old ghosts came hunting
: pt lut 20, 2026 8:59 am
Nie rozumiała ich rozmowy. Nie tak dokładnie – jej koreański był bardzo podstawowy. Taki, aby połową słów i połową gestów dogadać się w sklepie. Niemniej zgęstniała atmosfera i sposób, w jaki wróg patrzył na Tae pozwalał sądzić, że do spięcia dochodzi na poziomie ich relacji, a nie kwestii tego, że wtargnął do wojskowych koszar po więźnia. To wydawało się być sprawą drugorzędną.
Przesunęła się za rosłą sylwetkę Damona, która stanęła przed nią, niczym tarcza, którą miał być. Jej serce ścisnęło się nieprzyjemnie, a jednocześnie w głowie zagrało, choć ledwie jeden akord, to samo uczucie, które towarzyszyło mu zawsze, kiedy była blisko. To samo, które było, jeszcze na długo, zanim w ogóle to, co mieli faktycznie można było nazwać czymś. Poczucie bezpieczeństwa. Równie szybko, co się pojawiło, przygasło – zastąpione i zdeptane przez zwyczajną obawę o niego. Wiedziała, do czego był zdolny, wiedziała jak bezwzględny mógł być, ale wiedziała też, jakimi potworami byli ludzie stąd. Z tych koszar. Naturalnym było, że martwiła się o niego i nie chciała, aby jego także skrzywdzili.
Napięła się, gdy doszło do spięcia między dwójką, a wystrzał z broni dosłownie rozminął się z jej postacią. Stała w miejscu, jak sparaliżowana, obserwując jak mężczyźni zamieniają się w brutalną chmurę bezwzględnych ciosów. Nie potrafiła zareagować, choć przecież powinna. Była wojskową, takie akcje nie powinny w niej wywoływać podobnej reakcji. A jednak – mięśnie zmieniły się w kamień, którego nie sposób było ruszyć.
Mogła tylko z niewielką ulgą odnotowywać, że to Tae w tym starciu był widocznie lepszy. To było widać w każdym, nawet najmniejszym ruchu. W każdym drgnięciu mięśni. No i na efekcie końcowym, kiedy to jej Koreańczyk dopadł napastnika i miał całkowicie i na dobre zamknąć nie tylko rozdział, ale cały życiorys przeciwnika.
Rywal nawet przez moment nie próbował przełamać chwytu jak imadło mężczyzny, łapiąc go za przedramię. Szukał zupełnie innego wyjścia z sytuacji, działał w pełni taktycznie, uderzając go najpierw z łokcia kilkakrotnie w żebra, a dopiero później, na szybko odnajdując nóż taktyczny, który znalazł się w boku uda Damona. Ale to nie pomogło. Tae, jak chwycił przeciwnika, był jak rozwścieczony pies w ferworze, którego nic nie było w stanie oderwać od celu. Ani to, ani każde późniejsze dźgnięcie na oślep, cudem rozmijające się ze strategicznymi, anatomicznymi punktami w udzie, trafiając w mięśnie boczne uda a nie tętnicę. Ból musiał być niesamowity, ale nawet to nie pomogło.
W końcu rywal nie miał siły, udławił się własnym brakiem oddechy, a jego mięśnie zwiotczały. Nóż taktyczny ostał się po kolejnym wbiciu w mięśniach drugiego mężczyzny, a on sam wisiał już bezwładnie w fatalnych objęciach.
To trwało ledwie kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund. Nie zrobiła nic. Jak zesztywniała, tak trwała. A i tak wymagała od siebie zbyt wiele. Była torturowana, wycieńczona, głodzona i najpewniej odwodniona. Fakt, że w ogóle była przytomna było największym
Gdy ciało rywala bezwładnie wylądowała na ziemi, to był punkt, w którym drgnęła. Ostrożnie i z nieufnością do martwego mężczyzny, podeszła do Damona, swoje spojrzenie mając skupione na jego udzie, widocznym dzięki światłu wzierającym się do pokoju z korytarza. Teraz działała wedle procedury, chcąc przede wszystkim ocenić stan mężczyzny. Już po samym sposobie, w jaki krwawił, choć obfitym to nie pulsującym, mogła z ulgą odnotować, że przeciwnik pechowo, a szczęśliwie dla nich, nie trafił w tętnicę.
Podniosła więc spojrzenie na partnera, chcąc ocenić jak on wygląda. Czy pobladł, jak oddychał i w zasadzie w jakim punkcie był. Wiedziała, że potrzebowała zatamować krwawienie, ale nie miała czym. Opaska uciskowa była tu absolutnym no-no, ale potrzebował opatrunku.
