Strona 3 z 3

Cold sparks

: pn lut 23, 2026 12:32 am
autor: Lian Mei
Lian nie pamiętał już czasów, kiedy jego przytomność nie była udziałem wyłącznie jakiegoś wyżebranego z rezerwy kredytu, który zresztą spłacał w momentach słabości zasypiając wreszcie tam gdzie stał, czasami w trakcie pracy przy pianinie, czasami przy tym samym stole, przy którym Daniel siedział teraz już wyłącznie w towarzystwie imbryka i dwóch czarek z herbatą. Nie pamiętał również kiedy ostatnio ktokolwiek poza terapeutą pytał go o cokolwiek, co dotyczyło jego wykoślawionych relacji z niektórymi aspektami życia codziennego, więc intensywnie indagowany na parę krótkich sekund przestał topić pokrywkę garnka w mydlinach i zmarszczył brwi.
Nie boli mnie głowa. Miło z twojej strony, ale nic mi nie jest. 一 I tym razem również nie skłamał, więc mógł z czystym sumieniem wrócić do zeskrobywania osadu z dna garnka. Tym samym zdało mu się, że jasno zakomunikował zamknięcie niewygodnego tematu i przez dłuższy moment jedynym co wkradało się pomiędzy interwały ciszy było poszczękiwanie naczyń w zlewie oraz szum wody w kranie.
Potwierdził właśnie, sam przed sobą i w ciszy, że znacznie prościej było mu być tym, który pomoc oferuje, a nie odwrotnie. Poza tym wierzył, że czas w którym naprawdę jej potrzebował minął bezpowrotnie.


Obraz mglił mu się i dwoił, a chociaż siedział prosto obramowany ciężkim ramieniem obiecującym stabilność, grunt rozpadał mu się pod nogami. Nie dosłownie, ale w pijanym wyobrażeniu piętnastolatka, który nigdy wcześniej nie miał alkoholu w ustach, świat wydawał się iluzoryczny i kruchy. Pod czujną kuratelą Sereny, jego agentki i osobistego stróża nieodstępującego go niemal na krok czuł się bezpieczny.
Wiedział, że jeżeli przypadkiem przestałby trzymać się przewidzianego planu wieczora, Marlow skoryguje błąd.
Gdyby nie było to wyłącznie dla jego dobra - na litość boską, na pewno wiedziała ile mógł wypić, żeby było w sam raz - przecież dałaby mu mniej.
Powiedziała, że będzie jej za to wdzięczny.
Biorąc pod uwagę to, jak wyglądała reszta zamkniętej imprezy zamykającej sezon Fashion Week w Londynie, był.



Daniel nie zasługiwał na ten fałszywy coup de grâce. Nie powinien być zostawiony sam na kanapie w obcym mieszkaniu, a jego bezpieczeństwo nie mogło być zawierzane przypadkowi. Nie prosił o to, był sam, był przerażony i podatny na każdy możliwy atak, więc Lian nie miał prawa go tam zostawiać. Stare, przeterminowane pragnienie by ktoś zwrócił uwagę, wziął go za rękę i wyprowadził już dawno temu przekuł w inicjatywę. Na każdej imprezie na jakiej pojawiał się sporadycznie Lian debatował godzinami nad jednym piwem, słuchał jednym uchem, ale głównie obserwował. Szukał.

Usłyszał stuknięcie, zbulwersowane chrząknięcie przesuniętego stołu, więc parsknął krótko ni to śmiechem ni z niedowierzaniem, ale głowy nie odwrócił. Słyszał jak Daniel wędruje boso po drewnianej, gładkiej od świeżego cyklinowania podłodze, więc wiedział czego mniej więcej się spodziewać. Niezdarność była jedną z tych rzeczy.

No proszę. Ktoś tu jest fanem klasyki japońskiej animacji? 一 zacmokał w czymś, co można by było odebrać jako pochwałę gdyby nie to, że Mei odrobinę nadpsuł ją jakimś z lekka złośliwym zaciągnięciem. 一 Urocze? Myślisz? 一 Na chwilę przestał produkować pianę i podniósł prawe przedramię na wysokość swoich zmrużonych oczu, zupełnie jakby widział je po raz pierwszy w życiu. Przechylił oceniająco głowę w bok, dał sobie jeszcze parę sekund - i strącił wodę spływającą mu z powrotem od łokcia po czubki palców prosto na twarz przyglądającego mu się Moore'a.
I tym razem uśmiechnął się całkiem szczerze, blado bo blado i jakoś tak nikle, że jakby wcale, ale jednak.

Tylko na przedramionach 一 poinformował, wracając do zalewania detergentem ostatniej zabłąkanej salaterki (tej po pierożkach), a widząc, że przy osuszaniu pojawił się nieoczekiwany zastój - na dodatek przy łyżce, pożal się boże - spojrzał znacząco na dłonie Daniela wycierające bez końca ten sam sztuciec. Nic nie powiedział, dał mu okazję by zreflektował się sam. 一 I właściwie to nie zauważyłem, podczas kilku sesji po prostu słuchałem Liszta. Długo jeszcze będziesz maltretował tę łyżkę?
Właśnie zdążył opłukać miseczkę, swoje dłonie i zakręcić wodę. Sięgnął po drugi ręcznik przewieszony przez podłużny wieszak na froncie jednej z szafek i wytarł niespiesznie ręce, cierpliwie czekając aż Daniel skończy pastwić się nad jego zastawą stołową.

