Miał o sobie całkiem niskie mniemanie. Znał kilka mocnych stron; potrafił gotować, był sprawny fizycznie i zdarzało mu się łapać w locie nowe koncepty, był dobrym przyjacielem.. Ale tak poza tym, uważał, że był jakimś nieszczęsnym typem. Może na swoje własne życzenie? Przecież nikt mu nie kazał trzymać się z daleka od ludzi i próbować nie zbliżać do nikogo więcej emocjonalnie. Szczera troska bywała wykańczająca, garstka przyjaciół była wszystkim, na co miał siłę, doświadczenie podpowiadało, że te bardziej intymne relacje są jeszcze cięższe.. Ale Cynthii udało się obejść jego ścianę naokoło. Nadal tam była, więc może znalazła jakąś dziurę, albo była w odpowiednym miejscu i czasie i teraz, kiedy już tu był, zaangażowany w robieniu śniadania dla kobiety, z którą spędził noc, musiał przyznać, że cholernie mu się po tej stronie podobało. Nawet jeśli cichy głos z tyłu głowy wątpił, żeby na to zasługiwał i w połowicznie czekał, aż pośle go do diabła.
-
Doceniam. - chaos w jego głowie czasem sprawiał, że gubił słowa. Nie pomagało, że był w gruncie rzeczy obcokrajowcem, który potrafił brzmieć jak lokalny facet, tyle że.. Wolał nie. Był Norwegiem, był z tego dumny, Kanadyjczycy wciąż w niektórych aspektach wydawali mu się dziwni, nawet jeśli grupa jego przyjaciół była ściśle tej narodowości.
-
Tak. Bardzo proste w sumie, ale robią robotę. - odpowiedział w temacie bułek, zerkając przez ramię na piekarnik, który jeszcze się nie rozgrzał. Nie mógł zacząć smażenia rzeczy w tamtym momencie, musiał poczekać aż bułki będą gotowe, żeby móc je zaserwować razem, więc.. Pozbierał te rzeczy, których użył, a dla których nie miał już zastosowania i przesunął się do zlewu, by je umyć i odłożyć na bok, zaraz potem sprawie przetarł blat ściereczką, którą z przyzwyczajenia przerzucił sobie przez ramię. -
Czyli bieganie jest jak dla mnie trening. Tyle że wolę kontrolę pod ciężarem osobiście, a mój własny przestał mi wystarczać dawno temu. - łatwiej było mu zrozumieć czyjeś zachowania, kiedy był w stanie porównać je do swoich. Każdy miał jakieś demony, od których uciekał, prawda? Lepiej w ruch, niż w używki?
Yeah. Mył dłonie (po raz kolejny), kiedy piekarnik dał mu sygnał gotowości.
Sweet. Bułki w piekarniku, 20 min wolnego zanim je wyciągnie i da im moment na ochłodzenie, w którym przygotuje tą jajecznicę.
Wyprostował się, odwrócił się w jej stronę i, dopiero teraz, patrząc na nią, był w stanie stwierdzić, czym było to
coś co go gryzło z tyłu głowy przez cały czas, kiedy był zajęty. Była spięta, zestresowana, czy nerwowa i nawet jeśli nie był w stanie dokładnie stwierdzić co ją gryzło, widział zmianę, między zrelaksowaną i spełnioną Cynthią z którą spędził kilka chwil o poranku, a tą, która stała przed nim.
-
Jesteś spięta. Tak samo jak byłaś, kiedy dołączyłaś do mnie na siłowni, jak tak teraz myślę. - powiedział na głos, przyglądając się jej ciekawie. Nie oceniał, nie miał czego oceniać, jedyne co odbiło się na jego twarzy to troska. Był przyczyną jej stresu..? To było zupełnie odwrotne do tego, czym chciał dla niej być. Pokonał dzielącą ich odległość w kilku krokach, łapiąc jej dłoń i najpierw podnosząc ją sobie do ust, by musnąć wargami skórę, a potem płasko rozłożył na swojej ciepłej klatce, pod własną dłonią. -
Moją specjalną mocą, jest gotowanie dobrych rzeczy, nie magia. Jakkolwiek chciałbym słyszeć twoje myśli, to nie mogę. Powiedz mi, co cię gryzie, ładnie proszę? - nie mógł pomóc, jeśli nie wiedział w czym. Chciała czy nie, zaprosiła go do swojego domu, do łóżka, a że mieli wcześniej ze sobą luźną relację w której rozmawiali o wszystkim i o niczym, naturalnie przyszła mu troska. Nie musiał się doszukiwać powodów, dla których tam była, rozumiał też, że każdy miał jakiś swój bagaż i on też go miał, ale skoro ten jej wchodził w paradę aż tak, by nie móc się rozluźnić we własnej kuchni, tylko dlatego, że półnagi facet dla niej gotował....? No, chciał coś z tym zrobić. Nie była projektem do naprawy, ale nie byłby sobą, gdyby się nie zaoferował. Wolną dłoń przesunął na jej szyję, palcami podnosząc jej głowę łagodnie w swoją stronę, by spotkała jego oczy. Nigdzie się nie wybierał. Był tym samym facetem, z którym spędziła noc. Łagodnym wielkoludem i w gruncie rzeczy dobrym człowiekiem.
Cynthia A. Ward