Strona 3 z 10

And she, just like I got her head in the clouds

: sob lut 28, 2026 9:37 pm
autor: April Finch
Dobrze było mieć taką kibickę, jak Teddy. Byłoby okropnie, gdyby wyłącznie ze sobą rywalizowały. Szybko by ją to zmęczyło. I to wcale nie przez to, że pewnie zazwyczaj by przegrywała. Lubiła cieszyć się z własnych zwycięstw, ale zawsze była też pierwsza do doceniania kogoś innego. Liczyła na nieco atencji oraz na jakiś pochwały. A Teddy przepięknie jej to sprezentowała. Czuła się przy niej jakby wciąż mknęła po fali. W pale się nie mieści, ile potrafiła jej dać radości.
— Nie mogę się doczekać, aż będziemy zmuszać je do oglądania tych wszystkich nagrań. — Przejęła od niej telefon, ale nie zaczęła od razu oglądać. Obczai sobie potem. Skoro już ustaliły, że będą się tym chwalić przed następnymi pokoleniami., to wiedziała, że ma na oglądanie mnóstwo czasu. Zresztą! Na pewno będzie musiała to trochę przyciąć. I dobrać jakąś porządną muzykę, zanim wstawi na Instagrama. To wszystko można ogarnąć potem.
Teraz przyszedł czas na oglądanie przyszłej matki swoich dzieci. Cisnęła deską gdzieś na bok, na ten moment miała jej dość. Śledziła wzrokiem Teddy, która z dużo większą łatwością pruła przez ocean. A jak pięknie łapała fale! Chyba jeździła potajemnie na jakieś coroczne obozy sportowe w miejsce takie, jak te, by móc pewnego pięknego dnia zaimponować Finch. Wychodziło jej to naprawdę doskonale. Nagrała ją, cyknęła kilka fotek, niech strażaczka też się cieszy z takiej pamiątki.
Nagrał się również moment, w którym deska uderza strażaczkę w głowę. April zamarła przerażona, nie mając pojęcia, co się robi w takiej sytuacji. Rzuciła telefon na ręcznik za sobą i podbiegła w stronę wody, już bez tej nieporęcznej deski. Musiała ją przecież natychmiast uratować! Nie zdążyła jednak zamoczyć nawet kolan, gdy zauważyła, że jej partnerka gramoli się z wody o własnych siłach. To ją nieco uspokoiło, bo to przecież bardzo dobry znak. Cofnęła się na brzeg, czekając, aż do niej dołączy.
— Wszystko w porządku? Będziesz żyć? Który mamy rok? Kto napisał Iliadę? Jak ma na imię miłość twojego życia? — dopadła do niej natychmiast i zaczęła oglądać ją z każdej możliwej strony. Wszystkie kończyny miała na miejscu, łeb też jej nie odpadł. Nie leciała krew. Przesunęła ostrożnie palcami po uderzonym miejscu, chcąc się upewnić, że nie doszło do żadnego rozcięcia. Prawdopodobnie skończy się to guzem. Jeżeli tylko Teddy odpowie poprawnie na wszystkie pytania, to może nawet będą mogły uniknąć jakiejś bardzo poważnej operacji na ten jej durny łeb. Do Seattle był kawałek, a przecież do żadnej innej neurochirurg niż Ameria Shepard jej nie zabierze.
— Chodź, usiądź, odetchnij. Chcesz jechać do szpitala? Masz, napij się. Albo zjedz papaję, musisz mieć energię na walkę z chorobą. — Chyba jej się trochę mieszała terminologia. Ale była strasznie zaaferowana. Zaciągnęła Darling na ręcznik i zmusiła ją do usadzenia na nim dupy. Ułożyła obok niej butelkę z wodą, którą od razu też otworzyła. Obok postawiła otwarte pudełko z owocami. Szkoda, że nie wzięły apteczki, tylko jakieś, kurwa, durne mango.
— Nie rób ze mnie wdowy, zanim weźmiemy porządny ślub — poprosiła, klękając na przeciwko. Pogładziła ją po policzku, nadal strasznie smutna i zmartwiona. Przyleciały tu przecież razem, siedząc obok siebie w samolocie. Nie ma opcji, że któraś wróci w luku bagażowym.

Po to jesteś na świecie, by mnie tulić w ramionach. Cuda cuda opowiadać I z miłości konać