Więc... oglądałeś Mononoke? Spirited Away? Ponyo?
Ostatnie wybrał celowo. Pasowało mu o wiele bardziej do kogoś, kto był w stanie tak entuzjastycznie rzucać się na każdy przejaw uprzejmości, a szczęśliwie dla niego, Lian stosował odpowiednio dopasowaną taryfę ulgową.
Po wytarciu salaterki Mei już tylko zaoferował mu suchy ręcznik i zostawił go pod zlewem by zorganizować imbryk wraz z jedną czarką na szylkretowej desce. Była co prawda wykonana z laki, ale jej stylistyka do złudzenia kojarzyła się z pancerzykiem żółwi i Lian szczególnie ją lubił, na co wskazywało drobne nadłamanie w jednym z rogów.

Opowiesz mi po drodze, hmm? Nie zostawaj za bardzo w tyle, nie dam gwarancji, że nic cię nie zeżre jak odwrócę wzrok.
Czasami człowiek potrzebował motywacji, życie odrobiny fantazji i nawet, jeżeli brzmiał przy tym niepoważnie, uznał, że nie zaszkodzi podgonić Moore'a po schodach by nie ociągał się zanadto i nie zgubił w którymś z pokoi. W ten sposób zatoczyli niejako małą pętlę gdy Lian wprowadził go do już obeznanej sypialni, gdzie w miejscu samotnej, zapomnianej filiżanki znalazła się cętkowana, bursztynowa taca ze świeżą herbatą.

Potrzebujesz czegoś ode mnie?


Daniel Moore

Cold sparks

: pn lut 23, 2026 3:49 am
autor: Daniel Moore
Od momentu zamienienia z mężczyzną pierwszych, wydukanych słów na kanapie w zaduchu wypełnionego pijanymi studentami pokoju, zdołał dotrzeć do poziomu komfortowego przysypiania przy jego stole i zagadywania go o tatuaże podczas zmywania naczyń w jego ciuchach, i gdyby miał w tej chwili nieco więcej zdolności trzeźwego myślenia, podsumowując wydarzenia tej nocy zapewne doprowadziłby się do ataku astmy. Wciąż nie potrafił zbyt długo patrzeć na niego bez wykwitających rumieńców, a kontakt wzrokowy peszył go od pierwszych sekund, jednak w międzyczasie odzyskał zdolność formowania zdań i chciał trzymać się jego boku, znajdując w jego towarzystwie niespodziewany spokój ducha. Wyłapując ton jego głosu wydął policzki w niezadowoleniu i zamiast odpowiedzi tylko powoli wypuścił z nich powietrze. Nie był do końca pewny z jakiego powodu mężczyzna się z niego nabija, ale nie zamierzał dopytywać i robić z siebie łatwiejszego celu. Na pytanie o jego zdanie co do tatuaży potwierdził swoją wcześniejszą ocenę entuzjastycznym pomrukiem.
- Zwłaszcza te małe kuleczki - podrzucił pomocnie, w razie jakby potrzebował naprowadzenia na to, co dokładnie było jego zdaniem urocze. Im dłużej Lian patrzył na swoją uniesioną rękę, tym bardziej Daniel sam łagodnie nachylał się w jego stronę i szybko okazało się to fundamentalnym błędem. Niespodziewany deszczyk skomentował chichotem i odchyleniem się w tył, chociaż było już za późno na ucieczkę. - Hej! - wyrzucił z siebie między falami śmiechu, podnosząc ramię by otrzeć rękawem bluzy mokry policzek. - Teraz będę widział w kropki - poskarżył się, jako że jego okulary także oberwały podczas wodnego ataku, chociaż roześmiany uśmiech sięgający oczu sugerował, że wcale nie miał mu tego za złe. Zwłaszcza, że dał radę wyłapać moment, w którym kąciki ust Liana powędrowały w górę i na sam ten widok jego serce wesoło zabiło i zaczęło wygrywać skoczny rytm.
Spuścił wzrok na trzymaną łyżkę, gdy jego uwaga została ściągnięta z powrotem na ziemię, i przez chwilę patrzył na nią, jakby widział ją pierwszy raz w życiu. Odchrząknął, pochylając głowę by skryć zawstydzony rumieniec i odłożył ją na blat obok reszty wysuszonych naczyń.
- Upewniam się, że b-będziesz mógł się w niej przeglądać - wymamrotał w próbie zażartowania z sytuacji, sięgając po czekający w kolejce garnek i przyspieszył z robotą na tyle, na tyle potrafił bez wypuszczenia naczyń z rąk przy chwili nieuwagi. - Co to liszt? - odbił temat w coś mniej dotyczącego jego samego i wyjątkowo słabych zdolności dzielenia uwagi między zleconym zadaniem a funkcjonowaniem w pobliżu Liana. Dokończył robotę sprawnie, łapiąc w ostatniej chwili wyślizgującą mu się z palców salaterkę, wytarł ręce i podążył za mężczyzną z powrotem na górę.
- Huh? - mruknął z podszyciem niespodziewanego lęku na wspomnienie o czymś mogącym zagrażać mu po drodze, automatycznie czując mrowienie na karku i zyskując wrażenie, jakby poruszanie nogami zbyt wolno miało skutkować złapaniem go za kostkę. - Nie rób mi tak - jęknął z niezadowoleniem, zerkając nieufnie przez ramię, podczas posłusznie przyspieszonego wspinania się po schodach, w pewnym momencie nawet wyprzedzając gospodarza, a zwolnił dopiero gdy potrzebował nakierowania na odpowiedni pokój. Rozmowa o filmach studia Ghibli nagle wydawała mu jeszcze bardziej kusząca.
- Spirited Away, tak, właśnie. To oglądałem... z kilka lat temu. Teraz niedawno to o tym... tym... facecie ptaku i chodzącym domu? - podrzucił, ponownie borykając się z trudną kwestią przywoływania imion bohaterów i tytułów filmów. Czy raczej klasyków japońskiej animacji jak najwidoczniej wolał określać to Lian. Zawsze sprawiało mu to problemy - o ile uwielbiał fantastyczne historie, zarówno w formie papierowej, jak i na ekranie, większość zbyt konkretnych szczegółów znikała w czarnej dziurze z możliwością sporadycznego wyłowienia ich z powrotem w niespodziewanych momentach. Nie był tylko do końca pewny na ile było to w jego naturze, a na ile jego wypadek miał dalszy wpływ na jego pamięć, i prawdę powiedziawszy nie chciał wiedzieć.
Wkraczając do jego sypialni po raz drugi, tym razem w celu faktycznego snu, zawahał się w progu. Oferta pójścia na kanapę ponownie zaczęła pchać mu się na język i przełknął ją ostrożnie w założeniu, że Lian być może zwyczajnie nie uznawał dzielenia łóżka za coś specjalnego. On sam także nie - kiedy kwestia dotyczyła jego bliskich znajomych, rodziny czy psa - jednak nie był w stanie zachować całkowitego spokoju w sytuacji, gdy miał do czynienia z praktycznie obcym człowiekiem i do tego tym konkretnym, o którym kiedyś, raz, być może zdarzyło mu się śnić w zatrważająco podobnym scenariuszu.
- Nie? - odparł bardziej pytaniem niż twierdząco, wybity z rytmu tym, że mężczyzna nie wyglądał za bardzo jak ktoś szykujący się do położenia spać. Szybciej jak ktoś gotowy położyć spać jego i opuścić pokój. Daniel przefrunął wzrokiem po nim, oraz po pokoju, ostatecznie stawiając parę kroków w głąb pomieszczenia. Może podczas tych kilku godzin da radę nie spłonąć żywcem. - Po-ponoć śpię jak za-za-zabity, spróbuję ci nie przeszkadzać - zapewnił w końcu, akceptując opcję dzielenia łóżka, nawet jeśli fakt, że Lian dalej stał w koszuli i nie był w trakcie kompletowania piżamy, wydawał mu się podejrzany. Opcja z kanapą wciąż była dla niego aktualna. Już i tak zawdzięczał mu spokojny powrót do domu (obok), pomoc z przetrwaniem najgorszych efektów alkoholu, ciepły posiłek i ubrania na zmianę, nie wyobrażał sobie do tego wszystkiego wykopywać go z łóżka. Przysiadł na brzegu materaca, po tej stronie, gdzie Lian odstawił herbatę, przypominając sobie o szczoteczce czekającej na niego w łazience, ale najpierw potrzebował dogadać tę naglącą kwestię noclegową.

