002. champagne was a bad idea
: pt sty 09, 2026 10:28 pm
Zdecydowanie w tym alkoholu było coś więcej niż tylko procenty, a to nawet nie w alkoholu, tylko Madox sam sobie taki miks zaserwował. Taki, że mógłby go trzymać do rana, gdyby on rzeczywiście został na tym balu i się świetnie bawił. Ale nie został.
I wcale nie chciał tam wracać, nawet kiedy Pilar powiedziała, że go odwiezie do szpitala. Nie zmienia to jednak faktu, że Cherry się trochę przejął. Tracił wątek, a potem mu się przypominało i znowu się przejmował, ale to nie dlatego, że mu na niej w jakimkolwiek stopniu zależało, bo już dawno nie. Po prostu po tej całej mieszance w Noriedze budziły się jakieś dziwne pokłady empatii, więcej empatii niż zazwyczaj. Chociaż to też nie była taka empatia, która się u niego budziła przy Stewart, której on się od niej uczył, jak wtedy kiedy się wstawiał za kelnerką.
To było jeszcze coś innego, coś, co nie pozwalało mu wciąż siedzieć w miejscu i kazało mu ze wszystkimi gadać. I teraz też z tą Cherry by pogadał, albo z Pilar o Cherry, ale nie zdążył, bo już się zrywał z miejsca. Nawet jak Stewart zawołała jego imię to się nie zatrzymał, bo nagle go trochę otrzeźwiło. Drugi jebany telefon. A do tego jeszcze całkiem dobre prochy i papierosy. Ale by teraz zapalił tego papierosa, a najlepiej to skręta, żeby go przestało mulić.
Chociaż jak ten śnieg mu się tak nasypał w buty, pod nogawki, to trochę go to otrzeźwiło, odrobinkę. Aż z tego wszystkiego wylądował na tym zaśnieżonym krawężniku.
- Okradł mnie - mruknął tylko i schował na moment głowę miedzy kolanami - jebany - chyba skończył się miły Madox. I w ogóle ten dobry, wspaniały dzień, prawie już siedział w tym śniegu, chociaż nie chciał, bo jak tylko go poczuł na plecach pod koszulą, która znowu my wylazła ze spodni, to aż go wzdrygnęło, ale miał jakiś taki ciężki tyłek. Głowę też miał już ciężką, chociaż podniósł ją, kiedy Pilar przykucnęła przed nim i zajrzał w te jej bajeczne, brązowe oczy. Wypuścił z płuc powietrze nosem, kiedy mu powiedziała o tym brataniu z menelami. Przecież wiedział, doskonale sobie zdawał z tego sprawę, a jednak jeszcze wciąż nie potrafił pozbierać myśli. Po co on mu w ogóle dawał tą marynarkę? Teraz nie dość, że mu było zimno, to jeszcze znowu nie miał telefonu i tego zdjęcia z Cherry z karetki też, a chciał je tak bardzo pokazać Pilar.
Dopiero kiedy jej dłoń wylądowała na jego policzku, to wtulił go w nią, przesunął brodą po jej skórze.
- Chciałem ci coś pokazać - mruknął, jakby to właśnie było najważniejsze, że on jej chciał coś pokazać, a nie, że będzie musiał kupować następny telefon. Bo może nie było? Madox to akurat pewnie z tym swoim przećpanym łbem te telefony gubił dość często...
Może dlatego on już wszystko zapisywał w chmurze? I zaraz też o tym pomyślał, aż mu oczy znowu błysnęły, a może to ten pocałunek Pilar, te jej ciepłe słowa?
Jeszcze raz się zachwiał nisko na nogach i prawie wylądował w śniegu, ale kiedy go szarpnęła, kiedy tak go poprosiła, żeby wstał, to w końcu dźwignął się do góry. Chciał nawet poprawić sobie tę koszulę, ale była jakoś dziwnie pozapinana, w cały świat, więc tylko przesunął palcami po guzikach, a Pilar go w tym czasie już otrzepała ze śniegu.
