Strona 3 z 5

rooting for our kid

: czw lut 05, 2026 8:26 pm
autor: Evina J. Swanson
Nie miała wątpliwości, że nawet przy tak napiętym grafiku jak ten należący do nich Zaylee nigdy nie przeoczyła żadnej regularnej wizyty u najważniejszych specjalistów. W przeciwieństwie do Swanson, która korzystała z usług lekarzy jedynie wtedy, gdy nie było innego wyjścia i działo się coś naprawdę złego. Ostatni komplet badań zawdzięczała wyłącznie wizycie w szpitalu po postrzeleniu przez Anthony'ego Blythe'a, więc może jednak powinna mu być za coś wdzięczna.
- Póki nie są to dalsze etapy turnieju to nie ma powodu do przedłużania gry i determinowania zwycięzcy - odparła, ale jej nie do końca odpowiadało takie rozwiązanie.
Najchętniej od razu poznałaby wynik, który jednoznacznie wskazywałby na to, która drużyna była lepsza. Sport był dla niej tożsamy z rywalizacją, a w niej nie wszyscy mogli być zawsze równi. Niemniej skoro chodziło o bandę dzieciaków to może takie lżejsze traktowanie przynajmniej na tym etapie życia nie mogło im zrobić większej krzywdy.
Gdyby tylko nie drobne błędy, których można było uniknąć, gdyby nie zbyt wielka presja i pośpiech w rozgrywaniu kolejnych akcji to z pewnością mecz mógłby skończyć się zupełnie inaczej. Po części dzięki genialnej asyście Samuela, który podał przejętą piłkę napastnikowi, ale ten nie popisał się i zawiódł w kluczowym momencie.
- Dlatego mówiłam, że jak będzie remis to idziemy na gofry dla zasady - przypomniała jej, bo wcześniej planowały takie wyjście aby uczcić zwycięstwo lub osłodzić nieco porażkę.
Młody pomimo remisu wydawał się z siebie zadowolony i pognał wraz z kolegami do szatni, a one musiały jakoś zejść z trybun i przepchnąć się pomiędzy innymi rodzicami na korytarz, aby zaczekać na Sama w pobliżu wejścia na halę.
Przez moment nie miała pojęcia o czym właściwie Zaylee mówi, gdy pociągnęła ją za płaszcz. Zaraz jednak odwzajemniła ten zbyt krótki jak na jej standardy pocałunek i objęła narzeczoną ramieniem, aby lekko się na niej wesprzeć.
- A twoje niby nie? Wiem, że też jesteś dumna z naszego syna - powiedziała cicho i pozwoliła, aby te słowa na chwilę zawisły pomiędzy nimi.
Nasz syn. To brzmiało zbyt pięknie, a już niedługo miało stać się faktem. Na razie miały jednak krótką chwilę na to, aby samotnie napawać się sukcesem Samuela, bo zanim się przebierze i je odnajdzie po wysłuchaniu trenera to minie może z kilka minut.