Lian Mei

Cold sparks

: wt lut 24, 2026 2:25 pm
autor: Lian Mei
Nakrapiane okulary przypominały mu odrobinę szklany klosz pamiątki przywiezionej z Kyoto. Furin wisiał na tarasie pod gontem dachu i czasami poza wiatrem łapał też deszcz. Odkąd Lian przeprowadził się do Toronto, czyścił go już dwa razy z osadu i zaschniętych kropelek, traktując to jako kolejną terapeutyczną czynność jakich przy okazji wszywania się w patchworkowy charakter jego domu wychodziło coraz więcej.
Większość jego wyjazdów kończyła się przywiezieniem przynajmniej jednej rzeczy, w większości użytkowej, ponieważ Mei wyznawał zasadę współmierności praktyczności z wyglądem i nie lubił gdy coś wyłącznie leżało na półce zbierając kurz.
Słysząc pytanie, na które - bardziej niż pewne - większość pianistów i melomanów zareagowałaby histerycznie, począwszy od ataku apopleksji, afektowanym oburzeniu poprzez obowiązkowe wytknięcie pytającemu braku ogłady i elementarnych braków, na drwinach mających na celu poprawić samopoczucie udzielającego reprymendy, Lian wymruczał ciche hmm, głównie dlatego, że nigdy nie musiał nikomu tłumaczyć Liszta i nie wiedział od czego zacząć.
Ferenc Liszt 一 zaczął od nakreślenia, cierpliwie i dość monotonnie z uwagi na niedospanie, za to bez cienia drwiny. 一 Nazywany Paganinim fortepianu, ja osobiście uważam, że był po prostu czuły na muzykę i doskonale obserwował świat. Kompozytor, pianista, właściwie to człowiek wielu talentów, aktywista i w przeciwieństwie do Brahmsa, za którym nawiasem mówiąc nie przepadam, patrzył na utwór przez pryzmat intuicji, a nie decorum. Minus jest taki, że przez większość życia płacił za talent nerwicą i jak niemal każdy artysta rzadko kiedy był szczęśliwy. Podejrzewam, że co najwyżej przy pianinie.
Bardzo szczerze wątpił by istniał sposób na transkrypcję muzyki w przekładzie na opis przez słowa, dlatego zamiast zasypywać Daniela snującego się po schodach terminologią z jakiej zapewne niczego by nie wyniósł, Lian wolał zarysować mu obraz człowieka i jego sposób patrzenia na muzykę.

