I want to kiss you but I also want to light you on fire
: pn mar 09, 2026 3:05 pm
Nie pokazując mu tego, że choć w niewielkim stopniu jej zależało i lubiła go, szkodziła także sobie, ponieważ w ten sposób pogłębiała dystans między nimi. Lando dawał jej już szanse na to, żeby pokazała mu coś innego niż zwykle i była z nim szczera. Nawet teraz stworzył jej ku temu okazję, ale nie chciała z niej skorzystać i po raz kolejny pokazała mu, jak bardzo miała go gdzieś.
Jak w obliczu tego mógł postąpić Mangione? To oczywiste, że musiał jeszcze bardziej się zdystansować, żeby nie narazić się po raz kolejny i nie pozwolić jej na zadanie następnego ciosu. Już dość razy pokazała mu, że był odrzucający. Lando nie chciał więcej być dla niej popychadłem, które mogła poniżająco zbyć, gdy miała na to ochotę. A już dwa razy zrobiła to w momencie, kiedy był najwrażliwszy, bo odsłonił się przed nią.
Dziś tego błędu nie popełnił i był ostrożniejszy. Badał grunt i podpuszczał ją, mając cichą nadzieję, że zobaczy coś, co pokaże mu, że jednak nie myślała o nim tak źle i nie miała go za nic, ale najwyraźniej Carrie nie zamierzała z tej szansy skorzystać.
Rozczarowała go. Nie miał pojęcia, czy dał to po sobie poznać, choć miał wrażenie, że nie zdołał zachować pokerowej twarzy w momencie, gdy usłyszał odpowiedź, która wcale nie była tym, co chciałby, żeby powiedziała. Zawiodła go w chwili, gdy dał jej szansę, aby powiedziała mu coś, co pokazałoby mu, że się co do niej pomylił, ale najwyraźniej wcale nie był w błędzie. Naprawdę miała go gdzieś, dlatego Lando teraz prychnął. – Ja i Betty, i ty i twoja zarozumiałość? – uniósł brwi, po czym wygiął usta w zadziornym uśmiechu. Skoro ona nie chciała niczego przyznać, czemu on miałby powiedzieć, że przeszkadzała mu myśl, iż mogłaby spotkać się z kimś innym? Lando nie zamierzał dać jej tej satysfakcji, dlatego postanowił jej dogryźć.
Ale prawda jest taka, że przeszkadzałoby mu, gdyby poznała kogoś innego i zaczęła się z nim umawiać. Miałby z tym ogromny problem, czego nie rozumiał, ponieważ miał Carrie za straszną osobę, która jedyne co robiła, to deptała go przy niemal każdej nadarzającej się okazji. Niestety, na jej korzyść zadziałały te rzadkie momenty, kiedy potrafili znaleźć ze sobą nić porozumienia, ponieważ wtedy Mangione czuł się tak, jakby rozumiała go lepiej niż ktokolwiek inny… To samo udowadniała w chwilach, gdy tak wprawnie zadawała mu najboleśniejsze ciosy. Gdyby nie znała go dobrze i nie rozumiała, nie byłaby w tym tak dobra.
Carrie Pillbury
Jak w obliczu tego mógł postąpić Mangione? To oczywiste, że musiał jeszcze bardziej się zdystansować, żeby nie narazić się po raz kolejny i nie pozwolić jej na zadanie następnego ciosu. Już dość razy pokazała mu, że był odrzucający. Lando nie chciał więcej być dla niej popychadłem, które mogła poniżająco zbyć, gdy miała na to ochotę. A już dwa razy zrobiła to w momencie, kiedy był najwrażliwszy, bo odsłonił się przed nią.
Dziś tego błędu nie popełnił i był ostrożniejszy. Badał grunt i podpuszczał ją, mając cichą nadzieję, że zobaczy coś, co pokaże mu, że jednak nie myślała o nim tak źle i nie miała go za nic, ale najwyraźniej Carrie nie zamierzała z tej szansy skorzystać.
Rozczarowała go. Nie miał pojęcia, czy dał to po sobie poznać, choć miał wrażenie, że nie zdołał zachować pokerowej twarzy w momencie, gdy usłyszał odpowiedź, która wcale nie była tym, co chciałby, żeby powiedziała. Zawiodła go w chwili, gdy dał jej szansę, aby powiedziała mu coś, co pokazałoby mu, że się co do niej pomylił, ale najwyraźniej wcale nie był w błędzie. Naprawdę miała go gdzieś, dlatego Lando teraz prychnął. – Ja i Betty, i ty i twoja zarozumiałość? – uniósł brwi, po czym wygiął usta w zadziornym uśmiechu. Skoro ona nie chciała niczego przyznać, czemu on miałby powiedzieć, że przeszkadzała mu myśl, iż mogłaby spotkać się z kimś innym? Lando nie zamierzał dać jej tej satysfakcji, dlatego postanowił jej dogryźć.
Ale prawda jest taka, że przeszkadzałoby mu, gdyby poznała kogoś innego i zaczęła się z nim umawiać. Miałby z tym ogromny problem, czego nie rozumiał, ponieważ miał Carrie za straszną osobę, która jedyne co robiła, to deptała go przy niemal każdej nadarzającej się okazji. Niestety, na jej korzyść zadziałały te rzadkie momenty, kiedy potrafili znaleźć ze sobą nić porozumienia, ponieważ wtedy Mangione czuł się tak, jakby rozumiała go lepiej niż ktokolwiek inny… To samo udowadniała w chwilach, gdy tak wprawnie zadawała mu najboleśniejsze ciosy. Gdyby nie znała go dobrze i nie rozumiała, nie byłaby w tym tak dobra.
Carrie Pillbury