zaylee miller

rooting for our kid

: pt lut 06, 2026 12:07 am
autor: zaylee miller
Gofry po remisie były w porządku. Może nie brzmiały jak gofry zwycięstwa, ale z całą pewnością były lepsze niż te, które miałyby łagodzić smutek po porażce. Były czymś pośrodku. Z czasem mogło się to stać ich rytuałem po każdym spotkaniu, bez względu na to, co pokazywała tablica wyników. A przecież nie musiały to być zawsze gofry. W tej kwestii najlepiej byłoby zostawić wybór Samowi, bo rytuały działają tylko wtedy, gdy ktoś naprawdę chce je współtworzyć.
Brew Zaylee drgnęła, kiedy Evina wypowiedziała słowa o ich synu. To określenie coraz częściej pojawiało się w jej myślach, niemal naturalnie, jak coś oczywistego, a jednak wciąż zbyt rzadko pozwalała sobie nazwać go w ten sposób na głos. A przecież powinna. Bo dokładnie tak go traktowała. Sammy był ich synem, niezależnie od tego, że formalnie nadal pozostawał podopiecznym domu dziecka. Papierowe zapisy nie miały znaczenia wobec więzi, która zdążyła się między nimi ukształtować.
Oczywiście, że jestem dumna z naszego syna — powiedziała, akcentując to wyraźnie i uśmiechnęła się wprost w usta narzeczonej. — Żadna ze mnie ekspertka, ale dzisiaj radził sobie na boisku najlepiej ze wszystkich — dodała, chociaż to przyszło jej już z trudem. Miller lubiła być we wszystkim najlepsza, a teraz musiała przyjąć z pokorą, że nie znała się na piłce nożne tak dobrze, jak Swanson. No nic, z ciężkim sercem, ale jakoś się z tym pogodziła.
Chciała jeszcze coś dodać, ale wtedy dostrzegła, jak Samuel pędzi w ich stronę w rozpiętej czerwonej kurtce. W tym szaleństwie wpadł na jakiegoś chłopca, którego pospiesznie przeprosił i ruszył dalej, ale musiał zawrócić, bo czapka wypadła mu z kieszeni. Na ten widok Zaylee pokręciła pobłażliwie głową, przypominając sobie, jaki ich syn bywał roztrzepany.
Cześć! — zawołał i już miał z impetem rzucić się na Evinę, ale w ostatniej chwili zreflektował się i wyhamował, odgrzebując w głowie, że jej noga dalej nie była w pełni sprawna. Przytulił ją o wiele ostrożniej, niż początkowo zamierzał, ale za to nie przeszkodziło mu to wpaść w ramiona Miller. — Ale super, że udało wam się przyjść! Widziałyście mojego gola? — zapytał z rumianymi ze ekscytacji i wysiłku policzkami. — Ojej, pachniesz jak truskawka! — stwierdził nagle, obwąchując płaszcz Zaylee, która zaśmiała się i zmierzwiła mu włosy.
Prawdopodobnie był to zapach nowych perfum, które co prawda miał w sobie jakieś kwieciste aromaty, ale Samowi najwyraźniej skojarzyły się z truskawkami.
Widziałyśmy wszystkie akcje — odparła natychmiast Zaylee. — Byłeś naprawdę świetny. A teraz ubieraj się, zabieramy cię na coś słodkiego — zarządziła, a Młody od razu chwycił za zamek kurtki, żeby się zapiąć. Szarpał się przez chwilę, bo materiał wciął się w suwak, ale w końcu zrezygnował i odwrócił do Swanson, prosząc grzecznie o pomoc.
Idziemy na gofry? — zainteresował się, naciągając czapkę na głowę. — Wezmę takiego ogromniastego ze wszystkim! Z owocami, bitą śmietaną i polewami! Ze wszystkimi polewami! — paplał jak najęty i Zaylee spojrzała wymownie na narzeczoną, co miało oznaczać, że dziewięciolatek absolutnie nie dostanie takiego gofra, bo doskonale wiedziały, jak to się skończy. Potem rozboli go brzuch i pochoruje się od zbyt dużej ilości słodyczy. Mieli świętować, ale wszystko w granicach zdrowego rozsądku.