Wytykało mu się, zwłaszcza w późniejszym okresie, że spoczął na laurach i jego twórczość była niejednolita pod względem jakości 一 ostatnie słowo Mei wyartykułował z tak wyraźną pogardą, że można to było uznać za jakiś jego osobisty manifest. 一 Jakby cały życiowy dorobek artystyczny można było utrzymać na stale wysokim poziomie albo mierzyć tak subiektywną jednostką. Oczywiście, że miał lepsze i gorsze kompozycje, tak samo jak w życiu miał lepsze i gorsze momenty, a jednak, pomimo tej nieprzewidywalności wciąż go gramy.
Lian skrzywił się przy tej konkluzji cierpko; sam był zdania, że nie pomimo, a przede wszystkim dlatego.
Kolejne kroki zbliżały ich do końca schodów i sypialni, taca w rękach Liana raz tylko drgnęła, gdy sięgał do włącznika by zapalić światło na korytarzu.

Lubię interpretować Liszta, bo jak już przebrnie się przez technicznie morderczą kompozycję niektórych utworów, trzeba mieć jeszcze doświadczenie. Nie takie przy pianinie, poza nim 一 doprecyzował, nie do końca pewny, czy Daniel nadal słucha jego wywodu czy tylko go chłonie. 一 bo nie wystarczy grać Liszta, trzeba go odkleić od autora i ubrać w siebie. Być może dlatego tylko Horowitz wpadł mi w ucho, jeżeli chodzi o moich preferowanych... och, zaczekaj. Proszę.
Włączył w sypialni światło, uznał również że temat równie dobrze mógł już dobiec końca, skoro zapędził się w dywagacje na temat odtwórstwa. To zwykle był temat rzeka i kwestia sporna, a ponieważ chciał by Moore jednak przespał choć parę godzin, a przy tym nie przygniótł go ciężar jego monologu, postanowił odbić w stronę wcześniejszej kwestii, znacznie lżejszej i przyjaźniejszej na krótko przed snem.

Masz na myśli Ruchomy Zamek Hauru? 一 zagadnął, gdy Daniel utknął w progu. Lian posłał mu zatem pytające spojrzenie nie rozumiejąc - brakowało mu domyślności o tej godzinie - aż wreszcie skojarzył i w jego oczach pojawiło się coś na kształt rozbawienia przeplecionego z doznaniem olśnienia.
No tak, to mogło przecież tak wyglądać.

Nie zamierzam się kłaść, masz całe łóżko dla siebie 一 poinformował go z wciąż obecną weselszą nutą w głosie, kiedy już pojął naturę jego ostrożności. 一 Możesz nawet zamknąć drzwi na klucz, nie zrobi mi to różnicy. Daj mi tylko parę minut na prysznic i następnym razem zobaczymy się rano, może być?
Musiało być, zapytał wyłącznie z czystej kurtuazji i oczekiwał potwierdzenia by uprzejmości stało się zadość. Poprawił w międzyczasie poduszkę, wyrobił ją jak drożdżowe ciasto w rękach, zamaszyście strzepnął kołdrę i wygładził ją dłońmi gdy wydawała z siebie ostatni oddech prostując się na materacu.

Jesteś wyjątkowo bezkolizyjny, nie wiem w jaki sposób miałbyś mi przeszkadzać 一 zauważył rzeczowo, podejmując kolejną małą potyczkę z próbą ze strony Moore'a stania się czymś mniejszym niż był. Nie mógł powiedzieć, że tej potrzeby nie rozumiał, znał ją wręcz zbyt dobrze wraz z wszelkimi jej dopełnieniami, nie chciał jednak by Daniel pielęgnował ją w jego obecności. Nie musiał, a chociaż wiedział, że wykorzenienie z człowieka czegoś, co stało się na pewnym etapie życia pasożytniczą drugą naturą, odruchem tak bliskim jak oddech czy mrugnięcie powieką, było zadaniem na więcej niż jedno podejście, nie zamierzał przymykać oka gdy dostrzegał objawy.
Zostawił wreszcie ciemno-zieloną poszewkę, jaką wyrównywał na szwach od dłuższego czasu i wierząc, że sprawa noclegu została wyklarowana, Lian zajrzał na moment do garderoby, z której wyszedł z naręczem nieco cieńszych spodni niż te, którymi podzielił się z Danielem i zwykłym t-shirtem; oba komplety łączył rzecz jasna kolor i przywiązanie gospodarza do naturalnych materiałów.

