Old times
: pn lut 16, 2026 11:00 pm
- Dobra, tutaj muszę Ci przyznać rację . Trzeba być otwartym na czynniki zmienne-pokiwała głową z rozbawionym uznaniem.- Na przykład na to, że twój były ma w końcu w czymś rację- uniosła na niego znacząco brew, zaraz jednak się śmiejąc. Dzisiaj to był chyba pierwszy raz, ale dawniej pewnie kilka razy zdarzyło się jej z nim zgodzić. W jej wspomnieniach uchodzili raczej za zgodny związek. W dodatku Mara nie traciłaby czasu na faceta, z którego poglądami w ogóle by się nie zgadzała. Albo co gorsza - nie potrafiłby z nią podyskutować i pożartować w ten inteligentny sposób.
Za to z kolei nie pamiętała, żeby kiedykolwiek widziała w nim tak wiele emocji w ciągu krótkiej wypowiedzi. Jednak wtedy był młodym chłopakiem dopiero wchodzącym w dorosłość. Dzisiaj był mężczyzną z bagażem doświadczeń , który wrócił z wojny. Miał prawo teraz do przeżywania emocji po jej diagnozie tak jak tylko tego potrzebował. Nie przerywała mu, nie oceniała. Siedziała i słuchała w pełnym skupieniu. Jej wzrok był teraz pełen łagodności, ale już bez poczucia żalu i współczucia. - Ok, rozumiem. Nie musisz za to przepraszać- skomentowała to krótko nie ciągnąc tego w tym momencie. Wyrzucił z siebie to co miał, przeprosił i na koniec się jeszcze przyznał do jednego. Skoro nie jest gotowy, to nie będzie teraz go ciągnąć za język.
Tym bardziej, że z kolei kolejne pytanie było dla niej. Czy gdyby nie alkohol, który już rozgrzewał jej ciało i rozwiązywał język, odpowiedziałaby na nie tak szczerze? Prawdopodobnie nie. Z drugiej strony, może to był już ten moment, kiedy potrzebowała z siebie wyrzucić rzeczy, które gdzieś czuła i ją uwierały. Jak ta wkurzająca metka w ubraniu, której chcesz się pozbyć. Może alkohol nie był głównym czynnikiem, który przyczynił się do jej szczerości? Może do tego należy dorzucić jeszcze odpowiedni czas, a także osobę Michaela? W końcu nie był dla niej kimś całkowicie obcym - był mężczyzną, którego kiedyś naprawdę kochała. Był pierwszym mężczyzną, którego pokochała i to z nim zaczęła poznawać siebie, swoją seksualność i kobiecość. Miała z nim miłe wspomnienia. Z drugiej strony nie był jej szczególnie bliski, nie patrzył na nią tak jak rodzice i siostry przez pryzmat posiadania dziecka. Był idealną osobą do wysłuchania jej wyznania - tak szczerego i paskudnego, który w znaczący sposób wpłynął na to jak postrzegała teraz świat.
Uśmiechnęła się delikatnie, gdy nazwał jej byłego kutasem. Mara nie potrzebowała słów wsparcia czy ramienia do wypłakania. Tym jednym stwierdzeniem Michael wystarczająco dał jej znać o tym, co myśli o całej sytuacji. Oczywiście walizki męża spakowała i go wyrzuciła z domu. Tak samo wiedziała, że są też inne metody na posiadanie dzieci, które ona brała pod uwagę. A raczej chciała wziąć zanim pewna blondynka nie pojawiła się w jej drzwiach.