Evina J. Swanson

rooting for our kid

: pt lut 06, 2026 12:39 am
autor: Evina J. Swanson
Jeśli już fatygowały się na mecz to mogły zrobić wszystko, co były w stanie, aby ten dzień był wyjątkowy dla Sama. Dlatego nie widziały problemu w tym, aby po każdej istotnej rozgrywce zabierać go na gofry, lody, pizzę czy cokolwiek chłopiec mógłby sobie zażyczyć. W końcu ich tradycja mogła dotyczyć jedynie wychodzenia gdzieś na szybki posiłek, aby uczcić to jak Samuel radził sobie na boisku.
Obie coraz bardziej przyzwyczajały się do tego, że chłopiec faktycznie był ich synem. Zaczęły tak o nim myśleć już jakiś czas temu, ale dopiero od niedawna pozwalały sobie na to, aby takie słowa opuszczały ich usta. Starały się do tego przywyknąć, oswoić się z tym jak brzmiało to wypowiedziane na głos. Za każdym razem powodowało to przyjemne ciepło rozpływające się po ciele.
- Zdecydowanie świetnie sobie radził - przyznała, bo co do tego żadna z nich nie miała wątpliwości.
Dziewięciolatek wypadł z szatni szybciej niż mogły się tego spodziewać. Niezapięta kurtka i czapka, którą zgubił po drodze jedynie świadczyły o tym jak bardzo był podekscytowany oraz o tym, że biegł jak na złamanie karku byle tylko się z nimi spotkać jak najszybciej.
Swanson uśmiechnęła się, gdy tylko młody przytulił się do niej i wymieniła spojrzenie z narzeczoną, przyciskając chłopca mocno do siebie nim ten postanowił uściskać również koronerkę.
- Obiecałam, że będziemy, prawda? - przypomniała mu, bo Evina była zdeterminowana aby trafić na mecz. - Jasne, że widziałyśmy wszystko. Elegancki strzał. Właśnie tak powinno się to robić.
Za nic nie przegapiłyby tego strzału. W napięciu czekały na to, aż piłka dotknie siatki i nie zawiodły się. Młody naprawdę uważał, gdy detektywka objaśniała mu tajniki strzelania skutecznych karnych.
- Jasne, że na gofry - przytaknęła, pochylając się, aby poradzić sobie z suwakiem przy kurtce Sama, który już zdążył się porządnie zaciąć, ale w końcu po krótkim mocowaniu się z nim w końcu go zapięła. - Nie przesadzaj z tymi dodatkami, bo jeszcze się przesłodzisz.
Kogo jednak oszukiwała? Sam był zdolny do przetwarzania cukru w ilościach hurtowych i na pewno nic nie mogło być dla niego za słodkie. Dlatego szybko odpuściła sobie moralizowanie i wyprostowała się, aby zwrócić się już w kierunku wyjścia.
- Trener was pochwalił? Mówił coś o kolejnych meczach? - zapytała jeszcze chłopca, bo może Hopper zdradził im już coś odnośnie kolejnych rozgrywek w turnieju. Nie dało się ukryć tego, że obie liczyły na to, że dziewięciolatek wystąpi na boisku w każdym z nich.

zaylee miller

rooting for our kid

: pt lut 06, 2026 11:07 am
autor: zaylee miller
Młody był dumny jak paw, kiedy Evina pochwaliła jego strzał. Gdyby mógł, pewnie unosiłby się kilkanaście centymetrów nad chodnikiem. Widać było, jak bardzo zależy mu na jej opinii. To przecież ona trenowała z nim w ogrodzie, cierpliwie pokazując, jak ustawić stopę, kiedy uderzyć i jak patrzeć na bramkę, a nie na piłkę. Oczywiście treningi też miały swoją zasługę. Sam dawał na nich z siebie wszystko. Trener Hopper wspominał, że zostawał dłużej po zajęciach i powtarzał ćwiczenia, nawet kiedy reszta drużyny dawno już schodziła do szatni. Jednak to właśnie słowa Eviny oraz fakt, że pojawiły się na meczu, sprawiały, że cały ten wysiłek nabierał sensu.
Jak strzelałem, to myślałem o tym, co mówiłaś — pokiwał entuzjastycznie głową, a gdy Swanson uporała się z jego suwakiem, wyszczerzył się do niej w podzięce. Zaraz jednak mina mu zrzedła, bo limit dodatków ewidentnie nie przypadły mu do gustu. — Ale jak to? — ściągnął w niezadowoleniu brwi.
Tak to — wtrąciła Zaylee, poprawiając mu czapkę. — Nażresz się słodyczy, a potem będziesz rzygać jak kot — wyjaśniła wprost, na co chłopiec wzruszył ramionami, przypominając sobie swoje ostatnie ekscesy z cukierkami i czekoladą, po których rozbolał go brzuch.
Jego entuzjazm powróciła wraz z pytaniem o trenera, przez co podskoczył kilkakrotnie w miejscu i złapał Evinę za rękę, dostosowując swoje kroki do jej tempa, chociaż najchętniej przebiegłby z nią przez cały długi korytarz.
Pochwalił! — przytaknął, wciąż nabuzowany dużą dawką endorfin i niezmęczonym pokładem energii. — Powiedział, że jest z nas bardzo zadowolony i że spisaliśmy się na medal! I że w kolejnym meczu na pewno zaczniemy takim składem, a to oznacza, że znowu zagram! — nadawał jak najęty i Miller nie mogła powstrzymać się od posłania narzeczonej rozbawionego spojrzenia. — A wam się podobało? Nie wyglądałem z trybun jakoś głupio? — dopytał niepewnie, jakby obawiał się, że został wystawiony na pośmiewisko, więc trzeba było mu to szybko wyperswadować z głowy.
Sam, grałeś rewelacyjnie — oznajmiła Zaylee, ale jej słowa jakoś go nie przekonały, dlatego znów spojrzała na Swanson, której aprobata była w tym momencie najważniejsza.
Miller nie mogła winić za to dziewięciolatka, przecież doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie zna się na piłce nożnej. Ani na żadnym innym sporcie. Za to Młody liczył się z nią w różnych innych kwestiach, jak zaczerpywanie rad odnośnie rysunków czy podczas odrabiania lekcji, bo koronerka zawsze była dobra zarówno ze ścisłych, jak i humanistycznych przedmiotów. Oczywiście na razie to była łatwizna, która nie wymagała nadzwyczajnych umiejętności, jednak czasami niektóre polecenia były sformułowane w taki bezsensowny sposób, że nawet ona musiała kilkakrotnie przeczytać polecenie, aby je w pełni zrozumieć.

