only us, nowhere else
: czw mar 26, 2026 3:40 pm
Jego uniwersalizm przy jej sentymentalizmie. Znaczyło to tyle, że byli skrajnie różni, a jednocześnie ta różnica była tak bardzo akceptowalna. Tak bardzo, że wypełniała luki, które naturalnie miał – każdy je miał. Różnica istniała tylko w tym, jak bardzo ktoś był ich świadom lub nie. W jego przypadku – był w pełni świadom i w pełni akceptował te braki.
A Navi okazała się być idealną odpowiedzią na nie.
Obserwował ją w ciszy, gdy sama oglądała błyskotkę, a później ją zakładała.
Z pewnością dalekie to było od idealnych oświadczyn. Daleko było od wyidealizowanej wizji, w której dwie osoby postanawiają sformalizować swój związek. Nie klęknął, nie było białych gołębi, nie było nawet pytania. Było postanowienie, które jednak bezbłędnie obronił.
Na sam pocałunek odpowiedział znów odruchowo, automatycznie, bo nie potrafił inaczej. Ale sam fakt, że w ogóle się na to zgadzał był potwierdzeniem, jak bliska musiała być mu Navi. Jak bardzo ją akceptował i włączył we własny porządek dnia. Jego romantyzm był bardziej praktyczny, nie oscylujący wobec tych wszystkich gestów i bliskości. Był bardziej surowy, z rezerwą, ale istniała ogromna różnica między tym, jak traktował tę kobietę, a każdą inną osobę na świecie. Tak ogromna, a jednocześnie, dla niewprawionego, niemal niezauważalna.
— Nie musiałem — odpowiedział, przechylając nieznacznie głowę.
W jego głowie był to fakt, który w jego głowie był oczywisty od momentu, w którym zarejestrował tamten krótki moment przy witrynie. Nie robił rzeczy dlatego, że wypadało, sam to powiedział – nie był sentymentalny. Nie działał też impulsywnie pod wpływem czyichś zachcianek. Zazwyczaj. W przypadku Navi istotnych było wiele czynników; jej szczęście było jego szczęściem. Jej emocje – jego emocjami. Nie w tej płaskiej, do cna romantycznej formie. Dla niego był to schemat wzajemnego oddziaływania.
Sięgnął dłonią do jej ręki, która już wcześniej osiadła na jego policzku, w trakcie pocałunku.
— Ale nie kupiłem go tylko dlatego, że ci się spodobał — dodał po chwili, przenosząc spojrzenie z jej dłoni z powrotem na jej twarz. — Kupiłem go, bo wiedziałem, że o niego nie poprosisz. Kupiłem go, bo wszystko, co ci się spodoba ma być twoje. Będziesz chciała cały świat, dostaniesz cały świat. — I nawet nie będzie musiała o to prosić. On będzie wiedział i bez tego, aby jej to dać.
Już wcześniej to powiedział.
Przesunął kciukiem po grzbiecie jej dłoni, zahaczając przy tym o chłodną powierzchnię kamienia. Schwycił jej palce, zamykając we własnym, subtelnym uścisku. Odjął jej dłoń od swojej twarzy, ale zatrzymał na wysokości własnych ust.
— Sei mia… e lo sarai sempre. Perché tu sei parte di me — w ypowiedział ciszej, zanim pochylił się i musnął wargami wierzch jej dłoni
Wypuścił ją dopiero wtedy, choć spojrzenie utrzymał na jej oczach przez kilka kolejnych, ciężkich sekund.
Dopiero potem przeniósł spojrzenie na wodę, która zdążyła już całkowicie przybrać ciemniejszy odcień, gdy linia horyzontu rozmyła się w półmroku. Jednym, płynnym ruchem uruchomił silnik łodzi ponownie, a jednostka zadrżała lekko pod nimi.
