Strona 3 z 3

dog missing, beer present

: śr mar 25, 2026 8:43 pm
autor: Alexander Hall
Gdy Prince zaproponował mu nowe dresy, Alex zmarszczył brwi. Nie był przecież tanią dziwką, heloł. - Łaski bez, Williams, sam sobie kupię - rzucił przez ramię, dalej prowadząc. Pięć minut jazdy. Dokładnie tyle im zostało. Boże, pozwól im to przeżyć, proszę. Zerknął na chłopaków w przednim lusterku i uniósł brwi, gdy Prince zaczął odstawiać szopkę z całowankiem. Boże. Fuj. Jak Alex miał to znieść na trzeźwo? Boże. Marzył o tym, aby dowieźć tych dwóch debili już na miejsce i porządnie się napierdolić, żeby zapomnieć o tym widoku. No i cóż to, wyjątkowo jego modlitwy zostały wysłuchane! Zajechali na miejsce i zgodnie z przewidywaniami, Dallas już na nich czekał. Wyglądasz, jakbyś miał ciotę. Boże. Ten Princ to nawet nie potrafił się porządnie przywitać. Alex wygramolił się z auta i wypuścił Piesa, który zaczął biegać im między nogami. - Nie słuchaj go, Jensen, ma traumę po spotkaniu z szopem - skwitował i przytulił Dallasa, ale tak po męsku, wiecie. Złapał swoją torbę z auta i przejął jedną ze zgrzewek od Jensena, po czym wtarabanił się do domku tuż za Williamsem akurat w momencie, gdy Jensen pierdolił coś o Hollanderze. - Hollander? A może Homelander? To ten psychol z The Boys, znacie? Pojebany typ, pewnie im się nie spodobałeś, stary - rzucił Alex, kładąc torbę na podłodze, a zgrzewkę na jakiś stoliczku. Zgarnął jedną puszkę piwerka i walnął się na kanapę obok Księciunia, a Monster usadowił się między nimi. Alex z nabożną czcią podważył aluminiową zawleczkę i po krótkiej chwili rozległo się głośne PSYYYYT. Taaaak. Boże. Marzył o tym, odkąd wyszedł z domu. Odchylił głowę do tyłu i wypił kilka potężnych łyków, chyba pół puszki naraz normalnie! - Ja jebie, tego mi było trzeba - skomentował, a z jego gardła wydobyło się POTĘŻNE BĘKNIĘCIE, BO THIS IS A MAN'S WORLD. Dallas akurat chciał się dowiedzieć czegoś więcej o ich dzisiejszej wycieczce, kiedy Prince bezczelnie zmienił temat. Alex przekręcił oczami i klepnął Princa w kolanko. - Ty, królewicz, Dallas był pierwszy, co ty taki niegościnny i go olewasz? Dobra, Jensen, słuchaj tego. Zaczęło się od tego, że Joelowi zachciało się sikać, no to się zatrzymałem, nie? Później wraca, otwiera drzwi, a tam Cipek taranuje wszystko po drodze i spierdala w las! No i okazało się, że ten pies ma łeb do interesów, bo zajebał Prince’owi samarkę… - tu rzucił szybkie spojrzenie na Prince'a, ciekawe czy miał więcej tych swoich narkołyków. - No ale wracając do tematu, poszliśmy go szukać, bo go nie zostawię na pastwę łosi i sarenek, nie? Łazimy, klniemy, aż postanowiłem sprawdzić krzaczory, bo Williams chyba widział tam coś czarnego? No i idę, sprawdzam, a tam szop! I to taki wkurwiony! Rzucił się na mnie, rozdarł mi dresy, o, widzisz, o, tutaj? - tutaj wskazał dłonią na swoją biedną nogawkę, złapał ją między dwa palce i potrząsnął, ponownie świecąc łydką jak muzułmańska ladacznica. - Potem Joel zaczął bronić mnie kijem, szop się wkurwił i poleciał na Prince’a, Joel krzyknął "ŁAP KIJA!", no i rzucił Prince’owi tego kija, ale Prince go nie złapał i dostał nim w łeb, bo refleks ma jak szachista po udarze, no i szop już prawie go dopadł, ale wtedy znikąd wyskoczył ten oto bohater… - wskazał dłonią na Cipsona, który teraz rozgościł się na dywaniku pod kominkiem. - … który szczeknął dwa razy i szop spierdolił w krzaczory. Aha, no i zapomniałem dodać, że ten szop zeżarł zawartość samarki, czaisz? Pewnie teraz biega nafurany po lesie. No i to cała historia, stary - dokończył Alex opowieść i dokończył również pierwsze piwo. Pić mu się chciało, dobra? Sięgnął po drugą puszkę i odwrócił się w stronę Prince'a. - A co do dup, to poznałem taką jedną przed sylwestrem - powiedział nieco tajemniczo, ale nie kontynuował tematu, bo znowu zaczął zerować drugie piwerko, bo przez tę jazdę autem to był do tyłu o kilka browców co najmniej.

