tequila con muerte
: ndz lut 01, 2026 5:16 pm
Otworzył usta i przez jedną krótka chwilę chciał jej to tłumaczyć, czemu oszalała i czemu to się nie uda, bo to nie chodziło przecież tylko o Eliota, o jakieś zrobienie tego co chciał... Tylko, że właśnie jakby zaczął to jej tłumaczyć, to pewnie powiedziałby za dużo. I tak już dużo jej powiedział. Zdawał sobie sprawę, że w jej głowie teraz jest więcej pytań niż odpowiedzi. Naprawdę żałował, że nie może jej ich dać, bo przecież zawsze dawał. Zawsze rozwiewał jej wszystkie wątpliwości, zdobywał dla niej informacje. Już od dawna dla niej robił więcej niż powinien, niż mógł.
Ale tym razem nie mógł.
Znowu nabrał ciężko powietrze w płuca, czuł pod skórą, że oni jeszcze do tego wrócą, bo to była Pilar, tak samo uparta i zawzięta, jak on, ale już w tym momencie chciał skończyć temat. Zmienić go. Dlatego wypomniał jej to wczorajsze robienie mu na złość, oboje sobie zrobili. I teraz też szło to w takim kierunku, że zaraz też mogli być na siebie kurewsko napaleni, aż Noriega odruchowo zerknął gdzieś w kierunku toalet, kiedy poczuł na uchu jej zęby, które szarpnęły jego kolczyk.
- Estuve pensando en ello toda la noche... lo mojada que estabas - cały wieczór o tym myślałem... jaka byłaś mokra, szepnął jej do ucha, pozwalając, żeby jego ciepły oddech omiótł jej policzek. I teraz też już mało brakowało, żeby znowu o tym nie zaczął myśleć. Kręciła go niesamowicie, kręciła go jak żadna inna kobieta na świecie, a biorąc pod uwagę to jak go wczoraj zostawiła... tak samo na nią kurewsko napalonego, jak ona. To dzisiaj to już było bardzo proste, żeby on znowu zafiksował się tylko i wyłącznie na niej.
Dlatego zmienił temat na tę blondynkę. Chociaż w pierwszej chwili i tak się zastanawiał tylko, czy mogliby jednak znowu skorzystać z tej samolotowej toalety. Dopiero na jej słowa, uniósł jedną brew, parsknął śmiechem.
- No a nie zajebisty? Wszyscy uwierzyli - może to też chodziło o to, że te jego kłamstwa były jakieś takie abstrakcyjne, że nikt nawet nie przypuszczał, że można w takich kwestiach kłamać? A tu proszę, można.
- Nie da się? Czyli mam dobre gadane? - zapytał i się uśmiechnął, i już nabrał w płuca powietrze, co ona też mogła poczuć, jak jego tors się uniósł, bo już miał jej zapytać, czy to znaczy, że miał sprawne usta, czy język... Ale właśnie w ten język się ugryzł. Bo to miał być spokojny lot, już mieli za sobą kłótnie, spoufalanie, poważne rozmowy, chyba wystarczy.
Pokiwał głową na jej pytanie o Rosę.
- Richie uważa, że jest psychiczna, ale nie, jest psychiatrą - potwierdził. Chociaż co do tej psychicznej to też się czasem zastanawiał, zwłaszcza jak słuchał opowieści swojego kuzyna. Ale Ricardo też mógł dużo rzeczy wyolbrzymiać. Wbił w nią ciemne tęczówki, w jej piękną twarz, kiedy powiedziała to, że musi z nią porozmawiać, palcami przesunął po jej boku, układając rękę miękko na jej brzuchu, gdzie jego palce muskały materiał koszulki, pod którym wyczuwał jakieś plasterki, chyba sama je dzisiaj kleiła.
- Na pewno mogłaby ci wypisać, mi chciała dzisiaj rano przepisać Xanax - stwierdził, a zaraz zmrużył powieki - ale nie chcesz... iść do terapeuty? - nie zapytał jej o to na złość. Nie zamierzał jej na to też namawiać. Truć jej dupy jak Eliot. Po prostu chciał wiedzieć, co zamierzała. Cokolwiek by nie postanowiła, to i tak by był z nią.
