Get up, get out of my house
: pt sty 16, 2026 8:05 pm
Walka o ostateczną rację szła bardzo źle. Żadna z nich nie wygrywała, a co gorsza, nie wyglądało na to, by któraś zdobywała przewagę. Co najwyżej obie coraz bardziej przegrywały. Tak się wojen przecież nie prowadzi. Miała doświadczenie w kłótniach i wiedziała, że taka rozmowa nie zaprowadzi ich donikąd. Lepiej byłoby, gdyby faktycznie stąd wyszła. Ale po tym, jak się zatrzymała tuż przy drzwiach, zrobienie tego ostatniego kroku zrobiło się niesamowicie trudne. Może gdyby dała się ponieść emocji i po prostu zrobiła to od razu, to wyszłyby na tym lepiej? Teraz nie było już na to zbyt wielu szans. Spuściła wzrok na podłogę, przegrywając bitwę na spojrzenia. To jednak nadal było za mało, by zawiesić cala wojnę. Zacisnęła palce na pasku od futerału, czując, jak wypłukują się z niej endorfiny. To niby naturalna reakcja po zażywaniu narkotyków, ale na to było jeszcze trochę za wcześnie. Była przytłoczona wszystkim, co słyszała i prawie wyczerpała argumenty, które mogłyby ją jakkolwiek obronić. Wiedziała, że zasłużyła sobie na taką nagrodę, wygrałaby ją pewnie w przedbiegach. Nie mogła cofnąć czasu i podjąć innych decyzji, ale nie wiedziała też, jak poradzić sobie z konsekwencjami tego, co odwaliła. Faktycznie, patowa sytuacja.
— Masz rację — przyznała cicho, nie podnosząc jeszcze wzroku. Nie chciała od nowa mierzyć się z jej spojrzeniem, nie mając planu, jak poradzić sobie z tą sytuacją. Jeszcze przed chwilą w głowie huczało jej od nadmiaru myśli i informacji. Teraz piszczała przerażająca pustka. Nic nie wydawało się właściwie ani uczciwe. Miała ochotę po prostu ją przytulić i odesłać całą kłótnię w niepamięć, ale to nie miało prawa zadziałać. Nie posprzeczały się o poplamienie bluzy, którą sobie pożyczyły, nie próbowała jej udobruchać po tym, jak znowu się zamyśliła i zapomniała słuchać odpowiedzi na pytanie, które jej zadała. No, może to drugie poniekąd się zgadzało. Ale to były ważniejsze pytania niż opinia Darling na temat filmu, który właśnie kończyłyby oglądać.
— Nie chcę cię już więcej ignorować. Postaram się tego nie robić. — Spojrzała jej wreszcie w oczy, bo nie wypada wyskakiwać z takimi deklaracjami, patrząc przy tym w podłogę. Bała się jej tego obiecywać. Nie znosiła niewywiązywania się z obietnic, a jednocześnie znała się na tyle dobrze, że wciąż gdzieś z tyłu głowy miała wizję ucieczki od przytłaczających ją uczuć. Chociaż na chwilkę. Cholera wie po co, skoro to nie pomagało, ale w desperacji nie myślała logicznie.
— Jeśli chcesz to zakończyć, to tak zróbmy. Moja wola nie wystarczy przecież, żeby to ciągnąć. — Uśmiechnęła się słabo, przypieczętowując wyjątkowo niekorzystny kontrakt. Wiedziała, że nie powinno się zgadzać na umowy, w których nie widzi się porządnych korzyści dla samej siebie. Martwiła się jednak, że próba buntu mogłaby zakończyć się całkowitym zakończeniem tej znajomości, a to byłoby już za dużo. Wolała pozbyć się tylko jednego fragmentu.
— Tylko już na siebie nie krzyczmy. I rozmawiajmy ze sobą w takiej częstotliwości jak zazwyczaj. Nie umiem się bawić życiem, jak nie jesteś jego częścią. — Zsunęła w końcu gitarę z pleców, bo zaczynała jej ciążyć. Niestety po odstawieniu instrumentu na podłogę w ogóle nie poczuła, że ciężar z jej barków został zdjęty.
