Strona 3 z 4

say yes

: ndz mar 01, 2026 9:40 pm
autor: Cynthia A. Ward
Matheo Bachmann

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

say yes

: pn mar 02, 2026 2:20 am
autor: Matheo Bachmann
Cynthia A. Ward
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

say yes

: pn mar 02, 2026 9:41 pm
autor: Cynthia A. Ward
Matheo Bachmann

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Dzień dobry Theo — zagadnęła z uśmiechem na twarzy, a on w ogóle nie chciał z niej zejść. Wtuliła się w niego jeszcze przez krótki moment, aż nie rozbrzmiał dźwięk budzika. Czyli pora stać, tak? Miała dziś dyżur na uniwersytecie. Wcześniej, czy później musiałaby tam trafić, choć... poranny bieg miała już za sobą — muszę już wstawać, ale... — podniosła się przez moment, unosząc kąciki ust — mam jeszcze chwilę — rzuciła, unosząc się na łokciach, by złożyć mu jeszcze jeden, krótki pocałunek na ustach. Tylko czas wstać, ruszyć się i być aktywnym.
Zrobię kawę, a ty śniadanie? — zaproponowała, wstając leniwie z łóżka. Rozsunęła jedną z szaf, a na pośladki założyła czarną, koronkową bieliznę. Zgarnęła też luźniejszą koszulkę, ledwo zakrywającą jej tyłek. Tak ubrana zeszła na dół i wyjęła dwa kubki z szafki — jaką pijesz? — zagadnęła i zaraz wciskała odpowiednie przyciski na ekspresie do kawy. Finalnie nabrała powietrza do płuc, przez moment dostając błędu w systemie. O czym mieli rozmawiać? Jak miała wyglądać teraz ich znajomość?

say yes

: wt mar 03, 2026 12:45 am
autor: Matheo Bachmann
Podstawowy kurs norweskiego miała jak w banku, jeśli tylko by go zapytała! Byłby nawet w stanie znaleźć jakieś podstawowe podręczniki, które sobie mogła poczytać w wolnej chwili, chociaż.. Dobra, to by było całkiem zabawne. Ala ma kota, kot ma Alę. Może udałoby mu się znaleźć jakieś podręczniki dla dorosłych, żeby jej oszczędzić gadek jak do przedszkolaka, jakkolwiek urocze mogło mu się to nie wydawać. Burknął, niezadowolony słysząc jej budzik, nawet jeśli nic tak naprawdę nie było w stanie zepsuć mu nastroju. Praca, sraca... Ale mógł to szanować. Westchnął ciężko, przeciągając się raz jeszcze, leniwie powlekając za nią wzrokiem i.. Czy ona robiła to specjalnie? Uśmiechnął się pod nosem, rozbawiony, odprowadzając ją spojrzeniem gdy schodziła po schodach. No dobra, trzeba się było ogarnąć i wrócić do rzeczywistości.
Wszystkie jego ubrania porzucił na dole, więc jedyne co za sobą zgarnął, to podręczny kosz stworzony z torby po maku... W sumie to smutno mu było, że nie zostawił sobie ani jednego na rano, ale jakoś musiał to przeżyć. Świat zawirował, kiedy wyprostował się zbyt szybko, zaklął pod nosem, skarcił się w duchu za picie tego niedobrego gówna zeszłej nocy. W sumie nie było źle. Bywało gorzej. Obudził się przy Cynthii i złapał kilka chwil przyjemności, w jego głowie to też liczyło się jako wygrana. Na niższym poziomie jej apartamentu wskoczył we własną bieliznę i jeansy, podkoszulek i bluzę podniósł, rzucając na oparcie kanapy, a jej ubrania złożył na kolanie, finalnie kładąc na jednym z barowych krzeseł. Było mu zbyt ciepło, żeby ubierać się bardziej i nie sądził, żeby miała jakieś ale w tym temacie.
Lekkim krokiem przeszedł do kuchni, zapoznając się z zawartością szafek, szuflad i lodówki, na ostatniej zatrzymując się na dłuższą chwilę, przeciągając mocno z krótkim ziewnięciem. Okay, coś się wymyśli na śniadanie, tyle że...
- Kawa mnie usypia, nie lubimy się z kofeiną. - odwrócił się do niej, zamykając lodówkę i rozkładając lekko ramiona. - Dowiedziałem się ostatnio, że mam ADHD prawdopodobnie. Kto by pomyślał. - rzucił rozbawiony, posyłając jej szeroki uśmiech. Miało sens z kofeiną i jej odwrotnym działaniem, nie? Nigdy nie wpadł na to wcześniej, założył, że po prostu tak ma i tyle, nie doszukiwał się powodów. - Jakąkolwiek herbatę, proszę? Czarną najlepiej, jeśli masz. - to najbliższe, co rzeczywiście pił, co mogło przypominać kawę. Ciepły napój, żeby zacząć dzień był całkiem przyjemną tradycją, tak czy siak.
- Ile masz właściwie czasu? Bo to zależy, co zrobię do jedzenia. - było kilka opcji, które rozważał. Szybsze i takie, które zajęłyby dłużej, chociaż to nie znaczyło, że koniecznie byłyby "lepsze". Sam nie zastanawiał się w tamtym momencie jak miał wyglądać ich związek teraz, w czasie po wylądowaniu w łóżku, bardziej skupiał się na ogarnięciu zadania, które mu dała. Śniadanie. Jego głowa, zwykle gnająca w dziesiątki kierunków na raz, w tamtym momencie wydawała się leniwa i komfortowo zajmowała się jedną myślą na raz. To było całkiem przyjemne, musiał przyznać, zdecydowanie mniej chaotyczne.