And she, just like I got her head in the clouds

: sob lut 28, 2026 10:41 pm
autor: teddy darling
Tak, zdecydowanie będą zmuszać dzieci do oglądania tych wszystkich nagrań, w tym tego nieszczęsnego filmiku, w którym Teddy dostaje deską prosto w głowę. Wyobrażała sobie, jak jej własna, mała wersja - dziecko z jej nosem i oczami April - patrzy na to zdarzenie z wyraźnym zażenowaniem. No nieźle. Będą musiały nagrać mnóstwo dodatkowych ujęć, żeby dziecię szybko o tym zapomniało.
Nic mi nie jest — zapewniła od razu, kiedy Finch zaczęła wokół niej skakać. Było w tym coś ujmującego, że tak się o nią troszczyła, ale Darling miała naprawdę mocną głowę. Kilka lat temu spadł jej na łeb kawałek metalu i nic się nie stało! Co prawda straciła wtedy przytomność na kilka minut, mimo że miała hełm, ale to doświadczenie tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że nie da się pokonać jakiejś żałosnej desce. — Mamy rok, w którym zostałaś moją dziewczyną. Iliadę napisała April, a miłością mojego życia jest Homer. Kurwa, nie. Odwrotnie — pokręciła tą obolałą łepetyną i dała się obmacać, a potem zaciągnąć na ręcznik.
Miała wrażenie, że robi jej się trochę niedobrze, ale szybko stłumiła to uczucie, przekonując samą siebie, że tylko niepotrzebnie się nakręca. Nie była przecież żadną miękką fają! W końcu potrafiła zachować zimną krew w sytuacjach, które dla innych byłyby przytłaczające. Wzięła głęboki, kontrolowany oddech, starając się skupić wyłącznie na ruchach Finch i na tym, co działo się tu i teraz. Pomogło też kilka łyków niesłonej wody, bo tej z oceanu nałykała się wcześniej jak dzika.
Przestań, nie mam zamiaru umierać — zaśmiała się cicho i ucałowała wnętrze jej dłoni.
Może i lepiej, że April nie miała pełnej świadomości tego, co przytrafiało się Darling w pracy? Gdyby znała wszystkie szczegóły, z pewnością byłaby znacznie bardziej zmartwiona. Niby opowiadał jej o drobnych wypadkach, które ją spotykały, ale unikała wchodzenia w szczegóły, tak aby nie wyolbrzymiać sytuacji i nie nakładać na nią zbędnego stresu.
Chciała zażartować, że gdyby teraz nagle zatrzymało jej się serce, nikt nawet nie mógłby jej uratować przez ten świstek papieru, który kiedyś podpisała, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język. Dosłownie. Poczuła metaliczny, gorzki smak krwi w ustach, a żart utonął w tym nieprzyjemnym bodźcu.
Aha, czyli jak weźmiemy ślub, to wtedy już mogę robić z ciebie wdowę? — szturchnęła ją lekko, pakując sobie kawałek papai do ust. — Liczysz na jakiś spadek? Pragnę przypomnieć, że jestem biedną strażaczką. Nawet loft w połowie należy do moich rodziców. Powinnaś lepiej się ustawić, jeśli chcesz mieć z tego jakieś zyski — pouczyła ją, a potem przyciągnęła do siebie, sadzając ją sobie na kolanach.
O, Teddy już wiedziała, co zrobi w konfrontacji z rodzicami April. Kiedy powie im, że kocha ich córkę, a pan Finch zapyta, co ma zaoferowania, to powiem, że nothing, only this - i pokaże im filmik, jak obrywa deską w ten pusty łeb.
Nie będziemy jechać do żadnego szpitala. To mnie doprowadzi do bankructwa. Wiesz, że średni koszt jednego dnia hospitalizacji kosztuje w USA 4000 dolarów? Umrę biednie, ale godnie. To znaczy, mówiłam ci już, że nie będę umierać. Zjedz sobie papaję, April — powiedziawszy to, wcisnęła jej słodki owoc do tych słodziutkich ust.
Derek Shepherd powiedziałby, że to piękny dzień, żeby ratować życie, ale Syrio Forel z GoT z kolei mówił, że jest jest tylko jedna rzecz, którą mówimy śmierci: nie dziś. I weź bądź tutaj mądra!

pachniesz jak sól i herbata biała

And she, just like I got her head in the clouds

: pn mar 02, 2026 12:53 pm
autor: April Finch
Uderzyła ją w ramię, jak zaczęła sobie żartować. Tylko tak zaczepnie, nie chciała przecież zrobić jej większej krzywdy niż sama potrafiła sobie zrobić deską. Jeszcze tego by brakowało, żeby Teddy zakochała się w jakimś przemądrzałym, brodatym Greku. Przemądrzała, gładka Kanadyjka musiała jej wystarczyć. Ale dobrze, że miała w sobie energię do dowcipkowania. Jakby leżała teraz na kocu nieżywa, to raczej by takimi tekstami nie miała jak rzucać. Zdecydowanie wolała ją taką irytującą.
— Myślisz, że jak walnę cię jeszcze raz, to naprawi ci się wreszcie poczucie humoru? Zawsze chciałam mieć zabawną żonę, więc... — Zastukała paznokciami w deskę leżącą obok, jakby rozważała, czy kolejny cios faktycznie w tej kwestii pomoże. Nie była pewna, czy jest w stanie trzasnąć ją aż tak mocno, żeby się w tym durnym łbie poprzestawiało na właściwie tory i żeby wreszcie zrobiło się wesoło. No dobra, wiadomo przecież, że to też tylko głupie żarty. Nikt tak nie bawił April, jak jej ukochana. A to, że Finch miała wyjątkowo kiepskie i prostackie poczucie humoru, to zupełnie inna kwestia.
Walnęła ją jeszcze raz, jak zaczęła mówić o spadku. Jeżeli deska nie doprowadziła do żadnego wstrząsu, to wystarczy jeszcze kilka tekstów tego typu i doprowadzi ją do tego April. Spadek to ostatnie, na czym jej zależało. Znaczy wiadomo, pieniądze to super sprawa, w końcu uwielbiała je wydawać! Ale nie będzie przecież zabierać z konta Darling. Bo tam nie było aż tak dużo do zabierania.
— Po pierwsze, jakby zależało mi na spadku, to pewnie zostałabym z Andie, nie uważasz? — Miała chyba słabość do dziewczyn z męskimi imionami. Zupełnie jak Karev. Andrea to oczywiście jedna z jej byłych. Miłostka sprzed trzech lat, z którą mogłaby ułożyć sobie życie, gdyby nie uciekła od niej w popłochu, przerażona nudą i stabilizacją, jaka wkradła się w ten wyjątkowo uroczy i spokojny związek. Teraz mogłaby być panią Garrison, słuchającą wykładów teściów, jak prowadzi się porządną firmę z mrożonkami, bo tym właśnie się zajmowali. Andie była dziedziczką potężnej fortuny wypracowanej na mrożonym groszku i kalafiorowej. To niesamowite, jak dobrze dało się na tym zarobić. Finch nigdy więcej nie spotykała się na dłużej z kimś, kto miał takie prawdziwe konto bez limitu. Ach, to były czasy.
— A po drugie, to ja mogę zostać twoją sugar mommy. Mogłabym spełniać wszystkie twoje zachcianki, Księżniczko. — Ucałowała jej skroń, od razu zastanawiając się, jaki prezent mogłaby jej dziś kupić. W końcu też pochodziła z bogatego domu! Trochę zbrzydły jej pieniądze rodziców, ale kiedyś na pewno dostanie po nich jakiś spadek. No i okrutny kapitalizm zbudowany był tak, że typiarze, która zajmowała się ogarnianiem ludzi, którzy z kolei opiekują się na co dzień innymi ludźmi, którzy z kolei zarabiają na tym, że robią z siebie kretynów w internecie, płacono zadziwiająco sporo. Tyle, co powinno się strażaczce, pielęgniarce albo innemu, kurwa, górnikowi. Miała co wydawać na swoją słodką Teddy.
— Nie ucisza... — dodałaby pewnie coś więcej, gdyby nie zaklejono jej ryja słodkim owocem. Mruknęła tylko niezadowolona, przeżuwając ten dodatkowy zastrzyk witamin. Wywróciła oczami, zgadzając się tym samym, że nie będzie jej ciągać teraz do lekarzy. Najwyżej później pobawią się w doktora.
— To może chociaż odpuść sobie już dzisiaj balansowanie na granicy życia i śmierci? — zasugerowała po przełknięciu owocu. Nie ma co kusić losu! Przecież nie wyjeżdżają stąd jutro, znajdzie jeszcze mnóstwo czasu na jazdę.