Pięć minut i mnie nie ma 一 zaanonsował w drodze do łazienki, oferując tym samym Danielowi odrobinę czasu na przegryzienie się z wnioskami i podjęcie jedynej słusznej decyzji. Drzwi kliknęły za nim sucho, wkrótce rozległ się monotonny szum wody i zdawałoby się, że całym dom odetchnął nagle wszystkimi pokojami z senną, cichą ulgą, jakby ukołysanie dwóch pozostających zbyt długo na nogach domowników było jego tajemnym celem.


Daniel Moore

Cold sparks

: śr lut 25, 2026 3:42 am
autor: Daniel Moore
Im dłużej słuchał wywodu padającego ciągiem z ust Liana, tym bardziej zdawał sobie sprawę z dwóch dość prostych faktów. Pierwszym było to, że podczas całego wieczora żaden poruszony temat nie wyciągnął z niego tak wielu słów - właściwie miał wrażenie, że kumulatywnie przez kilka ostatnich godzin powiedział mniej niż podczas krótkiej drogi na piętro. Drugim natomiast to, że miał niesamowicie przyjemny głos. Pomimo licznych przemyśleń nachodzących mu na koniec języka podczas uważnego chłonięcia nowych informacji, nazwisk i odmiennych perspektyw patrzenia na dorobek artysty, o którym słyszał pierwszy raz w życiu, nie pisnął ani słowem by przypadkowo nie przerwać toku myślenia mężczyzny. A jeśli w międzyczasie zaczął zwracać uwagę na to, jak ten akcentował konkretne słowa, na drobne pauzy gdy szukał odpowiedniego słowa i na to, jak jego odczucia nieinwazyjnie wkradały się między głoski, zbijając wywód na równi informatywny, co personalny, nie zamierzał się do tego za głośno przyznawać.
Biorąc polecenie "zaczekaj" bardzo dosłownie, zostawił swoje zebrane komentarze na później, wyczekując kontynuacji, której się jednak nie doczekał. Zamiast tego wrócił temat animacji studia Ghibli, co zostawiło Daniela z nowym niedosytem dotyczącym kompozytorów, pianistów i ich utworów, czyli kwestii dotychczas daleko poza jego kręgiem zainteresowań. Może dlatego, że nikt nigdy nie opowiadał mu o nich w ten sposób. Ani tym głosem.
- Ta-tak, dokładnie, Hauru - potwierdził na uprzejme przypomnienie imienia sprawiającego mu największe trudności, chociaż nie łudził się, że lada moment ponownie wyfrunie mu z głowy niczym upierzony, tytułowy bohater filmu. I chociaż jeszcze chwilę temu utknął w korytarzu właśnie przez niepewną kwestię potencjalnego dzielenia łóżka, zapewnienie Liana wcale nie uciszyło jego dyskomfortu. Zamiast odpowiedzieć, zmarszczył czoło, zawieszony między dwiema kwestiami zdającymi się gryźć go na równi, a których rozwiązania wzajemnie się wykluczały - akceptacja jego łóżka pozwalała uspokoić panikę związaną ze spaniem z nim na jednym materacu, jednak poczucie winy za wykorzystywanie jego gościnności nieubłaganie gniotło go do ziemi. Istniała jedna opcja, pozbywająca się wszystkich jego problemów, i była nią kanapa w salonie, jednak tę rozmowę już przeprowadzili i szczerze wątpił, by odpowiedź miała ulec zmianie. Kwestię bezkolizyjności przyjął z kolei jako ironię, ze względu na wielokrotne demonstracje z użyciem mebli i nawet własnych nóg, że wszelakie kolizje trzymały się go lepiej niż on własnych okularów.
Skorzystał z chwili samotności by wytrzeć szkła z drobnych kropli wody o materiał bluzy, zwracając uwagę na niespodziewany brak smug, do których był przyzwyczajony po czyszczeniu okularów ubraniami. Przy okazji napił się także zostawionej przez Mei'a herbaty i przemyślał męczące go kwestie. Trzymając ciepłą czarkę w czubkach palców obu dłoni, wystających spod przydługich rękawów, mielił w głowie problemy i ich potencjalne rozwiązania, a gdy drzwi łazienki ponownie stanęły otworem, na moment ponownie stracił język w gębie. Lian w luźnych ubraniach, świeżo po prysznicu, o dziwo peszył go jeszcze bardziej niż ten w koszulach i eleganckich płaszczach. Uciekł wzrokiem do drgającej tafli wiśniowej herbaty, by być w stanie w ogóle uformować jakiekolwiek słowa.
- Nie chcę cię.... Nie musisz... O...okay, moment. Chcia-chciałem tylko... - wciągnął powietrze i wypuści je nosem z frustracją, próbując przypomnieć sobie do jakich wniosków tak właściwie dotarł. - Naprawdę doceniam, że chcesz odstąpić mi swoje łóżko, a-ale nie jest to konieczne. W sensie... Nie wiem gdzie sam zamierzasz spać i ma-mam nadzieję, że nie na kanapie, bo to byłaby porządna hipokryzja - wytknął, zerkając na niego ze swoją wersją stanowczości, czyli trochę jak naprawdę uparty, miniaturowy królik. - Ale jakbyś jednak wolał tutaj to droga wolna. Nie będę się zamykać i nie mam ni-nic przeciwko - przyznał zgodnie z prawdą, jako że wszystkie jego potencjalne argumenty na "nie" tańczyły wkoło słabo skrywanego zauroczenia. A wychodziło na to, że to był w stanie przełknąć łatwiej niż wrażenie, że jest dla kogoś utrudnieniem.
- A i nie... Nie dokończyłeś mówić o swoich... uh, preferowanych pianistach..? Ho... Horowitz, tak? - przypomniał mu, jako że bynajmniej nie zapomniał o ich wcześniejszej rozmowie i cierpliwe czekanie wyraźnie nie doprowadziło do jej kontynuacji. Przeczesał palcami loki nachodząc na czoło, poprawiając te dopiero dosychające, by ułożyły się w dobrym miejscu zanim przygniecie je do poduszki. - Możemy rano, jak wolisz. Ty-tylko wtedy pewnie będziesz musiał mi przypomnieć - ostrzegł, znając swoją pamięć aż za dobrze, zwłaszcza gdy czuł jak powieki już ciągną mu w dół. Kiedy wyrzucił z siebie wszystko, co planował powiedzieć, nerwy ponownie zaczynały z niego schodzić, pozwalając by zmęczenie, ciągnące się za nim od mikrodrzemki przy stole kuchennym, znowu zaczęło go doganiać. - I chciałem w sumie... Co do Liszta, jak masz jakieś ulubione u-utwory do polecenia to chętnie przesłucham - dodał jeszcze, dopiero teraz dostatecznie usatysfakcjonowany z wcześniejszej rozmowy o kompozytorach by na razie przestać drążyć temat. Opróżnił naczynie z herbaty, odstawił je z powrotem na tacę i za chwilę odłożył na nią także złożone okulary, czego szybko pożałował. Od kiedy pamiętał zdejmował je przed pójściem do łazienki by ogarnąć się do snu, jednak zwykle odbywało się to w jego własnym domu, po którym był w stanie poruszać się z zamkniętymi oczami. Tutaj? Nie był do końca pewny ile kroków dzieliło go od drzwi łazienki i niedługo miał sprawdzić to w praktyce.