Może rzeczywiście Rosario coś by w tym temacie pomogła? W końcu miała różnych pacjentów. A porozmawianie z nią to też już jakiś krok, nawet jeśli tylko miałby dotyczyć lewego zaświadczenia dla Eliota.
Na jej kolejne pytanie wzruszył ramionami, tak, że mogła to poczuć, bo szczerze nie wiedział. I chyba gdyby rzeczywiście zmagał się z depresją to ostatnią osobą, która mogłaby mu pomóc, to był Ricardo. Chociaż z drugiej strony jego kuzyn był całkiem śmieszny, miał w sobie coś takiego, co bawiło Madoxa, chociaż czasem to miał ochotę go strzelić w łeb i wywalić za drzwi.
- Akurat ten joint, to troszeczkę nam pomógł, zadziałał bardzo... relaksacyjnie - złapał jej spojrzenie i uśmiechnął się delikatnie. Nawet tego nie kontrolował, że jego palce przesunęły się pod materiał jej koszulki, chyba na to wspomnienie, jak brał ją na stole w jadalni, tak jak chciał. Serce jakoś mocniej zabiło mu w piersi, co też mogła poczuć na policzku. Zamyślił się na moment, dwa dzikie uderzenia serca.
Czy powinien jej mówić po co w ogóle przyleciał Ricardo? Pewnie nie powinien, ale kłamać jej, czy zmyślać też nie miał zamiaru.
- Ale to tak miedzy nami... Zresztą ja w ogóle tego nie popieram, bo oni się hajtnęli... nie wiem, dwa tygodnie temu? - znowu się zastanowił, trochę miał za złe Richiemu, że go nie zaprosił na ślub do Puerto Rico, bo też pewnie byłoby fajnie, ale w sumie, nawet nie wiadomo, czy mogliby lecieć, tyle się ostatnio u nich działo. Ciemne tęczówki znowu spoczęły na jej obłędnych, czekoladowych oczach.
- Przyjechał tu za kobietą - wyjaśnił jej w końcu - poznał ją jeszcze w Puerto Rico i twierdzi, że się w niej zakochał i chce z nią tutaj żyć... No tylko Rosa o niczym nie wie - trochę się skrzywił, bo obawiał się, że jak się dowie, to wtedy to już w ogóle Ricardo będzie miał przerąbane. A przecież oni siedzieli właśnie u niego w domu. Bał się trochę, że ich tam zostawili. Niby była jeszcze Flora, ale ona to akurat jakaś taka nieobecna wiecznie, w swoim nastolatkowym świecie.
Pilar Stewart
Ale tym razem nie mógł.
Znowu nabrał ciężko powietrze w płuca, czuł pod skórą, że oni jeszcze do tego wrócą, bo to była Pilar, tak samo uparta i zawzięta, jak on, ale już w tym momencie chciał skończyć temat. Zmienić go. Dlatego wypomniał jej to wczorajsze robienie mu na złość, oboje sobie zrobili. I teraz też szło to w takim kierunku, że zaraz też mogli być na siebie kurewsko napaleni, aż Noriega odruchowo zerknął gdzieś w kierunku toalet, kiedy poczuł na uchu jej zęby, które szarpnęły jego kolczyk.
- Estuve pensando en ello toda la noche... lo mojada que estabas - cały wieczór o tym myślałem... jaka byłaś mokra, szepnął jej do ucha, pozwalając, żeby jego ciepły oddech omiótł jej policzek. I teraz też już mało brakowało, żeby znowu o tym nie zaczął myśleć. Kręciła go niesamowicie, kręciła go jak żadna inna kobieta na świecie, a biorąc pod uwagę to jak go wczoraj zostawiła... tak samo na nią kurewsko napalonego, jak ona. To dzisiaj to już było bardzo proste, żeby on znowu zafiksował się tylko i wyłącznie na niej.
Dlatego zmienił temat na tę blondynkę. Chociaż w pierwszej chwili i tak się zastanawiał tylko, czy mogliby jednak znowu skorzystać z tej samolotowej toalety. Dopiero na jej słowa, uniósł jedną brew, parsknął śmiechem.
- No a nie zajebisty? Wszyscy uwierzyli - może to też chodziło o to, że te jego kłamstwa były jakieś takie abstrakcyjne, że nikt nawet nie przypuszczał, że można w takich kwestiach kłamać? A tu proszę, można.