Kręcisz mnie jak jointa. Popiół i dym, sativa euforia

And she, just like I got her head in the clouds

: pn mar 02, 2026 2:48 pm
autor: teddy darling
Nie chciała, żeby April zaprzątała sobie głowę tym, co się wydarzyło. Bo prawda była taka, że nic się nie stało. A skoro nic, to po co robić z tego coś? Najłatwiej było obrócić sprawę w żart, rzucić jakimś głupim tekstem i udawać, że Teddy nigdy nie przegrała starcia z deską. Fakt, ten durny łeb trochę ją bolał. Ale przecież do wesela się zagoi! Do czyjego wesela? Tego jeszcze nie wiadomo. Może w ogóle niczyjego. A może własnego, choć to raczej dalekosiężne plany, więc jeszcze trochę sobie pocierpi.
Dobrze, że Finch nie chciała jej oskubać z tych żałosnych zaskórniaków. Co ona by sobie za to kupiła? Waciki? Niby Darling co miesiąc starała się odkładać coś na koncie oszczędnościowym, ale nie była to jakaś diametralna suma i przeważnie żyła sobie od pierwszego do pierwszego. Najważniejsze, że była zdrowa i szczęśliwa!
Z Nudziarą Andie? — powtórzyła po niej, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że mogłaby się z nią równać. Też nie była jakoś szczególnie rozrywkowa i co najwyżej mogła zagwarantować April ciągłe niepokoje, kiedy ryzykowała własne życie, ratując innych ludzi. To zawsze jakaś atrakcja! — Wtedy przyłaziłabym do ciebie z każdym guzem, żebyś robiła mi okłady z mrożonek — stwierdziła i nawet pokiwała obolałą łepetyną, chcąc potwierdzić wypowiedziane słowa.
Finch mogła żyć sobie spokojnie i dostatnio, bez większych zmartwień, w świecie, w którym rachunki płaciły się same, a lodówka nigdy nie świeciła pustkami. Ale najwyraźniej wolała życie na krawędzi, u boku spłukanej strażaczki, która do tej pory konsekwentnie nie umawia się z nikim, kto faktycznie miał pieniądze. Zresztą, jej historia randkowa mówiła sama za siebie. Zwykle były to ratowniczki medyczne, równie biedne jak ona, żyjące od dyżuru do dyżuru. Czasem trafiła się dyspozytorka, niewiele lepiej opłacana, za to z taką samą dawką stresu. Nawet informatyczka policyjna, z którą spotykała się jakiś czas temu, tonęła w spektakularnych długach.
Nie możesz być moją sugar mommy. Jesteś młodsza — zauważyła słusznie. Poza tym April zarabiała lepiej, ale też nie aż tak dobrze, żeby móc roztrwaniać oszczędności na każde widzimisię. Do tego musiałaby użyć pieniędzy swoich rodziców, a Darling nie chciała nawet o tym słyszeć. Nie, dopóki ci jej nie pokochają. Albo przynajmniej zaakceptują, bo z tą miłością od teściów nieco się zapędziła. — Ale ty rozumiesz, że ja wszystko mam i niczego więcej nie potrzebuję? — upewniła się, cmokając ją w policzek.
Już chciała dodać, że złapie jeszcze dwie fale i na dziś daje sobie spokój z surfowaniem, ale zrezygnowała, widząc zatroskaną minę swojej dziewczyny. No dobra, nie będzie narażać jej na kolejne zmartwienia. Tych będzie miała mnóstwo, kiedy Teddy wróci do pracy.
Oddajmy te przeklęte deski i chodźmy gdzieś — zaproponowała i podniosła się z miejsca, trzymając April w ramionach. A to nie był byle jaki wyczyn! Przynajmniej miały gwarancję, że z równowagą Darling wszystko było w jak najlepszym porządku. — Zjedzmy coś porządnego. Owoce są super, ale to źródło samych węglowodanów. A potem musimy się napić Okolehao. Albo rumu? Hawaje przecież słyną z rumu! Jeszcze mnie na to stać — oznajmiła i przypomniała sobie, że przecież musiały się rozliczyć za loty i apartament! Na to też było ją stać. Poniekąd.

wczoraj myślałem, że już nigdy nie będę się w stanie zakochać i odejdę tak zimny, jak poprzedni listopad