Lian Mei

Cold sparks

: czw lut 26, 2026 12:09 am
autor: Lian Mei
Kafelki pod prysznicem wciąż jeszcze obrastały w kałuże po Danielu, gdy Lian rozebrał się, złożył ubrania w kostkę, rozeźlił się na siebie - bo przecież i tak wylądowały w koszu na pranie - po czym odkręcił wodę i z kilkusekundowym zawahaniem wreszcie wszedł pod deszczownicę.
Z zamkniętymi oczami i czołem wspartym o nagrzewający się od temperatury kamień stał przez parę minut nieruchomo ociekając i pozwalając, by ciepło przeniknęło w głąb jego ciała. Za każdym razem było tak samo.
Nie pamiętał kiedy to się zaczęło, czy chłód zamieszkiwał każdą komórkę od samego początku czy był przypadkowym nabytkiem, jakiego nie potrafił się pozbyć podobnie jak terapeuta nie umiał przekonać go do wyrzucenia niektórych rodzinnych pamiątek. Wiedział, że zimno odnajdzie go kwadrans do góra godziny od wyjścia spod prysznica, więc dopóki mógł się pooszukiwać i chociaż na chwilę poczuć rozluźniające mięśnie ciepło, korzystał.
Postanowienie przyszło wraz z głębokim, pełnym oddechem przez uchylone usta, obiema dłońmi sięgnął do włosów, wśród pasm których woda wzbierała i prostowała je tak, że kładły mu się na bladych, przygarbionych ramionach. Zaczesał je z wyuczonym spokojem w tył, przeciągnął po ich długości płasko ręką by sprawdzić, czy gdzieś zaplątały mu się gdzieś uporczywe zaczątki kołtunów, po czym wygospodarował sobie porcję szamponu i rozsuniętymi szeroko palcami zaczął wcierać ją skrupulatnie z zamkniętymi w przyjemności oczami. Na koniec, gdy woda swoją cichą wędrówkę kończyła na jego kostkach i obmywała go z reszty piany, Lian pozwolił sobie jeszcze na moment namakania, ale przypomniawszy sobie, że w pokoju obok miał gościa, który prawdopodobnie już spał - albo może nie spał, tylko płoszył się znów czymś i kłopotał - zakręcił wodę i sięgnął po szorstkawy ręcznik z cienkiego lnu.
Kiedy znów spotkał go za progiem w sypialni Daniel przywitał go swoim dukaniem nad czarką letniej herbaty. Postanowił uprzejmie zaczekać, aż jąkający się dzieciak wyjaśni się sam, pomimo, że najchętniej zaszyłby się już na dole, może niekoniecznie przy pianinie, bo ani wypadało ani nie miał na to siły, ale podsunięta przez wyobraźnię opcja przepchnięcia się przez noc za biurkiem z papierem do origami wydawała mu się kusząca.
Nie wiem czy w ogóle zamierzam 一 odparł prosto z mostu, tonem sugerującym jakby była to zupełna oczywistość. 一 Ale to nie twój kłopot, a ja nie mam ochoty go dzisiaj rozpakowywać.
Pierwszy raz w jego głosie pojawiła się również jakaś przebitka irytacji, choć nie była ona ukierunkowana na Moore'a. Niezdrowa relacja ze snem była utrapieniem z jakim potykał się od wielu lat i jak dotąd, pomimo nieocenionej (za to wielokrotnie wycenianej) pomocy specjalistów każdej maści, nie znalazł jeszcze skutecznego rozwiązania i wątpił, by zrobił to niedowidzący, spodziewający się kaca nastolatek.
Kilka kropli ostudzonej wody uciekło mu z niedosuszonych włosów i skapnęło prosto w rynienkę karku i kręgosłupa, aż wzdrygnął się i otarł potylicę trzymanym wciąż w ręku ręcznikiem.
Spojrzeniem powędrował za Danielem odstawiającym herbatę, dopytującym o poprzedni temat i kiedy zobaczył go wreszcie rozbrojonego z okularów, z wyrazem kompletnego zagubienia na twarzy Lian zrozumiał, że Moore jest ślepy jak młode kocię.
Konkluzja była zarówno oczywista jak i z jakiegoś powodu niezwykle zabawna, do tego stopnia, że Mei parsknął krótkim, cichym śmiechem.