- I do domu? - zapytał i jeszcze do niej sięgnął ale ona mu już wciskała w dłoń kluczyki - ja prowadzę? - chyba jednak nie do końca jeszcze wytrzeźwiał. Ale już na jej kolejne słowa uśmiechnął się szeroko, chociaż przymknął jedno oko kiedy znowu na nią patrzył.
- Pizza, zajebiście - czyli coś tam jednak docierało, schował te kluczyki do kieszeni spodni, ręce też i pokiwał głową - okej - rzeczywiście poszedł do auta, tylko przez chwilę się zastanawiał gdzie ono jest. Ale w końcu je znalazł, w końcu nawet wsiadł do środka, na siedzenie pasażera, chociaż przewiesił się nad sprzęgłem, żeby włożyć kluczyki do stacyjki i odpalić silnik, żeby zaraz włączyć wszystkie grzanie, kierownica, siedzenia, i co tam było, wszystkie dmuchawy na niego.
Siedział tak przez moment i znowu zaczął grzebać po kieszeniach, a wtedy z jednej z tyłu wyciągnął jakąś samarkę z białym proszkiem. Znowu oczy mu się zaświeciły wyjrzał jeszcze przez okno, czy Pilar już idzie, ale jej nie widział. Dorzuci sobie jedną małą kreskę i będzie wtedy bardziej ogarnięty, ona się nie będzie na niego złościć, same plusy! Powiedzmy.
Rozejrzał się gdzie on ma to w ogóle sypać, i wpadło mu do głowy, że na deskę rozdzielczą, bo niby gdzie, nie miał tu żadnej tacki, żadnego lusterka, nawet telefonu nie miał...
Już nasypał biały proch na deskę, tylko teraz nie miał czym zrobić kresek, ani nawet nie miał dolara, żeby to wciągnąć. I kiedy on tak siedział i zastanawiał się jak ma teraz to zrobić, to drzwiczki otworzyła Pilar, a tam biały proch na jej desce rozdzielczej i jeszcze odrobina go po nosem Noriegi, bo raz próbował się zaciągnąć bezpośrednio, ale wcale mu to nie wyszło, ubrudził sobie tylko nos i tyle. Jego ciemne oczy najpierw spoczęły na Pilar, a potem zezował nimi na ten biały proch. Zauważy, czy nie?
Może nie.
Pilar Stewart
I wcale nie chciał tam wracać, nawet kiedy Pilar powiedziała, że go odwiezie do szpitala. Nie zmienia to jednak faktu, że Cherry się trochę przejął. Tracił wątek, a potem mu się przypominało i znowu się przejmował, ale to nie dlatego, że mu na niej w jakimkolwiek stopniu zależało, bo już dawno nie. Po prostu po tej całej mieszance w Noriedze budziły się jakieś dziwne pokłady empatii, więcej empatii niż zazwyczaj. Chociaż to też nie była taka empatia, która się u niego budziła przy Stewart, której on się od niej uczył, jak wtedy kiedy się wstawiał za kelnerką.
To było jeszcze coś innego, coś, co nie pozwalało mu wciąż siedzieć w miejscu i kazało mu ze wszystkimi gadać. I teraz też z tą Cherry by pogadał, albo z Pilar o Cherry, ale nie zdążył, bo już się zrywał z miejsca. Nawet jak Stewart zawołała jego imię to się nie zatrzymał, bo nagle go trochę otrzeźwiło. Drugi jebany telefon. A do tego jeszcze całkiem dobre prochy i papierosy. Ale by teraz zapalił tego papierosa, a najlepiej to skręta, żeby go przestało mulić.
Chociaż jak ten śnieg mu się tak nasypał w buty, pod nogawki, to trochę go to otrzeźwiło, odrobinkę. Aż z tego wszystkiego wylądował na tym zaśnieżonym krawężniku.
