Trzy, dwa, jeden... Szczęśliwego Nowego Roku!...
: sob sty 17, 2026 11:18 am
Mocniej zaciskam palce na jej kolanie i zerkam na nią kątem oka, sam się trochę spinam, bo w aucie zaczyna robić się coraz dziwniej, ale za oknami wciąż miasto, a chyba jakby nas mieli gdzieś wywieźć to raczej do lasu? Lepiej żeby Charlotte umiała szybko biegać, to chociaż ona się uratuje, bo ja w sumie byłem marnym biegaczem, najgorszy sport, nawet krótki sprint na autobus to było dla mnie za wiele i często zwyczajnie wolałem pojechać następnym. Potem jesteśmy tak blisko siebie, że już chyba bliżej nie możemy, a nasze dłonie znowu łączą się w uścisku, co wcale mnie nie dziwi, w duchu dziękowałem, że nie muszę siedzieć koło człeka ptaka, bo ten wydawał się jeszcze dziwniejszy niż wszyscy inni tutaj zgromadzeni. Przyglądam mu się uważnie, a kiedy kieruje swoje słowa do Kovalski to parskam śmiechem. O kurwa, od razu z grubej rury widzę. Czekam na rozwój sytuacji i gdy dziewczyna odpowiada, że już ma gniazdo to kiwam głową dla potwierdzenia - Właśnie, odgruchaj się łaskawie od mojej dziewczyny, Gołąbeczku - kiedy ktoś do niego dzwoni, a on odbiera telefon i daje na głośnik to dosłownie kurwa wszyscy w aucie przyglądają mu się uważnie, nawet kierowca zerka ciągle w lusterko i ścisza trochę muzykę chyba tylko po to, żebyśmy wszyscy lepiej słyszeli rozmowę, chociaż ciężko było cokolwiek z tego zrozumieć, dla mnie to była po prostu jakaś wiązanka absurdów. A potem chłop tak po prostu wyskoczył z auta i zostało po nim tylko... jajko leżące na fotelu tam gdzie jeszcze przed chwilą siedział. Od razu się rzucam przez Lottie, żeby zatrzasnąć za nim drzwi - O kurwa! Widzieliście to?!... - ciężko byłoby nie zauważyć, ale chyba tylko my się jakkolwiek przejęliśmy. Odwracam się żeby spojrzeć przez tylną szybę, ale facet dosłownie przetoczył się po asfalcie, wstał i pobiegł w drugą stronę ponownie machając rękami, jak pierdolony kaskader, nawet karton nie spadł mu z głowy. Muszę się napić, bo na trzeźwo robiło się coraz bardziej dziwnie. Szlafrok wraca do przeszukiwania schowków i nagle wyjmuje z jednego jakiś obrazek - Fajne, mogę to wziąć? - pyta, a kierowca przytakuje głową. Chłop unosi obrazek nieco wyżej, żebyśmy mogli zobaczyć - Chcecie też? Jest tego więcej - dosłownie trzyma w palcach obrazek papieża i chociaż w pierwszej chwili chcę odmówić, to ostatecznie wysuwam się nieco do przodu, żeby rzucić okiem do schowka - No, a masz taki z Janem Pawłem II? - przez chwilę grzebie w schowku, żeby w końcu podać mi zdjęcie papieża Polaka. Odbieram je i wyciągam w kierunku Charlotte - Dla ciebie wziąłem - uśmiecham się słodko. Papież z Polski, jej rodzina też była z Polski, to chyba miało sens? Nie wiem czy kiedykolwiek w ogóle tam była, ale może sobie powiesi przy lustrze i będzie wracać myślami do zielonych nizin ziemi swoich pradziadków. Kierowca oznajmia, że dojechaliśmy na miejsce, więc zerkam w szybę - jesteśmy przy jakiś garażach i chociaż wygląda to trochę podejrzanie to chyba nie chcę zostawać w taksówce. Zresztą byłem jebanym raverem, zdawałem sobie sprawę, że niektóre ukryte miejscówki rozstawiały się w takich dziwnych miejscach. Jedna noc i zmiana, kiedyś byłem na drum'n'basach w jakimś opuszczonym forcie w środku lasu - Wychodzimy - zwracam się do Charlotte, bo chyba sama się waha, a potem wyciągam pieniądze w kierunku kierowcy, ale ten unosi jedną rękę, że nie i w zamian robi mi na czole znak krzyża - Bóg zapłać - rzuca, a ja wzruszam ramionami. Nie to nie. Zabieram ze sobą jajko, w sumie byłem ciekaw czy coś się z niego wykluje. Uber odjeżdża, a gość w szlafroku jeszcze nas zaczepia, wciska mi coś w rękę i dopiero po chwili zauważam, że to niewielki, pomięty joint - Dzięki za podwózkę, masz na farta - chowam skręta do kieszeni i kiwam głową w geście podziękowania, potem zwraca się w kierunku Charlotte - A to dla ciebie - i daje jej swój brokatowy cylinder. Pod nim piękna, błyszcząca łysina. Żegna się z nami i odchodzi, próbuję krzyczeć za nim gdzie jest wejście do tego klubu, ale znika w ciemności nocy. W tle słychać potężne basy, mam wrażenie, że czasem czuję jak ziemia drży pod stopami, więc chyba faktycznie coś tu się działo - To było dziwne, poszukajmy wejścia - upijam łyka z butelki, prawie nic już nie zostało, więc oddaję resztę dziewczynie a sam rozglądam się dookoła. Gdzieś między jednym garażem a drugim dostrzegam kolejną dziwną postać. Facet w kilcie i hawajskiej koszuli tańczy na środku, obok niego czarny pies w złotej, stożkowej czapce, leży i dosłownie mam wrażenie, że przygląda się jego dzikim pląsom - To chyba gdzieś tam, gotowa? - sam nie wiedziałem czy ja byłem, ale chyba nic dziwniejszego już nas dzisiaj nie spotka (jeszcze nie wiedziałem jak bardzo się mylę). Wyciągam do Kovalski rękę i uśmiecham się pokrzepiająco, a potem zbliżamy się do kolesia. Pytam gdzie jest wejście, jednak nic nie mówi, tylko macha głową w kierunku drzwi na lewo. Ok to mi wystarczy. Otwieram ciężkie wrota, muzyka robi się coraz głośniejsza, a my schodzimy w dół po wysokich, stromych schodach. W środku kurwy, sery i lasery, no nie dosłownie oczywiście, ale niezłą sobie tu bibkę zorganizowali. Nasze oczy atakują kolorowe światła, stroboskop napierdala, w środku duszno i jakby mgliście, a wokół pełno przebierańców. Jednorożce, wróżki, krasnoludki, kilku superbohaterów, cała plejada jebanych gwiazd, ponad tym wszystkim, na konsolecie DJ przebrany za księdza, gra właśnie elektroniczną wersję Ameno. A może prawdziwy ksiądz? Chyba nic by mnie już nie zdziwiło.
Charlotte Kovalski