Cynthia A. Ward

say yes

: wt mar 03, 2026 3:19 pm
autor: Cynthia A. Ward
Matheo Bachmann

Oh, nie powiedziałabym — stwierdziła krótko, słysząc jego rewelację dotyczące ADHD. Zmierzyła go spokojnie wzrokiem i aż zaczęła się zastanawiać. Czy miało w sobie coś takiego? Słyszała ledwie o dzieciach z adhd. Kojarzyła ich jako wiecznie niespokojnych, niepotrafiących usiedzieć w miejscu, a dodatkowo z wiecznie rozgadaną buzią. Za to o dorosłych nigdy nie słyszała. Mogła być ignorantką, ale nikt w jej bańce informacyjne nie miał czegoś takiego.
Na czym to polega? — zagadnęła z czystej ciekawości. Nie dotyczyło to jej to, jak dotąd. Przy Theo poczuła się jednak delikatnie zaciekawiona. Chciała móc dowiedzieć się, co dla niego jest normalne, a co wychodzi poza skalę. Na co mogłaby przymknąć oko. Wiele miała pytań, łącznie z tymi dotyczącymi leków. Tylko Ward rzadko kiedy pytała. Była typem osoby, która wolała słuchać.
Dobrze — zaraz podeszła do czajnika, nalała do niego wodę i wstawiła go. Ich czarne napoje się robiły, więc mogła przystanąć przez moment, obserwując Bachmanna. Miał w sobie coś elektryzującego, facet panoszący się z tak sporą łatwością po jej kuchni. Wręcz tu rządził. Woda zaczęła wrzeć, podobnie jak jej myśli. Podeszła powoli do dużego kubka i zalała go. Gdzieś po drodze padło kilka pytań w sprawie mocy kawy.
No z półtorej godziny? — o jeden milimetr poszybował kącik jej ust — biegam od rana, a... ćwiczenia mam za sobą — zdecydowanie aktywność fizyczna na dzień dzisiejszy została solidnie zaliczona. Nie miała ku temu żadnych wątpliwości. Pół godziny biegania, prysznic, mogło zamienić się w spokojny czas spędzony z Bachmannem.
To co zrobisz? — zagadnęła z czystej ciekawości. Coś tam miała w lodówce, co pozwoliłoby na urozmaicenie posiłku, ale jej śniadania były nudne. Trochę tak jak cała Ward.