Pytanie mężczyzny wywołało w niej głośne westchnięcie. Odchyliła głowę do tyłu zanurzając dłonie w rozpuszczonych włosach i spojrzała w sufit. - Chcę i nie chcę- odpowiedziała w końcu i powróciła spojrzeniem do niebieskich tęczówek, które były teraz wyżej niż jej własne. W tym momencie nie zwróciła uwagi, gdzie jego wzrok może uciekać, więc skrzyżowała ręce pod piersiami, nieco uwydatniając biust. W dodatku czy było się czego wstydzić? Widzieli już siebie nago, nie powinno być żadnych większych niespodzianek. - Przede wszystkim nie uważam, że szczęście zależy od tego czy posiadam dzieci czy nie. Powinniśmy mieć dzieci, bo chcemy im pokazać świat i stworzyć nowe życie. Nie uważam, że głównym celem powołania nowego życia na świat jest to, abym to ja była szczęśliwa. Moje szczęście powinno zależeć ode mnie samej - niezależnie czy jestem z kimś czy nie, czy mam dzieci czy nie. Muszę być szczęśliwa sama ze sobą- świadomie bądź nie, ale używała sformułowania muszę bądź powinnam, zamiast jestem. Znała zasady, gorzej było z praktyką. - Więc nie zależy mi teraz na relacji, gdzie facet koniecznie chce mieć dzieci bądź nie. Jeżeli poznam odpowiedniego mężczyznę, razem zdecydujemy czy tego chcemy czy nie. Mogę być szczęśliwa z dziećmi i bez- odpowiedziała jakby wręcz recytowała wcześniej przygotowany tekst. Mówiła to wiele razy pacjentom na sesjach. Ba, nawet w to wierzyła. Po prostu w tym momencie nie wierzyła już, żeby kiedyś ten pewien mężczyzna się pojawił. Egzystowała z dnia na dzień próbując się odnaleźć we własnych radach dla innych, których nie potrafiła przełożyć na własne życie.
Powoli już chyba pozycja siedząca przestawała być wygodna i próbowała znaleźć taką, żeby nie rozbolał jej tyłek od zbyt długiego siedzenia i picia w kuchni Grahama, do której podobno wcale tak często nie zagląda. Zabrała nogi z jego krzesła i założyła jedną nogę na drugą, a następnie obróciła się tak, by być trochę oparta o blat o który oparła jeden łokieć, a drugi o oparcie krzesła. Odpowiadając na jego pytanie patrzyła mu w oczy, ale teraz jej spojrzenie było intensywniejsze. Zawsze tak miała , gdy to ona zadawała własne.- A Ty nie jesteś gotowy na wyznanie prawdy? Czy po prostu nie chcesz jej wyznać?- zaryzykowała tym pytaniem, bo może nie był gotowy na nie odpowiedzieć? Nie musiał, uszanowałaby to. Jednak czuła teraz, że ta przestrzeń stała się ich taką bezpieczną strefą, gdzie mogli wyrzucić z siebie najbardziej skrywane obawy.- Nie myślałeś nigdy nad tym, że prawda, którą tylko Ty znasz, daje Ci poczucie władzy nad innymi?- i może te najbardziej brudne myśli?
Michael Graham
Za to z kolei nie pamiętała, żeby kiedykolwiek widziała w nim tak wiele emocji w ciągu krótkiej wypowiedzi. Jednak wtedy był młodym chłopakiem dopiero wchodzącym w dorosłość. Dzisiaj był mężczyzną z bagażem doświadczeń , który wrócił z wojny. Miał prawo teraz do przeżywania emocji po jej diagnozie tak jak tylko tego potrzebował. Nie przerywała mu, nie oceniała. Siedziała i słuchała w pełnym skupieniu. Jej wzrok był teraz pełen łagodności, ale już bez poczucia żalu i współczucia. - Ok, rozumiem. Nie musisz za to przepraszać- skomentowała to krótko nie ciągnąc tego w tym momencie. Wyrzucił z siebie to co miał, przeprosił i na koniec się jeszcze przyznał do jednego. Skoro nie jest gotowy, to nie będzie teraz go ciągnąć za język.
Tym bardziej, że z kolei kolejne pytanie było dla niej. Czy gdyby nie alkohol, który już rozgrzewał jej ciało i rozwiązywał język, odpowiedziałaby na nie tak szczerze? Prawdopodobnie nie. Z drugiej strony, może to był już ten moment, kiedy potrzebowała z siebie wyrzucić rzeczy, które gdzieś czuła i ją uwierały. Jak ta wkurzająca metka w ubraniu, której chcesz się pozbyć. Może alkohol nie był głównym czynnikiem, który przyczynił się do jej szczerości? Może do tego należy dorzucić jeszcze odpowiedni czas, a także osobę Michaela? W końcu nie był dla niej kimś całkowicie obcym - był mężczyzną, którego kiedyś naprawdę kochała. Był pierwszym mężczyzną, którego pokochała i to z nim zaczęła poznawać siebie, swoją seksualność i kobiecość. Miała z nim miłe wspomnienia. Z drugiej strony nie był jej szczególnie bliski, nie patrzył na nią tak jak rodzice i siostry przez pryzmat posiadania dziecka. Był idealną osobą do wysłuchania jej wyznania - tak szczerego i paskudnego, który w znaczący sposób wpłynął na to jak postrzegała teraz świat.
