you make it kinda hard not to stare
: śr lut 11, 2026 11:38 am
Była wobec tego całkowicie bezradna. Nie umiała wyjaśnić dlaczego, a jednak było w nim coś, co niesamowicie ją do niego ciągnęło. Może odpowiadał za to fakt, że byli do siebie całkiem podobni, a może chodziło o to, że zwykle wybierała niewłaściwie, a przecież Tracy nie był osobą, która mogłaby okazać jej zainteresowanie.
Nie na poważnie.
To zaś stanowiło kolejny powód, dla którego powinna trzymać się od niego z daleka. Znała się całkiem dobrze i wiedziała, że zupełnie nie panowała nad swoimi uczuciami. Często lokowała je nie tam, gdzie powinna, a poza tym angażowała się zbyt szybko i jeszcze szybciej się nudziła. Nie potrafiła utrzymać ż a d n e g o związku, a jednak usilnie próbowała. Za każdym razem robiła jednak coś, przez co udawało jej się zawieść.
Oszukiwała się, ale nie była tego świadoma. Naprawdę wierzyła w to, co wydawało jej się, że czuła, podobnie zresztą jak wierzyła, że w przypadku Raynotta uda jej się utrzymać tę relację na czysto koleżeńskiej stopie. I póki co nie dowiodła czegoś innego, ponieważ trzymanie się na dystans wychodziło im nie najgorzej. Przynajmniej w aspekcie uczuciowym i przynajmniej jemu, bo może Debbie wcale nie był tak obojętny, skoro c i ą g l e coś ją do niego ciągnęło?
Nie myślała o tym jednak. Uporała się natomiast z poduszkami, a kiedy usłyszała jego słowa, wyłącznie lekko wzruszyła ramionami. Czy nie na tym polegał problem? Jego bliskość rzeczywiście bywała p r z y j e m n a, czasami na tyle, że nie potrafiła się opamiętać. Dlatego tak bardzo się obawiała. To łatwo mogło ją zgubić.
Mimo to sama również ulokowała się w łóżku. Początkowo na plecach, jednak spanie w ten sposób było niesamowicie niewygodne, zatem nie było mowy, aby udało jej się właśnie tak usnąć. Musiała się obrócić i ulokować przodem do niego. Nie powiedziała nic, ale wystarczyło jedno przelotne spojrzenie w jego oczy, aby poczuła znajome, całkiem przyjemne uczucie gorąca. Prawdopodobnie jeszcze bardziej uporczywe od tego, które doskwierało jej, zanim pozbyli się poduszkowego muru. — Nie usnę tutaj — przyznała w końcu.
Pomimo dobrych chęci, jego propozycja od samego początku musiała być skazana na porażkę.
Tracy Raynott
Nie na poważnie.
To zaś stanowiło kolejny powód, dla którego powinna trzymać się od niego z daleka. Znała się całkiem dobrze i wiedziała, że zupełnie nie panowała nad swoimi uczuciami. Często lokowała je nie tam, gdzie powinna, a poza tym angażowała się zbyt szybko i jeszcze szybciej się nudziła. Nie potrafiła utrzymać ż a d n e g o związku, a jednak usilnie próbowała. Za każdym razem robiła jednak coś, przez co udawało jej się zawieść.
Oszukiwała się, ale nie była tego świadoma. Naprawdę wierzyła w to, co wydawało jej się, że czuła, podobnie zresztą jak wierzyła, że w przypadku Raynotta uda jej się utrzymać tę relację na czysto koleżeńskiej stopie. I póki co nie dowiodła czegoś innego, ponieważ trzymanie się na dystans wychodziło im nie najgorzej. Przynajmniej w aspekcie uczuciowym i przynajmniej jemu, bo może Debbie wcale nie był tak obojętny, skoro c i ą g l e coś ją do niego ciągnęło?
Nie myślała o tym jednak. Uporała się natomiast z poduszkami, a kiedy usłyszała jego słowa, wyłącznie lekko wzruszyła ramionami. Czy nie na tym polegał problem? Jego bliskość rzeczywiście bywała p r z y j e m n a, czasami na tyle, że nie potrafiła się opamiętać. Dlatego tak bardzo się obawiała. To łatwo mogło ją zgubić.
Mimo to sama również ulokowała się w łóżku. Początkowo na plecach, jednak spanie w ten sposób było niesamowicie niewygodne, zatem nie było mowy, aby udało jej się właśnie tak usnąć. Musiała się obrócić i ulokować przodem do niego. Nie powiedziała nic, ale wystarczyło jedno przelotne spojrzenie w jego oczy, aby poczuła znajome, całkiem przyjemne uczucie gorąca. Prawdopodobnie jeszcze bardziej uporczywe od tego, które doskwierało jej, zanim pozbyli się poduszkowego muru. — Nie usnę tutaj — przyznała w końcu.
Pomimo dobrych chęci, jego propozycja od samego początku musiała być skazana na porażkę.
Tracy Raynott