gary's mysterious disappearance
: sob sty 31, 2026 11:12 am
Nie chciała się kłócić, ale oskarżanie jej o zniknięcie Gary’ego — i to bez żadnych dowodów — zadziałało na nią jak płachta na byka. Swanson mogła w swojej głowie podejrzewać najgorsze, ale dzielenie się tym na głos było już przesadą. W takiej sytuacji absolutnie nie powinna dziwić się wściekłości emanującej od Zaylee.
— Dziękuję za tak ogromną dozę zaufania, kochanie — rzuciła z wyraźną ironią, bo to, co wygadywała w irytacji, kiedy kolejna warstwa kurzu zbierała na się na wypchanej łasicy, zupełnie mijało się z rzeczywistością. Prawda była taka, że Miller mogła odgrażać się, wymachiwać pięściami i określać Gary'ego najgorszymi epitetami świata, ale nie zrobiłaby narzeczonej czegoś tak okropnego. I to ze świadomością, że ten martwy zwierz znaczył dla niej więcej niż jebana sztabka złota. — Co ty myślisz? Że mam pięć lat? — Zaylee była pierdolnięta, ale na pewno nie była dziecinna i nie zapędziłaby się aż tak, żeby zrobić Evinie na złość.
Na urocze pierdol się wywróciła jedynie oczami. Z przyjemnością faktycznie by to zrobiła — wycofała się do sypialni i zostawiła cały temat za sobą — ale zaginięcie łasicy nie dawało jej spokoju. Uniosła wysoko brwi na wzmiankę o przyszłych teściach. Nie przypominała sobie, żeby ostatnio wpadli znowu, tym razem z niezapowiedzianą wizytą, więc jeśli rzeczywiście się tu pojawili, musiało to być pod jej nieobecność. Narzeczona o tym nie wspomniała. I to było w porządku, nie miała takiego obowiązku. Mogła też zwyczajnie zapomnieć, w końcu nie była to żadna sensacja ani wydarzenie wymagające raportu. Tylko że teraz wszystko zaczynało układać się w bardziej logiczną całość. Albo przynajmniej jakąś całość. Zwłaszcza gdy pomyślała o rachunku za frytki, który w niewytłumaczalny sposób znalazł się w salonie. Rachunku, który nagle przestał być przypadkowym śmieciem, a zaczął wyglądać jak znaczący dowód w śledztwie.
— Ale czemu mieliby zabrać Gary’ego? — zapytała, bo tego akurat kompletnie nie rozumiała. Owszem, raz czy dwa zdarzyło jej się wspomnieć przy Elaine i Davidzie, że nie przepada za wypchaną łasicą i głównie mówiła o tym, że zupełnie nie pasowała do wnętrza i zawsze miała wrażenie, że patrzy na nią z lekką naganą. Nigdy jednak nie przyszło jej do głowy, że wezmą to aż tak do siebie, aby uznać, że najlepszym rozwiązaniem będzie wyniesienie Gary’ego z ich domu.
A przecież nie domagała się jego usunięcia ani nie robiła z tego problemu. Była to raczej luźna, żartobliwa uwaga, którą rzuciła mimochodem.
Evina J. Swanson
— Dziękuję za tak ogromną dozę zaufania, kochanie — rzuciła z wyraźną ironią, bo to, co wygadywała w irytacji, kiedy kolejna warstwa kurzu zbierała na się na wypchanej łasicy, zupełnie mijało się z rzeczywistością. Prawda była taka, że Miller mogła odgrażać się, wymachiwać pięściami i określać Gary'ego najgorszymi epitetami świata, ale nie zrobiłaby narzeczonej czegoś tak okropnego. I to ze świadomością, że ten martwy zwierz znaczył dla niej więcej niż jebana sztabka złota. — Co ty myślisz? Że mam pięć lat? — Zaylee była pierdolnięta, ale na pewno nie była dziecinna i nie zapędziłaby się aż tak, żeby zrobić Evinie na złość.
Na urocze pierdol się wywróciła jedynie oczami. Z przyjemnością faktycznie by to zrobiła — wycofała się do sypialni i zostawiła cały temat za sobą — ale zaginięcie łasicy nie dawało jej spokoju. Uniosła wysoko brwi na wzmiankę o przyszłych teściach. Nie przypominała sobie, żeby ostatnio wpadli znowu, tym razem z niezapowiedzianą wizytą, więc jeśli rzeczywiście się tu pojawili, musiało to być pod jej nieobecność. Narzeczona o tym nie wspomniała. I to było w porządku, nie miała takiego obowiązku. Mogła też zwyczajnie zapomnieć, w końcu nie była to żadna sensacja ani wydarzenie wymagające raportu. Tylko że teraz wszystko zaczynało układać się w bardziej logiczną całość. Albo przynajmniej jakąś całość. Zwłaszcza gdy pomyślała o rachunku za frytki, który w niewytłumaczalny sposób znalazł się w salonie. Rachunku, który nagle przestał być przypadkowym śmieciem, a zaczął wyglądać jak znaczący dowód w śledztwie.
— Ale czemu mieliby zabrać Gary’ego? — zapytała, bo tego akurat kompletnie nie rozumiała. Owszem, raz czy dwa zdarzyło jej się wspomnieć przy Elaine i Davidzie, że nie przepada za wypchaną łasicą i głównie mówiła o tym, że zupełnie nie pasowała do wnętrza i zawsze miała wrażenie, że patrzy na nią z lekką naganą. Nigdy jednak nie przyszło jej do głowy, że wezmą to aż tak do siebie, aby uznać, że najlepszym rozwiązaniem będzie wyniesienie Gary’ego z ich domu.
A przecież nie domagała się jego usunięcia ani nie robiła z tego problemu. Była to raczej luźna, żartobliwa uwaga, którą rzuciła mimochodem.
Evina J. Swanson