Potrzebujesz pomocy w dotarciu do łazienki? 一 zapytał pro forma, wykonując już pierwsze kroki w jego stronę. 一 Chodź, upewnię się, że trafisz właściwym końcem szczoteczki.
Tym razem jego dłonie nie znalazły się na ramionach Moore'a, nie chwycił go też za łokieć instynktownie i w jakiś sposób podskórnie czując, że byłoby to niewłaściwe, nie do końca świadom tej małej projekcji swoich własnych doświadczeń. Wziął go za nadgarstek nie czując się dość uprzywilejowanym by sięgnąć niżej i prowadzić go za rękę, w półmroku sypialni i jej wielowymiarowej, uniwersalnej ciszy pozwalającej na nadinterpretacje Lian wolał zachować jakąś namiastkę dystansu.
Uważając na nieco wyższy próg poprowadził go do łazienki znajdując dla niego wcześniej powierzoną szczoteczkę, poczęstował go pastą i po prostu stanął mu za plecami z braku lepszych zajęć. Nie, właściwie to znalazł jedno.

Masz kręcone włosy, a traktujesz je jak proste 一 niejako zapowiedział zamiar, zanim jego dłonie (zdecydowanie szybsze niż myśli o tej porze i w tych okolicznościach) znalazły się w niedogniecionych, pozbawionych odżywki włosach. 一 Hmm? Och, wybacz, prawda. Byłoby nieszczęście, gdybyś udławił mi się tu pastą do zębów, jutro porozmawiamy.
I to było tyle, jeżeli chodziło o jego interaktywność. Palce przestały formować mocniejsze skręty, Lian zostawił włosy Daniela w spokoju i poszedł odwiesić ręcznik zanim zupełnie wyzbył się resztek przyzwoitości i zapędził w swojej ciekawości.

Zaśniesz bez kołysanki? 一 uszczypnął go jeszcze na dobranoc nie do końca wiedząc co powiedzieć, a nie chciał zostawiać go samego całkiem bez słowa.


Poranek zastał ich tego dnia w różnych miejscach w obrębie tego samego domu.
Lian na modłę wiktoriańskiej zjawy plątał się po kuchni odkąd słońce przypłynęło do nich zza horyzontu kilku dachów barwiąc wszystko na ten ciepły, bursztynowy kolor zarezerwowany tylko dla wczesnych, pozbawionych pośpiechu godzin. Zamiast wskazówki zegara czas odmierzały kolejne krople kawy spływającej do dzbanka w ekspresie przelewowym, w zlewie topiło się kilka jabłek, a na sicie schły jeżyny czekając na jogurt. Z drugiej strony odpoczywało ciasto na gofry, wolał podać je ciepłe, a nie spieszyło mu się ani trochę; grzał się kubkiem bezmlecznej kawy i wyliczał to, co już się obudziło.
Było na tyle wcześnie, że powietrze zdawało się nieruchome, do tego stopnia, że pozostające w ruchu ptaki przelatujące nad drzewami wydawały się surrealistycznie dynamiczne.