Evina J. Swanson

rooting for our kid

: pt lut 06, 2026 10:54 pm
autor: Evina J. Swanson
Zdążyła już pokazać chłopcu, że faktycznie znała się na tym o czym mówiła, a młody miał ją za swojego rodzaju idolkę w pewnych kwestiach. Tego nie bardzo dało się ukryć, bo w tej chwili dziewięciolatek przechodził przez nie tylko fascynację piłką nożną leżącą w pasjach Swanson, ale także wydawał się być przynajmniej aktualnie zafiksowany na tym, aby zostać w przyszłości policjantem. Nic dziwnego, że szukał jej aprobaty w niektórych kwestiach.
- Cieszy mnie to. Zawsze powinieneś myśleć o tym, co robisz na boisku. Nawet jeśli działasz szybko - powiedziała jeszcze, kładąc dłoń na głowie Samuela i gdyby nie to, że zdążył naciągnąć czapkę to zmierzwiłaby mu jasne włosy.
Szczęśliwie narzeczona poparła ją w kwestii gofrów i miała nadzieję, że gdy przyjdzie co do czego to młody się opanuje, a w razie czego da się ograniczyć, gdy tylko postawią mu ultimatum odnośnie ilości dodatków: zwłaszcza w postaci polew i dziwnych posypek.
Chwyciła mocno jego dłoń i uśmiechnęła się, gdy tylko Sam z ekscytacją powiedział im o tym, że został pochwalony przez trenera, który zapewnił go o tym, że wyjdzie na boisko także w najbliższym meczu. Mogła się tego spodziewać.
- To super. Wiedziałam, że znowu cię wystawi - odpowiedziała, ciesząc się szczęściem dziewięciolatka. - Poruszałeś się cudownie na boisku. Jasne, można byłoby podciągnąć kilka rzeczy, ale naprawdę świetnie sobie radziłeś.
Co do tego były zgodne. Gra chłopca je zachwyciła i naprawdę ciekawe były tego jak się jeszcze rozwinie w przyszłości. Na razie jednak wciąż były świeżo po meczu, który zasługiwał na pewną celebrację. Tym razem w formie gofrów.
Miała nadzieję, że takie zapewnienie mu wystarczy. Dotychczas faktycznie nie miał problemów z tym, aby im zaufać w takich kwestiach. Wiedziała, że chłopak miewał problemy z samooceną. Nie chciały przesadzać i sprawić, że chłopiec nagle dostanie przerostu ego, ale przydałoby mu się nieco więcej pewności siebie.
Powoli dotarły do lokalu serwującego gofry, od którego już z daleka dobiegał ciepły zapach świeżych wypieków oraz słodkości, które były na nich umieszczane. Jeśli dotychczas Swanson nie była głodna to w tym momencie się to zmieniło.
- Wiecie już co chcecie? - zapytała, spoglądając zarówno na chłopca jak i narzeczoną.
Po tej dwójce mogła spodziewać się naprawdę wszystkiego i była pewna, że byliby w stanie wciągnąć praktycznie nieograniczoną ilość gofrów.