— Naprawdę przepraszam. Myślałam, że robię nam przysługę, a to było strasznie zjebane. — Zaczęła nerwowo drapać się po szyi, znowu nie wiedząc, co ma zrobić z rękami. Trzeba było jednak trzymać tę gitarę. Było jej tak niewyobrażalnie smutno. Żałowała, że nie wyszła od razu, może uniknęłaby tego dziwacznego... zerwania związku, który nigdy nie zaistniał. Bo przecież ignorowanie problemów tak świetnie się do tej pory sprawdziło, nie? Cóż, zasłużyła sobie na taki wpierdol. Czuła się jak bohaterka greckiej tragedii. Wychodziła ze skóry, by tylko jak najbardziej na około ominąć wizję utraty bliskości Teddy i właśnie zderzała się ze ścianą, w której ta cała bajka się rozsypywała. Cwany los i tak ją dopadł, zwodnicze przeznaczenie kompletnie ją zdemolowało. Powinna pewnie teraz siąść i płakać, ale nie miała na to siły. Rzeczywiście czuła się dużo mocniej wypłukana z endorfin niż po każdej dawce MDMA, jaką przyjęła w życiu. Paskudne, obrzydliwe uczucie.
teddy darling
— Masz rację — przyznała cicho, nie podnosząc jeszcze wzroku. Nie chciała od nowa mierzyć się z jej spojrzeniem, nie mając planu, jak poradzić sobie z tą sytuacją. Jeszcze przed chwilą w głowie huczało jej od nadmiaru myśli i informacji. Teraz piszczała przerażająca pustka. Nic nie wydawało się właściwie ani uczciwe. Miała ochotę po prostu ją przytulić i odesłać całą kłótnię w niepamięć, ale to nie miało prawa zadziałać. Nie posprzeczały się o poplamienie bluzy, którą sobie pożyczyły, nie próbowała jej udobruchać po tym, jak znowu się zamyśliła i zapomniała słuchać odpowiedzi na pytanie, które jej zadała. No, może to drugie poniekąd się zgadzało. Ale to były ważniejsze pytania niż opinia Darling na temat filmu, który właśnie kończyłyby oglądać.
— Nie chcę cię już więcej ignorować. Postaram się tego nie robić. — Spojrzała jej wreszcie w oczy, bo nie wypada wyskakiwać z takimi deklaracjami, patrząc przy tym w podłogę. Bała się jej tego obiecywać. Nie znosiła niewywiązywania się z obietnic, a jednocześnie znała się na tyle dobrze, że wciąż gdzieś z tyłu głowy miała wizję ucieczki od przytłaczających ją uczuć. Chociaż na chwilkę. Cholera wie po co, skoro to nie pomagało, ale w desperacji nie myślała logicznie.
— Jeśli chcesz to zakończyć, to tak zróbmy. Moja wola nie wystarczy przecież, żeby to ciągnąć. — Uśmiechnęła się słabo, przypieczętowując wyjątkowo niekorzystny kontrakt. Wiedziała, że nie powinno się zgadzać na umowy, w których nie widzi się porządnych korzyści dla samej siebie. Martwiła się jednak, że próba buntu mogłaby zakończyć się całkowitym zakończeniem tej znajomości, a to byłoby już za dużo. Wolała pozbyć się tylko jednego fragmentu.
— Tylko już na siebie nie krzyczmy. I rozmawiajmy ze sobą w takiej częstotliwości jak zazwyczaj. Nie umiem się bawić życiem, jak nie jesteś jego częścią. — Zsunęła w końcu gitarę z pleców, bo zaczynała jej ciążyć. Niestety po odstawieniu instrumentu na podłogę w ogóle nie poczuła, że ciężar z jej barków został zdjęty.
— Naprawdę przepraszam. Myślałam, że robię nam przysługę, a to było strasznie zjebane. — Zaczęła nerwowo drapać się po szyi, znowu nie wiedząc, co ma zrobić z rękami. Trzeba było jednak trzymać tę gitarę. Było jej tak niewyobrażalnie smutno. Żałowała, że nie wyszła od razu, może uniknęłaby tego dziwacznego... zerwania związku, który nigdy nie zaistniał. Bo przecież ignorowanie problemów tak świetnie się do tej pory sprawdziło, nie? Cóż, zasłużyła sobie na taki wpierdol. Czuła się jak bohaterka greckiej tragedii. Wychodziła ze skóry, by tylko jak najbardziej na około ominąć wizję utraty bliskości Teddy i właśnie zderzała się ze ścianą, w której ta cała bajka się rozsypywała. Cwany los i tak ją dopadł, zwodnicze przeznaczenie kompletnie ją zdemolowało. Powinna pewnie teraz siąść i płakać, ale nie miała na to siły. Rzeczywiście czuła się dużo mocniej wypłukana z endorfin niż po każdej dawce MDMA, jaką przyjęła w życiu. Paskudne, obrzydliwe uczucie.
teddy darling