And she, just like I got her head in the clouds

: pn mar 02, 2026 8:24 pm
autor: April Finch
Fakt, że strażaczka nie miała na koncie kokosów właściwie działał na ich korzyść. Zbyt łatwo ulegała April, te pieniądz bardzo szybko by zniknęły. Mając do dyspozycji dwa spore budżety wymyślałaby dużo lepsze rzeczy niż droga bielizna. Skończyłyby pewnie pod jakimś mostem, ale z ładnymi rzeczami. No i ważne, że razem! Mogła z nią mieszkać nawet tam. No dobra, wcale nie. Chciała mieć ciepłe lokum z wygodną łazienką. Była zbyt wygodnicka, by godzić się na życie nomadki. Mogłyby w ten sposób spędzić miesięczne wakacje, ale żeby tak na stałe? Fuj.
— Dramatyzujesz z tą nudziarą. Po prostu była.. dojrzalsza. No i miała zajebiste usta, pamiętasz? I zawsze mnóstwo szpinaku w zamrażarce. — Westchnęła do tych uroczych wspomnień. Może nawet bardziej do szpinaku niż do tych ust? Andie była tą typiarą, której laski brały zdjęcie do zakładów medycyny estetycznej, mówiąc, że chcą to, bo przecież Angelina Jolie jest już niemodna. Ale co Finch po tamtych ustach, skoro wolała te, które miała Darling? Zapas darmowych mrożonek był dużo ciekawszy niż ciało byłej.
Oj, przecież w ogóle nie o to chodzi! Pasowałabym na sugar mommy. I to nie chodzi o rzeczy, których potrzebujesz, tylko o takie, na jakie masz zachcianki. Musisz przyjąć dużo więcej lekcji niż się spodziewałam. — Pokręciła głową jak zmęczony nauczyciel, który już w pierwszym tygodniu września wie, że jest w dupie z materiałem. Miała uczyć ją życia i radości w trakcie tych wakacji, a tu proszę. Wychodzi na to, że Darling miała braki w elementarnej wiedzy.
— Potrzebujesz przyspieszonego kursu robienia sobie dobrze — dodała, uśmiechając się przy tym łobuzersko. Mogła jej to zagwarantować zarówno w formie dosłownej, jak i metaforycznej. W końcu miała dziś za sobą trening! Prawdziwa z niej mistrzyni. Do sprawiania sobie przyjemności podchodziła tak poważnie, jak strażaczka do aktywności fizycznej. Mogły edukować się nawzajem. April radziła sobie z deską już całkiem nieźle, teraz pora na jakiś progres u Teddy.
Pisnęła zaskoczona tym nagłym uniesieniem. Chyba nigdy się nie przyzwyczai, jak silna i zręczna była jej wybranka. I też nigdy nie przestanie czerpać z tego przyjemności, bo – jak już wiemy – jest w tym profesjonalistką.
— Dobrze, chętnie się nabzdryngolę z tobą czymkolwiek tylko chcesz — obiecała radośnie. Ona to jednak miała dobre serce i była gotowa zrobić dla Teddy wszystko! Złota dziewczyna, nie ma to tamto. Nie miała pojęcia, czym jest Okolehao i podejrzewała nawet przez moment, że strażaczka ją wkręca, zmyślając jakąś nazwę na poczekaniu. Ale to nic. Mogła pić nawet czysty spirytus, jeśli z jakiegoś dziwnego powodu sprawi jej to radość.
Kiedy tylko postawiła ją na piasku, przylgnęła do niej na nowo. Objęła ją mocno w pasie i przykleiła się do niej, wtulając twarz w jej wilgotną skórę. Wyglądało na to, że nie miała zamiaru się odsuwać. Sterczały na środku plaży w tych koszmarnych piankach, ale przestało jej to przeszkadzać. Zastygła, wtulona w swoją partnerkę na kilka długich chwil.
— Kocham cię, wiesz? — Stanęła na palcach, żeby móc wyszeptać jej to prosto do ucha. Teddy nie musiała na nią nawet patrzeć, bo szeroki uśmiech dało się wręcz słyszeć w jej tonie. Mówienie tych słów sprawiało jej masę radości, a przecież dzisiaj jeszcze nie padły. Pierwsze i tak pewnie były najsłabsze, trochę jak pierwszy naleśnik.
— No chodź. Dajmy tym pieprzonym turystkom szansę na ślinienie się do ciebie. — Odkleiła się wreszcie. Pozbierała ich rzeczy oraz te wszystkie wypożyczone graty. Oddały, co trzeba i wreszcie mogły zdjąć z siebie te dziwactwa i założyć coś normalniejszego. No teraz to już na pewno wszystkie kobiety na Hawajach zwariują dla jej Teddy. Mężczyźni pewnie też, ale ich to akurat jebać.

