rum ain't gonna fix it
: sob sty 24, 2026 6:50 pm
Burger z knajpy koło domu brzmiał zajebiście. Pilar umierała z głodu, szczególnie teraz, kiedy trwała w tym dziwnym stanie upojenia, kiedy organizm przestał dostawać już więcej alkoholu, ale jednak wciąż wszystko dookoła było lekko chaotyczne i niestabilne.
Chociaż serce już nieco bardziej spokojne.
I to też wcale nie tak, że kiedy wyrzuciła z siebie te wszystkie żale, to nagle wszystko było okej, ale jednak było w tym coś… wyzwalajacego. Jakby jeden z tych wielkich kamieni, który ciążył jej na sercu nieco opadł. Chociaż jeden. Bo przecież była ich jeszcze cała masa, ale to wciąż poprawa. Bo teraz przynajmniej Madox bardziej wiedział, na czym stała jej głowa. Że wcale nie było tak okej, jak ona przez ostatnie dni się zarzekała.
I ona też wiedziała. Wiedziała, że miała go po swojej stronie. Miała przez cały ten czas, niby to widziała, a jednak to na obskurnym zapleczu, kiedy krzyczał do niej jak bardzo mu zależy, dopiero to do niej doszło. I to też sprawiło, że było jej lżej. Znowu odrobinę, nie dużo, ale wciąż.
Do tego stopnia lepiej, że kiedy on sam nagle zaczął męczyć się z kłakiem, na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech. Może nawet prychnięcie? Wyglądało to co najmniej komicznie. Tak wielki facet, a tak duży problem sprawił mu jakiś niewielki paproch. Chuj, że jej też, ale przecież ona była pijana, a on wręcz przeciwnie!
Gdy wspomniał, że może kiedyś przyjdą tu na salsę, twarz Pilar od razu się rozpromieniła, a niewielkie iskierki mogły być zauważalne w jej spojrzeniu.
— Byłoby super — rzuciła z uśmiechem pełnym nadziei. Może nieco zbędnym entuzjazmem, bo przecież to tylko głupia salsa, ale jednak czegoś musiała się złapać. Czegokolwiek. Żeby nie zwariować. Żeby znowu nie zacząć myśleć o tym, co sprawiało problem i ból.
Tak samo jak zaraz złapała się jego ręki, dała się podnieść z chłodnej podłogi, a zaraz potem wtuliła się w ciepłe ciało Noriegi. Zaciągnęła jego zapachem, jakby nie czuła go całe wieki, jakby tęskniła za tym tygodniami.
Uśmiechnęła się nieznacznie, gdy stwierdził, że jedno już ma, chociaż zaraz zmrużyła oczy. Ale przecież nie miała już na sobie swojej poważnej koszuli, to i pewnie wcale poważnie nie wyglądała.
— Za mało — stwierdziła praktycznie od razu. Miała go za mało. Niewystarczająco. Nawet kiedy jego ciepłe usta w końcu osadziły się na jej wargach, czule i delikatnie, a przez ciało przeszedł przyjemny ciepły dreszcz, wciąż czuła niedostatek. — M a ł o — mruknęła w jego usta, nim zdążył się odsunąć. Nawet złapała za jego koszule, wbiła palce w cienki materiał i chciała ponownie go do siebie przyciągnąć, ale on już wyciągał telefon. Szkoda. Wydęła usta w niezadowoleniu, ale finalnie zgarnęła telefon do ręki.
Oczywiście jej uwadze nie uszły te nieodebrane połączenia z Meksyku, ale była chyba zbyt wstawiona i głodna, żeby teraz przejmować się jego szemranymi interesami.
— Zamówie — westchnęła, przyglądając się jak odszukuje kontakt do restauracji. — A ja mogę co chcę? — dopytała jeszcze, jak małe dziecko, które teraz szukało aprobaty we wszystkim, co robiło, żeby przypadkiem znowu czegoś nie zepsuć.
Oczywiście, że jej pozwolił. Daj jej wolną rękę, na co Stewart tylko uśmiechnęła się delikatnie. Poinstruowała go, w którym miejscu zostawiła kurtkę, chociaż były to jakieś marne poszlaki w stylu gdzieś na hokerze przy barze, co z pewnością mogło być równoznaczne z tym, że pewnie któraś z barmanek zgarnęła ją pod ladę.
