We gon' sip Bacardí like it's your birthday
: śr sty 21, 2026 1:21 pm
Wyjaśnienie Teddy wszystkiego, co siedziało w jej głowie, pewnie nie byłoby aż tak skomplikowane. Myśli często krążyły jej w bardzo dziwnych kierunkach i robiły z siebie jakieś koszmarne pętelki, ale jakby mówiła wystarczająco długo, to pewnie w końcu wyłożyłaby wszystko, co leżało jej na wątrobie. Problemem był raczej fakt, że niezbyt chciała to wszystko mówić. Nie umiała jeszcze znaleźć złotego środka w tej nowej sytuacji, w której się znalazły. Próba całkowitego zamknięcia mordy skończyła się okropnie. Tego nie chciała powtarzać, to było głupie i nie przyniosło niczego dobrego. Ostatnio próbowała jej też wiele wyjaśnić, ale to z kolei skończyło się kłótnią i wrzaskami. Zdrowy rozsądek podpowiadał jej, że gdyby wcześniej nie odwaliła z tym milczeniem i przyszła na rozmowę trzeźwa, to byłoby dużo lepiej i pewnie by się dogadały. Ale wolała tym podszeptom nie ufać i udawać, że problem był w rzeczywistości dużo większy. Może z tego wyniknie coś dobrego? Pewnie nie.
Uzupełniła jej szklankę nową porcją drinka i postawiła ją przy łóżku. Po chwili zawahania postawiła tam też samą butelkę z tonickiem. Może nie powinny już pić? Rano pewnie będą tego żałować. Ale jako dobra gospodyni nie mogłaby jej zostawić z pustym naczyniem! Nie sięgnęła jednak od razu po instrument. Wpakowała się na kolana Teddy, obejmując ją mocno. Wtuliła twarz w jej szyję i zastygła w bezruchu, zatapiając się w dotyku. Subtelne dotknięcie ręki to było za mało, by poczuła się w pełni spokojna po tej nieprzyjemniej wymianie zdań. Potrzebowała po prostu się do niej przytulić. Tak najzwyczajniej w całym świecie. Trwała tak dłuższą chwilę, aż w końcu przypomniała sobie, że przecież miała tu robić za bardkę. Niechętnie zeszła z łóżka.
Wyjęła z futerału swoją liliową gitarę. A może to był po prostu różowy? Niespecjalnie znała się na kolorach, po prostu uznała ją kiedyś za ładną. Instrument stał ścianą od tamtego feralnego dnia, jakoś nie przyszło jej do głowy, by cokolwiek z nim robić. Właściwie nie pamiętała, kiedy grała dla własnej przyjemności. Dla relaksu jej pierwszym wyborem było raczej piano, ale i jego nie ruszała od miesięcy. Leżało w futerale na szafie, na którą pomagała je wpakować Teddy, gdy April się tu wprowadzała. Nie chciała sobie zagracać sypialni wiecznie rozstawionym instrumentem i ciągle powtarzała, że jak kiedyś kupi własne mieszkanie lub dom, to znajdzie w nim miejsce na cały fortepian choćby skały srały. Usiadła obok niej. Oparła gitarę o kolano i przejechała palcami po strunach, sprawdzając brzmienie. Skrzywiła się. Instrument był fatalnie rozstrojony. Sięgnęła po kołki, naprężając struny. Przebiegała po nich palcami, nasłuchując uważnie dźwięków i korygując ich wysokość. Skupiła się na tej czynności całkowicie, jakby to było najważniejsze zadanie w jej życiu. Może po prostu potrzebowała się na czymś skupić, co nie było emocjonalnie wyczerpujące. Przejechała po strunach ponownie – tym razem brzmiało, jak należy. Zagrała pierwsze akordy, delikatnie i cicho. Pierwsza piosenka, jaka wpadła jej do głowy to Orange Juice. Starała się dopasować do życzeń Teddy jeszcze z Sylwestra. Problem w tym, że niezbyt się do tego przygotowała i nie pamiętała, jak te wszystkie piosenki lecą. Kurwa mać. Musi to ogarnąć. Noah Kahan miał szansę zawędrować na listę jej najczęściej odtwarzanych wykonawców tego roku, jeśli naprawdę się uprze.
— Przepraszam, nie pamiętam, co dalej. Ale jak zaczniesz śpiewać, to zaimprowizuję podkład. — Uśmiechnęła się nieco zawstydzona własną butą. Plan był dobry, szkoda tylko, że nie zaczęła go realizować. Musiała się skupić. Przecież nieraz wyrywała laski w taki sposób. Umiała grać. Jej wrodzony urok osobisty powinien się naturalnie połączyć ze zdolnościami muzycznymi i po prostu ją poprowadzić. Przygryzła wargę, szukając w pamięci innych piosenek. Przychodziły jej do głowy same bardzo dosłowne wyzwania miłosne, a przecież czegoś takiego grać nie będzie! W końcu przyszło jej do głowy coś na rozruch. Szarpnęła struny tym razem odnajdując rytm właściwie od razu.