say yes

: śr mar 04, 2026 12:42 am
autor: Matheo Bachmann
Rozglądał się wciąż po kuchni, z tyłu głowy mając nadal swoje zadanie, które mu przypisała. Jedzenie. Miał kaca, więc jajka brzmiały jak dobre źródło protein. Widział w jej lodówce kawałek jakiegoś twardego sera, oliwki, w przyprawach widział oregano i płatki papryki. Mąka, masło i szybkie drożdże też widział... No, coś się wymyśli. Słuchał jej, zbierając potrzebne mu składniki, znajdując sobie miejsce na blacie. Piękny blat, dużo miejsca, fantastyczna kuchnia, nawet jeśli jeszcze do końca jej nie znał.. Prawie jak właścicielka w sumie. Fantastyczna, nawet jeśli do końca jej nie znał.
- ADHD generalnie? Muszę jeszcze doczytać, sam nie wiem, zawsze myślałem, że po prostu jestem absolutnie głupi i nieogarnięty, ale z drugiej strony idiotycznie szybko się uczę. Trochę sprzeczności, nie? - zaczął, kucając na moment przed piekarnikiem, przyglądając się panelowi, by zaraz ustawić odpowiedni tryb, wcześniej zaglądając do środka, żeby upewnić się, że niczego tam nie było. Sam lubił używać piekarnika jako dodatkowej szafki, więc.. No, wolał się upewnić. - Jak mam dobry dzień, to trochę jak super-moc. Ogarniam wszystko z prędkością światła, pięć rzeczy na raz, nie ma problemu, jestem nie do zatrzymania. - zaśmiał się, posyłając jej rozbawiony uśmiech, podnosząc się, robiąc pit stop przy zlewie, by wyszorować dłonie, zanim rzeczywiście zabrał się do przygotowywania wszystkiego. - A jak mam gorszy dzień... To niczego nie jestem w stanie zrobić. Trochę jakby moja głowa sama ze sobą walczyła, wiesz? Zamiast planu, który wyglądałby numerycznie jako 1, 2, 3, 4, 5, wszystko się wywraca z saltem i jest nagle 4, 1, 3, 4, 7? Chaos. Wszystko mnie irytuje, dźwięk boli, ból głowy trochę jak kac i mam ochotę się rozbiec i przywalić głową w ścianę. - nie miał bladego pojęcia, czy to, co mówił miało jakiś sens, ale tak to właśnie czuł. Zdawał sobie sprawę z tego, że każdy przypadek był inny, sam się zastanawiał jak w ogóle wyglądało "testowanie" czy ktoś miał ten deficyt, czy nie.. Dobrze, że nie musiał wiedzieć. Jedyne co musiał zrobić, to pójść za ciosem i umówić się do jakiegoś lekarza, żeby popchnąć tą piłeczkę do przodu; może mógł uspokoić własną głowę? Miało sens i było warte sprawdzenia.
- Cool, wyrobimy się. - kiwnął głową bardziej do siebie, niż do niej. W misce którą sobie znalazł, wymieszał ze sobą składniki na miękkie, śniadaniowe bułeczki, ostatecznie używając jednej dłoni, by wszystko ze sobą połączyć. Uformował małe kulki, wyłożył jedną po drugiej w żaroodpornym naczyniu, zachowując przestrzenie między nimi, żeby miały miejsce do rośnięcia. Przykrył naczynie folią i odłożył na bok, żeby spokojnie czekały na rozgrzanie piekarnika. Umył ręce po raz kolejny, zanim zabrał się za tą luźniejszą porcję przygotowania. Jajecznica nie wymagała wiele, nawet jeśli robił opcję nieco bardziej fancy. - Biegasz przed pracą zawsze? - podziwiał każdego, kto w swoim życiu trzymał się jakiejkolwiek rutyny. Jego życie bywało nieprzewidywalne i jedyną stałą był fakt, że prędzej czy później nogi go zabiorą na siłownię. Ulubiona forma medytacji. - Następnym razem przyniosę zakupy ze sobą i zrobię ci jedzenie na tydzień. - rzucił i nawet jeśli całkiem go to rozbawiło, nie żartował. Lubił karmić swoich ludzi, miał w sobie naturalną potrzebę opiekowania się bliskimi, a jedną z najłatwiejszych dla niego form opieki, było upewnianie się, że mają coś dobrego i zbalansowanego do jedzenia pod ręką. Był zajęty obieraniem i cięciem, przygotowywaniem wszystkiego do tej jajecznicy, więc nawet nie przyszło mu do głowy, że może nie chciała "kolejnego razu" z nim.. Hey, tylko krowa nie zmienia zdania, nie? To że wydawała się bawić dobrze zeszłej nocy i tamtego poranka, nie znaczyło, że chciała widywać go częściej.

