jednej nogi na drugą. Głównie dlatego, że obawiała się, że ta zraniona zaraz się pod nią ugnie jeśli tylko wywrze na niej zbyt duży nacisk.
W końcu jednak saperzy skończyli swoje mapowanie terenu i mogła bezpiecznie udać się w kierunku medyków, którzy niezwłocznie zabrali się do pracy. W tle rzecz jasna unosiły się dalej krzyki Sloana, które skutecznie ignorowała. Nie były one niczym nowym. Właściwie można powiedzieć, że co wtorek oskarżał je o to, że postradały zmysły. Być może tak właśnie było.
Nagle jednak zauważyła jak narzeczona zbliża się do niej pospiesznym krokiem. Podskórnie szykowała się na to, że ta może albo ją pocałować albo dać jej w twarz... Chociaż w ich przypadku zamiast fizycznej manifestacji gniewu pojawiały się mimowolne awantury. Tym razem jednak chodziło o pierwszą z opcji.
Bez zastanowienia odwzajemniła pocałunek. Zachłannie jakby miał być ich ostatnim, a jej dłoń znalazła się od razu na karku Zaylee jakby nie chciała dopuścić do tego, aby koronerka się od niej odsunęła.
- Za to mnie kochasz - szepnęła cicho i przez moment nie zwracała nawet uwagi na poczynania ratowników medycznych dopóki nie uświadomiła sobie, że jeden z nich zaczął rozcinać nogawkę jej spodni. - Serio? Mogliście poprosić to bym zdjęła. Lubiłam te jeansy...
Naprawdę nie widziała potrzeby w dewastowaniu odzieży. Była w stanie pozbyć się jej szybko i sprawnie, aby tylko umożliwić oględziny rany, ale jak widać ktoś musiał mieć inne plany. Niemal też przewróciła oczami na komentarz o głębokości dźgnięcia.
- Bez przesady na pewno nie jest tak źle - odparła i zaraz jej spojrzenie przeniosło się na Sloana, który wydał jej krótkie polecenie. Tym razem bez słowa skinęła głową, godząc się na takie warunki. - Szyjcie tutaj jeśli musicie.
Charles miał rację. Wciąż mieli robotę do wykonania i nie chciała tracić czasu na jakieś wycieczki ambulansem.
- W garażu jest wypatroszone ciało McMurphy'ego - poinformowała go krótko, nie zwracając uwagi na krzątających się ratowników. - Jakieś narzędzia... Nie zdążyłam się dobrze rozejrzeć przed usłyszeniem pierwszego wybuchu. Drzwi z podwórza do przybudówki mogą być zabezpieczone. Nie ruszałam ich, ani nie zbadałam.
Na razie tyle musiało mu wystarczyć. Potem sama pokaże mu dokładnie co i jak. Niech tylko skończą zaszywać tę cholerną ranę.
zaylee miller
- To zwykłe draśnięcie. Drobiazg - odparła, bagatelizując jak zwykle sprawę.
Faktycznie jednak widziała to w ten sposób. Wystrzelone z gwoździarki pociski nie miały na odległość takiej mocy i wyważenia aby wbić się specjalnie głęboko w ciało oraz zadać przesadne obrażenia. Po prostu miała pecha, że trafiona została w udo. Miękka część ciała, dosyć ukrwiona. Stąd też na jeansach znalazło się więcej krwi niż początkowo mogła się tego spodziewać.
Sama nie spodziewała się takich myśli, ale nie mogła nic na nie poradzić. Być może był to swoisty odruch. Jakby automatyczna reakcja umysłu i pokusa. Ciekawość, co się stanie jeśli zrobi tylko ten jeden krok, aby postawić nogę na ładunku. Jakie to będzie uczucie? Co po nim nastąpi? Była to pokusa porównywalna do tego, gdy kogoś zostawia się z przyciskiem podpisanym słowami Nie wciskać, a mózg zastanawia się co by się stało, gdyby zignorować ten nakaz.
Czekanie było najgorsze. Czuła jak drżą jej mięśnie nóg zmuszone do wystania w niezbyt komfortowej pozycji. Nie mogła nawet przenieść ciężaru z jednej nogi na drugą. Głównie dlatego, że obawiała się, że ta zraniona zaraz się pod nią ugnie jeśli tylko wywrze na niej zbyt duży nacisk.
W końcu jednak saperzy skończyli swoje mapowanie terenu i mogła bezpiecznie udać się w kierunku medyków, którzy niezwłocznie zabrali się do pracy. W tle rzecz jasna unosiły się dalej krzyki Sloana, które skutecznie ignorowała. Nie były one niczym nowym. Właściwie można powiedzieć, że co wtorek oskarżał je o to, że postradały zmysły. Być może tak właśnie było.
Nagle jednak zauważyła jak narzeczona zbliża się do niej pospiesznym krokiem. Podskórnie szykowała się na to, że ta może albo ją pocałować albo dać jej w twarz... Chociaż w ich przypadku zamiast fizycznej manifestacji gniewu pojawiały się mimowolne awantury. Tym razem jednak chodziło o pierwszą z opcji.
Bez zastanowienia odwzajemniła pocałunek. Zachłannie jakby miał być ich ostatnim, a jej dłoń znalazła się od razu na karku Zaylee jakby nie chciała dopuścić do tego, aby koronerka się od niej odsunęła.
- Za to mnie kochasz - szepnęła cicho i przez moment nie zwracała nawet uwagi na poczynania ratowników medycznych dopóki nie uświadomiła sobie, że jeden z nich zaczął rozcinać nogawkę jej spodni. - Serio? Mogliście poprosić to bym zdjęła. Lubiłam te jeansy...
Naprawdę nie widziała potrzeby w dewastowaniu odzieży. Była w stanie pozbyć się jej szybko i sprawnie, aby tylko umożliwić oględziny rany, ale jak widać ktoś musiał mieć inne plany. Niemal też przewróciła oczami na komentarz o głębokości dźgnięcia.
- Bez przesady na pewno nie jest tak źle - odparła i zaraz jej spojrzenie przeniosło się na Sloana, który wydał jej krótkie polecenie. Tym razem bez słowa skinęła głową, godząc się na takie warunki. - Szyjcie tutaj jeśli musicie.
Charles miał rację. Wciąż mieli robotę do wykonania i nie chciała tracić czasu na jakieś wycieczki ambulansem.
- W garażu jest wypatroszone ciało McMurphy'ego - poinformowała go krótko, nie zwracając uwagi na krzątających się ratowników. - Jakieś narzędzia... Nie zdążyłam się dobrze rozejrzeć przed usłyszeniem pierwszego wybuchu. Drzwi z podwórza do przybudówki mogą być zabezpieczone. Nie ruszałam ich, ani nie zbadałam.
Na razie tyle musiało mu wystarczyć. Potem sama pokaże mu dokładnie co i jak. Niech tylko skończą zaszywać tę cholerną ranę.
zaylee miller