zaylee miller

rooting for our kid

: sob lut 07, 2026 10:38 am
autor: zaylee miller
Na wzmiankę o tym, że jeszcze można byłoby coś podciągnąć, Sammy zadarł głowę i spojrzał na Evinę.
A co dokładnie? — zapytał, wyraźnie zainteresowany. Nie przejął się tym, że nie gra jeszcze wybitnie, bo doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Widział też, że niektórzy koledzy radzą sobie od niego znacznie lepiej, a przecież chciał być najlepszy!
Na zewnątrz Zaylee owinęła się szczelniej szalikiem i zerknęła na Młodego, czy aby na pewno dobrze naciągnął czapkę. Czasami robił to tak, że tak sterczała na czubku, a uszy i tak miał na wierzchu. Nic sobie z tego nie robił, a potem łaził zasmarkany. I jeszcze nie umiał porządnie wydmuchać nosa, którym ciągle pociągał, a to doprowadzało Miller do szewskiej pasji. Już sama nie wiedziała wtedy, czy irytuje ją jego przeziębienie czy fakt, że był taki pociągający.
W lokalu Sam od razu podbiegł do lady, pożerając oczami wszystko, co znajdowało się w zasięgu jego wzroku. Z kolei Zaylee zaciągnęła się unoszącym się w lokalu zapachami i uśmiechnęła się do narzeczonej.
Ja na pewno chcę banana, frużelinę malinową, polewę czekoladową, toffi, waniliową i tamtą kolorową posypkę wskazał palcem na szybą, za którą znajdowały się wspomniane dodatki.
Popuść lejce, bo ci się zęby popsują — Miller pokręciła z dezaprobatą głową. — Zamień posypkę na więcej owoców albo orzechy — zasugerowała, co nie do końca spodobało się Samuelowi.
Te posypki to była największa chemia i sam cukier. Zaylee nie zamierzała pozwolić, żeby Młody wybrał którąś jako dodatek do gofra. Mógł się się na nią obrażać do woli, ale pozostanie nieugięta i nie zdoła jej ubłagać. Już raz zabroniła mu wyjadać palcami krem czekoladowy ze słoika i wtedy też chodził nadąsany. Teraz też na pewno w końcu mu przejdzie.
Ale posypka jest super! — jęknął żałośnie, ściągając czapkę z włosów. Jasne, kręcone włosy naelektryzowały się i wyglądały tak, jakby jakiś ptak uwił sobie w nich gniazdo.
Super niezdrowa — mruknęła Zaylee i spojrzała na Evinę, czekając na wsparcie.
No dobrze, może to i był jego dzień, ale musiały podchodzić do tego z rozsądkiem, zanim dzieciak faktycznie się pochoruje. Później będą do nich wydzwaniać z Wierzbowego Zakątka, że Sam znowu wymiotuje i wyjdą na wyrodne matki, które dokarmiają go jakimś świństwem. To na pewno nie ułatwi niczego w sprawie adopcyjnej.
No weź, Zaylee — jojczał dalej Młody, a kiedy ta pozostała niewzruszona, przeniósł wzrok na Swanson.
Najwyraźniej postanowił zastosować inną taktykę, mając nadzieję, że Evina zaraz go poprze i wyjdzie na jego. Miller nie cierpiała, kiedy stawiał ich w takie sytuacji, bo przecież w niektórych kwestiach musiały być po prostu zgodne, żeby nie dać sobie wejść na głowę. Można było pomyśleć, że Samuel robi to nieświadomie, ale coś jej podpowiadało, że to zamierzone zagranie. Był bardziej przebiegły, niż mogło im się wydawać.