Jesteś jedna na sto, bo to małe miasto

And she, just like I got her head in the clouds

: pn mar 02, 2026 9:47 pm
autor: teddy darling
Cisnęło jej się na usta, oczywiście nie aż tak cudowne jak usta Andie, mnóstwo obleg na temat byłej dziewczyny swojej dziewczyny. Ale Teddy taka nie była! Nie będzie wyrażać się źle o zmarłych o tych, których tutaj nie było. Poza tym doskonale wiedziała, że zabrzmiałoby to jak czysta zazdrość, ale w tej najbardziej prymitywnej, nieeleganckiej formie. Zdecydowanie było stać ją na więcej! Dlatego tylko pokiwała głową z udawanym uznaniem, przybierając minę osoby równie oczarowanej warami–obciągarkami Garrison, co wszyscy dookoła.
Ale ja nie mam żadnych zachcianek — odparła natychmiast beztroskim tonem. Bo i czego właściwie mogłaby chcieć taka Darling? Była kobietą prostą w swoich potrzebach. Wystarczyło ją nakarmić, przelecieć i już była szczęśliwą i zadowoloną z życia. — To ja jestem od spełniania twoich potrzeb — dodała, unosząc figlarnie jedną brew, z tym charakterystycznym błyskiem w oku, który jasno sugerował, że mówi dokładnie to, co ma na myśli. — A ty jesteś od tego, żeby robić mi dobrze — doprecyzowała w jednym, bardzo konkretnym sensie. To uczciwa wymiana, prawda?
Teddy nie chciała być zasypywana prezentami. A już na pewno nie bez okazji. No dobrze, czasem mogła zrobić wyjątek, ale tylko symbolicznie. Jeśli o czymś marzyła, potrafiła zadbać o to sama. Nie spała na pieniądzach, jasne, ale już nie popadajmy w paranoję!
Możesz się napierdolić, a potem zaniosę cię do domu — oznajmiła z dumą, jakby wygłaszała plan doskonały i absolutnie niepodlegający negocjacjom.
W końcu chyba już dawno obie ustaliły, że Darling była silna i zwinna. Do tego miała wyjątkowo mocną głowę, zahartowaną latami spędzonymi z chłopakami z jednostki, gdzie nikt nie obchodził się delikatnie z alkoholem. A jeśli ktoś miał wynieść April z knajpy przerzuconą przez ramię jak worek ziemniaków, to właśnie Teddy.
Plan był prosty - upić Finch hawajskimi trunkami, żeby szybko uderzyły do głowy i zrobiły swoje. Wtedy April będzie łatwiejsza! Jakby teraz już taka nie była. Ale halo, halo! Kto tu w ogóle mówił o urzynaniu się do nieprzytomności, jak jakieś żulice spod sklepu? Przecież to miała być degustacja alkoholi. Kulturalna. Z małych kieliszków. Z komentarzami o aromacie, posmaku i nutach owocowych. Nawet jeśli po trzecim drinku te nuty zaczną się mylić z czystym etanolem.
Gdy padło wyznanie miłości, Darling poczuła, jak jej żołądek autentycznie wykonuje salto w tył. Czuła tą miłość całą sobą. W sercu, w dłoniach i w każdym drgnieniu mięśni. A jednak te słowa, od których miękły jej kolana, wciąż były dla niej zaskoczeniem.
Ja ciebie też — ujęła jej twarz w swoje dłonie i uśmiechnęła się promiennie. — Całym ogniem — dodała, obejmując ją ramieniem. Totalnie zignorowała komentarz o śliniących się turystkach. Co jej po nich, jak miała swoją April, poza którą nie widziała świata?
Pewnie znów trochę prześwitywały im ubrania od mokrego bikini, ale tym razem miały na sobie coś więcej niż koszulki, więc mogły śmiało wyruszyć w miasto. Zatrzymały się przy pierwszym barze niedaleko plaży, gdzie Teddy od razu zamówiła im wspomniane zestaw ośmiu szotów okolehao.
To alkohol destylowany z korzenia ti. Czasem też z melasy. Smakuje trochę jak ziołowy lek na gardło, a niektórzy mówią, że wypicie kieliszka przy specjalnej okazji przynosi szczęście i ochronę przed złymi duchami — wyjaśniła, unosząc swoje szkło w geście toastu. — W sumie, to nie wiem, czy faktycznie tak jest. Chyba to właśnie wymyśliłam — wzruszyła ramionami, chociaż mogła wcale tego nie mówić, bo Finch i tak uwierzyłaby jej we wszystko. Obie łykały zmyślone ciekawostki, jak gęsi kluski. — Za co pijemy? — dopytała, przystawiając swój kieliszek do kieliszka April. Toast musiał być konkretny, w końcu nie codziennie pije się okolehao!

