it's all washin' over me, i'm angry again
: wt sty 27, 2026 1:52 pm
Orgazm ustąpił miejsca ciszy i stagnacji. Dla Teddy ten rodzaj milczenia nie był drażniący. Przeciwnie, miał w sobie coś kojącego. Lubiła mówić. Szczególnie lubiła mówić z April i do April, zasypywać ją słowami, myślami i drobnymi spostrzeżeniami, które pojawiały się w głowie szybciej, niż zdążyła je uporządkować. Teraz jednak miała wrażenie, że cokolwiek by powiedziała, zabrzmiałoby nie tak. Zbyt banalnie albo zbyt serio. Zbyt obnażająco.
Z tyłu głowy, gdzieś w najodleglejszym zakamarku umysłu, nieustannie pracował cichy mechanizm kalkulacji. Teddy obliczała, ile czasu im zostało. Nie konkretnie dzisiaj, raczej w nieuchwytnych momentach prowadzących do chwili, w której przyjaciółka znajdzie sobie nowy obiekt zainteresowania. Kogoś, kto zajmie jej uwagę tak naturalnie, jakby Teddy nigdy tam nie była. Jeśli spojrzeć na to matematycznie, wszystko zaczynało się zgadzać. Od Jarmarku do wyjazdu w góry minęło niewiele czasu, a potem nie odzywały się do siebie prawie dwa tygodnie. Statystycznie rzecz biorąc, kiedy zobaczą się za kilka dni, Finch będzie już trajkotać o innej dziewczynie. Takiej, którą dopiero co poznała albo z którą zupełnie przypadkowo odnowiła kontakt. Wow. Darling zawsze była dobra z matmy, ale teraz naprawdę przeszła samą siebie.
Dopiero, kiedy April odsunęła się i skryła pod kołdrą, przerwała te idiotyczne obliczenia. Zerknęła na nią z ukosa, wysłuchując propozycji. A propozycja była sama w sobie bardzo miła, tylko po stronie Teddy trudna do zrealizowania.
— Śpię w remizie, bo tak jest po prostu wygodniej — odparła, choć wcale nie miała na myśli tych okropnych łóżek, z których wystawały spręzyny, wbijając się między łopatki przy każdym nieostrożnym ruchu. — Łatwiej i szybciej — dodała po chwili. Obróciła się na bok i zarzuciła pościel na odsłonięte ramię. — Kiedy mamy wezwanie, wskakuję tylko w mundur i jestem na miejscu. A tak… — zawahała się na moment. — Musiałabym zrywać się w środku nocy i dojeżdżać. A jakby do mnie dzwonili, budziłabyś się bez przerwy razem ze mną, zamiast się porządnie wyspać. Sama przecież rano wstajesz do pracy. Chciałabyś tak? — podparła głowę na dłoni i przyjrzała się uważnie twarzy przyjaciółki — chyba pierwszy raz, odkąd dziś wylądowały w jednym łóżku.
I znów Teddy uświadomiła sobie, że mogłaby tak patrzeć na nią bez końca. Lubiła jej oczy i cienie rzęs na policzkach. Lubiła na nią patrzeć tak samo, jak lubiła z nią rozmawiać. I naprawdę bardzo za nią tęskniła, chociaż przecież zawsze tak to wyglądało. Darling pracowała dużo i długo, nie mając zbyt wiele czasu, żeby móc się z nią widywać. Zdarzało się, że mijały się dniami, porozumiewając się tylko krótkimi wiadomościami, a potem w jeden wieczór próbowały nadrobić stracony czas. do tej pory to wystarczało. Teddy nie była jednak pewna, jak miałoby to wyglądać dalej. Coraz częściej dopadała ją myśl, że ten rytm może okazać się nie do utrzymania. Nie była przekonana, czy będzie potrafiła dać April wystarczająco dużo uwagi, czy zdoła poświęcać jej każdą wolną chwilę. Zwłaszcza, że tych chwil często zwyczajnie brakowało. Czuła narastające zmęczenie i niepokój, a wraz z nimi obawę, że jej wysiłki nigdy nie będą wystarczające. Nie wydawało jej się też, żeby przyjaciółka mogła to w pełni zrozumieć. To takie ciągłe rozdarcie między obowiązkami a potrzebą bycia obecną.