- Nie da się? Czyli mam dobre gadane? - zapytał i się uśmiechnął, i już nabrał w płuca powietrze, co ona też mogła poczuć, jak jego tors się uniósł, bo już miał jej zapytać, czy to znaczy, że miał sprawne usta, czy język... Ale właśnie w ten język się ugryzł. Bo to miał być spokojny lot, już mieli za sobą kłótnie, spoufalanie, poważne rozmowy, chyba wystarczy.
Pokiwał głową na jej pytanie o Rosę.
- Richie uważa, że jest psychiczna, ale nie, jest psychiatrą - potwierdził. Chociaż co do tej psychicznej to też się czasem zastanawiał, zwłaszcza jak słuchał opowieści swojego kuzyna. Ale Ricardo też mógł dużo rzeczy wyolbrzymiać. Wbił w nią ciemne tęczówki, w jej piękną twarz, kiedy powiedziała to, że musi z nią porozmawiać, palcami przesunął po jej boku, układając rękę miękko na jej brzuchu, gdzie jego palce muskały materiał koszulki, pod którym wyczuwał jakieś plasterki, chyba sama je dzisiaj kleiła.
- Na pewno mogłaby ci wypisać, mi chciała dzisiaj rano przepisać Xanax - stwierdził, a zaraz zmrużył powieki - ale nie chcesz... iść do terapeuty? - nie zapytał jej o to na złość. Nie zamierzał jej na to też namawiać. Truć jej dupy jak Eliot. Po prostu chciał wiedzieć, co zamierzała. Cokolwiek by nie postanowiła, to i tak by był z nią.
Może rzeczywiście Rosario coś by w tym temacie pomogła? W końcu miała różnych pacjentów. A porozmawianie z nią to też już jakiś krok, nawet jeśli tylko miałby dotyczyć lewego zaświadczenia dla Eliota.
Na jej kolejne pytanie wzruszył ramionami, tak, że mogła to poczuć, bo szczerze nie wiedział. I chyba gdyby rzeczywiście zmagał się z depresją to ostatnią osobą, która mogłaby mu pomóc, to był Ricardo. Chociaż z drugiej strony jego kuzyn był całkiem śmieszny, miał w sobie coś takiego, co bawiło Madoxa, chociaż czasem to miał ochotę go strzelić w łeb i wywalić za drzwi.
- Akurat ten joint, to troszeczkę nam pomógł, zadziałał bardzo... relaksacyjnie - złapał jej spojrzenie i uśmiechnął się delikatnie. Nawet tego nie kontrolował, że jego palce przesunęły się pod materiał jej koszulki, chyba na to wspomnienie, jak brał ją na stole w jadalni, tak jak chciał. Serce jakoś mocniej zabiło mu w piersi, co też mogła poczuć na policzku. Zamyślił się na moment, dwa dzikie uderzenia serca.
Czy powinien jej mówić po co w ogóle przyleciał Ricardo? Pewnie nie powinien, ale kłamać jej, czy zmyślać też nie miał zamiaru.
- Ale to tak miedzy nami... Zresztą ja w ogóle tego nie popieram, bo oni się hajtnęli... nie wiem, dwa tygodnie temu? - znowu się zastanowił, trochę miał za złe Richiemu, że go nie zaprosił na ślub do Puerto Rico, bo też pewnie byłoby fajnie, ale w sumie, nawet nie wiadomo, czy mogliby lecieć, tyle się ostatnio u nich działo. Ciemne tęczówki znowu spoczęły na jej obłędnych, czekoladowych oczach.
- Przyjechał tu za kobietą - wyjaśnił jej w końcu - poznał ją jeszcze w Puerto Rico i twierdzi, że się w niej zakochał i chce z nią tutaj żyć... No tylko Rosa o niczym nie wie - trochę się skrzywił, bo obawiał się, że jak się dowie, to wtedy to już w ogóle Ricardo będzie miał przerąbane. A przecież oni siedzieli właśnie u niego w domu. Bał się trochę, że ich tam zostawili. Niby była jeszcze Flora, ale ona to akurat jakaś taka nieobecna wiecznie, w swoim nastolatkowym świecie.
Pilar Stewart