Strona 3 z 3

your blood's gone bad

: pt maja 22, 2026 11:37 pm
autor: Jonathan Myers
Tkwił w zawieszeniu, pomiędzy całkowitą kontrolą nad sytuacją a odbijanymi przez kobietę piłeczkami. Jednocześnie świadomy prowadzonej przez nich gry, której był aktywnym uczestnikiem, jak i kompletnie ślepy na to, dokąd faktycznie zamierzała ich zaprowadzić.
W końcu to było wyłącznie spotkanie udające towarzyskie.
Obiad, dzięki któremu mógł wysondować jej prawdziwą opinię na temat procesu, którego się podjęła. Sprawić, by może nie odkryła schowanych przez siebie kart, ale chociaż mógł dostrzec ile z nich potencjalnie tkwiło w jej talii. Carrington fascynowała go i interesowała wyłącznie na profesjonalnym podłożu.
A jednak jego wzrok z uwagą śledził język sunący po czerwonej wardze w geście, który tkwił w kontraście z profesjonalną i chłodną fasadą pani adwokat.
Jej obecność była niemożliwa do zignorowania we wnętrzu samochodu.
Nie dlatego, że próbowała wypełnić ciszę między nimi słowami - wręcz przeciwnie, ta cisza przynosiła większą świadomość j e j. Tego, w jaki sposób przesunęła się w fotelu na pierwszym skrzyżowaniu. Jak wygładziła dłonią ciemny materiał ubrania, którego szelest dotarł do niego znad warkotu silników.
W tej ciszy dostrzegł, z jaką łatwością prowadziła ich grę - oraz z jaką łatwością on ją kontynuował.
Oraz to, do czego mogła prowadzić.

Tkwiąc pod wysokim wieżowcem, w którym oczywiście mieszkała Venus Carrington, przesunął dłonią po szczęce w geście zastanowienia. Odwrócił ku niej głowę, na nieznośne kilka sekund pozwalając jej propozycji zawisnąć między nimi. Światło latarni wpadało przez okna samochodu, rozświetlając jej jasne włosy i pełne usta, lecz był przekonany, że błysk w jej oku nie miał nic z tym wspólnego.
- Ma pani rację - przyznał z fałszywym ociąganiem, pozwalając, by silnik zgasł, a przy braku jego warkotu cisza między nimi wyłącznie zgęstniała.
Wyszedł na zewnątrz jako pierwszy - obchodząc samochód by uchylić jej drzwi jak na dżentelmena przystało. Dżentelmen z pewnością podałby jej również rękę i pomógł się wydostać z niskiego siedzenia, jednak Myers tkwił obok, na przekór temu, czekając, aż jej nogi wysuną się na zewnątrz i spoczną na asfalcie.
- Wiele niebezpiecznych osób kręci się po mieście o takiej porze - dodał, wsparty o otwarte drzwi pochylając się w jej stronę w z b ę d n y sposób.
W sposób, który zamiast oferować jej pomocną dłoń jedynie ograniczał jej przestrzeń, zmuszał ją, by wychodząc z samochodu i prostując się znalazła się zbyt blisko, niż pozwalałaby na to przyzwoitość.
- Powinna pani coś o tym wiedzieć - westchnął, wraz z oddechem rześkiego, nocnego powietrza chłonąc jej zapach, unoszący się wokół jak słodkie opakowanie z trującym wnętrzem, które pod osłoną nocy wydawało się cholernie kuszące. - Własnoręcznie ich pani wypuściła.

kusicielka