And she, just like I got her head in the clouds
: sob lut 28, 2026 9:37 pm
Dobrze było mieć taką kibickę, jak Teddy. Byłoby okropnie, gdyby wyłącznie ze sobą rywalizowały. Szybko by ją to zmęczyło. I to wcale nie przez to, że pewnie zazwyczaj by przegrywała. Lubiła cieszyć się z własnych zwycięstw, ale zawsze była też pierwsza do doceniania kogoś innego. Liczyła na nieco atencji oraz na jakiś pochwały. A Teddy przepięknie jej to sprezentowała. Czuła się przy niej jakby wciąż mknęła po fali. W pale się nie mieści, ile potrafiła jej dać radości.
— Nie mogę się doczekać, aż będziemy zmuszać je do oglądania tych wszystkich nagrań. — Przejęła od niej telefon, ale nie zaczęła od razu oglądać. Obczai sobie potem. Skoro już ustaliły, że będą się tym chwalić przed następnymi pokoleniami., to wiedziała, że ma na oglądanie mnóstwo czasu. Zresztą! Na pewno będzie musiała to trochę przyciąć. I dobrać jakąś porządną muzykę, zanim wstawi na Instagrama. To wszystko można ogarnąć potem.
Teraz przyszedł czas na oglądanie przyszłej matki swoich dzieci. Cisnęła deską gdzieś na bok, na ten moment miała jej dość. Śledziła wzrokiem Teddy, która z dużo większą łatwością pruła przez ocean. A jak pięknie łapała fale! Chyba jeździła potajemnie na jakieś coroczne obozy sportowe w miejsce takie, jak te, by móc pewnego pięknego dnia zaimponować Finch. Wychodziło jej to naprawdę doskonale. Nagrała ją, cyknęła kilka fotek, niech strażaczka też się cieszy z takiej pamiątki.
Nagrał się również moment, w którym deska uderza strażaczkę w głowę. April zamarła przerażona, nie mając pojęcia, co się robi w takiej sytuacji. Rzuciła telefon na ręcznik za sobą i podbiegła w stronę wody, już bez tej nieporęcznej deski. Musiała ją przecież natychmiast uratować! Nie zdążyła jednak zamoczyć nawet kolan, gdy zauważyła, że jej partnerka gramoli się z wody o własnych siłach. To ją nieco uspokoiło, bo to przecież bardzo dobry znak. Cofnęła się na brzeg, czekając, aż do niej dołączy.
— Wszystko w porządku? Będziesz żyć? Który mamy rok? Kto napisał Iliadę? Jak ma na imię miłość twojego życia? — dopadła do niej natychmiast i zaczęła oglądać ją z każdej możliwej strony. Wszystkie kończyny miała na miejscu, łeb też jej nie odpadł. Nie leciała krew. Przesunęła ostrożnie palcami po uderzonym miejscu, chcąc się upewnić, że nie doszło do żadnego rozcięcia. Prawdopodobnie skończy się to guzem. Jeżeli tylko Teddy odpowie poprawnie na wszystkie pytania, to może nawet będą mogły uniknąć jakiejś bardzo poważnej operacji na ten jej durny łeb. Do Seattle był kawałek, a przecież do żadnej innej neurochirurg niż Ameria Shepard jej nie zabierze.
— Chodź, usiądź, odetchnij. Chcesz jechać do szpitala? Masz, napij się. Albo zjedz papaję, musisz mieć energię na walkę z chorobą. — Chyba jej się trochę mieszała terminologia. Ale była strasznie zaaferowana. Zaciągnęła Darling na ręcznik i zmusiła ją do usadzenia na nim dupy. Ułożyła obok niej butelkę z wodą, którą od razu też otworzyła. Obok postawiła otwarte pudełko z owocami. Szkoda, że nie wzięły apteczki, tylko jakieś, kurwa, durne mango.