Zsunął okulary słoneczne z nosa, dla lepszej widoczności. Sięgnął do steru jedną ręką, drugą przesunął manetkę od gazu, aby łódź znów zaczęła rozcinać fale. Obrał kurs powrotny do ich domku, tym razem nie dając jej poprowadzić, a zostawiając w spokoju z tym wszystkim, co tu zaszło.
e o t
A Navi okazała się być idealną odpowiedzią na nie.
Obserwował ją w ciszy, gdy sama oglądała błyskotkę, a później ją zakładała.
Z pewnością dalekie to było od idealnych oświadczyn. Daleko było od wyidealizowanej wizji, w której dwie osoby postanawiają sformalizować swój związek. Nie klęknął, nie było białych gołębi, nie było nawet pytania. Było postanowienie, które jednak bezbłędnie obronił.
Na sam pocałunek odpowiedział znów odruchowo, automatycznie, bo nie potrafił inaczej. Ale sam fakt, że w ogóle się na to zgadzał był potwierdzeniem, jak bliska musiała być mu Navi. Jak bardzo ją akceptował i włączył we własny porządek dnia. Jego romantyzm był bardziej praktyczny, nie oscylujący wobec tych wszystkich gestów i bliskości. Był bardziej surowy, z rezerwą, ale istniała ogromna różnica między tym, jak traktował tę kobietę, a każdą inną osobę na świecie. Tak ogromna, a jednocześnie, dla niewprawionego, niemal niezauważalna.
— Nie musiałem — odpowiedział, przechylając nieznacznie głowę.
W jego głowie był to fakt, który w jego głowie był oczywisty od momentu, w którym zarejestrował tamten krótki moment przy witrynie. Nie robił rzeczy dlatego, że wypadało, sam to powiedział – nie był sentymentalny. Nie działał też impulsywnie pod wpływem czyichś zachcianek. Zazwyczaj. W przypadku Navi istotnych było wiele czynników; jej szczęście było jego szczęściem. Jej emocje – jego emocjami. Nie w tej płaskiej, do cna romantycznej formie. Dla niego był to schemat wzajemnego oddziaływania.
Sięgnął dłonią do jej ręki, która już wcześniej osiadła na jego policzku, w trakcie pocałunku.
— Ale nie kupiłem go tylko dlatego, że ci się spodobał — dodał po chwili, przenosząc spojrzenie z jej dłoni z powrotem na jej twarz. — Kupiłem go, bo wiedziałem, że o niego nie poprosisz. Kupiłem go, bo wszystko, co ci się spodoba ma być twoje. Będziesz chciała cały świat, dostaniesz cały świat. — I nawet nie będzie musiała o to prosić. On będzie wiedział i bez tego, aby jej to dać.
Już wcześniej to powiedział.
Przesunął kciukiem po grzbiecie jej dłoni, zahaczając przy tym o chłodną powierzchnię kamienia. Schwycił jej palce, zamykając we własnym, subtelnym uścisku. Odjął jej dłoń od swojej twarzy, ale zatrzymał na wysokości własnych ust.
— Sei mia… e lo sarai sempre. Perché tu sei parte di me — w ypowiedział ciszej, zanim pochylił się i musnął wargami wierzch jej dłoni
Wypuścił ją dopiero wtedy, choć spojrzenie utrzymał na jej oczach przez kilka kolejnych, ciężkich sekund.
Dopiero potem przeniósł spojrzenie na wodę, która zdążyła już całkowicie przybrać ciemniejszy odcień, gdy linia horyzontu rozmyła się w półmroku. Jednym, płynnym ruchem uruchomił silnik łodzi ponownie, a jednostka zadrżała lekko pod nimi.
Zsunął okulary słoneczne z nosa, dla lepszej widoczności. Sięgnął do steru jedną ręką, drugą przesunął manetkę od gazu, aby łódź znów zaczęła rozcinać fale. Obrał kurs powrotny do ich domku, tym razem nie dając jej poprowadzić, a zostawiając w spokoju z tym wszystkim, co tu zaszło.
e o t