Evina J. Swanson

rooting for our kid

: sob lut 07, 2026 11:38 am
autor: Evina J. Swanson
Cieszyło ją to, że Sam się nie zniechęcał, a widział w sobie potencjał na to, aby rozwinąć się jeszcze bardziej pod kątem sportowym. Właśnie to sobie w nim tak ceniła.
- Widać, że dobrze czujesz się w obronie, ale musisz być bardziej pewny siebie na ataku. Nie możesz grać bezmyślnie, ale też nie masz całego dnia, aby się zastanowić nad kolejnym ruchem, a ta pozycja wymaga od ciebie więcej niż obrona, która przychodzi ci instynktownie - oceniła, wracając wspomnieniami do tego jak młody prezentował się na boisku.
Mogli zapewne godzinami rozmawiać o piłce nożnej, ale zapewne szybko zanudziliby spacerującą z nimi Zaylee, która nie orientowała się tak dobrze w temacie. Poza tym majacząca na horyzoncie wizja gofrów skutecznie odwróciła uwagę chłopca od jakichkolwiek rozmów.
- Zdecydowanie przeginasz, kolego. Zrobi ci się od tego niedobrze - zawyrokowała, popierając tym samym narzeczoną, ale była gotowa do tego, aby pójść na jakiś kompromis, bo w końcu był to dzień Sama.
Może i posypka była samą chemią i cukrem, ale te kolorowe polewy na pewni nie były o wiele lepsze. Przez moment spoglądała na Miller, chcąc się upewnić czy na pewno zgodzi się na propozycję, którą miała do powiedzenia dziewięciolatkowi.
- A co powiesz na to... Możesz wziąć posypkę, ale tylko jedną polewę. Jak zrezygnujesz z posypki to dostaniesz dodatkową polewę do wyboru - zarzuciła, rzucając jeszcze ostatnie spojrzenie w kierunku koronerki.
Mogły mu przynajmniej nieco odpuścić. Wierzbowy Zakątek nie powinien ich osądzać przez pryzmat jednego dnia, który miał być dla dzieciaka wyjątkowy. Tym bardziej, że zdecydowanie zasłużył on po tym wszystkim na jakąś nagrodę.

zaylee miller

rooting for our kid

: sob lut 07, 2026 12:46 pm
autor: zaylee miller
Sammy niewątpliwie przyjął do siebie wszystkie cenne uwagi Eviny, na które zareagował ochoczym kiwaniem głowy. Na pewno wdroży je wszystkie przy najbliższej okazji i postara się być bardziej aktywy w ofensywie, ale jak na razie toczył inny, zacięty bój. Musiał przecież postawić na swoim i wybrać takiego gofra, jakiego sobie zamarzył.
Zaylee natomiast wpuszczała konwersację o piłce nożnej jednym uchem, a drugim wypuszczała. Dla niej to było już za wiele, jak na jedno popołudnie. Wyczerpała swoje pokłady zainteresowania sportem na najbliższe dwa tygodnie. A przynajmniej do kolejnego meczu Młodego. Daleko było jej do sportowego maniaka, więc jedyne, na co było ją stać, to na rozciąganie się między autopsjami, żeby rozluźnić kręgosłup. Chyba że seks również zaliczał się do jakichś sportowych dyscyplin? W tym była akurat świetna.
Uśmiechnęła się z satysfakcją, kiedy narzeczona okazała jej wsparcie i nie porzuciła na pastwę losu w tej nierównej walce. Oczywiście wolałaby, żeby Sam całkowicie zrezygnował z posypki, ale takie kategoryczne zabranianie mu czegokolwiek chyba nie miało większego sensu. Kompromis zaproponowany przez Swanson wydawał się w porządku, chociaż mina Miller mówiła co innego.
Na jedną połowę posypka, a na drugą orzechy. Co ty na to, Sammy? — zasugerowała, przyglądając się dziewięciolatkowi. — Hej, no przecież to brzmi fair — zauważyła, trącając go zaczepnie łokciem.
Wyglądał tak, jakby trochę się wahał, ale ostatecznie chyba zdołały go przekonać. A przynajmniej po części.
Orzechy i dodatkowa polewa, ale posypka na większej połowie? — licytował się dalej. Zaylee westchnęła ciężko i wymieniła szybkie, porozumiewawcze spojrzenie z Eviną. Nieważne, że połwy były równe, po prostu skinęła głową. — No to okej. A wy z czym bierzecie? — zainteresował się natychmiast, jakby mógł jeszcze zmienić zdanie i podebrać od której pomysł.
Wezmę tylko z owocami, orzechami i bitą śmietaną — zadecydowała, bo wszystkie te sztuczne polewy wydawały jej się zbyt słodkie, nawet jak na nią. Chciałoby się powiedzieć, że to dlatego, bo sama była taka słodka, ale to było bardzo dalekie od prawdy. — A co do picia? — zerknęła z ukosa na dziewięciolatka.
Cola! — odparł bez namysłu. Tego można było się akurat spodziewać. Tak jak tego, że Miller weźmie czarną kawę.
Wyciągnęła portfel, żeby sfinalizować zamówienie, ale czekała aż narzeczona wybierze wszystko to, na co miała ochotę.