April Finch
Z tyłu głowy, gdzieś w najodleglejszym zakamarku umysłu, nieustannie pracował cichy mechanizm kalkulacji. Teddy obliczała, ile czasu im zostało. Nie konkretnie dzisiaj, raczej w nieuchwytnych momentach prowadzących do chwili, w której przyjaciółka znajdzie sobie nowy obiekt zainteresowania. Kogoś, kto zajmie jej uwagę tak naturalnie, jakby Teddy nigdy tam nie była. Jeśli spojrzeć na to matematycznie, wszystko zaczynało się zgadzać. Od Jarmarku do wyjazdu w góry minęło niewiele czasu, a potem nie odzywały się do siebie prawie dwa tygodnie. Statystycznie rzecz biorąc, kiedy zobaczą się za kilka dni, Finch będzie już trajkotać o innej dziewczynie. Takiej, którą dopiero co poznała albo z którą zupełnie przypadkowo odnowiła kontakt. Wow. Darling zawsze była dobra z matmy, ale teraz naprawdę przeszła samą siebie.
Dopiero, kiedy April odsunęła się i skryła pod kołdrą, przerwała te idiotyczne obliczenia. Zerknęła na nią z ukosa, wysłuchując propozycji. A propozycja była sama w sobie bardzo miła, tylko po stronie Teddy trudna do zrealizowania.
— Śpię w remizie, bo tak jest po prostu wygodniej — odparła, choć wcale nie miała na myśli tych okropnych łóżek, z których wystawały spręzyny, wbijając się między łopatki przy każdym nieostrożnym ruchu. — Łatwiej i szybciej — dodała po chwili. Obróciła się na bok i zarzuciła pościel na odsłonięte ramię. — Kiedy mamy wezwanie, wskakuję tylko w mundur i jestem na miejscu. A tak… — zawahała się na moment. — Musiałabym zrywać się w środku nocy i dojeżdżać. A jakby do mnie dzwonili, budziłabyś się bez przerwy razem ze mną, zamiast się porządnie wyspać. Sama przecież rano wstajesz do pracy. Chciałabyś tak? — podparła głowę na dłoni i przyjrzała się uważnie twarzy przyjaciółki — chyba pierwszy raz, odkąd dziś wylądowały w jednym łóżku.
I znów Teddy uświadomiła sobie, że mogłaby tak patrzeć na nią bez końca. Lubiła jej oczy i cienie rzęs na policzkach. Lubiła na nią patrzeć tak samo, jak lubiła z nią rozmawiać. I naprawdę bardzo za nią tęskniła, chociaż przecież zawsze tak to wyglądało. Darling pracowała dużo i długo, nie mając zbyt wiele czasu, żeby móc się z nią widywać. Zdarzało się, że mijały się dniami, porozumiewając się tylko krótkimi wiadomościami, a potem w jeden wieczór próbowały nadrobić stracony czas. do tej pory to wystarczało. Teddy nie była jednak pewna, jak miałoby to wyglądać dalej. Coraz częściej dopadała ją myśl, że ten rytm może okazać się nie do utrzymania. Nie była przekonana, czy będzie potrafiła dać April wystarczająco dużo uwagi, czy zdoła poświęcać jej każdą wolną chwilę. Zwłaszcza, że tych chwil często zwyczajnie brakowało. Czuła narastające zmęczenie i niepokój, a wraz z nimi obawę, że jej wysiłki nigdy nie będą wystarczające. Nie wydawało jej się też, żeby przyjaciółka mogła to w pełni zrozumieć. To takie ciągłe rozdarcie między obowiązkami a potrzebą bycia obecną.
April Finch