Daniel Moore

Cold sparks

: czw lut 26, 2026 1:34 am
autor: Daniel Moore
W krótkim odstępie czasu na Daniela sypnęła się garść emocji z kompletnie różnych części skali, doprowadzając go niemalże do gorszych zawrotów głowy niż sam alkohol zatruwający jego krwiobieg. Nuta niezadowolenia w głosie Liana starczyła by zniechęcić go do dalszego poruszania tematu snu, czy jego braku, karcąc się mentalnie za robienie za zaciętą płytę dość długo by do tego doprowadzić. Coś ukłuło go w mostku, bujnął głową w ramach akceptacji i uciekł od niego spojrzeniem. Bez okularów było łatwiej przynajmniej pod tym względem - nawet nie musiał unikać patrzenia komuś w twarz by zwyczajnie jej nie widzieć. Założył, że zwyczajnie przyjdzie mu potknąć się kilkukrotnie w drodze do łazienki, nic wielkiego, jako że ponowne ubranie szkieł, tylko by pokonać te kilka metrów, uznawał w tej chwili za personalną porażkę, stąd wziął pytanie za żart i nawet w ten sposób je skomentował. Niemrawy, rozbawiony uśmiech nie zdążył jednak nawet w pełni wykwitnąć na jego twarzy, zanim pomocna dłoń pociągnęła go do pionu i przez próg łazienki.
- Nie jestem aż tak ślepy - zdążył cicho zaprotestować, nawet jeśli właściwie to owszem, był, a niezdolność wyłapywania ostrych krańców nawet, gdy usilnie mrużył oczy, dorzucała do zestawu wyjątkową zdolność znajdywania futryn twarzą, a mebli piszczelem. Przyzwyczajony do bycia prowadzonym przez mężczyznę na tyle, by bez oporów zaakceptować swój los, ale niedostatecznie by przestać się rumienić, wylądował przed umywalką ze szczoteczką w ręku. Rzucił okiem na ich odbicie w lustrze - zamazane i niewyraźne, złożone bardziej z charakterystycznych plam kolorów, niż kształtów - na to jak Mei przerastał go o głowę, przez co usilnie musiał powstrzymywać się przed nagłą, intensywną chęcią odchylenia się w tył by oprzeć się o jego klatkę piersiową. Zbeształ się mentalnie, szorując w jednym miejscu trochę dłużej w chwili rozproszenia i, owszem, prawie zadławił się zebraną w ustach pianą, gdy z zaskoczenia otrzymał komentarz dotyczący swoich włosów, a później poczuł palce przeczesujące niesforne kosmyki. Wkoło szczoteczki mruknął jedynie coś niezrozumiałego, ale pytającego, na znak, że różnica między pielęgnacją różnych typów włosów nie była dla niego do końca jasna. Z sercem próbującym wyskoczyć mu gardłem dokończył mycie zębów, próbując nie okazać swojego zawodu, gdy ten ponownie się od niego odsunął, chociaż odzyskał dzięki temu zdolność normalnego oddychania. Pochylił się nad zlewem i poza wypłukaniem resztek pasty, dwukrotnie ochlapał sobie twarz zimną wodą w próbie doprowadzenia się do porządku. Wyklepując wilgoć z twarzy miękkim ręcznikiem, przewrócił oczami na pytanie.
- Jak nie to uznam to za ofertę i przyjdę cię znaleźć - obiecał, pozwalając sobie na łagodny uśmiech podczas ostrożnej drogi z powrotem do łóżka. Ta poszła dużo łatwiej, pościel praktycznie wołała jego imię. - Dobranoc, Lian. I... dziękuję - podrzucił jeszcze w ramach podsumowania wszystkiego, co ten dla niego zrobił, a części nawet nie był do końca świadomy. W ciemności zwinął się w kulkę pod kołdrą na brzegu łóżka i odpadł w kilka sekund po zamknięciu oczu.

Straszliwy, bezlitosny zamach na jego życie przywitał go z pierwszym uchyleniem powiek. Wpadające przez okno, to samo z którego byłby w stanie zobaczyć swój pokój, promienie słońca lądowały mu na twarzy, gdy leżąc na skos na rozległym materacu próbował pojąć w jakim miejscu w czasie i przestrzeni się w tym momencie znajdował. Zarzucił na oczy przedramię, w próbie odcięcia niemile widzianej jasności ze swojego pola widzenia, tylko by wylądować na przyspieszającej z każdą chwilą karuzeli. Za każdym razem, gdy wmawiał sobie, że świat zaczyna się stabilizować, odczuwał narastające mdłości zmuszające go do ponownej próby otwarcia oczu, tylko by powtórzyć cały cykl od nowa.
Z cierpiętniczym westchnieniem zakrył twarz obiema dłońmi, odliczył do trzech i zebrał się w sobie, by przewrócić się na bok i uciec ze snopu światła słonecznego. Gdy ten problem był z głowy, zaczął kolejno odczuwać każdy kolejny - język suchy jak wiór, mrowienie w całym ciele przemieszane z faktem, że było mu zdecydowanie zbyt ciepło i włosy przyklejały mu się do spoconego czoła jak po zajęciach wychowania fizycznego, z których nie udało mu się wymigać, agresywne pulsowanie w czaszce, włącznie z nosem i lewym policzkiem, przez które miał ochotę sięgnąć po znajome pudełeczko z lekami w poszukiwaniu ratunku. Z oczami szczypiącymi od zmęczenia, jakby wcale nie przespał dobrych kilku godzin, zebrał się do siadu, po kolejnym motywacyjnym odliczaniu i trzech głębokich wdechach, i to szybko okazało się najgorszym pomysłem, na jaki mógł wpaść. Narastający dyskomfort, fala lepkiego zimna i ścisk w przełyku stanowiły dostateczne ostrzeżenie, by instynktownie zerwał się z miejsca w stronę łazienki. Chociaż przezornie odrzucił na bok kołdrę, która zakrywała go do pasa, nie dociągnął jej do końca i zamiast wystawić nogę poza łóżko, zaplątał się kostką w materiał i stoczył się na podłogę sypialni ze spektakularnym łoskotem. Obił oba łokcie, kolano i własną wiarę w siebie, jednak nie miał czasu na zawijanie się z żałości w pościel, którą pociągnął za sobą na parter. Z dłonią przyciśniętą do ust i zamazanym światem wirującym przed oczami dopadł do łazienki, zahaczając ramieniem o framugę drzwi, zawisł na kolanach nad muszlą i wyspowiadał się ze wszystkich grzechów poprzedniej nocy.

Lian Mei