Cynthia A. Ward

say yes

: śr mar 04, 2026 8:06 pm
autor: Cynthia A. Ward
Matheo Bachmann

Nie byłaby sobą, gdyby właśnie nie zaczęła pogrążać samej siebie. Wystarczyło jedno spojrzenie na Theo, a w jej głowie zaczęły rozbrzmiewać głośne wątpliwości. Mógł ją porzucić. Nie miała niczego do zaoferowania. Była chłodną doktorką, kochającą przebywać wśród martwych. Lubiła ten chłód kostnicy oraz ciszę, kiedy przebywała w pracy. Przymknęła na moment oczy. Z rozważań dopiero wyrwał ją Bachmann, opowiadający o własnym zaburzeniu.
No tak, adhd — mruknęła delikatnie, potwierdzając głową. Słuchała go uważnie, sama dość oszczędnie ważyła jakiekolwiek słowa. Tylko musiała zaprotestować — trochę, ale nigdy nie uważałam Cię za idiotę, Theo — stwierdziła spokojnym tonem. Później już tylko go słuchała. Jej myśli zawsze były spokojne, wręcz wyważone. Częściej negatywne, pesymistyczne. Nic dziwnego, skoro przebywała wśród martwych. Ludzie przerażali ją swoją pozytywnością. Nie potrafiła wyjść dla nich z podziwu, bo ona nie potrafiłaby w ten sposób przebywać wśród innych.
Rozumiem. — stwierdziła finalnie, kiwając delikatnie głową. Naprawdę zdawała sobie sprawę z tego, jak trudno było mu funkcjonować, a przynajmniej będzie próbowała. Ward częściej przebywała w dołku, stąd ta wielka chęć sięgania po alkohol i mieszanie ich z antydepresantami. Łatwiej wtedy zapominała. O bólu, który byłby w stanie ją przytłoczyć. Cały czas pamiętała Lawrence, Scotta... a nawet Cassiana, zostawili na niej niewidzialny ślad, którego nie była w stanie z siebie zmyć.
Nawet świeże bułeczki robisz dla mnie? — zagadnęła, widząc jego poczynania w kuchni. Nie była perfekcyjną panią domu, potrafiła przygotować proste dania, choć najczęściej je zamawiała. Momentami nie miała sił, by móc coś przygotować dla siebie — tak. By wybiegać negatywne emocje — odpowiedziała praktycznie od razu. Bieganie było dla niej standardową rutyną. Wkłada sportowe buty i wybiegła wprost z domu, by przez chwilę głosy w jej głowie zamilknęły. Działo się to w trakcie biegania oraz sekcji zwłok, ale przecież nie czekałaby na zwłoki, by móc się wyciszyć. Taką świruską i fanką denatów nie została.
Następnym razem? — zagadnęła, trzymając się tego słowa. Było dla niej obce, ludzie przecież znikali, zostawiali ją, kiedy się na nich otwierała. Z Bachmannem spodziewała się podobnej historii — w sensie jak pójdziemy razem na siłownię? — dopytała, unosząc jedną brew — wiesz, chyba nie chcę na nią chodzić — miała z nią dość dziwne wspomnienia. Nie chodziła do miejsc, w których czuła się jak wariatka.