Evina J. Swanson

rooting for our kid

: sob lut 07, 2026 2:58 pm
autor: Evina J. Swanson
Trzeba było przyznać, że jeśli chodziło o kwestie związane z piłką nożną to chłopiec naprawdę starał się słuchać i potem wprowadzać zasłyszane rady w życie. To akurat musiała mu oddać. Gdyby jeszcze zechciał się stosować także do tego, co mówiły mu w kwestiach związanych z ogólnym zachowaniem, aby był bardziej rozgarnięty i ułożony to byłoby zbyt idealnie. No, ale musiały się jakoś z tym przemęczyć. Wszystko przyjdzie z czasem, a Sam na pewno z wiekiem nieco się uspokoi.
Walka o gofry mogła być naprawdę zacięta, ale wyglądało na to, że powoli zmierzają do osiągnięcia kompromisu. Przynajmniej tak się zdawało samej Swanson, która chciała twardo trzymać się swojego zdania, ale mogła pójść na pewne drobne ustępstwa w ramach nagrody za to, że dziewięciolatek tak dobrze się spisał w trakcie meczu.
- No to jesteśmy dogadani - powiedziała w końcu, gdy tylko Sammy zgodził się na ich warunki po czym spojrzała na znajdującą się przed nimi kartę. - Bita śmietana i owoce z czekoladową polewą.
Była prostą kobietą. Ewentualnie mogłaby się zdecydować na nutellę i banana, ale w tej chwili bardziej ciągnęło jej do klasycznego połączenia. W dodatku dobrała sobie jeszcze pomarańczową oranżadę, bo nie zachwycał ją szczególnie wybór napojów. No, ale czego można było się spodziewać po takim prostym lokalu z goframi?
Bez trudu znaleźli niewielki stolik w pobliżu lady, aby poczekać cierpliwie na zrealizowanie swoich zamówień. Chociaż przez moment Evina miała wrażenie, że młody w ogóle nie będzie w stanie się oderwać miejsca przy kasie, wyczekując niecierpliwie tego, aż w końcu jego porcja zostanie przygotowana.
- To kiedy dokładnie macie ten kolejny mecz? Wiesz już coś? - zapytała jeszcze, bo nie była zaznajomiona szczególnie mocno z terminarzem rozgrywek.
Znając życie pewnie Zaylee mogła to mieć gdzieś zapisane o ile faktycznie wcześniej została im ta informacja przekazana. W końcu koronerka zawsze dbała o to, aby mieć wszystko idealnie rozplanowane jak na pedantkę przystało.

