-
Czyli jesteś prosta w obsłudze? - właściwie to każdy był, tylko ja się czasem nie potrafiłem powstrzymać przed uszczypliwym komentarzem, szczególnie w stronę Charlotte, bo tak po prawdzie nie byłem wcale kłótliwą osobą. Była kilka takich jednostek, które doprowadzały mnie do szału, ale z resztą raczej trzymałem sztamę. Patrzę jak się spina i nawet mnie to trochę bawi -
A czemu miałbym żartować? - dziwię się na pokaz, jestem świetnym kłamcą, zresztą to chyba było wpisane w nasz zawód, że umiemy wciskać każdy kit -
Uprzykrzenia? Chyba raczej uprzyjemnienia, było bardzo miło, podobało ci się - pochylam się nieznacznie w jej stronę by dodać prawie że szeptem -
Mówiłaś, że to najlepszy seks w twoim życiu - posyłam jej bezczelny uśmiech. To by mogła być prawda bo akurat byłem w tym naprawdę dobry i na tyle zdegenerowany, żeby zgodzić się na prawie wszystko, ja właściwie nie miałem żadnych granic, mógłbym się nawet zgodzić na trójkąt z drugim facetem, gdyby tylko nie próbował mnie ładować od tyłu -
Nie denerwuj się, Kluseczko, przecież to nic takiego - i może powiedziałbym coś jeszcze, ale wracają moi rodzice, a ja odsuwam się od Lotty, całkowicie zajmując deserem -
Bo jest - kiwam głową -
Też miałem okazję z nią współpracować - tłumacze się szybko, po czym zapełniam usta ciastem, żeby nie wyskoczyć z czymś jeszcze jak Filip z konopi -
Prawda, to musiało być strasznie przykre - popijam kawą -
Ten cały Lennox to straszny fiut, należało mu się, oby już nigdy nie wrócił do sądu, tacy ludzie nie powinni zajmować tak odpowiedzialnych stanowisk - mógłbym powiedzieć więcej na jego temat, ale się powstrzymuję, chyba nie chcę się przyznawać, że doskonale znam Cynthię. Nie ciągnę tematu, bo nie chce żeby zauważyła, że podchodzę do tego trochę nazbyt emocjonalnie. Sprowadzenie rozmowy na nieco przyjemniejsze tory bardzo mi odpowiada, gadka o pogodzie jest dużo lepsza do dokończenia popołudniowej kawy. Potem na salę wkraczają albumy i znowu bawi mnie jej mina, bo chyba się nie spodziewała, że będzie musiała obejrzeć sryliard zdjęć z krwią i rozwarciem -
O, patrz tutaj, widać już głowę - pokazuję jej palcem jakąś fotkę, na której dosłownie wychodzę z łona matki. Dla mnie to też było dziwne i gdybym nie widział tych zdjęć już tyle razy to pewnie byłbym w ciężkim szoku. Z każdą kolejną księgą było trochę lepiej. Na przykład było tam zdjęcie z balu przebierańców, na którym miałem może z pięć lat. Byłem przebrany za księżniczkę - matka zawsze trochę marzyła o córce, a ja jako dzieciak nosiłem długie włosy, gęste, ciemne, zawijające się uroczo ponad ramionami, miałem też śliczną buzię, duże brązowe oczy otoczone dwoma kurtynami czarnych rzęs. Nagminnie dostawała komplementy typu "jaka śliczna dziewczynka, jak córeczka ma na imię?", do tej pory pamiętam miny niektórych kiedy odpowiadała "William". Inni chłopcy na imprezie byli superbohaterami i sportowcami, a ja jebaną gwiazdą Disneya w koronie i sukience. Chyba nie muszę dodawać, że dosłownie wszyscy się ze mnie śmiali. Jakieś foteczki ze wspólnych wakacji, jak się wywalam na nartach albo robię anioła w śniegu. Albo jak spadam z konia podczas swoich pierwszych zajęć, dosłownie idealnie uchwycony moment jak znajduje się w powietrzu. Potem wiele zdjęć pryszczatego nastolatka z długimi włosami i gitarą. Moja pierwsza dziewczyna, moja pierwsza kłótnia z ową panną i pierwsze zerwanie, podczas którego płaczę w poduszkę. Potem fotografie ze studiów, jak siedzę nad notatkami, albo odbieram dyplom i wreszcie te z dorosłego życia - na pustym jeszcze mieszkaniu, które już znała, w błyszczącym Jaguarze i nawet jakieś na sali sądowej. Z tych albumów można się było dużo dowiedzieć, ale mnie już to trochę nudziło, nawet jeśli Anabelle praktycznie każde lepsze zdjęcia okraszała krótką, często zabawną anegdotką. Proponuje więc wspólne granie i wszyscy zgodnie na to przystają. Ją chwytam za gitarę, a mama śpiewa, lub przygrywa na pianinie w zależności od repertuaru. Podczas takich sesji czuję się jak ryba w wodzie, lepiej niż gdziekolwiek indziej i to widać, że to jest mój świat, w którym czuję się naprawdę swobodnie. Ale czas na przyjemnościach mija bardzo szybko i zanim się obejrzymy na zewnątrz jest już całkiem szaro -
No dobrze, pójdę jeszcze tylko skorzystać z toalety, możesz się ubierać - mówię i znikam gdzieś w odmętach korytarza. Rodzice odprowadzają Charlotte do drzwi, a ojciec w międzyczasie wręcza jej kopertę -
To zaproszenie, co roku organizujemy taki bankiet z okazji moich urodzin, będzie dużo ciekawych ludzi z branży, będzie mi bardzo miło jeśli zdecydujesz się przyjść - posyła jej kolejny uśmiech, a matka jest cała rozpromieniona. Miała nadzieję, że to ja ją zaproszę, ale jednak miałem inne plany. Cudownie więc, że sam solenizant się na to zdecydował. Dołączam do nich przy wyjściu, kiedy Kovalski jest już ubrana i szybko zakładam swój płaszcz oraz buty. Żegnamy się uściskami i całusami, dziękuję za wszystko i razem z Charlotte opuszczamy rezydencje -
Kluczyki - wystawiam do niej rękę, a gdy mi je podaje to czuję, że to nie jest dobry pomysł. Otwieram zamek i wsiadam do środka, na miejsce kierowcy, od razu zapinam pas -
No dobra, to jak to szło - mruczę do siebie pod nosem, umieszczając kluczyki w stacyjce. Sprzęgło, gaz, hamulec, no przecież tego się podobno nie zapomina, jak jazdy na rowerze. Teraz zdecydowanie wolałbym jechać na jednośladzie. Odpalam samochód, a silnik ryczy jak oszalały i powoli wyjeżdżamy na drogę. Okej, chyba nie jest tak źle póki co -
Włącz jakąś muzykę - proszę, bo w ciszy tym bardziej nie mogę się skupić. No to mamy zamianę ról.
Charlotte Kovalski