This is the Night
: wt lut 03, 2026 9:17 pm
Salva również nie chciał iść dalej w klubowej toalecie, między innymi właśnie dlatego przerwał pocałunek i się wycofał - miał nadzieję, że Saul to zrozumie i nie będzie miał mu tego za złe, ale właśnie przez wzgląd na to, co ich łączyło od lat (nawet jeśli było to jedynie oficjalnie w formie przyjaźni, to w ciągu tych wielu lat zdążyli poznać różne swoje przywary, widywali się w najmniej "ładnych" wersjach, znosili swoje humory, imprezowali razem, zaliczali górki i dołki, rozmawiali o wszystkich możliwych rzeczach chyba i dla wielu zapewne mogli uchodzić za parę, gdy gdzieś się razem pojawiali) i przez szacunek do Saula nie wyobrażał sobie, żeby ich pierwszy raz miał mieć miejsce w takich warunkach. Bywały relacje, którym toalety nie przeszkadzały, zwłaszcza gdy były one stricte klubowe, chwilowe i nastawione na obupulną przyjemność, a nie na cokolwiek więcej, ale bywały też takie - i taką właśnie była relacja Salvadora i Saula - dla których zdecydowanie lepiej było wygospodarować inne, bardziej komfortowe, przyjemniejsze i bardziej romantyczne warunki. Nie teraz, nie tutaj, nie tak.
- Poważnie...? - parsknął krótko, słysząc, że Saul nie sądził, że może go w ogóle pociągać. Ta koncepcja wydała mu się w tej chwili tak irracjonalna, że nie mógł powstrzymać krótkiego śmiechu. Jednocześnie objął go ramionami, przytulając go do siebie, gdy Saul oparł czoło o jego ramię, przytulając się do niego; on również pragnął jego bliskości i ciepła i nie chciał, żeby ten się przypadkiem odsunął, co to to nie. Chciał go blisko, jak najbliżej, chciał się rozkoszować jego ciepłem i wciągać w płuca zapach jego perfum, jego szamponu do włosów, płynu do kąpieli, wszystkiego. - Jesteś piękny, masz to samo pokręcone poczucie humoru co ja, uwielbiam spędzać z tobą czas... - zaczął wymieniać, zupełnie jakby Saul właśnie spytał go co takiego w nim lubi, a nie wyraził zaskoczenie tym, że go pociąga. - Lecę na ciebie odkąd się poznaliśmy, Sa-ul - wymamrotał mu prosto do ucha, w ten swój charakterystyczny sposób wymawiając jego imię, z mocnym dodatkiem swojego i tak mocnego zwykle akcentu.
Gdy chwilę później usłyszał pytanie mężczyzny spojrzał z zastanowieniem na pozostałą w torebeczce część dragów, przygryzając dolną wargę i myśląc przez chwilę intensywnie. W końcu pokiwał głową, zgarniając wszystko, co leżało na desce do kieszeni.
- Później. Chodźmy stąd, znajdźmy milsze miejsce, niż kibel - parsknął krótkim śmiechem, podnosząc się na nogi i podał rękę Saulowi, żeby pomóc mu wstać, a tak naprawdę głównie po to, żeby móc złapać go za rękę. Odryglował drzwiczki kabiny (przybliżając się tym samym do Saula bardzo mocno, żeby tam dosięgnąć, ale nie było to z jego strony ani trochę przypadkowe) i wypuścił go przodem z tej klitki. - Chcesz jeszcze się napić albo wrócić na parkiet? Czy wychodzimy?
Saul Devlin
- Poważnie...? - parsknął krótko, słysząc, że Saul nie sądził, że może go w ogóle pociągać. Ta koncepcja wydała mu się w tej chwili tak irracjonalna, że nie mógł powstrzymać krótkiego śmiechu. Jednocześnie objął go ramionami, przytulając go do siebie, gdy Saul oparł czoło o jego ramię, przytulając się do niego; on również pragnął jego bliskości i ciepła i nie chciał, żeby ten się przypadkiem odsunął, co to to nie. Chciał go blisko, jak najbliżej, chciał się rozkoszować jego ciepłem i wciągać w płuca zapach jego perfum, jego szamponu do włosów, płynu do kąpieli, wszystkiego. - Jesteś piękny, masz to samo pokręcone poczucie humoru co ja, uwielbiam spędzać z tobą czas... - zaczął wymieniać, zupełnie jakby Saul właśnie spytał go co takiego w nim lubi, a nie wyraził zaskoczenie tym, że go pociąga. - Lecę na ciebie odkąd się poznaliśmy, Sa-ul - wymamrotał mu prosto do ucha, w ten swój charakterystyczny sposób wymawiając jego imię, z mocnym dodatkiem swojego i tak mocnego zwykle akcentu.
Gdy chwilę później usłyszał pytanie mężczyzny spojrzał z zastanowieniem na pozostałą w torebeczce część dragów, przygryzając dolną wargę i myśląc przez chwilę intensywnie. W końcu pokiwał głową, zgarniając wszystko, co leżało na desce do kieszeni.
- Później. Chodźmy stąd, znajdźmy milsze miejsce, niż kibel - parsknął krótkim śmiechem, podnosząc się na nogi i podał rękę Saulowi, żeby pomóc mu wstać, a tak naprawdę głównie po to, żeby móc złapać go za rękę. Odryglował drzwiczki kabiny (przybliżając się tym samym do Saula bardzo mocno, żeby tam dosięgnąć, ale nie było to z jego strony ani trochę przypadkowe) i wypuścił go przodem z tej klitki. - Chcesz jeszcze się napić albo wrócić na parkiet? Czy wychodzimy?
Saul Devlin