zaylee miller

rooting for our kid

: sob lut 07, 2026 5:37 pm
autor: zaylee miller
Przed Samem była jeszcze długa droga i dużo nauki, zarówno w sporcie, jak i w życiu. Szczególnie w życiu. Zaylee chciała wpoić mu wszystkie dobre nawyki, ale na razie Młody był na to dość oporny. Tłumaczyła to sobie jego wiekiem i tym, że dotychczas nie miał wzorców, z których mógłby czerpać to, co najlepsze, a w domu dziecka nie zawsze poświęcano mu wystarczająco dużo uwagi ze względu na ilość podopiecznych. Teraz miał dwie kochające matki, które interesowały się nim pod każdym względem. Dbały o niego, ale Samuel jeszcze nie do końca rozumiał, że pomimo odmiennego zdania, nigdy nie chciały dla niego źle. Ale spokojnie, jakoś to wszystko z czasem wypracują. Oczywiście Miller miała świadomość, że nie zawsze pójdzie po ich myśli, bo chociaż Młody dalej był dzieckiem, to miał już swoje zdanie i wyrażone opinie na różne tematy. No i był cholernie uparty, a to niczego nie ułatwiała. Zwłaszcza, że one tez były uparte.
Złożyła zamówienie i usiedli przy stoliku, ale faktycznie dziewięciolatek nie mógł doczekać się swojego gofra. Cały czas zerkał przez ramię, kiedy inni odbierali swój deser i wydymał usta w podkówkę za każdym razem, gdy okazywało się, że to jeszcze nie jego kolej. Dopiero głos Eviny sprawił, że odwrócił się do niej i ściągnął w zamyśle brwi.
W połowie lutego — powiedział po chwili. — W niedzielę. Kiedy wypada połowa lutego? — zerknął na Zaylee. A Zaylee, jak to Zaylee, zawsze miała wszystko spisane.
Sięgnęła po swoją torebkę i wyjęła z niego terminarz, odnajdując datę, o którą mogło chodzić Samowi.
Piętnasty luty wypada dokładnie w niedzielę. To w przyszłym tygodniu — zauważyła, a Młody pokiwał głową, więc najwyraźniej wszystko się zgadzało.
Przyjdziecie, prawda? — zapytał natychmiast z nieukrywaną ekscytacją. — Niedziela jest wolna — dodał, jakby to była oczywista oczywistość.
Miller zaśmiała się krótko, bo u nich tak to nie wyglądało. O ile Swanson była jeszcze na zwolnieniu, to ona mogła zostać wezwana w każdej chwili, żeby stwierdzić zgon. Śmierć nie patrzyła na plany.
Postaramy się, w porządku? Dobrze wiesz, że zrobimy wszystko, żeby znów zobaczyć, jak grasz — zapewniła i wskazała podbródkiem na jego kurtkę. — I ściągnij to, bo się zgrzejesz — poleciła, bo wcześniej sama zawiesiła swój płaszcz na oparciu krzesła. W lokalu było bardzo ciepło, a jak później wyjdą na zewnątrz, to minusowa temperatura będzie znacznie bardziej odczuwalna.
Kiedy na ladzie pojawiło się ich gofry, Młody w popłochu zdjął odzienie wierzchnie i aż poderwał się z krzesła, jednak Miller podeszła, żeby odebrać zamówienie. Znając życie, to chłopiec zaraz by się upaćkał albo wywalił wszystko na podłogę. Czasem był naprawdę dużą pierdołą, ale to wszystko przez to, że zamiast zrobić coś spokojnie, wiecznie się spieszył. Położyła tacki na stole i wróciła jeszcze po napoje.
Dobrze to wygląda — stwierdziła, siadając na swoim krześle. Podała im plastikowe sztućce, którymi można zgarnąć to, co pospada z wierzchu. A widać było, że dodatków nie pożałowali.
Sam ewidentnie nie dbał o łyżeczkę, po prostu złapał tackę w dłonie i wgryzł się w gofra, wysmarowując sobie czekoladowym sosem cały nos.
Kiedy wracasz do pracy? — zapytał z pełną buzią, spoglądając na Evinę. — Będziesz mogła od razu ścigać bandziorów? — ukradkiem popatrzył na jej nogę, jakby w ten sposób potrafił ocenić sprawność kolana. Dalej utrzymywały wersję, że Swanson po prostu wywróciła się na śliskim chodniku, co niespecjalnie podobało detektywce, ale najważniejsze, że chłopiec łyknął tę ściemę. To nie był odpowiedni wiek, żeby poznał prawdę. Z czasem pewnie to się zmieni, ale minie kilka lat, zanim faktycznie będą z nim stuprocentowo szczere.

Evina J. Swanson