paperwork has a way of bringing people together
: pt sty 30, 2026 8:23 pm
Ale... nie mógł jej powiedzieć. Nawet jakby chciał, to po prostu nie mógł.
Ile razy miał jej jeszcze to powiedzieć? Skoro pięć nie wystarczyło?
Jak jej to wytłumaczyć, że on by jej wszystko powiedział, bo wszystko by dla niej zrobił, ale tego jednego po prostu nie mógł, i to nawet nie zależało od niego. Bo to było gdzieś tam odgórnie ustalone, dawno temu.
I on przez dziesięć lat tak ładnie sobie w tym tkwił, a nagle ma jej powiedzieć? Bo co? Bo widziała go u Eliota? Przecież często bywał na komisariacie, a z Eliotem widywał się jakoś tak regularnie. Tylko, że może nikt na to nie zwracał wcześniej uwagi? Na Madoxa, który się tu kręcił, bo przecież tu bywał. Przecież nie był tutaj kompletnie taki obcy. Dużo ludzi z tego komisariatu robiło z nim jakieś interesy, może nawet kilka osób go lubiło, on też kogoś tam darzył sympatią.
Nawet przez myśl mu przeszło, żeby ją okłamać, zmyślić na poczekaniu jakąś bajkę, jakieś nieistniejące może śledztwo. Ale przecież on jej nigdy nie kłamał, nie oszukiwał jej. Nawet rzadko coś przed nią zatajał, bo była mu bliska, najbliższa na świecie. Opowiadał jej o wszystkim, o swoim dzieciństwie, rodzinie, tak łatwo... Ale o tym po prostu nie mógł.
Nawet kiedy się od niego odsunęła, kiedy wyciągnęła to potężne działo w postaci ukrócenia mu jej bliskości, to co on miał zrobić, kiedy to po prostu było...
Nie do wytrzymania to było.
To jak się od niego odsunęła, jak zostawiła go na tym chłodnym blacie. Odchylił do tyłu głowę, bo wciąż miał w niej ją, ale też to, że nie może jej powiedzieć. Ufał jej jak nikomu na tym świecie, ale co z tego?
Tu nie chodziło wcale o zaufanie, ani nawet nie chodziło o to, że on z tym Eliotem robił jakieś interesy za jej plecami. Bo to była o wiele grubsza sprawa. I to taka, która nie zaczęła się w momencie, w którym on za nią poszedł do tego motelu.
Tylko wtedy ona się bardziej pokomplikowała. Bo już ktoś z góry wymuszał na nim dokładnie to samo, co on musiał zrobić dziesięć lat temu. Wtedy to zrobił. Teraz nie chciał.
Teraz tak bardzo się przed tym wzbraniał.
- Nie słucham się... - rzucił, ale... no przecież się kurwa słuchał. Za bardzo się słuchał czasami.
Na jej kolejne słowa spojrzał na nią, serce zabiło mu jakoś mocniej. Bardzo mu zależało, żeby się nie dowiedziała. Kurewsko bardzo.
Bo ją znał, bo wiedział jak ona zareaguje.
A on przecież nie mógł, nie chciał nawet o tym myśleć, że ona go zostawi. A zostawiłaby pewnie. Jakby się dowiedziała.
Miał taką chwilę zawahania, czy po prostu stąd nie wyjść?
Nie dać jej ochłonąć? I sobie też?
Ale przecież oni nigdy nie bali się ognia, a ten miedzy nimi był przecież aż zanadto wyczuwalny, kiedy jęknęła, gdy on znalazł się bliżej niej, kiedy na nią naparł. Czuł na piersi jej szybko bijące serce, ten jej przyspieszony, urywany oddech. Oboje tego chcieli, to dokończyć. Po co jej to wiedzieć? Nie wiedziała nic od początku, a teraz nagle musiała?
Jeszcze raz się do niej pochylił, jeszcze raz jego ciepły, szybki oddech sięgnął jej policzka, a kiedy podniosła głowę, żeby na niego spojrzeć to wbił w nią intensywne spojrzenie, praktycznie czarne.
- Joder, vete a la mierda - ja pierdolę, kurwa, syknął, kiedy to znowu powiedziała, że albo jej powie, jak on kurwa nie mógł jej powiedzieć. Chciałby, ale naprawdę nie mógł. Jeszcze bardziej się do niej przysunął, kiedy się o niego otarła, jeszcze mocniej dociskając ją do regału, ale to co powiedziała później, że może stąd wyjść, jeśli jej nie powie..., sprawiło, że odepchnął się od tego regału zrzucając z niego jakieś książki. Odsunął się od niej i sięgnął do paska spodni. Spojrzał na nią jeszcze z wyrzutem, bo chciał ją wziąć na tym stole, na regale, w każdej pozycji. Chciał ją pieprzyć i kochać jednocześnie i mieć to wszystko w dupie, to że nie powinien, czy nie mógł.