- Okradł mnie - mruknął tylko i schował na moment głowę miedzy kolanami - jebany - chyba skończył się miły Madox. I w ogóle ten dobry, wspaniały dzień, prawie już siedział w tym śniegu, chociaż nie chciał, bo jak tylko go poczuł na plecach pod koszulą, która znowu my wylazła ze spodni, to aż go wzdrygnęło, ale miał jakiś taki ciężki tyłek. Głowę też miał już ciężką, chociaż podniósł ją, kiedy Pilar przykucnęła przed nim i zajrzał w te jej bajeczne, brązowe oczy. Wypuścił z płuc powietrze nosem, kiedy mu powiedziała o tym brataniu z menelami. Przecież wiedział, doskonale sobie zdawał z tego sprawę, a jednak jeszcze wciąż nie potrafił pozbierać myśli. Po co on mu w ogóle dawał tą marynarkę? Teraz nie dość, że mu było zimno, to jeszcze znowu nie miał telefonu i tego zdjęcia z Cherry z karetki też, a chciał je tak bardzo pokazać Pilar.
Dopiero kiedy jej dłoń wylądowała na jego policzku, to wtulił go w nią, przesunął brodą po jej skórze.
- Chciałem ci coś pokazać - mruknął, jakby to właśnie było najważniejsze, że on jej chciał coś pokazać, a nie, że będzie musiał kupować następny telefon. Bo może nie było? Madox to akurat pewnie z tym swoim przećpanym łbem te telefony gubił dość często...
Może dlatego on już wszystko zapisywał w chmurze? I zaraz też o tym pomyślał, aż mu oczy znowu błysnęły, a może to ten pocałunek Pilar, te jej ciepłe słowa?
Jeszcze raz się zachwiał nisko na nogach i prawie wylądował w śniegu, ale kiedy go szarpnęła, kiedy tak go poprosiła, żeby wstał, to w końcu dźwignął się do góry. Chciał nawet poprawić sobie tę koszulę, ale była jakoś dziwnie pozapinana, w cały świat, więc tylko przesunął palcami po guzikach, a Pilar go w tym czasie już otrzepała ze śniegu.
- I do domu? - zapytał i jeszcze do niej sięgnął ale ona mu już wciskała w dłoń kluczyki - ja prowadzę? - chyba jednak nie do końca jeszcze wytrzeźwiał. Ale już na jej kolejne słowa uśmiechnął się szeroko, chociaż przymknął jedno oko kiedy znowu na nią patrzył.
- Pizza, zajebiście - czyli coś tam jednak docierało, schował te kluczyki do kieszeni spodni, ręce też i pokiwał głową - okej - rzeczywiście poszedł do auta, tylko przez chwilę się zastanawiał gdzie ono jest. Ale w końcu je znalazł, w końcu nawet wsiadł do środka, na siedzenie pasażera, chociaż przewiesił się nad sprzęgłem, żeby włożyć kluczyki do stacyjki i odpalić silnik, żeby zaraz włączyć wszystkie grzanie, kierownica, siedzenia, i co tam było, wszystkie dmuchawy na niego.
Siedział tak przez moment i znowu zaczął grzebać po kieszeniach, a wtedy z jednej z tyłu wyciągnął jakąś samarkę z białym proszkiem. Znowu oczy mu się zaświeciły wyjrzał jeszcze przez okno, czy Pilar już idzie, ale jej nie widział. Dorzuci sobie jedną małą kreskę i będzie wtedy bardziej ogarnięty, ona się nie będzie na niego złościć, same plusy! Powiedzmy.
Rozejrzał się gdzie on ma to w ogóle sypać, i wpadło mu do głowy, że na deskę rozdzielczą, bo niby gdzie, nie miał tu żadnej tacki, żadnego lusterka, nawet telefonu nie miał...
Już nasypał biały proch na deskę, tylko teraz nie miał czym zrobić kresek, ani nawet nie miał dolara, żeby to wciągnąć. I kiedy on tak siedział i zastanawiał się jak ma teraz to zrobić, to drzwiczki otworzyła Pilar, a tam biały proch na jej desce rozdzielczej i jeszcze odrobina go po nosem Noriegi, bo raz próbował się zaciągnąć bezpośrednio, ale wcale mu to nie wyszło, ubrudził sobie tylko nos i tyle. Jego ciemne oczy najpierw spoczęły na Pilar, a potem zezował nimi na ten biały proch. Zauważy, czy nie?
Może nie.
Pilar Stewart