debil nr 1 debil nr 2 jensonek jelonek

dog missing, beer present

: pt mar 27, 2026 1:56 pm
autor: Joel Delaney
Poczuł się szczerze napastowany, gdy Prince nachylił się nad nim, by skraść mu buziaka. Na twarzy Joela automatycznie pojawiło się obrzydzenie i odruchowo odchylił się do tyłu, prawie wklejając się w drzwi za sobą.
- Ja pierdole, Prince. Bo ci zaraz jebnę, przysięgam - odepchnął go swoją długą ręką i nawet, gdy Williams przestał się już wydurniać, łypał na niego kątem oka, będąc gotowy do ucieczki. Całe szczęście, że niedługo potem dojechali na miejsce i mógł wyskoczyć z auta na większą przestrzeń, gdzie na pewno było bezpieczniej.
Wziął jeszcze z bagażnika swoje rzeczy i powędrowali do domu, a wejście do środka było w odczuciu, jak ukończenie jakiejś pojebanej misji w grze. WRESZCIE.
- Ale, że co? Awansowałeś teraz na jakieś bożyszcze nastolatek? Trochę przypał w sumie, bo wszystkie pewnie nieletnie - wtrącił, idąc na końcu, tuż za chłopakami.
Położył torbę na podłodze i rozejrzał się po wnętrzu, cicho wzdychając. Jego uwagę szybko przykuł odgłos otwieranego piwa. Automatycznie przeniósł spojrzenie na Alexa i przypomniał sobie o artefakcie, który ukrył w czeluściach swojej torby. Przed Princem oczywiście.
- Od piwa to się głowa kiwa - rzucił wujasowym tekstem i zaraz wydobył piękną butelkę The Macallan 25 YO Sherry Oak. Uniósł ją do góry, by zaprezentować kumplom i zaraz postawił na stoliku. - Dałem za nią prawie 3 koła, więc proponuję ją rozpić na początku, żebyśmy chociaż poczuli smak - dodał, po czym wyprostował się i ruszył w stronę kuchni. - Idę zlokalizować jakieś szkło - wyjaśnił i podczas gdy Alex opowiadał historię z lasu, Joel szperał po szafkach w poszukiwaniu szklaneczek. Zaraz wrócił do salonu i postawił je na blacie stolika, parskając śmiechem na słowa o szachiście po udarze.
- Pojebany był ten szop. Tak w ogóle, co było w tej samarce Prince? On w ogóle przeżyje taką dawkę? - zapytał luźno Williamsa, choć teraz to i tak popij wodą. Śmierć z przedawkowania i tak zdawała się być lepszą śmiercią, niż zeżarcie przez wilka.
- Dobrze wiesz, że czekamy na jakieś gorące szczegóły - przewrócił oczami, bo stwierdzenie taka jedna, nie mówiło mu absolutnie nic. - Fajne ma cycki? - zapytał bez ogródek, w międzyczasie otwierając butelkę whisky i napełniając szklaneczki.
- Ja miałem ostatnio pojebaną akcję. Zapomniałem o pobieraniu krwi. Dzwonek do drzwi, otwieram, a tam zamiast starego Jose, młoda Pani doktor, czaicie? Zmienili mi tego poczciwego starucha na seksowną blondynkę - powiedział, wracając wspomnieniami do tamtego poranka. Jeżeli to nie było wygranie na loterii, to ja nie wiem co to było.
- No Panowie, łapcie się za szkło! - powiedział z entuzjazmem, gdy whisky zostało już starannie nalane. Sam również wziął jedną ze szklaneczek i wystawił ją w kierunku chłopaków, chcąc się z nimi stuknąć.

Hollander Skolim Najman