- To jest w ogóle... - zaczął, ale już naciągał na siebie bokserki, na tę wyprężoną męskość - to w ogóle nie jest tak jak myślisz Pilar, to nie jest to, co ty myślisz - warknął, podciągając spodnie - ta sprawa w ogóle nie dotyczy ciebie - skłamał, bo dotyczyła kurewsko. Nawet też sobie nie wyobrażała jak bardzo.
- Tu nie chodzi o... - zawiesił się i wbił w nią wzrok, ciemne oczy utkwił w tych jej pięknych, brązowych, nabrał mocno powietrze w płuca - nie chodzi o Daltona - dokończył. I to akurat była prawda, chociaż Nicka Daltona też przez chwilę mieli na tapecie w gabinecie Eliota, ale tylko chwilę. Tylko jakieś tam papiery, które on musiał podpisać, z tej całej akcji z Nickiem.
Zapiął rozporek, a potem pasek, poprawił się, ale co z tego skoro na materiale spodni wciąż odznaczała się jego nabrzmiała erekcja?
No ale co miał teraz z tym zrobić?
Jak nie miał zamiaru jej powiedzieć, czyli miał stąd kurwa wyjść, nawet się skierował do drzwi. Oparł rękę na klamce. Miał jej to za złe, że nie mogła go zrozumieć, że po prostu nie może jej powiedzieć, ale bardziej chyba miał jej za złe, że go tak nakręciła i kazała spierdalać.
Ale przecież on sam chciał... od samego początku chciał stąd iść.
Obejrzał się jeszcze na nią, opartą o ten regał i znowu odchylił głowę do tyłu, znowu nabrał mocno powietrze w płuca, bo przecież wyglądała obłędnie, naga od pasa w dół, w tej białej wymiętej koszulce i marynarce, wiszącej na jej ramionach, z zaciśniętymi od pożądania udami.
- Do wieczora - rzucił i teraz to już przekręcił zamek w drzwiach, żeby sobie stąd kurwa wyjść.
Pilar Stewart
Ile razy miał jej jeszcze to powiedzieć? Skoro pięć nie wystarczyło?
Jak jej to wytłumaczyć, że on by jej wszystko powiedział, bo wszystko by dla niej zrobił, ale tego jednego po prostu nie mógł, i to nawet nie zależało od niego. Bo to było gdzieś tam odgórnie ustalone, dawno temu.
I on przez dziesięć lat tak ładnie sobie w tym tkwił, a nagle ma jej powiedzieć? Bo co? Bo widziała go u Eliota? Przecież często bywał na komisariacie, a z Eliotem widywał się jakoś tak regularnie. Tylko, że może nikt na to nie zwracał wcześniej uwagi? Na Madoxa, który się tu kręcił, bo przecież tu bywał. Przecież nie był tutaj kompletnie taki obcy. Dużo ludzi z tego komisariatu robiło z nim jakieś interesy, może nawet kilka osób go lubiło, on też kogoś tam darzył sympatią.
Nawet przez myśl mu przeszło, żeby ją okłamać, zmyślić na poczekaniu jakąś bajkę, jakieś nieistniejące może śledztwo. Ale przecież on jej nigdy nie kłamał, nie oszukiwał jej. Nawet rzadko coś przed nią zatajał, bo była mu bliska, najbliższa na świecie. Opowiadał jej o wszystkim, o swoim dzieciństwie, rodzinie, tak łatwo... Ale o tym po prostu nie mógł.
Nawet kiedy się od niego odsunęła, kiedy wyciągnęła to potężne działo w postaci ukrócenia mu jej bliskości, to co on miał zrobić, kiedy to po prostu było...
Nie do wytrzymania to było.
To jak się od niego odsunęła, jak zostawiła go na tym chłodnym blacie. Odchylił do tyłu głowę, bo wciąż miał w niej ją, ale też to, że nie może jej powiedzieć. Ufał jej jak nikomu na tym świecie, ale co z tego?
Tu nie chodziło wcale o zaufanie, ani nawet nie chodziło o to, że on z tym Eliotem robił jakieś interesy za jej plecami. Bo to była o wiele grubsza sprawa. I to taka, która nie zaczęła się w momencie, w którym on za nią poszedł do tego motelu.
