last goodbye
: czw mar 05, 2026 11:53 pm
Popatrzyła to na jednego, to na drugiego z zaskoczoną miną.- Jesteście paskudni. Już nigdy Wam nic nie przygotuję do jedzenia- odpowiedziała udając obrażoną, chociaż kąciki jej ust drgały walcząc z tym, aby się nie uśmiechnąć za szeroko. Miała do siebie dystans i wiedziała, że może gotować nie potrafi, ale bałagan w trakcie robi naprawdę perfekcyjny. Czy się tym przejmowała? Na całe szczęście nie. W dodatku niezależnie od efektu, tamtego poranka widziała w oczach Dominica, że mimo wszystko był zadowolony z tego śniadania. Więc chyba nie poszło jej aż tak źle?
Widząc tym razem sceptycyzm Dominica, chciało jej się śmiać z tego powodu. Według niej ciotka Angela była naprawdę niegroźna. Nie do końca wiedziała, czy powinna słuchać rad odnośnie mężczyzn od starej panny, ale skąd wiadomo jakie tak naprawdę ciocia prowadzi życie miłosne? Może po prostu nie bawi się w stałe związki jak ten oto przed nią blondyn? - To były bardzo cenne rady, proszę się nie denerwować- dodała uznając, że zapamięta sobie jej słowa, ale nie będzie ich brała do siebie szczególnie. Już z Loganem się czuła, że brała go pantofel oczekując od niego czegoś, na co najwyraźniej nie był gotowy. Nie chciała tego samego błędu popełnić z kolejnym mężczyzną.
Lecz to nie zmieniało faktu, że jej na nim zależało i to znacznie bardziej niż na zwykłym przyjacielu. Chociaż o każdego , by dbała w takiej sytuacji w jakiej się znalazł Reyes. Zerknęła też z wdzięcznością na Logana, który również próbował nakłonić go do jedzenia , nawet jeśli z mniejszym uporem. - A jadłeś coś dzisiaj przed pogrzebem? Bo w domu nie zauważyłam- spytała z wyraźną troską nie zdając sobie sprawy, że właśnie sama się przyznała przed nim, że go obserwowała cały czas. Może to i lepiej, bo mając tego świadomość spaliłaby się ze wstydu i chciałaby się zapaść pod ziemię.
Zamiast tego słuchała wspomnień mężczyzn z uśmiechem na ustach. Cudownie było ich obserwować jak ponownie odnaleźli do siebie drogę. Byli prawdziwymi przyjaciółmi, których najwyraźniej nic nie mogło rozdzielić i Skye była naprawdę z tego powodu bardzo szczęśliwa. Żałowała nawet, że nie poznała ich wcześniej i ten szalony okres pierwszych imprez nie spędzała razem z nimi, bo nie wątpiła w to, że zabawy z nimi były najlepsze. W końcu nawet w ciągu ostatniego roku kilka wspólnie opili. - Boże! Biedna pani Montgomery! I litościwa, że tylko jajkami rzucała- pokręciła głową śmiejąc się pod nosem i upijając łyk alkoholu. To był totalnie Logan - z tak słabą głową, że nawet Skye mogła więcej wypić niż on i lepiej się trzymać, co miało w tym swój pewien urok. Tym bardziej, że zawsze upijał się na słodko- tak jak teraz. Obserwowała z ciepłym spojrzeniem w oczach ich dwójkę jak się żegnają, ale jej brew delikatnie drgnęła, gdy usłyszała słowa Haynesa.- Pa Logan, nie wracaj sam do domu albo najlepiej zostań u rodziców dzisiaj- zaproponowała żegnając się z nim i odprowadziła go wzrokiem do drzwi. Dopiero wtedy spojrzała na Dominica i w końcu się odprężyła jeszcze bardziej. Miło było z nim w końcu zostać sam na sam. Nawet jeśli na dole wciąż było mnóstwo gości, to chociaż mieli teraz chwilę dla siebie. Miała też ogromną ochotę wstać, aby go ponownie przytulić tak jak w kościele - lecz tym razem mocniej i dłużej. Tęskniła za nim - za ciepłem jego ciała i kojącym zapachem perfum. Ale jak by to wyglądało? Jakby to wyjaśniła? Czasami czuła się niekomfortowo w jego towarzystwie nie wiedząc co jest między nimi, a słowa Logana jeszcze dołożyły swoje. - Też powinnam Ci pogratulować? Tylko nie jestem pewna czego- spytała z uśmiechem na twarzy. Nie miała jakichkolwiek pretensji, że o czymś nie wie, bo przecież nie jest zobligowany do mówienia jej k wszystkim. Była po prostu ciekawa i zaskoczona, że przyjaciel mu czegoś gratulował i to na pogrzebie jego matki. Czy Dominic podzieli się z nią tą nowiną?