wszystkie trasy w głowie prowadzą do ciebie

And she, just like I got her head in the clouds

: wt mar 03, 2026 10:14 am
autor: April Finch
— No przestań! Ja mówię poważnie. Masz mi się zacząć dawać rozpieszczać. — Znowu ją walnęła. Nadal niebyt mocno. Może na tym polegał błąd? Trzasnęłaby ją raz, a porządnie i by się dziewczyna ogarnęła. Skończyłyby się śmieszki z podtekstem! No dobra, akurat tego April nigdy nie będzie mało. Ale nie miała zamiaru godzić się na układ, w którym tylko ona będzie rozpieszczoną księżniczką. Problem w tym, że Teddy – wbrew pozorom – trudniej było dogodzić. Zasypywanie jej prezentami mogło faktycznie nie być takie proste, żeby zaraz nie zaczęła kręcić nosem. Serwowanie jej komplementów to też kiepski pomysł, co od razu czuła się zobowiązania do odpowiedzi dokładnie tym samym. Nie mogły wszystkiego opierać na seksie, to głupota. Matko kochana, April naprawdę oszalała już do reszty, skoro w ogóle była w stanie, heh, dojść do takich wniosków.
Nie dałaby pewnie rady wynieść pijanej strażaczki z baru. A nawet, jakby ją uniosła, to pewnie potknęłaby się na pierwszym progu i obie zaliczyłyby spektakularną glebę i jakąś paskudną krzywdę. Bycie superbohaterką również musiało pozostać domeną Teddy. Bardzo niedobrze! Rzeczy co najmniej imponujące kończyły się w zastraszającym tempie. Topniały szybciej niż lodowce, a Finch nie wiedziała, w co jeszcze miałaby włożyć ręce, żeby zdążyć uratować sytuację. Jak jeszcze pokazywać jej tę miłość? Powtarzanie, że kocha, to przecież jakieś absolutne minimum, a nie fajerwerki. Może jednak skończą w relacji ociekającej dziwaczną rywalizacją, bo April upierdoli sobie w głowie nową głupotę? Cóż, możliwe. Cokolwiek się wydarzy, na bank będzie to z winy jej bani.
Pozbycie się tego piankowego okropieństwa dodało jej wiatru w skrzydła. Poczułaby się jeszcze lepiej, gdyby mogła wrócić do domu, ogarnąć się i odwalić jak diwa, ale to później. Krótkie spodenki i koszulka z Gorillaz na teraz wystarczą. W tej formie wyglądała nawet bardziej na miejscu w kolejnym przegiętym barze, do którego trafiły.
Słuchała jej bardzo uważnie. Jak na siebie oczywiście. Kieliszki zaszczyciła tylko krótkim spojrzeniem. Wyglądały całkiem zwyczajnie, nie będzie przecież ich analizować. Przez moment czuła nawet lekką ekscytację. Nie pamiętała, kiedy ostatnio się spiła o tak wczesnej porze, jeszcze przed obiadem. A potem przypomniał jej się styczeń i czar prysnął. Nieważne, nie będzie tego teraz wspominać. Nie w tak miłych okolicznościach przyrody. Oparła łokieć na stoliku, podbródek podparła na otwartej dłoni. Wpatrywała się w Darling, która weszła w swój własny tryb bajkopisarski. A może faktopisarski? Od opowiadania głupot była przecież Finch. Ona zawsze miała do powiedzenia same mądre i często prawdziwe rzeczy. Dobrze się uzupełniały. Czuła się naprawdę wciągnięta w te ciekawostki! A może to przez to, że przy okazji mogła wgapiać się w swoją ukochaną? Przesuwała wzrokiem po mokrych plamkach na jej bluzce, obserwowała wciąż wilgotne włosy omiatające twarz w zupełnie inny sposób nić na co dzień. Zatrzymała się wreszcie na ustach, dużo lepszych niż jej każdej poprzedniej dziewczyny.
— Jesteś śliczna jak jutrzenka, cholernie zaimponowałaś mi tymi wyczynami na desce, a teraz jeszcze przypominasz mi, jaka jesteś inteligentna i zaangażowana we wszystko, czego się chwycisz? Oj Teddy, nie mogę się doczekać, aż poznam jakieś twoje wady. — Wyprostowała się, sięgając po szkło. Jakoś wcześniej łatwiej było pamiętać, jaka potrafiła być irytująca. Od tygodni takie głupoty ulatywały jej z głowy błyskawicznie. Obróciła kieliszek w palcach, zastanawiając się nad toastem. Wszystkie cztery musiały być porządne, skoro ten alkohol był taki magiczny. Szkoda zmarnować okazję.
— Żeby nasze pierwsze dziecko było tak zdolne, jak ty, ale żeby talent do tańca miało po mnie — zadecydowała, tworząc w głowie idealnego, małego człowieka. Przed słodkim Toronto była świetlana przyszłość! Mądry i silny jak mama Teddy, a dodatkowo kręcący dupką jak mama April? Ideał.

Nie składaj zdań naumyślnie. Pozwól mi wejść w to krążenie, odżywiać twoje kości

And she, just like I got her head in the clouds

: wt mar 03, 2026 12:17 pm
autor: teddy darling
Może nie chciała pozwolić się rozpieszczać właśnie dlatego, że April tak ją tłukła? Nie od dziś wiadomo, że przemoc rodzi przemoc. Albo przynajmniej wycofanie i niechęć! Człowiek, który doświadcza krzywdy, zaczyna instynktownie bronić się przed wszystkim, nawet przed czymś dobrym. Jeżeli dalej tak będzie, to finalnie zamknie się w sobie i zacznie tłumić swoje potrzeby, aż w końcu przestanie o nich mówić. Nawet nieśmiało!
A tak poważnie, to Finch chyba miała jakiś problem. Przecież to była Teddy. Jej Teddy. Dla niej nie musiała tak się spinać, ani niczego udowadniać. Mogła wymyślać w głowie tysiące scenariuszy, ale prawda była całkiem prosta - nic, absolutnie nic nie sprawi, że Darling pokocha ją bardziej. Bo bardziej się nie dało! Chociaż podejrzewała, że codziennie, w zupełnie zwykłych chwilach, wielokrotnie ogarnie ją niespodziewany przypływ uczuć! I wtedy nie pozostanie jej nic innego, jak w końcu dać się rozpieszczać wszystkim, co tam się uroi w tej ślicznej główce.
Jesteś zakochana po uszy i odurzona miłością — stwierdziła, kręcąc głową nad swoim kieliszkiem. — Oby twoje słowa nie obróciły się w gówno i żebyś nie pożałowała, że w ogóle mnie poznałaś — zastrzegła, niby z poważną miną, ale to akurat było dość wątpliwe. April poznała się na niej wystarczająco, żeby zakończyć ich znajomość jakąś dekadę wstecz. Albo jeszcze wcześniej. A skoro tyle z nią wytrzymała, to musiała mieć do Darling jakąś niepojętą słabość. I vice versa!
Toast został obrany doskonale. Nie ma co się czarować, z takich genów wyjdzie doskonały, mały człowiek. Nie dość, że inteligentny, zabawny i dobry, to w dodatku taki przystojny! Toronto pewnie będzie psem na baby. Albo chłopów. A jeśli to będzie dziewczynka, dalej mogły pozostać przy tym imieniu. Tylko wtedy Teddy będzie kontrolować każdy jej ruch. Bo co, jeśli w swoim życiu natrafi na kogoś pokroju swoich matek? Dajcie spokój!
W takim razie wypijmy za nasze pierwsze dziecko. A ile w ogóle ma być tych dzieci? — stuknęła swoim kieliszkiem o kieliszek Finch i wlała jego zawartość do gardła. Kurwa, jakie to było niedobre! I mocne! Niby wyczytała, że okolehao może mieć nawet sześćdziesiąt procent, ale bez przesady!
Teddy skrzywiła się i przywaliła dłonią w barowy blat. Ten korzenny posmak w niczym nie pomagał. Jak życzenia z toastów nie spełnią się nie przyniosą im szczęścia, to pierdolić takie picie! Poza tym fatalnie zarządziła, bo najpierw powinny zjeść coś treściwego, a dopiero później zacząć się alkoholizować. Z pewnością odbije im się to czkawką. Albo zgagą.
April! — ujęła jej twarz w swoje dłonie. — Wiesz, co musimy zrobić? Musimy się odjebać, jak szczury na otwarcie kanału! Zaraz, wróć — zrobiła pauzę, zbierając myśli. Nakręcała się, jak dzika. To przez okolehao. Albo przez oberwanie deską w łeb. — Najpierw porządnie się najemy, zanim pójdziemy w tango. I zanim ci udowodnię, że jednak potrafię tańczyć — dodała, unosząc dumnie podbródek.
Oczywiście, że to była bujda na resorach. Każdy, kto znał Theodorę Darling wiedział, że miała dwie lewe nogi i beznadziejne poczucie rytmu. Gyby było inaczej, nie wyrzucono by jej z orkiestry szkolnej na zbity pysk. Może jednak to i lepiej – dwie muzycznie uzdolnione matki mogłyby wywołać na dzieciach zbyt dużą presję. A tak to będą miały w czym wybierać - sport, muzyka, kreatywne albo niebezpieczne zawody. Zero nudy!