Uśmiechnęła się delikatnie, gdy nazwał jej byłego kutasem. Mara nie potrzebowała słów wsparcia czy ramienia do wypłakania. Tym jednym stwierdzeniem Michael wystarczająco dał jej znać o tym, co myśli o całej sytuacji. Oczywiście walizki męża spakowała i go wyrzuciła z domu. Tak samo wiedziała, że są też inne metody na posiadanie dzieci, które ona brała pod uwagę. A raczej chciała wziąć zanim pewna blondynka nie pojawiła się w jej drzwiach.
Pytanie mężczyzny wywołało w niej głośne westchnięcie. Odchyliła głowę do tyłu zanurzając dłonie w rozpuszczonych włosach i spojrzała w sufit. - Chcę i nie chcę- odpowiedziała w końcu i powróciła spojrzeniem do niebieskich tęczówek, które były teraz wyżej niż jej własne. W tym momencie nie zwróciła uwagi, gdzie jego wzrok może uciekać, więc skrzyżowała ręce pod piersiami, nieco uwydatniając biust. W dodatku czy było się czego wstydzić? Widzieli już siebie nago, nie powinno być żadnych większych niespodzianek. - Przede wszystkim nie uważam, że szczęście zależy od tego czy posiadam dzieci czy nie. Powinniśmy mieć dzieci, bo chcemy im pokazać świat i stworzyć nowe życie. Nie uważam, że głównym celem powołania nowego życia na świat jest to, abym to ja była szczęśliwa. Moje szczęście powinno zależeć ode mnie samej - niezależnie czy jestem z kimś czy nie, czy mam dzieci czy nie. Muszę być szczęśliwa sama ze sobą- świadomie bądź nie, ale używała sformułowania muszę bądź powinnam, zamiast jestem. Znała zasady, gorzej było z praktyką. - Więc nie zależy mi teraz na relacji, gdzie facet koniecznie chce mieć dzieci bądź nie. Jeżeli poznam odpowiedniego mężczyznę, razem zdecydujemy czy tego chcemy czy nie. Mogę być szczęśliwa z dziećmi i bez- odpowiedziała jakby wręcz recytowała wcześniej przygotowany tekst. Mówiła to wiele razy pacjentom na sesjach. Ba, nawet w to wierzyła. Po prostu w tym momencie nie wierzyła już, żeby kiedyś ten pewien mężczyzna się pojawił. Egzystowała z dnia na dzień próbując się odnaleźć we własnych radach dla innych, których nie potrafiła przełożyć na własne życie.
Powoli już chyba pozycja siedząca przestawała być wygodna i próbowała znaleźć taką, żeby nie rozbolał jej tyłek od zbyt długiego siedzenia i picia w kuchni Grahama, do której podobno wcale tak często nie zagląda. Zabrała nogi z jego krzesła i założyła jedną nogę na drugą, a następnie obróciła się tak, by być trochę oparta o blat o który oparła jeden łokieć, a drugi o oparcie krzesła. Odpowiadając na jego pytanie patrzyła mu w oczy, ale teraz jej spojrzenie było intensywniejsze. Zawsze tak miała , gdy to ona zadawała własne.- A Ty nie jesteś gotowy na wyznanie prawdy? Czy po prostu nie chcesz jej wyznać?- zaryzykowała tym pytaniem, bo może nie był gotowy na nie odpowiedzieć? Nie musiał, uszanowałaby to. Jednak czuła teraz, że ta przestrzeń stała się ich taką bezpieczną strefą, gdzie mogli wyrzucić z siebie najbardziej skrywane obawy.- Nie myślałeś nigdy nad tym, że prawda, którą tylko Ty znasz, daje Ci poczucie władzy nad innymi?- i może te najbardziej brudne myśli?
Michael Graham