Tyle tylko, że pewnie w jego perspektywie nie było na to czasu.
— Musisz usiąść — odezwała się. W końcu. Miało to być polecenie, a wyszła słaba, do zignorowania wręcz, proceduralna sugestia. — Muszę to zatamować.
Damon Tae
Przesunęła się za rosłą sylwetkę Damona, która stanęła przed nią, niczym tarcza, którą miał być. Jej serce ścisnęło się nieprzyjemnie, a jednocześnie w głowie zagrało, choć ledwie jeden akord, to samo uczucie, które towarzyszyło mu zawsze, kiedy była blisko. To samo, które było, jeszcze na długo, zanim w ogóle to, co mieli faktycznie można było nazwać czymś. Poczucie bezpieczeństwa. Równie szybko, co się pojawiło, przygasło – zastąpione i zdeptane przez zwyczajną obawę o niego. Wiedziała, do czego był zdolny, wiedziała jak bezwzględny mógł być, ale wiedziała też, jakimi potworami byli ludzie stąd. Z tych koszar. Naturalnym było, że martwiła się o niego i nie chciała, aby jego także skrzywdzili.
Napięła się, gdy doszło do spięcia między dwójką, a wystrzał z broni dosłownie rozminął się z jej postacią. Stała w miejscu, jak sparaliżowana, obserwując jak mężczyźni zamieniają się w brutalną chmurę bezwzględnych ciosów. Nie potrafiła zareagować, choć przecież powinna. Była wojskową, takie akcje nie powinny w niej wywoływać podobnej reakcji. A jednak – mięśnie zmieniły się w kamień, którego nie sposób było ruszyć.
Mogła tylko z niewielką ulgą odnotowywać, że to Tae w tym starciu był widocznie lepszy. To było widać w każdym, nawet najmniejszym ruchu. W każdym drgnięciu mięśni. No i na efekcie końcowym, kiedy to jej Koreańczyk dopadł napastnika i miał całkowicie i na dobre zamknąć nie tylko rozdział, ale cały życiorys przeciwnika.
Rywal nawet przez moment nie próbował przełamać chwytu jak imadło mężczyzny, łapiąc go za przedramię. Szukał zupełnie innego wyjścia z sytuacji, działał w pełni taktycznie, uderzając go najpierw z łokcia kilkakrotnie w żebra, a dopiero później, na szybko odnajdując nóż taktyczny, który znalazł się w boku uda Damona. Ale to nie pomogło. Tae, jak chwycił przeciwnika, był jak rozwścieczony pies w ferworze, którego nic nie było w stanie oderwać od celu. Ani to, ani każde późniejsze dźgnięcie na oślep, cudem rozmijające się ze strategicznymi, anatomicznymi punktami w udzie, trafiając w mięśnie boczne uda a nie tętnicę. Ból musiał być niesamowity, ale nawet to nie pomogło.
W końcu rywal nie miał siły, udławił się własnym brakiem oddechy, a jego mięśnie zwiotczały. Nóż taktyczny ostał się po kolejnym wbiciu w mięśniach drugiego mężczyzny, a on sam wisiał już bezwładnie w fatalnych objęciach.
To trwało ledwie kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund. Nie zrobiła nic. Jak zesztywniała, tak trwała. A i tak wymagała od siebie zbyt wiele. Była torturowana, wycieńczona, głodzona i najpewniej odwodniona. Fakt, że w ogóle była przytomna było największym
Gdy ciało rywala bezwładnie wylądowała na ziemi, to był punkt, w którym drgnęła. Ostrożnie i z nieufnością do martwego mężczyzny, podeszła do Damona, swoje spojrzenie mając skupione na jego udzie, widocznym dzięki światłu wzierającym się do pokoju z korytarza. Teraz działała wedle procedury, chcąc przede wszystkim ocenić stan mężczyzny. Już po samym sposobie, w jaki krwawił, choć obfitym to nie pulsującym, mogła z ulgą odnotować, że przeciwnik pechowo, a szczęśliwie dla nich, nie trafił w tętnicę.
Podniosła więc spojrzenie na partnera, chcąc ocenić jak on wygląda. Czy pobladł, jak oddychał i w zasadzie w jakim punkcie był. Wiedziała, że potrzebowała zatamować krwawienie, ale nie miała czym. Opaska uciskowa była tu absolutnym no-no, ale potrzebował opatrunku.
Tyle tylko, że pewnie w jego perspektywie nie było na to czasu.
— Musisz usiąść — odezwała się. W końcu. Miało to być polecenie, a wyszła słaba, do zignorowania wręcz, proceduralna sugestia. — Muszę to zatamować.
Damon Tae