zamiast róż - dostawać bukiet motyli, mieć zdrętwiałą rękę po nocy od twojej szyi

And she, just like I got her head in the clouds

: wt mar 03, 2026 1:57 pm
autor: April Finch
Znowu miała ochotę ją trzasnąć. Przemoc rzeczywiście rodziła przemoc. Im więcej robiła jej krzywdy, tym bardziej była nakręcona. Musi się opanować, bo zaraz zamieni się w jakąś bestię, a przecież taka w ogóle taka nie była. Preferowała bardziej pokojowe rozwiązania, tj. takie bez rękoczynów. Samo darcie ryja wystarczy. A jak już demolować, to przedmioty dookoła, a nie ukochaną osobę. Powstrzymała się więc od kolejnych ciosów i kopnięć.
— Zdecydowanie jestem zakochana, jestem odurzona. I przypomniało mi się magicznie też trochę twoich wad. Na przykład - jesteś strasznie durna. — Machnęła lekceważąco ręką. Wiadomo, że nie było żadnej opcji, żeby pożałowała, że ją poznała. Nawet, gdyby coś Teddy opętało i skrzywdziłaby ją w jakiś wyjątkowo paskudny sposób, to nie zaczęłaby żałować. Za dużo cudownych rzeczy się między nimi wydarzyło, by odrzucać te wspomnienia w kąt. Chociaż w sumie jakiś czas temu stwierdziła, że wolałaby pozbyć się wspomnień, a nie stracić możliwość tworzenia nowych. Czyli Teddy po prostu nie może dać się opętać i nie może złamać jej serca, bo wtedy już wszystko pójdzie kompletnie źle.
Trudno będzie pokochać to dziecko, gdy okaże się cispłciowe i heteroseksualne, oj trudno! Niech lepiej trzyma kciuki, że będzie równie zwichrowane jak matki albo je gdzieś oddadzą. Przywiążą do drzew w lesie albo wcisną do okna życia po trzynastych urodzinach i tyle będzie z macierzyństwa. Wymienią sobie na lepsze.
— Minimum dwójkę? — zasugerowała trochę niepewnie, obserwując, jak przyszła matka tegoż potomstwa wlewa w siebie jakieś paskudztwo. Jej reakcja była co najmniej martwiąca. Potrafiła przecież przełknąć niejedno bez zająknięcia. Skoro to ją wykrzywiło, to April chyba powinna zacząć spisywać testament. Problem w tym, że nie miała pewności, na ile części podzielić majątek. Zdecydowanie wpasowywała się w schemat, w którym osoby, które wychowały się w większych rodzinach, chcą zakładać identyczne. Lubiła dzieciaki i mogłaby ich zgromadzić choćby i czwórkę, ale wolała stąpać przy jedynaczce nieco ostrożniej. W końcu nie rozmawiały jeszcze na ten temat na poważnie w tym dwutygodniowym związku! O ile rozmowę nad jakąś wyspiarską wódą można w ogóle uznać za poważną.
No nic, raz szprocie śmierć. Stuknęła szkłem o blat, zanim wlała sobie jego zawartość do gardła. Paskudztwo. I to jeszcze takie palące. Niby ziołowe, a jednak słodkie. Co za kretyn to wymyślił? Trzeba było lecieć do Meksyku i zalewać się tequilą. Chociaż lepiej nie. Jeszcze jakieś obrzydliwe heterusy włamałyby im się do tego wynajętego domku i zaczęły się tam ruchać. Podobno takie rzeczy dzieją się w tym kraju żółtawego filtra!
— No przecież taki był plan. Ty chciałaś iść do tego klubu w dresach, czy co? — Spojrzała na nią z rozbawieniem. Jeszcze tego byłoby mało! Chociaż właściwie czy Finch by to przeszkadzało? Sama w życiu by czegoś takiego nie zrobiła, ale też nie czepiałaby się Teddy o jej wybory w kwestii garderoby.
— Chyba że dzisiaj chcesz mnie zabrać do jakiegoś uroczego baru? Gitarę złapałaś w kilka minut, z salsą też na pewno nie będziesz miała problemów. — Uśmiechnęła się ciepło, naciskając czubek jej nosa. W końcu znajdzie sposób na wywołanie z niego klaksonu, na bank! Zaraz po tym, jak nauczy ją tańczyć. Może i wirtuozką instrumentu jeszcze nie była, ale ostatnio szło jej naprawdę nieźle. Naćpane w klubie to one zbyt wiele lekcji nie podłapią, ale nieco podchmielone na parkiecie baru z muzyką na żywo? Będzie lepiej niż na studniówce.

