meow
: śr mar 11, 2026 10:46 pm
Milo Rivera, Dylan Gauthier
— Jak twoje zarabianie po kątach ma wejść na papier? — spytała całkiem szczerze Erza, unosząc ku górze oba kąciki ust. Papier wchłonie wszystko, co ma sens. Matematyka nie kłamie, ale kłamcy potrafią liczyć. Tak często mówili jej wykładowcy, kiedy tłumaczyli statystykę. Na niektóre kwestie zwyczajnie nie byłaby w stanie przystać, nie była dyrektorką władającą wszystkimi sprawami schroniska.
— Aż tak dokładni nie jesteśmy — uniosła w rozbawieniu kąciki ust, słysząc o historii chorób, czy książeczce zdrowia. Odrobinę bawiła ją ta perspektywa — tu są kwestionariusze związane z finansami — mruknęła Erza, podsuwając około dziesięć kartek Dylanowi do wypełnienia — ale szczepieni jesteście? — chciała delikatnie rozluźnić panującą atmosferę. Wszyscy zachwycali się kotem, ale odczuwała delikatne spięcie. Może powinna wejść cała na biało i zaproponować terapię dla par? W końcu nie powinna oddawać kota do negatywnego środowiska, choć rękę dałaby sobie uciąć, że to był chwilowy bunt przed całkowitym zakochaniu się w zwierzęciu.
— Raczej nie miałeś siły, by go wyrzucić, a próbowałeś — poprawiła Erza. Była próba odrzucenia uroków kotka, ale zdana była na porażkę. Nic dziwnego, skoro miał tak piękne, wielkie oczy, które wręcz czekały na odpowiednią dawkę miziania za uchem — niech się dzieje wola boga, z nią się zawsze zgadzać trzeba — w tym przypadku kot był bogiem. Wszyscy znają memy o prawdziwym panie w relacjach z kocurami. Ruda wiedziała, że jakakolwiek próba udawania niespełnienia woli kota była zdana na porażkę.
— Uroczy jesteście — mruknęła, spoglądając to na jednego, to na drugiego — na pewno dobrze zaopiekujecie się Pinto — dorzuciła, spoglądając na kota. Tylko że kiedy wszyscy skupili się na ludzkich sprawach, kot postanowił nagle zniknąć — nie ma go — mruknęła lekko przerażona, unosząc ku górze brwi i zaraz wzięła się do poszukiwań. Tak naprawdę kocur mógł wejść wszędzie, gdzie tylko by chciał. Nie bez powodu w schronisku nazywali go Houdini.
— Jak twoje zarabianie po kątach ma wejść na papier? — spytała całkiem szczerze Erza, unosząc ku górze oba kąciki ust. Papier wchłonie wszystko, co ma sens. Matematyka nie kłamie, ale kłamcy potrafią liczyć. Tak często mówili jej wykładowcy, kiedy tłumaczyli statystykę. Na niektóre kwestie zwyczajnie nie byłaby w stanie przystać, nie była dyrektorką władającą wszystkimi sprawami schroniska.
— Aż tak dokładni nie jesteśmy — uniosła w rozbawieniu kąciki ust, słysząc o historii chorób, czy książeczce zdrowia. Odrobinę bawiła ją ta perspektywa — tu są kwestionariusze związane z finansami — mruknęła Erza, podsuwając około dziesięć kartek Dylanowi do wypełnienia — ale szczepieni jesteście? — chciała delikatnie rozluźnić panującą atmosferę. Wszyscy zachwycali się kotem, ale odczuwała delikatne spięcie. Może powinna wejść cała na biało i zaproponować terapię dla par? W końcu nie powinna oddawać kota do negatywnego środowiska, choć rękę dałaby sobie uciąć, że to był chwilowy bunt przed całkowitym zakochaniu się w zwierzęciu.
— Raczej nie miałeś siły, by go wyrzucić, a próbowałeś — poprawiła Erza. Była próba odrzucenia uroków kotka, ale zdana była na porażkę. Nic dziwnego, skoro miał tak piękne, wielkie oczy, które wręcz czekały na odpowiednią dawkę miziania za uchem — niech się dzieje wola boga, z nią się zawsze zgadzać trzeba — w tym przypadku kot był bogiem. Wszyscy znają memy o prawdziwym panie w relacjach z kocurami. Ruda wiedziała, że jakakolwiek próba udawania niespełnienia woli kota była zdana na porażkę.
— Uroczy jesteście — mruknęła, spoglądając to na jednego, to na drugiego — na pewno dobrze zaopiekujecie się Pinto — dorzuciła, spoglądając na kota. Tylko że kiedy wszyscy skupili się na ludzkich sprawach, kot postanowił nagle zniknąć — nie ma go — mruknęła lekko przerażona, unosząc ku górze brwi i zaraz wzięła się do poszukiwań. Tak naprawdę kocur mógł wejść wszędzie, gdzie tylko by chciał. Nie bez powodu w schronisku nazywali go Houdini.