say yes

: czw mar 05, 2026 12:54 am
autor: Matheo Bachmann
Miał o sobie całkiem niskie mniemanie. Znał kilka mocnych stron; potrafił gotować, był sprawny fizycznie i zdarzało mu się łapać w locie nowe koncepty, był dobrym przyjacielem.. Ale tak poza tym, uważał, że był jakimś nieszczęsnym typem. Może na swoje własne życzenie? Przecież nikt mu nie kazał trzymać się z daleka od ludzi i próbować nie zbliżać do nikogo więcej emocjonalnie. Szczera troska bywała wykańczająca, garstka przyjaciół była wszystkim, na co miał siłę, doświadczenie podpowiadało, że te bardziej intymne relacje są jeszcze cięższe.. Ale Cynthii udało się obejść jego ścianę naokoło. Nadal tam była, więc może znalazła jakąś dziurę, albo była w odpowiednym miejscu i czasie i teraz, kiedy już tu był, zaangażowany w robieniu śniadania dla kobiety, z którą spędził noc, musiał przyznać, że cholernie mu się po tej stronie podobało. Nawet jeśli cichy głos z tyłu głowy wątpił, żeby na to zasługiwał i w połowicznie czekał, aż pośle go do diabła.
- Doceniam. - chaos w jego głowie czasem sprawiał, że gubił słowa. Nie pomagało, że był w gruncie rzeczy obcokrajowcem, który potrafił brzmieć jak lokalny facet, tyle że.. Wolał nie. Był Norwegiem, był z tego dumny, Kanadyjczycy wciąż w niektórych aspektach wydawali mu się dziwni, nawet jeśli grupa jego przyjaciół była ściśle tej narodowości.
- Tak. Bardzo proste w sumie, ale robią robotę. - odpowiedział w temacie bułek, zerkając przez ramię na piekarnik, który jeszcze się nie rozgrzał. Nie mógł zacząć smażenia rzeczy w tamtym momencie, musiał poczekać aż bułki będą gotowe, żeby móc je zaserwować razem, więc.. Pozbierał te rzeczy, których użył, a dla których nie miał już zastosowania i przesunął się do zlewu, by je umyć i odłożyć na bok, zaraz potem sprawie przetarł blat ściereczką, którą z przyzwyczajenia przerzucił sobie przez ramię. - Czyli bieganie jest jak dla mnie trening. Tyle że wolę kontrolę pod ciężarem osobiście, a mój własny przestał mi wystarczać dawno temu. - łatwiej było mu zrozumieć czyjeś zachowania, kiedy był w stanie porównać je do swoich. Każdy miał jakieś demony, od których uciekał, prawda? Lepiej w ruch, niż w używki? Yeah. Mył dłonie (po raz kolejny), kiedy piekarnik dał mu sygnał gotowości. Sweet. Bułki w piekarniku, 20 min wolnego zanim je wyciągnie i da im moment na ochłodzenie, w którym przygotuje tą jajecznicę.
Wyprostował się, odwrócił się w jej stronę i, dopiero teraz, patrząc na nią, był w stanie stwierdzić, czym było to coś co go gryzło z tyłu głowy przez cały czas, kiedy był zajęty. Była spięta, zestresowana, czy nerwowa i nawet jeśli nie był w stanie dokładnie stwierdzić co ją gryzło, widział zmianę, między zrelaksowaną i spełnioną Cynthią z którą spędził kilka chwil o poranku, a tą, która stała przed nim.
- Jesteś spięta. Tak samo jak byłaś, kiedy dołączyłaś do mnie na siłowni, jak tak teraz myślę. - powiedział na głos, przyglądając się jej ciekawie. Nie oceniał, nie miał czego oceniać, jedyne co odbiło się na jego twarzy to troska. Był przyczyną jej stresu..? To było zupełnie odwrotne do tego, czym chciał dla niej być. Pokonał dzielącą ich odległość w kilku krokach, łapiąc jej dłoń i najpierw podnosząc ją sobie do ust, by musnąć wargami skórę, a potem płasko rozłożył na swojej ciepłej klatce, pod własną dłonią. - Moją specjalną mocą, jest gotowanie dobrych rzeczy, nie magia. Jakkolwiek chciałbym słyszeć twoje myśli, to nie mogę. Powiedz mi, co cię gryzie, ładnie proszę? - nie mógł pomóc, jeśli nie wiedział w czym. Chciała czy nie, zaprosiła go do swojego domu, do łóżka, a że mieli wcześniej ze sobą luźną relację w której rozmawiali o wszystkim i o niczym, naturalnie przyszła mu troska. Nie musiał się doszukiwać powodów, dla których tam była, rozumiał też, że każdy miał jakiś swój bagaż i on też go miał, ale skoro ten jej wchodził w paradę aż tak, by nie móc się rozluźnić we własnej kuchni, tylko dlatego, że półnagi facet dla niej gotował....? No, chciał coś z tym zrobić. Nie była projektem do naprawy, ale nie byłby sobą, gdyby się nie zaoferował. Wolną dłoń przesunął na jej szyję, palcami podnosząc jej głowę łagodnie w swoją stronę, by spotkała jego oczy. Nigdzie się nie wybierał. Był tym samym facetem, z którym spędziła noc. Łagodnym wielkoludem i w gruncie rzeczy dobrym człowiekiem.