Bo ty jak nikt kochasz tańczyć, a ja nie znam żadnych kroków

And she, just like I got her head in the clouds

: wt mar 03, 2026 4:04 pm
autor: teddy darling
Już chciała wypalić, że to przy niej stała się taka durna. I jeszcze przez miłość, która wylewała się Teddy uszami. O ile w pierwszej części mogło skrywać się ziarenko prawdy, to miłość nie miała tutaj nic do rzeczy. Ona uskrzydlała Darling, ale durna była zawsze. Od czasu do czasu April powinna trzepnąć ją przez łeb jakąś ścierą. Tylko nie za mocno, bo będą mieć głupie dzieci!
Minimum dwójkę — przytaknęła, skoro już o dzieciakach mowa. — Bycie jedynaczką jest totalnie bez sensu — dodała, biorąc za przykład własne doświadczenia. Nie chciała, żeby Toronto przechodził przez to samo.
Choć nigdy niczego jej nie brakowało i zawsze miała uwagę rodziców na wyłączność, odczuwała brak codziennego towarzysza zabaw. Kogoś, z kim mogłaby dzielić radości i drobne frustracje zarówno w dzieciństwie, jak i w dorosłym życiu. Niby nadrabiała, otaczając się rówieśnikami, jednak gdyby T&T zdecydowali się na więcej potomstwa, Teddy byłaby najlepszą siostrą na świecie! Może odrobinę nadopiekuńczą, ale zawsze gotową stanąć na wysokości zadania. Dlatego sama marzyła o drużynie koszykarskiej, którą mogłaby zebrać w domu, ale kto to wszystko urodzi? Na pewno nie Darling.
W zasadzie, to bardzo dziwne, że nie rozmawiały o tych planach zaraz po tym, jak zdecydowały się być razem. Najdziwniejsze było jednak to, że April wciąż nie zamieszkała w lofcie, a przecież lesbijki takie decyzje podejmują od razu. W tym przypadku strasznie rozminęły się ze stereotypami. W rzeczywistości Teddy nigdzie się nie spieszyło. Oczywiście chciała, żeby Finch wprowadziła się do jej mieszkania, ale jednocześnie była pierwszą dziewczyną, której coś takiego zaproponowała. Pewnie nie doszłoby do tego, gdyby nie znały się tyle lat.
Co złego jest w imprezowaniu w dresach? — rzuciła, patrząc wymownie na swoje krótkie szorty. — Że niby co? Nie wpuściliby mnie? Z takimi nogami? — parsknęła, kręcąc przy tym głową. No chyba musieliby postradać zmysły!
Teddy stroiła się dla siebie, nie dla innych. No i trochę też dla April, bo zawsze lubiła ładnie się dla niej prezentować. I przy niej, bo przecież nie chciała odstawać. Finch nie musiała robić nic, a i tak zawsze błyszczała.
Poza tym to nawet nie są dresy. Zresztą i tak chcę założyć sukienkę. Sama powtarzasz, że za rzadko w nich chodzę — dodała, uśmiechając się półgębkiem, choć tak naprawdę sama nie wiedziała, gdzie mogłaby je nosić na co dzień. Po remizie? Rzadko zdarzały się ku temu odpowiednie okazje.
Teraz jednak były na Hawajach, a lekki, zwiewny strój wydawał się idealny. Może Darling nawet nie będzie narzekać na swoje umięśnione ramiona, które w kieckach zawsze wyglądały zbyt obszernie. Albo przynajmniej nie będzie marudzić aż tak bardzo.
A dlaczego nie możemy zaliczyć obu miejscówek? — zapytała, sięgając po drugi kieliszek. — Najpierw kulturalnie udamy się do baru. Tylko nie wiem, czy przy jawaiian da się w ogóle tańczyć? Pewnie tak! Może to być nawet bar karaoke, nieistotne! A potem skoczymy do klubu. Mają tu jakieś dobre kluby? — wyciągnęła telefon, żeby sprawdzić lokale w Honolulu. Zmarszczyła nos, czując, jak April przyciska jej noc. Czy powinna w końcu zacząć wydawać jakieś dźwięki? Następnym razem Finch może nieźle się zdziwić!
Teddy szybko jednak przypomniała sobie o kolejnym toaście, więc komórka powędrowała z powrotem do kieszeni. Ekran jeszcze przez moment rozświetlał materiał spodni. Trudno, kluby im nie uciekną. Było ich przecież więcej niż jeden, a wieczór nawet się jeszcze nie zaczął. Przez chwilę obracała w palcach ciężki kieliszek, obserwując, jak płyn faluje przy każdym ruchu. Zastanawiała się, za co tym razem mogłyby wznieść kieliszki. Za nową pracę? Za wyjazd? Za to, że udało im się dziś nie zginąć? W końcu uśmiechnęła się tak szeroko i promiennie, że śmiały jej się nawet oczy. Nachyliła się bliżej i musnęła ustami policzek April, nadal ciepły od słońca i pachnący oceanem.
Żebyśmy za trzydzieści lat wciąż patrzyły na siebie tak jak dziś — powiedziała cicho, ale z przekonaniem, po czym uniosła kieliszek.
Zawahała się jeszcze na moment, odwlekając nieuniknione. Okolehao było autentycznie paskudne. Już sam zapach zapowiadał walkę. Ale nie po to zapłaciła za szoty, żeby teraz wylewać za kołnierz!

no to wchodzę w tę ciszę, która wynika z twoich bioder