II. Przyjaciół poznaje się w biedze
: czw lut 19, 2026 10:50 pm
Riczy odetchnął w końcu z ulgą i wziął pudełko od Madoxa, które wyglądało może podejrzanie, no ale zawsze mniej niż trup na kolanach. Wyszedł z autka i kiwa głową, że okay, okay on wszystko rozumie co ma robić. Ale nie do końca ogarniał co ma robić, natomiast kiedyś usłyszał, ze trzeba czasami kłamać jak się chce dostać pracę marzeń. Idzie od frontu i wciska dzwonek i poprawia kurtkę bo mimo tego, ze było mu gorąco w aucie pierdów i podczas tej całej akcji z trupką, to jednak, kiedy trupka już nie leżała mu na kolanach to znów zaczeło mu pizgać. On to zresztą ma szorty wciąż, bo przecież prosto z samolotu jest i taką kurtkę że nie jest mu w niej jakoś bardzo ciepło. Nagle otwiera mu taki byczek dwa na dwa, Riczi patrzy do góry i zaciska palce na pudełku i myśli, że kurde Madox to chyba się z dupą zamienił na głowy, skoro go samego wysłał do tego osiłka. Normalnie jak Obelix na zejściu wyglądał Frankie Ferrari. Jeszvze miał pół głowy owieniętej bandażem. Ale zdecydowanie to był ten sam chłop którego poznał z rok temu w klubie Madoxa! Riczi tylko wspomniał jeszcze w myślach swoje obie kochanki i obiecał im w duchu, że będzie je nawiedzac jako duch jak już Franki go rozwali.
- No siemaneczko - uśmiecha się i zbija pionę z Frankim. - Świeża dostawa do domu amigo. Mogę wejść? Cabron, zimno tu coś macie - pokazuje mu że trzyma w drugiej ręce pudełko i wbija za Frankim, któremu się też chyba śpieszy, bo jak spojrzał co Martinez ma na sobie, to odrazu się wycofał. Riczi go zagaduje o chate i komplementuje, że mega tu muszą być imprezki. Chwilę postali w przejściu i Riczi kmini jak powiedzieć, że mają na ogród wyjść. Przecież nie powie: ej dawaj pokaż mi swoje rabatki, bo chociaż w Puerto Rico mógłby tak zrobić, to tutaj nie bardzo. Zastanawia się, czy może nie wziąć w takim razie go na górę, ale to by mogło zabrzmieć trochę jakby go podrywał, a chociaż on ma taką płynną seksualność bo się kiedyś z chłopem całował (! to sekret, ale może Wiliamowi powie, bo on też lubi takie akcje), to tego Frankiego by wolał nie podrywać, bo coś czuł, że by później tydzień nie mógł chodzić po spotkaniu z nim. Idzie sobie na czilu przez pół domu i staje obok drzwi wychodzących na ogród, zahacza spojrzeniem o kanapę przed którą już nie stoi żaden stolik i wraca spojrzeniem do głowy Frankiego. Zagaduje go co mu się stało, no to Franki opowiada jak się spił i że jebnął głową o szklany stół i na SOR musiał jechać, Riczi parsknął śmiechem i otwiera pudełko a w pudełku były zapasy takie, że Ricziemu się oczy zaświeciły. - To co może na spróbowanie - i jak Franki się zgodził to otwiera drzwi, chociaż Franki mówi ej typie co bedziemy tam iść, w środku można palić, to Riczi mówi, że niby można, ale on słyszał że to przynosi nieszczęście i zaczyna nawijać o tym, że podobno marynarze od tego umierają. Franki się złapał za łepetyne i mówi, że to nie jest przecież tak i już mu tłumaczy, ale wylazł na dwór też i Riczi zamyka drzwi i odpala blanta. Palą sobie i rozmawiają o ważnych sprawach, typu o tym jak marynarze mają wyjebaną pracę i o tym, jaką pracę ma Franki i Riczi mówi, że o panie, to brzmi nieźle, na co Franki że w sumie jak Riczi tak podróżuje pomiędzy krajami to może by chciał z nim współpracować i że zaproszenie otwarte, ale Riczi się tam troche zesrał, że opanie, ale on ma dziecko w drodze, to Franki gratulacje składa, nie mineło z dwadzieścia minut i już mówi Riczi że - Dobra, dawaj wracamy bo mi jaja zaraz odpadną z odmorżenia - i wraca taki upalony i oddaje w ręce Frankiego całą wielką paczuszkę. - Z pozdrowieniami od Madoxa - mówi i uśmiecha się szeroko i patrzy w te oczeta niebieskie Obelixa, który nagle wydał mu się PIĘKNY. Ale wtedy słychać jakiś dźwięk i RIczi chociaż nie zareagował... to Franki zareagował i patrzy w stronę drzwi.