— Nie rób ze mnie wdowy, zanim weźmiemy porządny ślub — poprosiła, klękając na przeciwko. Pogładziła ją po policzku, nadal strasznie smutna i zmartwiona. Przyleciały tu przecież razem, siedząc obok siebie w samolocie. Nie ma opcji, że któraś wróci w luku bagażowym.
Po to jesteś na świecie, by mnie tulić w ramionach. Cuda cuda opowiadać I z miłości konać
— Nie mogę się doczekać, aż będziemy zmuszać je do oglądania tych wszystkich nagrań. — Przejęła od niej telefon, ale nie zaczęła od razu oglądać. Obczai sobie potem. Skoro już ustaliły, że będą się tym chwalić przed następnymi pokoleniami., to wiedziała, że ma na oglądanie mnóstwo czasu. Zresztą! Na pewno będzie musiała to trochę przyciąć. I dobrać jakąś porządną muzykę, zanim wstawi na Instagrama. To wszystko można ogarnąć potem.
Teraz przyszedł czas na oglądanie przyszłej matki swoich dzieci. Cisnęła deską gdzieś na bok, na ten moment miała jej dość. Śledziła wzrokiem Teddy, która z dużo większą łatwością pruła przez ocean. A jak pięknie łapała fale! Chyba jeździła potajemnie na jakieś coroczne obozy sportowe w miejsce takie, jak te, by móc pewnego pięknego dnia zaimponować Finch. Wychodziło jej to naprawdę doskonale. Nagrała ją, cyknęła kilka fotek, niech strażaczka też się cieszy z takiej pamiątki.
Nagrał się również moment, w którym deska uderza strażaczkę w głowę. April zamarła przerażona, nie mając pojęcia, co się robi w takiej sytuacji. Rzuciła telefon na ręcznik za sobą i podbiegła w stronę wody, już bez tej nieporęcznej deski. Musiała ją przecież natychmiast uratować! Nie zdążyła jednak zamoczyć nawet kolan, gdy zauważyła, że jej partnerka gramoli się z wody o własnych siłach. To ją nieco uspokoiło, bo to przecież bardzo dobry znak. Cofnęła się na brzeg, czekając, aż do niej dołączy.
— Wszystko w porządku? Będziesz żyć? Który mamy rok? Kto napisał Iliadę? Jak ma na imię miłość twojego życia? — dopadła do niej natychmiast i zaczęła oglądać ją z każdej możliwej strony. Wszystkie kończyny miała na miejscu, łeb też jej nie odpadł. Nie leciała krew. Przesunęła ostrożnie palcami po uderzonym miejscu, chcąc się upewnić, że nie doszło do żadnego rozcięcia. Prawdopodobnie skończy się to guzem. Jeżeli tylko Teddy odpowie poprawnie na wszystkie pytania, to może nawet będą mogły uniknąć jakiejś bardzo poważnej operacji na ten jej durny łeb. Do Seattle był kawałek, a przecież do żadnej innej neurochirurg niż Ameria Shepard jej nie zabierze.
— Chodź, usiądź, odetchnij. Chcesz jechać do szpitala? Masz, napij się. Albo zjedz papaję, musisz mieć energię na walkę z chorobą. — Chyba jej się trochę mieszała terminologia. Ale była strasznie zaaferowana. Zaciągnęła Darling na ręcznik i zmusiła ją do usadzenia na nim dupy. Ułożyła obok niej butelkę z wodą, którą od razu też otworzyła. Obok postawiła otwarte pudełko z owocami. Szkoda, że nie wzięły apteczki, tylko jakieś, kurwa, durne mango.
— Nie rób ze mnie wdowy, zanim weźmiemy porządny ślub — poprosiła, klękając na przeciwko. Pogładziła ją po policzku, nadal strasznie smutna i zmartwiona. Przyleciały tu przecież razem, siedząc obok siebie w samolocie. Nie ma opcji, że któraś wróci w luku bagażowym.
Po to jesteś na świecie, by mnie tulić w ramionach. Cuda cuda opowiadać I z miłości konać