Cynthia A. Ward

say yes

: czw mar 05, 2026 10:12 pm
autor: Cynthia A. Ward
Matheo Bachmann

Mimowolnie uniosła o kilka milimetrów kąciki ust. Doceniał ją, stał tu i rozmawiał, a po jej głowie kołatała tylko jedna myśl. Co dalej? Co kiedy wyjdzie z jej apartamentu? Czy pojawi się kiedykolwiek w ich barze? A może usunie jej numer telefonu? Kiedy zaczynało jej na kimś zależeć, ta osoba wcześniej, czy później znikała z jej życia. Jedyną stałą byli jej przyjaciele. William i Mara. Dla niej było jasne, że nieważne, co by się zadziałało, wystarczyłby jeden sygnał, a oni zjawiliby się w jej drzwiach. Za to relacje damsko-męskie zawsze kończyły się tragicznie.
Nieważne, że proste — stwierdziła dość krótko — ważne, że je zrobiłeś, Theo — nie potrafiła wyjść z podziwu, kiedy krążył po kuchni. Sprzątał, ogarniał, a ona mogła jedynie otworzyć usta i przyglądać mu się z nieukrywaną satysfakcją. Mężczyzna w kuchni myjący naczynia, mimowolnie mimika twarzy weszła jej na wyższy poziom. Przyglądała mu się z otwartą buzią, którą zamknęła, dopiero gdy odwrócił się w jej stronę. Ktoś musiał ją uszczypnąć!
Może powinieneś spróbować biegania w trochę innym sensie — zaczęła nagle Ward, odwracając przez krótki moment własny wzrok gdzieś w bok — popatrzyłbyś też na to, co nas otacza — westchnęła ciężko, przymykając delikatnie oczy. Lubiła wbiegać w uliczki, których nie znała. Poznawać nową okolicę. Relaksować się i przez moment czuć wiatr we włosach. Ta krótka chwila sprawiała, że czuła się odprężona, zapominała o całym, bożym świecie, jakby nie miała ona większego sensu.
Po jej głowie kołatały nieznośne myśli, przed którymi nie potrafiła uciec. Wraz z końcem śniadania kończył się czas. Ich czas. Później będzie musiała go pożegnać, uśmiechnąć się delikatnie i zdać sobie sprawę, że nigdy już go nie zobaczy. Momentami czuła się jak modliszka, zabijająca własnych partnerów. Spuściła wzrok, wzdychając ciężko, a wtedy poczuła jego dłoń. Mimowolnie uniosła wzrok, uśmiechając się delikatnie. Musiał taki być? Idealny. Nic nie powiedziała, dopóki nie uniósł jej nadgarstka, a ona zadarła delikatnie głowę.
Nie wiem, co się teraz stanie — stwierdziła finalnie, patrząc mu w oczy. Nigdy nie była zbyt dobra w komunikację — wiesz... ja naprawdę lubię nasze spotkania w barze — kontynuowała, biorąc głęboki oddech — i nie chciałabym ich stracić — co w jej słownictwie brzmiało w skrócie. Nie chcę stracić Ciebie, zależy mi.