William N. Patel Madox A. Noriega
- No siemaneczko - uśmiecha się i zbija pionę z Frankim. - Świeża dostawa do domu amigo. Mogę wejść? Cabron, zimno tu coś macie - pokazuje mu że trzyma w drugiej ręce pudełko i wbija za Frankim, któremu się też chyba śpieszy, bo jak spojrzał co Martinez ma na sobie, to odrazu się wycofał. Riczi go zagaduje o chate i komplementuje, że mega tu muszą być imprezki. Chwilę postali w przejściu i Riczi kmini jak powiedzieć, że mają na ogród wyjść. Przecież nie powie: ej dawaj pokaż mi swoje rabatki, bo chociaż w Puerto Rico mógłby tak zrobić, to tutaj nie bardzo. Zastanawia się, czy może nie wziąć w takim razie go na górę, ale to by mogło zabrzmieć trochę jakby go podrywał, a chociaż on ma taką płynną seksualność bo się kiedyś z chłopem całował (! to sekret, ale może Wiliamowi powie, bo on też lubi takie akcje), to tego Frankiego by wolał nie podrywać, bo coś czuł, że by później tydzień nie mógł chodzić po spotkaniu z nim. Idzie sobie na czilu przez pół domu i staje obok drzwi wychodzących na ogród, zahacza spojrzeniem o kanapę przed którą już nie stoi żaden stolik i wraca spojrzeniem do głowy Frankiego. Zagaduje go co mu się stało, no to Franki opowiada jak się spił i że jebnął głową o szklany stół i na SOR musiał jechać, Riczi parsknął śmiechem i otwiera pudełko a w pudełku były zapasy takie, że Ricziemu się oczy zaświeciły. - To co może na spróbowanie - i jak Franki się zgodził to otwiera drzwi, chociaż Franki mówi ej typie co bedziemy tam iść, w środku można palić, to Riczi mówi, że niby można, ale on słyszał że to przynosi nieszczęście i zaczyna nawijać o tym, że podobno marynarze od tego umierają. Franki się złapał za łepetyne i mówi, że to nie jest przecież tak i już mu tłumaczy, ale wylazł na dwór też i Riczi zamyka drzwi i odpala blanta. Palą sobie i rozmawiają o ważnych sprawach, typu o tym jak marynarze mają wyjebaną pracę i o tym, jaką pracę ma Franki i Riczi mówi, że o panie, to brzmi nieźle, na co Franki że w sumie jak Riczi tak podróżuje pomiędzy krajami to może by chciał z nim współpracować i że zaproszenie otwarte, ale Riczi się tam troche zesrał, że opanie, ale on ma dziecko w drodze, to Franki gratulacje składa, nie mineło z dwadzieścia minut i już mówi Riczi że - Dobra, dawaj wracamy bo mi jaja zaraz odpadną z odmorżenia - i wraca taki upalony i oddaje w ręce Frankiego całą wielką paczuszkę. - Z pozdrowieniami od Madoxa - mówi i uśmiecha się szeroko i patrzy w te oczeta niebieskie Obelixa, który nagle wydał mu się PIĘKNY. Ale wtedy słychać jakiś dźwięk i RIczi chociaż nie zareagował... to Franki zareagował i patrzy w stronę drzwi.
William N. Patel Madox A. Noriega