Tylko wtedy ona się bardziej pokomplikowała. Bo już ktoś z góry wymuszał na nim dokładnie to samo, co on musiał zrobić dziesięć lat temu. Wtedy to zrobił. Teraz nie chciał.
Teraz tak bardzo się przed tym wzbraniał.
- Nie słucham się... - rzucił, ale... no przecież się kurwa słuchał. Za bardzo się słuchał czasami.
Na jej kolejne słowa spojrzał na nią, serce zabiło mu jakoś mocniej. Bardzo mu zależało, żeby się nie dowiedziała. Kurewsko bardzo.
Bo ją znał, bo wiedział jak ona zareaguje.
A on przecież nie mógł, nie chciał nawet o tym myśleć, że ona go zostawi. A zostawiłaby pewnie. Jakby się dowiedziała.
Miał taką chwilę zawahania, czy po prostu stąd nie wyjść?
Nie dać jej ochłonąć? I sobie też?
Ale przecież oni nigdy nie bali się ognia, a ten miedzy nimi był przecież aż zanadto wyczuwalny, kiedy jęknęła, gdy on znalazł się bliżej niej, kiedy na nią naparł. Czuł na piersi jej szybko bijące serce, ten jej przyspieszony, urywany oddech. Oboje tego chcieli, to dokończyć. Po co jej to wiedzieć? Nie wiedziała nic od początku, a teraz nagle musiała?
Jeszcze raz się do niej pochylił, jeszcze raz jego ciepły, szybki oddech sięgnął jej policzka, a kiedy podniosła głowę, żeby na niego spojrzeć to wbił w nią intensywne spojrzenie, praktycznie czarne.
- Joder, vete a la mierda - ja pierdolę, kurwa, syknął, kiedy to znowu powiedziała, że albo jej powie, jak on kurwa nie mógł jej powiedzieć. Chciałby, ale naprawdę nie mógł. Jeszcze bardziej się do niej przysunął, kiedy się o niego otarła, jeszcze mocniej dociskając ją do regału, ale to co powiedziała później, że może stąd wyjść, jeśli jej nie powie..., sprawiło, że odepchnął się od tego regału zrzucając z niego jakieś książki. Odsunął się od niej i sięgnął do paska spodni. Spojrzał na nią jeszcze z wyrzutem, bo chciał ją wziąć na tym stole, na regale, w każdej pozycji. Chciał ją pieprzyć i kochać jednocześnie i mieć to wszystko w dupie, to że nie powinien, czy nie mógł.
- To jest w ogóle... - zaczął, ale już naciągał na siebie bokserki, na tę wyprężoną męskość - to w ogóle nie jest tak jak myślisz Pilar, to nie jest to, co ty myślisz - warknął, podciągając spodnie - ta sprawa w ogóle nie dotyczy ciebie - skłamał, bo dotyczyła kurewsko. Nawet też sobie nie wyobrażała jak bardzo.
- Tu nie chodzi o... - zawiesił się i wbił w nią wzrok, ciemne oczy utkwił w tych jej pięknych, brązowych, nabrał mocno powietrze w płuca - nie chodzi o Daltona - dokończył. I to akurat była prawda, chociaż Nicka Daltona też przez chwilę mieli na tapecie w gabinecie Eliota, ale tylko chwilę. Tylko jakieś tam papiery, które on musiał podpisać, z tej całej akcji z Nickiem.
Zapiął rozporek, a potem pasek, poprawił się, ale co z tego skoro na materiale spodni wciąż odznaczała się jego nabrzmiała erekcja?
No ale co miał teraz z tym zrobić?
Jak nie miał zamiaru jej powiedzieć, czyli miał stąd kurwa wyjść, nawet się skierował do drzwi. Oparł rękę na klamce. Miał jej to za złe, że nie mogła go zrozumieć, że po prostu nie może jej powiedzieć, ale bardziej chyba miał jej za złe, że go tak nakręciła i kazała spierdalać.
Ale przecież on sam chciał... od samego początku chciał stąd iść.
Obejrzał się jeszcze na nią, opartą o ten regał i znowu odchylił głowę do tyłu, znowu nabrał mocno powietrze w płuca, bo przecież wyglądała obłędnie, naga od pasa w dół, w tej białej wymiętej koszulce i marynarce, wiszącej na jej ramionach, z zaciśniętymi od pożądania udami.
- Do wieczora - rzucił i teraz to już przekręcił zamek w drzwiach, żeby sobie stąd kurwa wyjść.
Pilar Stewart