Dominic Reyes
Widząc tym razem sceptycyzm Dominica, chciało jej się śmiać z tego powodu. Według niej ciotka Angela była naprawdę niegroźna. Nie do końca wiedziała, czy powinna słuchać rad odnośnie mężczyzn od starej panny, ale skąd wiadomo jakie tak naprawdę ciocia prowadzi życie miłosne? Może po prostu nie bawi się w stałe związki jak ten oto przed nią blondyn? - To były bardzo cenne rady, proszę się nie denerwować- dodała uznając, że zapamięta sobie jej słowa, ale nie będzie ich brała do siebie szczególnie. Już z Loganem się czuła, że brała go pantofel oczekując od niego czegoś, na co najwyraźniej nie był gotowy. Nie chciała tego samego błędu popełnić z kolejnym mężczyzną.
Lecz to nie zmieniało faktu, że jej na nim zależało i to znacznie bardziej niż na zwykłym przyjacielu. Chociaż o każdego , by dbała w takiej sytuacji w jakiej się znalazł Reyes. Zerknęła też z wdzięcznością na Logana, który również próbował nakłonić go do jedzenia , nawet jeśli z mniejszym uporem. - A jadłeś coś dzisiaj przed pogrzebem? Bo w domu nie zauważyłam- spytała z wyraźną troską nie zdając sobie sprawy, że właśnie sama się przyznała przed nim, że go obserwowała cały czas. Może to i lepiej, bo mając tego świadomość spaliłaby się ze wstydu i chciałaby się zapaść pod ziemię.
Zamiast tego słuchała wspomnień mężczyzn z uśmiechem na ustach. Cudownie było ich obserwować jak ponownie odnaleźli do siebie drogę. Byli prawdziwymi przyjaciółmi, których najwyraźniej nic nie mogło rozdzielić i Skye była naprawdę z tego powodu bardzo szczęśliwa. Żałowała nawet, że nie poznała ich wcześniej i ten szalony okres pierwszych imprez nie spędzała razem z nimi, bo nie wątpiła w to, że zabawy z nimi były najlepsze. W końcu nawet w ciągu ostatniego roku kilka wspólnie opili. - Boże! Biedna pani Montgomery! I litościwa, że tylko jajkami rzucała- pokręciła głową śmiejąc się pod nosem i upijając łyk alkoholu. To był totalnie Logan - z tak słabą głową, że nawet Skye mogła więcej wypić niż on i lepiej się trzymać, co miało w tym swój pewien urok. Tym bardziej, że zawsze upijał się na słodko- tak jak teraz. Obserwowała z ciepłym spojrzeniem w oczach ich dwójkę jak się żegnają, ale jej brew delikatnie drgnęła, gdy usłyszała słowa Haynesa.- Pa Logan, nie wracaj sam do domu albo najlepiej zostań u rodziców dzisiaj- zaproponowała żegnając się z nim i odprowadziła go wzrokiem do drzwi. Dopiero wtedy spojrzała na Dominica i w końcu się odprężyła jeszcze bardziej. Miło było z nim w końcu zostać sam na sam. Nawet jeśli na dole wciąż było mnóstwo gości, to chociaż mieli teraz chwilę dla siebie. Miała też ogromną ochotę wstać, aby go ponownie przytulić tak jak w kościele - lecz tym razem mocniej i dłużej. Tęskniła za nim - za ciepłem jego ciała i kojącym zapachem perfum. Ale jak by to wyglądało? Jakby to wyjaśniła? Czasami czuła się niekomfortowo w jego towarzystwie nie wiedząc co jest między nimi, a słowa Logana jeszcze dołożyły swoje. - Też powinnam Ci pogratulować? Tylko nie jestem pewna czego- spytała z uśmiechem na twarzy. Nie miała jakichkolwiek pretensji, że o czymś nie wie, bo przecież nie jest zobligowany do mówienia jej k wszystkim. Była po prostu ciekawa i zaskoczona, że przyjaciel mu czegoś gratulował i to na pogrzebie jego matki. Czy Dominic podzieli się z nią tą nowiną?
Dominic Reyes