— Something in the way she moves attracts me like no other lover. Something in the way she woos me... — The Beatles byli jednym z jej ulubionych zespołów właściwie od zawsze. Że też od razu na to nie wpadła! Może nieco trąciło to banałem, ale dla niej było perfekcyjne. Skupiła się na na brzmieniu gitary i własnego głosu, odpływając nieco w bezpieczny świat muzyki.
— Dobra, przepraszam, bo zaczynam brzmieć jak jakaś odklejona diwa. Chcesz spróbować? Może Never Going Back Again na sam początek? — Spojrzała na nią z rozbawieniem. Zrzucanie na głowę Fleetwood Mac komuś, kto nie umie jeszcze utrzymać żadnego akordu, to spore wyzwanie. Ale Teddy to zdolna dziewczyna!
teddy darling
Uzupełniła jej szklankę nową porcją drinka i postawiła ją przy łóżku. Po chwili zawahania postawiła tam też samą butelkę z tonickiem. Może nie powinny już pić? Rano pewnie będą tego żałować. Ale jako dobra gospodyni nie mogłaby jej zostawić z pustym naczyniem! Nie sięgnęła jednak od razu po instrument. Wpakowała się na kolana Teddy, obejmując ją mocno. Wtuliła twarz w jej szyję i zastygła w bezruchu, zatapiając się w dotyku. Subtelne dotknięcie ręki to było za mało, by poczuła się w pełni spokojna po tej nieprzyjemniej wymianie zdań. Potrzebowała po prostu się do niej przytulić. Tak najzwyczajniej w całym świecie. Trwała tak dłuższą chwilę, aż w końcu przypomniała sobie, że przecież miała tu robić za bardkę. Niechętnie zeszła z łóżka.
Wyjęła z futerału swoją liliową gitarę. A może to był po prostu różowy? Niespecjalnie znała się na kolorach, po prostu uznała ją kiedyś za ładną. Instrument stał ścianą od tamtego feralnego dnia, jakoś nie przyszło jej do głowy, by cokolwiek z nim robić. Właściwie nie pamiętała, kiedy grała dla własnej przyjemności. Dla relaksu jej pierwszym wyborem było raczej piano, ale i jego nie ruszała od miesięcy. Leżało w futerale na szafie, na którą pomagała je wpakować Teddy, gdy April się tu wprowadzała. Nie chciała sobie zagracać sypialni wiecznie rozstawionym instrumentem i ciągle powtarzała, że jak kiedyś kupi własne mieszkanie lub dom, to znajdzie w nim miejsce na cały fortepian choćby skały srały. Usiadła obok niej. Oparła gitarę o kolano i przejechała palcami po strunach, sprawdzając brzmienie. Skrzywiła się. Instrument był fatalnie rozstrojony. Sięgnęła po kołki, naprężając struny. Przebiegała po nich palcami, nasłuchując uważnie dźwięków i korygując ich wysokość. Skupiła się na tej czynności całkowicie, jakby to było najważniejsze zadanie w jej życiu. Może po prostu potrzebowała się na czymś skupić, co nie było emocjonalnie wyczerpujące. Przejechała po strunach ponownie – tym razem brzmiało, jak należy. Zagrała pierwsze akordy, delikatnie i cicho. Pierwsza piosenka, jaka wpadła jej do głowy to Orange Juice. Starała się dopasować do życzeń Teddy jeszcze z Sylwestra. Problem w tym, że niezbyt się do tego przygotowała i nie pamiętała, jak te wszystkie piosenki lecą. Kurwa mać. Musi to ogarnąć. Noah Kahan miał szansę zawędrować na listę jej najczęściej odtwarzanych wykonawców tego roku, jeśli naprawdę się uprze.
— Przepraszam, nie pamiętam, co dalej. Ale jak zaczniesz śpiewać, to zaimprowizuję podkład. — Uśmiechnęła się nieco zawstydzona własną butą. Plan był dobry, szkoda tylko, że nie zaczęła go realizować. Musiała się skupić. Przecież nieraz wyrywała laski w taki sposób. Umiała grać. Jej wrodzony urok osobisty powinien się naturalnie połączyć ze zdolnościami muzycznymi i po prostu ją poprowadzić. Przygryzła wargę, szukając w pamięci innych piosenek. Przychodziły jej do głowy same bardzo dosłowne wyzwania miłosne, a przecież czegoś takiego grać nie będzie! W końcu przyszło jej do głowy coś na rozruch. Szarpnęła struny tym razem odnajdując rytm właściwie od razu.
— Something in the way she moves attracts me like no other lover. Something in the way she woos me... — The Beatles byli jednym z jej ulubionych zespołów właściwie od zawsze. Że też od razu na to nie wpadła! Może nieco trąciło to banałem, ale dla niej było perfekcyjne. Skupiła się na na brzmieniu gitary i własnego głosu, odpływając nieco w bezpieczny świat muzyki.
— Dobra, przepraszam, bo zaczynam brzmieć jak jakaś odklejona diwa. Chcesz spróbować? Może Never Going Back Again na sam początek? — Spojrzała na nią z rozbawieniem. Zrzucanie na głowę Fleetwood Mac komuś, kto nie umie jeszcze utrzymać żadnego akordu, to spore wyzwanie. Ale Teddy to zdolna dziewczyna!
teddy darling