Kiedy poszedł oznajmić wszystkim ich wyjście, Pilar ponownie przycupnęła na podłodze. Nogi dalej miała jakieś ciężkie i bała się, że jak chwile postoi w bezruchu, to zaraz znowu wywinie orła, dlatego lepiej było zabezpieczyć się zawczasu. Nawet znalazła jeszcze jedną limonkę gdzieś za skrzynką, gdy rozglądała się, czekając aż po drugiej stronie obsługa łaskawie odbierze.
Kiedy w końcu mogła złożyć zamówienie, poprosiła o przygotowanie na wynos do odbioru jednego podwójnego burgera na ostro w zestawie z frytkami, a potem… nie mogła się zdecydować, co chciała. A że była głodna, to oczywiście przeceniła swoje możliwości i domówiła jeszcze jeden zestaw z frytkami, kurczaczki, quesadille, tacosy i kilka deserków, bo na jeden również nie potrafiła się zdecydować. Zdecydowanie więcej, niż dwie osoby byłyby w stanie zjeść, ale to przecież nie jej wina, a Noriegi, że zostawił ją samą ze swoim telefonem.
Nim do niej wrócił, telefon zadzwonił jeszcze dwa razy.
— Zamówiłam!!! — rzuciła dumna, gdy pojawił się z jej kurtką w ręce. Wystawiła do niego dłonie, by pomógł jej wstać, a potem podparła się na nim, przy okazji oddając telefon. — Znowu ktoś do ciebie dzwonił — zauważyła, przyglądając mu się uważnie. — To chyba coś ważnego, skoro tak się do ciebie dobijają — dodała jeszcze, przy okazji wystawiając łapy na boki, żeby Noriega mógł ją ubrać. Chociaż zapięła się już sama.
Przeszli przez zaplecze, tylnym wyjściem. Dokładniej tym, którym wyszedł również Marco, a raczej został wyniesiony kilka tygodni temu i którym zapewne uciekła Ruby po tym, jak postrzeliła Madoxa. Przeszli prosto na parking, a kiedy podeszli do samochodu, Pilar zmrużyła oczy, znowu intensywnie się nad czymś zastanawiając.
— Przecież to nie jest twój samochód — stwierdziła, krzyżując ręce na klatce piersiowej i bujając się delikatnie na boki. — Komu go zajebałeś? Twój był fajniejszy.
Madox A. Noriega
Chociaż serce już nieco bardziej spokojne.
I to też wcale nie tak, że kiedy wyrzuciła z siebie te wszystkie żale, to nagle wszystko było okej, ale jednak było w tym coś… wyzwalajacego. Jakby jeden z tych wielkich kamieni, który ciążył jej na sercu nieco opadł. Chociaż jeden. Bo przecież była ich jeszcze cała masa, ale to wciąż poprawa. Bo teraz przynajmniej Madox bardziej wiedział, na czym stała jej głowa. Że wcale nie było tak okej, jak ona przez ostatnie dni się zarzekała.
I ona też wiedziała. Wiedziała, że miała go po swojej stronie. Miała przez cały ten czas, niby to widziała, a jednak to na obskurnym zapleczu, kiedy krzyczał do niej jak bardzo mu zależy, dopiero to do niej doszło. I to też sprawiło, że było jej lżej. Znowu odrobinę, nie dużo, ale wciąż.
Do tego stopnia lepiej, że kiedy on sam nagle zaczął męczyć się z kłakiem, na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech. Może nawet prychnięcie? Wyglądało to co najmniej komicznie. Tak wielki facet, a tak duży problem sprawił mu jakiś niewielki paproch. Chuj, że jej też, ale przecież ona była pijana, a on wręcz przeciwnie!
Gdy wspomniał, że może kiedyś przyjdą tu na salsę, twarz Pilar od razu się rozpromieniła, a niewielkie iskierki mogły być zauważalne w jej spojrzeniu.
— Byłoby super — rzuciła z uśmiechem pełnym nadziei. Może nieco zbędnym entuzjazmem, bo przecież to tylko głupia salsa, ale jednak czegoś musiała się złapać. Czegokolwiek. Żeby nie zwariować. Żeby znowu nie zacząć myśleć o tym, co sprawiało problem i ból.
