Feeling the fire, higher and higher
: sob lut 28, 2026 6:50 pm
Cóż - Saul miał na temat swojej inteligencji inne zdanie, ale nie zamierzał w tym momencie dyskutować. Powoli rozluźniał się w ramionach przyjaciela, z błogim uśmiechem na twarzy, czując się teraz jak największy szczęściarz świata. Co prawda wciąż gdzieś z tyłu głowy miał obawę, że to na chwilę, że zaraz się rozpadnie - jak wszystko w jego życiu - ale w tym momencie było mu dobrze i był szczęśliwy. Miał nadzieję, że może jednak się nie rozpadnie i że tym razem to jest rzeczywiście prawdziwa miłość, zdolna przetrwać. Może tym razem nic nie spieprzy, może tym razem ktoś nie okaże się lepszy od niego, fajniejszy, ciekawszy, przystojniejszy, mniej popsuty.
Kątem oka znów zobaczył, że ekran jego telefonu zaczął świecić, ale nie zamierzał po niego sięgać i sprawdzać, kto i czego od niego chce. Zresztą - zobaczył, że to sms, więc nie trzeba było natychmiast się zrywać i odbierać.
- Salva...? - odezwał się jednak po długim milczeniu, bawiąc się bezwiednie zagięciem na nogawce jego spodni, gdzieś w okolicach kolana - Naprawdę mi na tobie zależy. I przywiązałem się do ciebie, bardzo lubię spędzać z tobą czas. I... chciałbym czegoś więcej, ale boję się, że ty nie chcesz albo że jeśli nawet teraz chcesz, to że przy bliższym poznaniu mnie jednak stwierdzisz, że nie nadaję się do takich rzeczy i wolałbyś nie zmieniać tego, co teraz między nami jest. Ale się, cholera, zaczynam angażować. I boję się tego.
Sam właściwie nie wiedział, dlaczego to wszystko powiedział - znów poczuł się jak kretyn, który za dużo gada i za dużo sobie wyobraża; ale z drugiej strony w trakcie tego milczenia doszedł do wniosku, że lepiej jednak takie rzeczy omówić na samym początku, zanim pozwoli sobie na większe zaangażowanie i dostanie po mordzie. Uznał, że skoro w tym momencie przeszli do takich tematów - po tyle latach znajomości - to to był odpowiedni moment na wyjaśnienie sobie tego typu spraw. Kolejny tak dobry może się nie pojawić, a poza tym w innej chwili mógłby już nie zdobyć się na odwagę, żeby tak gadać. Tym niemniej jego serce znów zaczęło fikać koziołki i przebijać się przez klatkę piersiową, jakby chciało połamać mu mostek.
Salvador Menendez
Kątem oka znów zobaczył, że ekran jego telefonu zaczął świecić, ale nie zamierzał po niego sięgać i sprawdzać, kto i czego od niego chce. Zresztą - zobaczył, że to sms, więc nie trzeba było natychmiast się zrywać i odbierać.
- Salva...? - odezwał się jednak po długim milczeniu, bawiąc się bezwiednie zagięciem na nogawce jego spodni, gdzieś w okolicach kolana - Naprawdę mi na tobie zależy. I przywiązałem się do ciebie, bardzo lubię spędzać z tobą czas. I... chciałbym czegoś więcej, ale boję się, że ty nie chcesz albo że jeśli nawet teraz chcesz, to że przy bliższym poznaniu mnie jednak stwierdzisz, że nie nadaję się do takich rzeczy i wolałbyś nie zmieniać tego, co teraz między nami jest. Ale się, cholera, zaczynam angażować. I boję się tego.
Sam właściwie nie wiedział, dlaczego to wszystko powiedział - znów poczuł się jak kretyn, który za dużo gada i za dużo sobie wyobraża; ale z drugiej strony w trakcie tego milczenia doszedł do wniosku, że lepiej jednak takie rzeczy omówić na samym początku, zanim pozwoli sobie na większe zaangażowanie i dostanie po mordzie. Uznał, że skoro w tym momencie przeszli do takich tematów - po tyle latach znajomości - to to był odpowiedni moment na wyjaśnienie sobie tego typu spraw. Kolejny tak dobry może się nie pojawić, a poza tym w innej chwili mógłby już nie zdobyć się na odwagę, żeby tak gadać. Tym niemniej jego serce znów zaczęło fikać koziołki i przebijać się przez klatkę piersiową, jakby chciało połamać mu mostek.
Salvador Menendez