say yes

: pt mar 06, 2026 12:19 am
autor: Matheo Bachmann
Pierwszy raz w jego względnie krótkim życiu, kac wydawał się całkiem zbawienny. Nie zostawiał miejsca w jego głowie na myślenie zbyt dużo, domysły, niepewność czy strach. Wszystko co robił, było proste, przychodziło naturalnie i było dobre. Rozkosz, którą jej dawał. Dotyk, pod którym się rozpływał. Ciepłe, niemal czułe gesty, nie potrzebujące słów. Przygotowywanie dla nich posiłku dodawało do tego coś, czego nie wiedział, że potrzebował w swoim życiu; spokój w jego myślach, przyjemne zmęczenie mięśni. Domowy spokój, w który nigdy nie wierzył jednak istniał. Uśmiechnął się, zerkając na nią krótko, słysząc nutę podziwu w jej głosie. Tak proste, śniadaniowe bułki jej imponowały, nawet zanim jeszcze były gotowe? Już wiedział, że musiał zaplanować dla niej prawdziwą kolację. Uśmiechnął się szerzej na tą myśl, serce zabiło mocniej w radosnym oczekiwaniu. Dzięki Bogu za kaca, inaczej wszystkie te przyjemne rzeczy mogłyby go zacząć przerażać.
- Nie myślałem o tym w ten sposób nigdy.. Musisz mi kiedyś pokazać. - przeszło mu przez myśl, że było wiele takich rzeczy, które chciałby, żeby mu pokazała. Chciał ją poznać, nie tylko od strony fizycznej, co zaczął zeszłej nocy, ale też wszystko to, co kochała. Chciał być tego częścią i nie mógł na to nic poradzić; tak długo, jak Cynthia chciała się z nim dzielić.
Przyglądał się jej, bezwiednie głaszcząc linię jej szczęki własnym kciukiem. Nie chodziło o spotkania w barze, był na tyle bystry, żeby o tym wiedzieć. Zmarszczył lekko brwi, zaraz potem posłał jej łagodny uśmiech.
- Jeśli mogę zostać przy niealkoholowych rzeczach, to nie mam nic przeciwko. - stwierdził, nawet jeśli wiedział, że musiał brzmieć jak pierdoła, nie potrafiąca pić po męsku, cokolwiek miało to znaczyć.. I miał to gdzieś. Pił tylko wtedy, kiedy było mu źle w życie, przeszło mu przez myśl, że o tym nie wiedziała. Nie sądził jednak, żeby był w stanie ubrać w słowa wszystko o czym myślał. - ...język mnie zawodzi. - poskarżył się, znów marszcząc lekko brwi, ale nie trwało to długo. Krótkie "Chodź tu.", zanim przesunął dłonie na jej biodra, unosząc ją na blat. To był duży blat, łatwo było znaleźć wolne miejsce na boku, co, nie mógłby skłamać, podobało mu się bardzo. Wsunął się pomiędzy jej kolana, jedną z dłoni wsunął w jej włosy, drugą oparł płasko w okolicach lędźwi. Złożył kilka krótkich pocałunków na jej szyi, potem szczęce, policzku, zanim sięgnął po usta. Chciał jej pokazać wszystko, czego nie mógł powiedzieć, chociaż i to pewnie okazałoby się wyzwaniem. - ..nigdzie się nie wybieram, Cynthia.. - chyba, że chciała się go pozbyć, ale uznał, że gdyby tak było, to dałaby mu jasno do zrozumienia, nie? Że miał przestać ją dotykać, zachować dystans, że wcale nie chciała go w swoim mieszkaniu i generalnie mógł iść w cholerę. Nie chciał iść w cholerę.

Cynthia A. Ward