Are we doing this again?
: śr mar 18, 2026 7:41 pm
Nie miał humoru.
Kącik ust drgnął jej lekko, bo cóż… trudno było nie zauważyć. I rozumiała, naprawdę rozumiała. A przynajmniej starała się i dlatego też wreszcie – po raz pierwszy od bardzo dawna – ugryzła się w język. Nie zamierzała dolewać oliwy do ognia. Nie zamierzała się z nim droczyć, nie zamierzała się szczególnie mocno wyzłośliwiać… nie zdarzało się to często w towarzystwie Joela, jakby złośliwości były częścią tego u k ł a d u, ale tym razem trzymała to na wodzy. Wolała załagodzić sytuację zamiast go prowokować. Może to był błąd. Może była zbyt łagodna, ale jednocześnie… taka po prostu była.
Podniosła wzrok od telefonu, gdy zapewnił ją, że płaci. Zacisnęła wargi i przez moment wyglądała jakby bardzo chciała coś powiedzieć. Niesamowite czasy, w których było to aż tak istotne… kto zapłaci za cholerną pizzę. Czy zamierzała brać za nią od niego pieniądze? Nie. Bo to ona ją zaproponowała, ona zamówiła i bez najmniejszego problemu zapłaciła, gdy dotarła do tego etapu w aplikacji – Może nie jestem jeszcze graczem NBA… – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, bo to jeszcze było tutaj bardzo nie na miejscu – Ani nawet gwiazdą telewizji. – chociaż to już prędzej! – Ale jestem w stanie zamówić pizzę. Będziesz mógł się najwyżej tłumaczyć trenerowi, że to nie ty… że to ta panna, która była u ciebie w domu. Zmusiła cię do pochłonięcia tych wszystkich niezdrowych kalorii – nieprzerwanie sobie żartowała, jednocześnie kończąc składanie zamówienia i odrzucając telefon na bok – Plus może jak przytyjesz… nie będziesz tak seksowny, a ja będę miała w sobie trochę więcej siły, żeby tak łatwo nie zrzucać przed tobą ubrań. Wtedy też więcej nic nie przypalisz. Można więc śmiało stwierdzić, że naprawdę może nas uratować tylko ta pizza. – przez ułamek sekundy brzmiała jakby mówiła poważnie, ale zaraz się zaśmiała, kręcąc lekko głową, bo to było idiotyczne. Miała nadzieję, że pizza uratuje chociaż dzisiejszy wieczór… niczego więcej od niej nie oczekiwała.
- I możemy przenieść się do salonu. – potwierdziła, zsuwając się z blatu – I w innej sytuacji może faktycznie byś mi tego nie proponował… ale jesteśmy w tej i może to dobry pomysł. – i to wcale nie dlatego, że było jej zimno, ale dlatego, że faktycznie sytuacja była jaka była. Chociaż uwielbiała chodzić w jego koszulach, które i tak sięgały jej daleko za pośladki i były dłuższe niż niektóre sukienki, które miała w szafie – tym razem poczuła się w niej odrobinę zbyt nago. Dlatego zgarnęła sukienkę z podłogi – Zaraz wracam. – zostawiła go na moment, żeby zniknąć za drzwiami łazienki i doprowadzić się do porządku. Założyć sukienkę, poprawić włosy w nieładnie i pozbyć się reszty rozmazanej pomadki. Tak… musiała się doprowadzić do porządku i przy okazji dać sobie chwilę lub dwie na zebranie myśli. Tylko tyle! – Mieliśmy zaplanowane jeszcze jakieś atrakcje na dzisiaj? – rzuciła swobodnie jak już wyszła z łazienki i wróciła do salonu, oddając mu koszulę – Też się ubierz.
Joel Delaney
Kącik ust drgnął jej lekko, bo cóż… trudno było nie zauważyć. I rozumiała, naprawdę rozumiała. A przynajmniej starała się i dlatego też wreszcie – po raz pierwszy od bardzo dawna – ugryzła się w język. Nie zamierzała dolewać oliwy do ognia. Nie zamierzała się z nim droczyć, nie zamierzała się szczególnie mocno wyzłośliwiać… nie zdarzało się to często w towarzystwie Joela, jakby złośliwości były częścią tego u k ł a d u, ale tym razem trzymała to na wodzy. Wolała załagodzić sytuację zamiast go prowokować. Może to był błąd. Może była zbyt łagodna, ale jednocześnie… taka po prostu była.
Podniosła wzrok od telefonu, gdy zapewnił ją, że płaci. Zacisnęła wargi i przez moment wyglądała jakby bardzo chciała coś powiedzieć. Niesamowite czasy, w których było to aż tak istotne… kto zapłaci za cholerną pizzę. Czy zamierzała brać za nią od niego pieniądze? Nie. Bo to ona ją zaproponowała, ona zamówiła i bez najmniejszego problemu zapłaciła, gdy dotarła do tego etapu w aplikacji – Może nie jestem jeszcze graczem NBA… – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, bo to jeszcze było tutaj bardzo nie na miejscu – Ani nawet gwiazdą telewizji. – chociaż to już prędzej! – Ale jestem w stanie zamówić pizzę. Będziesz mógł się najwyżej tłumaczyć trenerowi, że to nie ty… że to ta panna, która była u ciebie w domu. Zmusiła cię do pochłonięcia tych wszystkich niezdrowych kalorii – nieprzerwanie sobie żartowała, jednocześnie kończąc składanie zamówienia i odrzucając telefon na bok – Plus może jak przytyjesz… nie będziesz tak seksowny, a ja będę miała w sobie trochę więcej siły, żeby tak łatwo nie zrzucać przed tobą ubrań. Wtedy też więcej nic nie przypalisz. Można więc śmiało stwierdzić, że naprawdę może nas uratować tylko ta pizza. – przez ułamek sekundy brzmiała jakby mówiła poważnie, ale zaraz się zaśmiała, kręcąc lekko głową, bo to było idiotyczne. Miała nadzieję, że pizza uratuje chociaż dzisiejszy wieczór… niczego więcej od niej nie oczekiwała.
- I możemy przenieść się do salonu. – potwierdziła, zsuwając się z blatu – I w innej sytuacji może faktycznie byś mi tego nie proponował… ale jesteśmy w tej i może to dobry pomysł. – i to wcale nie dlatego, że było jej zimno, ale dlatego, że faktycznie sytuacja była jaka była. Chociaż uwielbiała chodzić w jego koszulach, które i tak sięgały jej daleko za pośladki i były dłuższe niż niektóre sukienki, które miała w szafie – tym razem poczuła się w niej odrobinę zbyt nago. Dlatego zgarnęła sukienkę z podłogi – Zaraz wracam. – zostawiła go na moment, żeby zniknąć za drzwiami łazienki i doprowadzić się do porządku. Założyć sukienkę, poprawić włosy w nieładnie i pozbyć się reszty rozmazanej pomadki. Tak… musiała się doprowadzić do porządku i przy okazji dać sobie chwilę lub dwie na zebranie myśli. Tylko tyle! – Mieliśmy zaplanowane jeszcze jakieś atrakcje na dzisiaj? – rzuciła swobodnie jak już wyszła z łazienki i wróciła do salonu, oddając mu koszulę – Też się ubierz.
Joel Delaney