Tak samo jak zaraz złapała się jego ręki, dała się podnieść z chłodnej podłogi, a zaraz potem wtuliła się w ciepłe ciało Noriegi. Zaciągnęła jego zapachem, jakby nie czuła go całe wieki, jakby tęskniła za tym tygodniami.
Uśmiechnęła się nieznacznie, gdy stwierdził, że jedno już ma, chociaż zaraz zmrużyła oczy. Ale przecież nie miała już na sobie swojej poważnej koszuli, to i pewnie wcale poważnie nie wyglądała.
— Za mało — stwierdziła praktycznie od razu. Miała go za mało. Niewystarczająco. Nawet kiedy jego ciepłe usta w końcu osadziły się na jej wargach, czule i delikatnie, a przez ciało przeszedł przyjemny ciepły dreszcz, wciąż czuła niedostatek. — M a ł o — mruknęła w jego usta, nim zdążył się odsunąć. Nawet złapała za jego koszule, wbiła palce w cienki materiał i chciała ponownie go do siebie przyciągnąć, ale on już wyciągał telefon. Szkoda. Wydęła usta w niezadowoleniu, ale finalnie zgarnęła telefon do ręki.
Oczywiście jej uwadze nie uszły te nieodebrane połączenia z Meksyku, ale była chyba zbyt wstawiona i głodna, żeby teraz przejmować się jego szemranymi interesami.
— Zamówie — westchnęła, przyglądając się jak odszukuje kontakt do restauracji. — A ja mogę co chcę? — dopytała jeszcze, jak małe dziecko, które teraz szukało aprobaty we wszystkim, co robiło, żeby przypadkiem znowu czegoś nie zepsuć.
Oczywiście, że jej pozwolił. Daj jej wolną rękę, na co Stewart tylko uśmiechnęła się delikatnie. Poinstruowała go, w którym miejscu zostawiła kurtkę, chociaż były to jakieś marne poszlaki w stylu gdzieś na hokerze przy barze, co z pewnością mogło być równoznaczne z tym, że pewnie któraś z barmanek zgarnęła ją pod ladę.
Kiedy poszedł oznajmić wszystkim ich wyjście, Pilar ponownie przycupnęła na podłodze. Nogi dalej miała jakieś ciężkie i bała się, że jak chwile postoi w bezruchu, to zaraz znowu wywinie orła, dlatego lepiej było zabezpieczyć się zawczasu. Nawet znalazła jeszcze jedną limonkę gdzieś za skrzynką, gdy rozglądała się, czekając aż po drugiej stronie obsługa łaskawie odbierze.
Kiedy w końcu mogła złożyć zamówienie, poprosiła o przygotowanie na wynos do odbioru jednego podwójnego burgera na ostro w zestawie z frytkami, a potem… nie mogła się zdecydować, co chciała. A że była głodna, to oczywiście przeceniła swoje możliwości i domówiła jeszcze jeden zestaw z frytkami, kurczaczki, quesadille, tacosy i kilka deserków, bo na jeden również nie potrafiła się zdecydować. Zdecydowanie więcej, niż dwie osoby byłyby w stanie zjeść, ale to przecież nie jej wina, a Noriegi, że zostawił ją samą ze swoim telefonem.
Nim do niej wrócił, telefon zadzwonił jeszcze dwa razy.
— Zamówiłam!!! — rzuciła dumna, gdy pojawił się z jej kurtką w ręce. Wystawiła do niego dłonie, by pomógł jej wstać, a potem podparła się na nim, przy okazji oddając telefon. — Znowu ktoś do ciebie dzwonił — zauważyła, przyglądając mu się uważnie. — To chyba coś ważnego, skoro tak się do ciebie dobijają — dodała jeszcze, przy okazji wystawiając łapy na boki, żeby Noriega mógł ją ubrać. Chociaż zapięła się już sama.
Przeszli przez zaplecze, tylnym wyjściem. Dokładniej tym, którym wyszedł również Marco, a raczej został wyniesiony kilka tygodni temu i którym zapewne uciekła Ruby po tym, jak postrzeliła Madoxa. Przeszli prosto na parking, a kiedy podeszli do samochodu, Pilar zmrużyła oczy, znowu intensywnie się nad czymś zastanawiając.
— Przecież to nie jest twój samochód — stwierdziła, krzyżując ręce na klatce piersiowej i bujając się delikatnie na boki. — Komu go zajebałeś? Twój był fajniejszy.
Madox A. Noriega